sobota, 4 listopada 2017

Na zachodnich rubieżach Łemkowyny - Dubne

Dubne - maleńka, malowniczo położona wioska graniczna leży u stóp góry o tej samej nazwie (Dubne 904 m n.p.m), ale to nie stąd wzięła swoją nazwę. Pochodzi ona od nazwy potoku Dębny.
Dubne lokowane było w 1603 roku na prawie wołoskim przez Michała Leluchowskiego. Wieś ta zasiedlona była, podobnie jak sąsiedni Leluchów w większości przez Łemków, zwanych tutaj "Wengrincami" albo "Uhryńcami" ze względu na naleciałości węgierskie w mowie i stroju.


Jak pozostałe łemkowskie wioski, także tę dotknęła tragedia wysiedlenia. Przed II wojną światową w Dubnem mieszkało ponad 300 osób - chociaż aż trudno w to uwierzyć biorąc pod uwagę, jaka ciasna i wąska to dolina... Natomiast teraz jest to najmniejsza miejscowość gminy Muszyna licząca kilkanaście domów.


W Dubnem znajduje się cudnie położona na wzgórzu cerkiew pw. św. Michała Archanioła pełniąca obecnie funkcję kościoła rzymskokatolickiego. Ta zbudowana w 1863 roku świątynia powstała na miejscu wcześniejszej XVII - wiecznej cerkwi strawionej przez pożar.
Wewnątrz znajduje się ikonostas rokokowo-klasycystyczny z XIX wieku.


Co ciekawe świątynię utrzymują wierni, których jest tutaj około 50 osób - wliczając w tę liczbę dzieci. Trudno tak małej społeczności uzbierać środki na remont pięknej, zabytkowej cerkwi.
Przeciekający dach udało się wyremontować w ramach akcji ,,Ochrony podkowca małego w Polsce" w 2011 roku. Dzięki tej akcji cenne malowidła nie są niszczone przez zacieki na ścianach, a i podkowce mają przytulny dom pod dachem.


Na cmentarzu znajdującym się opodal cerkwi nie zachowało się zbyt wiele pamiątek po dawnych mieszkańcach...

Cmentarz wiejski wsi Dubne



Droga w stronę Leluchowa

Dubne to miejsce, gdzie można jeszcze spotkać zabytkowe spichlerze z XIX wieku. Miałam okazję pokazywać Wam takowe, przy okazji zwiedzania Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. W tamtym wpisie przybliżałam funkcje i strukturę tzw. sypańców, ale pozwolę sobie przypomnieć w kilku słowach... Otóż służyły one do przechowywania płodów rolnych. Ich oryginalna konstrukcja z kolebkowym stropem, oblepiona gliną zabezpieczała przed skutkami pożarów. Gontowe dachy w sytuacji zagrożenia pożarem były zrzucane bosakami. Glina utrzymywana była na konstrukcji za pomocą ,,kołkowania". Trzymała się ścian dzięki gęsto powbijanym drewnianym kołkom.


Oczywiście spichlerz, który widzicie powyżej został pokryty blachą w późniejszym czasie, ale zdaje się, że nawet widać spod niej resztkę gontów. Podobno we wsi są dwa takie sypańce, ale drugiego nie dostrzegliśmy.


Mnie jednakowoż zaciekawiła duża ilość płotów, wszędzie :) Nie są to nowe konstrukcje, ale właśnie to sprawia, że przykuwają uwagę. Wędrując przez wieś w kilku miejscach, gdzieś pod lasem, wśród zarośli, zarastających łąk - wszędzie widać resztki płotów. Ten ze zdjęcia powyżej był w najlepszym stanie.


Nad potokiem dostrzegamy krzyż. Znajdujemy się praktycznie na granicy polsko-słowackiej, widać to od razu bo krzyż taki trochę ,,słowacki". U naszych południowych sąsiadów postać Jezusa zazwyczaj wygląda właśnie tak, jak na poniższym zdjęciu - metalowa. Ale można też często spotkać taki wizerunek w wioskach po polskiej stronie, w tych przygranicznych właśnie.



Taka dacza, domek letniskowy.
A to "coś" wyglądające jak domek Baby Jagi to gołębnik :)

W Dubnem nie ma starych domów, większość to współczesne, nowe domy

Przebiega tędy Turystyczna Pętla Muszyńska - trasa rowerowa biegnąca przez Muszynę, Leluchów, Dubne, Wojkową i Powroźnik. Bardzo dobrze oznakowana ścieżka wiedzie w większości po drogach asfaltowych, natomiast między Dubnem a Wojkową - przez las. 

Od strony Wojkowej właśnie wita nas taka niewielka tabliczka :)


Mieliśmy niewątpliwie szczęście zapoznawać się z Beskidem Sądeckim w najpiękniejszym czasie - barwnej jesieni, przy słonecznej, sprzyjającej aurze.
Zobaczcie sami, jak tam pięknie!




Nie wiem, czy jest potrzeba zachęcania Was do odwiedzenia tej uroczej wioski. Piękna pogoda nie sprzyjała dalekim obserwacjom, ale zapewniam, że widoki są tam niezwykłe. Wystarczy tylko wyjść z doliny na pierwszą lepszą górkę. Chociażby tą, na której usytuowana jest cerkiew :)
A byłabym zapomniała! Podobnie jak w przypadku wyjazdu do Krasnego Brodu polecamy podróż przez Słowację właśnie. Od nas to można powiedzieć ,,jedna droga" czy przez stronę polską, czy słowacką. A wybraliśmy tę drugą opcję. Dlaczego? Dużo mniejsze natężenie ruchu, droga nie najgorsza (jedzie się cały czas taką ważniejszą arterią), no i krajobraz, taki inny niż u nas :)
Na dodatek już znaleźliśmy sobie dzięki takiej przejażdżce kilka kolejnych destynacji na Słowacji :)




Kasia

8 komentarzy:

  1. I znów rewelacyjne kolory. Piękna beskidzka jesień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że nie było od rana słońca to i tak trafiliśmy na całkiem miły, jesienny dzień :)

      Usuń
    2. Macie szczęście. Poza tym żółte liście same z siebie dodają radosnego kolorytu.

      Usuń
  2. Piękna opowieść. Może będzie nam dane, aby tam dotrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Beskidzie Sadecki cudowną jesień udało się nam odnaleźć :)

      Usuń
  3. Świetnie się czyta i ogląda, a tym bardziej, że byliśmy latem w tamtych stronach na rowerach. Krynica-Zdrój, Muszyna, Wojkowa, Dubne... przepięknie tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas był to pierwszy wyjazd w te strony i na pewno nie ostatni :)

      Usuń
  4. Odemnie zde zdowanie blizej jest jednak bez Słowacji. Aczkolwiek na Slowację zawsze wpaśc milo i ciekawie. Nie bylem tam wieki całe. Czas nadrobić. Dobrze podpowiedziałaś tę pętlę rowerową. Najprędzej skorzystam własnie z niej.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!