niedziela, 18 listopada 2018

Wszystko czego nie wiecie o górze Cergowej

Od zawsze to co inne, niezrozumiałe, odstające od normy budziło lęk, stanowiło zagadkę. Tak też od wieków było z Cergową. Pomyślmy, taka samotna góra, stroma, o trzech szczytach, wznosząca się nad pobliską Duklą - widoczna z daleka, nawet z odległych miejscowości coś nietypowego. Ludzką ciekawość wzbudzał fakt skąd się wzięła? Każdy tłumaczył to na swój sposób :)
W legendy zazwyczaj się nie wierzy, może nawet słusznie, ale są to historyjki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ich wartość jest nieokreślona w dzisiejszych  czasach. Ponadto drzewiej zamiast bezmyślnie oglądać wieczorami telewizję, rozbudzano dziecięcą wyobraźnię na przykład takimi lokalnymi legendami, które zapadały w pamięć na długo. 


Zbójeckie jaskinie

Przed wiekami w Beskidzie Niskim królowali tak zwani beskidnicy, tołhaje. Nie byli to tak szlachetni ludzie jak znany z serialu Janosik, większość z nich to byli zwyczajni beskidzcy zbóje. 
Znajdujące się na górze Cergowej jaskinie teraz są zbadane - wiemy mniej więcej, że są to dość głębokie co prawda - ale to tylko szczeliny, natomiast przed wiekami stanowiły enigmatyczną zagadkę. 
Legenda głosi, że w XVII wieku w owych jaskiniach ukrywali się beskidzcy zbójnicy. Upodobali sobie szczególnie rabowanie dość bogatej wówczas grupy ludności, a mianowicie księży. Okradli na przykład doszczętnie księdza Feliksa de Valla, kanonika przemyskiego i plebana w Jasionce. Obrabowali także plebana w Rogach, który ledwo uszedł życiem z opresji, ukrywając się w zmyślnej, przeznaczonej na taką okazję kryjówce. Takie samo nieszczęście spotkało aż dwa razy księdza Wiczkiewicza plebana z Jasionki. 


Pieczary na Cergowej miały dawać schronienie niepokornym zbójom, którzy w jaskiniach przetrzymywali też doraźnie swoje łupy, a nawet zwierzęta, które uprowadzili z plebańskich stajni. Zbierali się tu też przed wyruszeniem na zbójecką wyprawę. 
Legenda głosi, że w tychże jamach w ziemi po dziś dzień można znaleźć ukryte przed wiekami skarby, a nawet kościotrupy - szkielety któregoś ze zbójów, który śmiertelnie ranny podczas napadu, właśnie tu wyzionął ducha. Przed laty zdarzali się ponoć pośród okolicznych parobków śmiałkowie, którzy dokonywali tak druzgocących odkryć. 
Na szczęście dziś w cergowskich jaskiniach możemy spotkać co najwyżej tylko nietoperze.


Zapadłe miasto

Rzeczone miasto miało powstać więcej niż tysiąc lat temu, jak mówi legenda. Domy w nim były z kamienia, oraz całość okalał kamienny mur. Aż do dnia, kiedy zapadło się pod ziemię... a jak to się stało? Posłuchajcie...
Ludzie w owym mieście żyli w pogaństwie. Bezeceństwom wszelakim nie było tu końca, istna Sodomia i Gomora. Wtedy do miasta zawitali obcy przybysze. Nie od razu zdradzili kim są, dopiero po jakimś czasie wyszło na jaw, że to uczniowie Cyryla i Metodego - misjonarze, co krzewili chrześcijaństwo w słowiańskim obrządku. 
Mieszkańcy przyjęli ich co prawda gościnnie, ale kiedy nieznajomi zaczęli wypominać im złe postępki, miastowi zaczęli się do nich odnosić nieufnie. Misjonarze mówili o Bogu i czytali księgę ze Słowem Bożym. Ponadto doradzali ludziom w wielu sprawach, wszystkie swoje osądy popierając słowami zapisanymi w tajemniczej dla mieszkańców kamiennego miasta księdze. 



Starszyzna miejska uradziła, żeby wypędzić z miasta misjonarzy, a tę tajemniczą księgę zostawić. Jak postanowili tak też zrobili. Wtedy stała się rzecz straszna. Kiedy misjonarze opuścili bramę miasta, rozwarła się pod nim ziemia i pochłonęła wszystkie budowle, razem z mieszkającymi tam ludźmi. 
Gdy misjonarze obejrzeli się za siebie dostrzegli na leśnej polanie drzwi od oberży w której zamieszkiwali, a na nich leżała księga. Zawrócili i wzięli ją ze sobą.
Kiedy zeszli w dół, w jednej z wiejskich osad opowiedzieli o tym co ich spotkało - o mieście, które jak się zdaje pochłonęły moce piekielne. 
Wieśniacy obawiając się, żeby nie spotkała ich podobna kara przyjęli ich wiarę, a te drzwi, jako dowód i ku przestrodze potomnych wstawili do swojego kościoła.


Morskie Oko

A było ono tuż poniżej jaskini, koło której w czasie ostatniej wojny spadł samolot... Tu gdzie teraz jest Morskie Oko istniała szczelina skalna. Pewnego razu siedziało koło niej dwóch młodzieńców - lecz nie takich zwykłych, bo byli to olbrzymi, wielkoludy i grali w złote kulki. Naraz jedna z nich wpadła do owej szczeliny. Męczyli się, próbowali ja na różne sposoby wyciągnąć, nic nie przynosiło efektu. Postanowili więc, że rozkopią szczelinę. Kopali i kopali, coraz głębiej, aż ich wielkie ciała zmieściły się w dole, a kulki nadal nie mogli wydostać.


Wreszcie dokopali się do jakiejś wody. Dziura zamieniła się w szeroką i głęboką studnię. Mimo wszystko postanowili przeszukać jej dno. Próbują wejść do wody, a tu nagle wynurza się z niej ogromny łeb ryby. Młodzieńcy nie mieli wątpliwości, że w ich poszukiwania wmieszał się jakiś diabeł i zwodzi ich, chowając złotą kulkę i jeszcze wymyślając te wszystkie przeszkody. 


Wtem ryba rozdziawiła paszczę, a w nim widać pobłyskującą kulkę. Młodzi przerazili się, że przez ich chciwość i głupotę pewnie dokopali się do jakiegoś podziemnego morza i czym prędzej oddalili się od studni. Kiedy wrócili w to miejsce po kilku dniach okazało się, że cała dziura wypełniła się wodą, która była wzburzona i kipiąca niczym fale bijące o brzeg.


W czasie pełni księżyca wody przybywało, wylewała się i cieknąc po zboczu góry trafiała do Jasiołki. Nikt nie miał wątpliwości, że dziura sięga aż do morza, bo woda z niej była słona. Stąd też ów stawek nazwano Morskim Okiem. Tyle tylko, że z czasem, kiedy zabrakło wielkoludów, kiedy cergowskie kamienne miasto zapadło się pod ziemię, także jeziorko zarosło szuwarami, zasypały je liście i dziś pozostał po nim tylko nikły ślad.


Goły pies

Niegdyś ogromne połacie lasów należały do dukielskiego hrabiego Męcińskiego. Jak wiadomo chłopi kradli drewno i kłusowali na potęgę, więc Pan zatrudniał gajowych, żeby pilnowali jego dóbr. Był jeden gajowy, którego rewir obejmował Cergową. Zawsze chodził tam z psem. Czy to żartem, czy serio właściciel powiadał o swoim pupilu, iż to istne diabelskie nasienie. Nigdy się nie łasił, nie dawał się pogłaskać, na wszystkich warczał i szczerzył kły. 


Pewnego razu gajowy szedł ze swym psem - wabił się Kusy - w pobliżu jaskiń na Cergowej. Wtem pies podniósł głowę i zaczął węszyć, coś złego musiało wisieć w powietrzu, bo jeszcze nigdy się tak dziwnie nie zachowywał.
Nagle coś świsnęło w powietrzu i tylko się zakurzyło przy wejściu do jaskini. Kusy bez chwili wahania rzucił się w tamtą stronę i zniknął w czeluściach. Gajowy mocno się zaniepokoił i nasłuchiwał uważnie, bo pies zawsze jak ruszył za zwierzyną to ujadał jazgotliwie, a tu nic - tylko cisza. Odczekał chwilę i zaczął go wołać. Minęło sporo czasu, a Kusy nie wracał. Gajowy pomyślał, że tam dalej może jaskinia jest taka wąska, że pies nie może się wykręcić i odwrócić...


Słońce chyliło się ku zachodowi, a Kusego nie ma. Wrócił więc gajowy do domu sam, spisując psa na straty... Lecz wieczorem stało się coś niezwykłego. 
Kusy wrócił. Cały goły. 
Ale jak to ,,goły"? - zapytacie. 
Nie było na nim ani jednego kłaczka, jakby go ktoś żywcem ogolił do samej skóry. 
Chłopi w Zawadce Rymanowskiej widzieli jakiegoś stwora, niby psa nie-psa, bo bez sierści jak wyłaził ze szczeliny między skałami - to był Kusy. 
Żył jeszcze kilka miesięcy, ale zima przyszła, z nią mrozy, a sierść nie odrosła.
Tak się skończyło spotkanie Kusego z diabłem, że zamarzł zimą w swojej budzie...


Legendy są pierwszym elementem folkloru i tradycji z którym spotykamy się już jako dzieci. Samo słowo ,,legenda" wywozi się z łaciny i oznacza coś co trzeba przeczytać, coś do czytania (łac. legere - czytać). Są to opowieści przekazywane w formie ustnej, stąd też każda legenda ma jakąś podstawę historyczną, która ewoluuje z czasem.
Każde dziecko, czy to w szkole, czy biorąc do ręki swoją pierwszą książkę poznaje legendy, o Popielu, o Kraku... Ale najbardziej działają na wyobraźnię te nasze - lokalne, regionalne legendy, które opowiadają o znanych nam miejscach.
Dzielmy się takimi opowieściami z naszymi pociechami, bo teraz, w czasach animowanych bajek, szczególnie trzeba zadbać o dziecięcą wyobraźnię. 



PS. W tym artykule celowo nie wspominałam o Janie z Dukli :) 
Biorąc pod uwagę ilość legend z nim związanych, powstanie o tym osobny wpis.




Kasia.



Źródło: ,,Księga legend i opowieści beskidzkich ", Andrzej Potocki, wyd. BOSZ, Olszanica 2003


4 komentarze:

  1. O, jakże inna ta Cergowa jesienna niż ta, którą zdobywaliśmy latem. A i legendy perełki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe, na pewno je wykorzystam ....

    OdpowiedzUsuń
  3. Tekst do publikacji prasowej! Swietnie napisane!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam
    Byłam w okolicach, ale tylko na krótko, w sercu ślad pozostał:)
    Pozdrawiam:)
    http://spacerem-przez-zycie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!