sobota, 12 stycznia 2019

Jak na Łemkowszczyźnie z wampirami walczono

Choć trudno w to uwierzyć, jeszcze po II wojnie światowej w Karpatach wierzono, że zmarli mogą zamieniać się w upiory. Szczególnie w Beskidzie Niskimi i Bieszczadach panowało przekonanie, że niektórzy ludzie mają dwie dusze i dwa serca. Ponieważ zapotrzebowanie na odpędzanie złych mocy odpowiedzialnych za wiele nieszczęść, w tym szerzącej się na tym terenie zarazy, było ogromne, powstała grupa ,,specjalistów" od wampirów, upiorów i duchów. 
Zwano ich ,,baczami"...



Kim jest upiór?

Na pograniczu między niesamowitymi zjawami, a ludźmi znajduje się "upiór". Jest to istota (jedni uważają, że to duch, inni że chodzący nieboszczyk), która po śmierci wychodzi z grobu i albo czyni ludziom różne złośliwości - straszy, dusi bydło itp. Drugi typ to osoby nie mogące się rozstać z opuszczoną rodziną, wracają nocami do swoich domów i pomagają przy pracy w gospodarstwie, rąbią drewno, młócą zboże. Znane są też historie o upiorach, które odwiedzały swoje żyjące żony i utrzymywały z nimi normalne stosunki małżeńskie.
Wierzono, że upiorem może stać się po śmierci człowiek poczęty ze stosunku odbytego w czasie menstruacji. Przyszłego upiora można było poznać jeszcze za życia po tym, że miał wybitnie czerwoną karnację twarzy i ciemne zrośnięte brwi. Po śmierci zaś ciało delikwenta miało wykazywać wybitną elastyczność, nie sztywniało, oraz zachowywały się rumieńce na twarzy.


Dwie dusze, dwa serca

Upiór posiada dwa serca, jedno sprawiedliwe - od człowieka i drugie niesprawiedliwe pochodzące o diabła. Podobnie z duszami. Jedna została ochrzczona i po śmierci poszła spokojnie w zaświaty. Natomiast druga, nie ochrzczona, pozostawała w zwłokach i powodowała, że nieboszczyk wychodził z grobu. Mawiano, że kiedy taki człowiek umiera ,,nie ma po śmierci spokoju". 


Życie z upiorem

Często upiorami stawały się kobiety które zmarły w połogu. To oczywiste, że matce ciężko opuścić nowo narodzone dziecko, dlatego też nocą wstawały z grobu, aby nakarmić i kąpać swoje dzieci. W jednej wsi, zmarła położnica wychodziła z grobu, ustawiono w niecce przy piecu miskę z wodą i lnianą szmatkę. Codziennie rano ręcznik było mokry, a dziecko starannie wykąpane. 


Jak unieszkodliwić upiora?

Bacza posługujący się swoimi magicznymi sposobami wyszukiwał na cmentarzu grób, z którego potencjalnie mógł wychodzić nieboszczyk, następnie odkopywał grób. Trumnę wydobywano, wyjmowano zwłoki, bacza odwracał nieboszczyka plecami do góry. Całego rytuału dopełniało przybicie ciała do ziemi osikowym kołkiem, lub żelaznym zębem od bron. Należało jeszcze bezwzględnie odciąć głowę, włożyć między nogi, oraz nieboszczyka przykryć kolczastymi gałęziami (np. tarniną). Ostatecznym zabiegiem uniemożliwiającym powtórne wyjście z grobu było przysypanie go kamieniami. Najbardziej podejrzani o bycie upiorami byli samobójcy, ludzie dotknięci różnymi chorobami, złoczyńcy, osoby oskarżone o czary itp. To ich groby odkopywano w pierwszej kolejności w razie nieszczęść, które spotykały wioskę, pierwsze podejrzenie padało na te właśnie osoby. 

Pochówek wampiryczny - przykład z Gliwic

Leszek Babej, Bacza z Kreckovec, Tymko Rydżyk - łemkowscy baczowie

Leszek Babej (Gyrda) to najsławniejszy na Łemkowszczyźnie bacza. Na co dzień beztroski, notorycznie pijany. Mieszkał w Blechnarce i tam też został pochowany, a na lokalnym cmentarzu bez problemu można odnaleźć jego mogiłę (swoją drogą, to ciekawe gdzie w owym grobie spoczywa jego głowa). Systematycznie przepijał honoraria otrzymane od swoich pacjentów. Mawiał bowiem "Jakbym za to kupił cielę to zdechnie, a jakbym przyniósł do domu toby je ogień spalił, to już lepiej przepić". Mimo iż nie cieszył się dużym szacunkiem głośno było w okolicy o jego skuteczności i miał liczną klientelę. Gdy był już po 60-tce, przepowiadał, że dwa miesiące przed śmiercią straci mowę i będzie ciężko chorował, ponieważ spadną na niego wszystkie cierpienia, z których wybawiał ludzi. Według opowieści miejscowych przepowiednia sprawdziła się, dwa miesiące przed śmiercią autentycznie Gyrda stracił mowę. 

Nagrobek Leszka Babeja (Gyrdy) na cmentarzu w Blechnarce

Bacza z Kreckovec to zupełnie inny typ człowieka. Pochodził z rodziny gdzie od lat trudniono się tym zawodem, dlatego określenie ,,bacza" stało się ich nazwiskiem rodowym. Był pobożny, nosił brodę, która dodawała mu powagi. 
Baczowie zajmowali się nie tylko unieszkodliwianiem upiorów. Trudnili się również znachorstwem, odczynianiem uroków. Co niektórzy potrafili nawet składać kości i leczyć.



Tymko Rydżyk to następca Leszka Babeja. Uważano, że kiedy bacza przekaże swoje umiejętności następcy, to wówczas sam traci swoją moc. Jednocześnie zawód ten, umiejętności przekazywane z ust do ust, były utrzymywane w największej tajemnicy. Dlatego do dziś nie znamy czarodziejskich zaklęć, modlitw, czy treści ,,zaszeptiwania". 



Samobójca spod Lackowej

Jak odbywało się unieszkodliwianie upiora opowiadał naoczny świadek, nieżyjący już Tymko Okarma. Otóż za jego pamięci powiesił się syn właściciela miejscowej huty szkła. Jak wskazywał zwyczaj samobójcy nie grzebano na lokalnym cmentarzu, tylko z daleka od wsi. W związku z tym nieszczęśnika pochowano na Lackowej, w miesjcu "gdzie schodziły się trzy granice", a mianowicie ówczesna granica węgierska, oraz granice wsi Huta Wysowska i Bieliczna. Po pewnym czasie po okolicznych wioskach rozeszła się niepokojąca wieść, że ,,młody pan" chodzi po lesie i straszy kobiety zbierające grzyby. 


Sprowadzono spod Tatr (uważano, że najlepsi baczowie oraz generalnie ów zawód wywodzi się z tajemniczych "gór") baczę, staruszka koło 90-tki, który w towarzystwie mieszkańców całej wsi udał się w miejsce pochówku. Najpierw usunięto z grobu około 3 kubiki (metry sześcienne) kamieni, które poskładano na grobie, żeby nieboszczyk z niego nie wychodził - co akurat nie poskutkowało - i wydobyto zwłoki. 
Pomimo, że od śmierci samobójcy minęły już dwa miesiące jego ciało nie rozkładało się. Bacza rozpalił ognisko, rzucił do niego jakieś zioła, okadził nimi trupa, pokropił go święconą wodą a następnie uciął mu głowę toporem i odwrócił zwłoki plecami do góry. 
Między rozłożone nogi położył gałęzie tarniny, położył na nich głowę. Na koniec przybił trupa do ziemi dwoma długimi gwoździami, z których jeden wbił między łopatkami, a drugi w krzyże, czyli okolice lędźwi. 
Po powtórnym okadzeniu i pokropieniu święconą wodą grób z powrotem zakopano.


Upiory w Jaworniku koło Komańczy

Najbardziej znanym i najszerzej opisanym przypadkiem pochówków wampirycznych jest Jawornik (możecie o nim poczytać TUTAJ). 
O miejscowych zwyczajach pisał znany polski etnograf Oskar Kolberg: ,,W upiory lud górski wierzy mocno; i tak we wsi Jaworniku nad Osławicą nie ma jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał w głowę wbitego ćwieka, lub uciętej, i u nóg położonej głowy".
Sam rytuał pochówków wampirycznych funkcjonował co najmniej kilkaset lat. Pierwszy znany przypadek takiego pochówku miał miejsce na początku XVI wieku, ostatni do którego miało dojść w Jaworniku już po drugiej wojnie światowej, tuż przed wysiedleniem wioski. 




Wampir z ulicy Zamkowej w Sanoku   

Ciekawym przypadkiem jest grób odkryty w latach 80-tych w Sanoku na ulicy Zamkowej. Podczas rozbiórki zabytkowego domu wzniesionego w sąsiedztwie cerkwi pw. św. Trójcy odnaleziono cmentarzysko liczące kilkadziesiąt grobów. 
Uwagę badających sprawę archeologów przykuł jeden pochówek. Osoba złożona w grobie miała około 25 lat. Trudno określić płeć tej osoby ponieważ, kości czaszki wskazują, że mógł to być mężczyzna, natomiast kości miednicy przemawiają za tym, że była to kobieta. Archeolodzy przypuszczają, że człowiek ten mógł być hermafrodytą (osoba posiada wówczas cielesne cechy zarówno kobiety jak i mężczyzny). 
Prawdopodobnie właśnie to sprawiło, że nieboszczyka nie pozostawiono w spokoju po śmierci. Profilaktycznie wykopano go, odcięto mu głowę i schowano między nogami. Na tym samym cmentarzu odnaleziono jeszcze dwa groby, gdzie pochowanie w ustach mieli monety, co też świadczy o tym, że wśród społeczności byli ,,podejrzani".


źródło : e-sanok

Wierzyć?

Strach przed wszelkiej maści złymi mocami jest tak stary jak istnienie ludzkiego gatunku. Teraz wiele ludzkich defektów, czy chorób potrafimy rozpoznać. Wcześniej, jeszcze przed wojną, jak ktoś był odmieńcem, miał na przykład dużą głowę czy wyłupiaste oczy, to stwierdzano iż to ,,odmieniec", albo że jak nic jakiś ,,podrzutek". 



Czytelnikowi, który nie spotkał się w swoim życiu, w swojej okolicy z tego typu opowiadaniami trudno jest zrozumieć w jaki sposób te wierzenia dotrwały do dnia dzisiejszego. Natomiast jeśli słyszycie od dziecka, przy rodzinnym stole, jak to wasza babka, czy prababka opowiadała, że widziała upiora ,,na własne oczy" - to już trochę zmienia postać rzeczy. 
Jedni nazwą wiarę w duchy, upiory, zjawy zwyczajną ciemnotą. Ja natomiast uważam, że jest to elementem kultury w pewnym stopniu scalającej społeczność, która wspólnymi siłami musiała sobie radzić z nawiedzającymi wioskę złymi mocami. Nie mówię, że odkopywanie grobów było dobre, ale było na to przyzwolenie, dla dobra sprawy, ludzie patrzyli na to i nikogo to wtedy nie bulwersowało. 

Nikomu nie każę w to wierzyć, natomiast proszę, o potraktowanie tego tekstu jako elementu historii i kultury, bo to już odległa przeszłość, nie zmienimy jej, możemy tylko o tym po latach poczytać... A to już nie wróci, tak myślę...





Opracowanie tekstu, oraz zdjęcia: Katarzyna Skóra 




Źródła: ,,Podkarpacka historia" nr. 5-6
             ,,Śladami Łemków" Roman Reinfuss, Wyd. Kraj, Warszawa 1990
              ,,O łemkowskich worożkach, baczach i czarownicach" Roman Reinfuss 
              https://esanok.pl/2017/mamy-w-sanoku-mroczne-tajemnice-kto-zaostrzy-sobie-zeby-na-wampiry-00e13dm.html

6 komentarzy:

  1. Leszek Babej - pierwowzór Jakuba Wędrowycza? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pierwsze o czym pomyślałem��

      Usuń
  2. super....lubię takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna robota !!!!
    Karpaty - magiczna i tajemnicza kraina! zauważmy iż w Rumunii ciągle jeszcze dochodzi do procesów o zbezczeszczenie zwłok, co właśnie wiąże się z pochówkami wampirycznymi.

    czy sam wierze w upiory itp? Raczej nie, ale już w ludzi którzy mają "coś" w oczach, coś takiego, że jak zaczną złorzeczyć, to nie ma siły, i krzywda jakaś cię spodka...
    Nauka wyjaśni to samosprawdzająca się przepowiednią... ale ja wiem swoje!
    W końcu też jestem z Karpat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa złe albo urocze oko :)

      Usuń
    2. Dokładnie! U nas mówiło się też "takie oko" z naciskiem na "takie", znam ludzi jeszcze z mojego pokolenia mocno w to wierzących.

      Z drugiej strony, jeśli chodzisz jakimś miejscem przez 20 lat a nagle po utarczce słownej z kimś mającym "coś w oku", walisz łbem w element którego "tam wcześniej nie było" (był, ale człowiek już nieświadomie go omijał), to twój racjonalizm doznaje tak wielkiego szoku iż ustępuje miejsca wierze w "coś" ;-)
      pozdrowienia!

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!