sobota, 11 listopada 2017

Wyszowatka - krajobraz popeegerowskiej wsi

Nazwa wsi Wyszowatka ( po łemkowsku Wyszewatka ) pochodzi od słowa wisz, oznaczającego zarośla,sitowie, mokra łąkę. Istotne Wyszowatka w znacznej części położona jest na terenie podmokłym. Do 1968 roku obowiązywała pisownia nazwy Wyszowadka

Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1595 roku. W 1629 roku wioska była własnością Marka Antoniego Stadnickiego. Znajdowały się tu wówczas trzy dworzyszcza wołoskie i dworzyszcze sołtysie. W 1890 roku żyło tu 303 grekokatolików.

Plac w centrum wsi


Podczas I wojny światowej blisko połowa mieszkańców wsi, obawiając się represji ze strony wojsk austriackich, razem z cofającymi się Rosjanami zbiegła na wschód. Po 1931 roku prawie wszyscy z mieszkających tu wtedy 210 grekokatolików przeszło na prawosławie. W 1932 wzniesiono okazałą drewnianą cerkiew ( wcześniej nie było żadnej).


Wyboista droga z Grabiu do Wyszowatki

W 1936 roku mieszkało tutaj 178 prawosławnych i 41 unitów. W roku 1938 wybudowano szkołę. Mieszkańcy wsi byli nastawieni nieprzychylnie do narodowych idei ukraińskich, nazywali siebie Rusinami.

Mnóstwo tutaj wierzb bo teren jest podmokły


We wrześniu 1939 roku polskie oddziały Obrony Narodowej okopały się wokół wioski. Niemcy jednak ich nie zaatakowali. Jedynie nocą Słowacy podeszli grzbietem od granicy i zaczęli ostrzeliwać Polaków, lecz wkrótce się wycofali. Oddziały polskie po kilku dniach odeszły na północ bez walki.


Łemkowska kapliczka w polach, przed wsią




Po drugiej wojnie światowej wioskę w całości wysiedlono do Związku Radzieckiego. Wyjechało 240 osób... Powstało tutaj spore Państwowe Gospodarstwo Rolne oraz zakład karny. Do dziś zabudowa wsi składa się głównie z bloków popegeerowskich, zamieszkałych zabudowań zakładu karnego, domów jednorodzinnych jest zaledwie kilka.



 Stara kapliczka tuż przy PGR-ze

Do Wyszowatki wybralismy się w szary, mglisty, jesienny dzień. W dzisiejszym wpisie większość zdjęć będzie czarno-białych gdyż uważamy że lepiej oddają klimat tego miejsca :) Naszą wędrowkę rozpoczynamy z miejscowości Grab skąd prowadzi do Wyszowatki bardzo już zniszczona asfaltowa droga pamiętająca zapewne czasy świetności PGR-u...


 Widać że o kapliczkę ktoś dba

Najciekawszym zabytkiem niewątpliwie jest kapliczka. Fundowana została w 1926 roku przez Dańkę Bajsę. Na dachu znajduje się zapewne oryginalny krzyż. W środku znajduje się współczesna figura Matko Boskiej przybrana sztucznymi kwiatami. Drzwi zamykane są na haczyk więc można zajrzec do środka :)



Schludne wnętrze kapliczki

 Tuż obok znajduje się kamienny cokół z resztkami krzyża....


Teren po byłym PGR-ze jest zdewastowany. Oznaczony jest tabliczkami z napisem " Teren Prywatny" lecz bramy sa pootwierane i z wejsciem nie byłoby problemu :) Dachy kryte są niebezpiecznym eternitem, jakże popularnym za czasów komuny. Część budynków w zachodniej części jest uzytkowana jako stajnie dla bydła. Działa tutaj prywatne gospodarstwo  które wypasa krowy na rozległych łąkach znajdujących się dookoła wioski.



Większość budynków jest obecnie nieużywana




Czasy świetności mają już dawno za sobą... 


Miejsce po cerkwi znajduje się w centrum obecnej wsi. Jest to wyasfaltowany plac manewrowy dawnego PGR-u , obecnie składowane są w tym miejscu bele siana...

Wyszowatka na przedwojennej mapie WIG


 Tu gdzie leżą bale stała niegdyś cerkiew...


Archiwalne zdjęcie drewnianej cerkwi prawosłąwnej, rozebranej w 1954 roku przez PGR


By dojść do miejsca gdzie znajdował się cmentarz wiejski należy skręcić obok tego placu w prawo i błotnistą drogą przejść kilkaset metrów. W oddali dostrzeżemy  w zagajniku pojedyńczy krzyż z zawieszoną na nim zardzewiałą tablicą.

 By dostać się na cmentarz trzeba pokonać elektryczne pastuchy i błoto...

Sądzimy że jest to tzw. krzyż gromadzki postawiony na cmentarzu. Nie zachowały się tutaj niestety żadne nagrobki... Pamiętajmy o takich miejscach, zapalmy znicz, pomódlmy się...



Mieszkańcy wioski w naszym odczuciu starają się jak mogą by polepszyć swój byt. Dużo widzieliśmy tam nowego sprzętu rolniczego, traktorów, sprzętu do zrywki i wywożenia drewna. Część osób pewnie wyjechała za granicę i tam zarabia pieniądze dla rodzin. Reszta pracuje na miejscu w gospodarstwie rolnym lub w lasach przy ścince drzew.  Bo cóż pozostało mieszkańcom tej małej osady położonej tuż przy granicy polsko-słowackiej, z dala od wielkich miast???  Z pracą tu bardzo cieżko a za coś żyć trzeba...







 Dzieki funduszom unijnym można rozwijać gospodarstwo :) 


 Służąca jako magazyn naczepa PEKAES Warszawa :) 


Za blokami mieszkalnym nieco dalej napotykamy kucyki które pasą się w tym miejscu podczas każdej z naszych wizyt w Wyszowatce. Cóż, reszta łąk zarezerwowana jest dla krów :) 



Ostatnimi zabudowaniami we wsi są niskie budynki w których mieściło się niegdyś więzienie. Zostało ono zlikwidowane w latach 70-tych XX wieku a mieszkania oddane do dyspozycji pracowników PGR-u.




Wieźniowie zakładu karnego  dopuszczali sie dewastacji krzyży przydrożnych i kapliczek zarówno w Wyszowatce jak i w sąsiedniej, wysiedlonej miejscowości Długie. Co ciekawe przed barakami w których mieszkali stała również kapliczka i krzyż. One nie zostały przez nich zniszczone. Czyżby jednak bali się gniewu bożego?


         Kapliczka przed dawnym zakładem karnym


 Krzyż przy wjeździe na teren dawnego zakładu karnego, najlepiej zachowany z wszystkich w Wyszowatce


I jego dość czytelny cokół...

Krzyże i kapliczki w Wyszowatce zostały wykonane przez kamieniarskie spółki z Bartnego


Zachowało sie kilka kamiennych cokołów lecz żeliwnych krzyży które tam niegdyś stał dawno już nie ma...





Jakby ktoś chciał zrobić zakupy w Wyszowatce to oczywiście jest taka możliwość :) Trzeba tylko trafić na godziny otwarcia sklepu, który jest całkiem nieźle zaopatrzony ( sprawdziliśmy to zaglądając przez szybę:) .





Do Przełęczy Długie ( 550 m n.p.m.) prowadzi szeroka droga najlpierw asfaltowa, do ostatnich zabudowań wsi, poźniej kamienista ale też da się przejechać. Minąwszy Przełęcz droga staje się węższa, bardziej wyboista i jadąc osobówką przez Długie do Radocyny należy zredukować prędkości bardzo uważać by nie rozwalić sobie np. miski olejowej w samochodze :)




Mimo że przez Wyszowatkę ne prowadzi żaden szlak pieszy warto się tutaj wybrać na wędrówkę lub przejażdzkę na rowerze. Nie ma tutaj stromych podjazdów, podejść są za to niezwykłe widoki, stada krów, krzyże przydrożne i nieco dalej miejsca po wsiach łemkowskich ( Długie, Czarne, Radocyna).


Kamil


Źródła:

 Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015

sobota, 4 listopada 2017

Na zachodnich rubieżach Łemkowyny - Dubne

Dubne - maleńka, malowniczo położona wioska graniczna leży u stóp góry o tej samej nazwie (Dubne 904 m n.p.m), ale to nie stąd wzięła swoją nazwę. Pochodzi ona od nazwy potoku Dębny.
Dubne lokowane było w 1603 roku na prawie wołoskim przez Michała Leluchowskiego. Wieś ta zasiedlona była, podobnie jak sąsiedni Leluchów w większości przez Łemków, zwanych tutaj "Wengrincami" albo "Uhryńcami" ze względu na naleciałości węgierskie w mowie i stroju.


Jak pozostałe łemkowskie wioski, także tę dotknęła tragedia wysiedlenia. Przed II wojną światową w Dubnem mieszkało ponad 300 osób - chociaż aż trudno w to uwierzyć biorąc pod uwagę, jaka ciasna i wąska to dolina... Natomiast teraz jest to najmniejsza miejscowość gminy Muszyna licząca kilkanaście domów.


W Dubnem znajduje się cudnie położona na wzgórzu cerkiew pw. św. Michała Archanioła pełniąca obecnie funkcję kościoła rzymskokatolickiego. Ta zbudowana w 1863 roku świątynia powstała na miejscu wcześniejszej XVII - wiecznej cerkwi strawionej przez pożar.
Wewnątrz znajduje się ikonostas rokokowo-klasycystyczny z XIX wieku.


Co ciekawe świątynię utrzymują wierni, których jest tutaj około 50 osób - wliczając w tę liczbę dzieci. Trudno tak małej społeczności uzbierać środki na remont pięknej, zabytkowej cerkwi.
Przeciekający dach udało się wyremontować w ramach akcji ,,Ochrony podkowca małego w Polsce" w 2011 roku. Dzięki tej akcji cenne malowidła nie są niszczone przez zacieki na ścianach, a i podkowce mają przytulny dom pod dachem.


Na cmentarzu znajdującym się opodal cerkwi nie zachowało się zbyt wiele pamiątek po dawnych mieszkańcach...

Cmentarz wiejski wsi Dubne



Droga w stronę Leluchowa

Dubne to miejsce, gdzie można jeszcze spotkać zabytkowe spichlerze z XIX wieku. Miałam okazję pokazywać Wam takowe, przy okazji zwiedzania Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. W tamtym wpisie przybliżałam funkcje i strukturę tzw. sypańców, ale pozwolę sobie przypomnieć w kilku słowach... Otóż służyły one do przechowywania płodów rolnych. Ich oryginalna konstrukcja z kolebkowym stropem, oblepiona gliną zabezpieczała przed skutkami pożarów. Gontowe dachy w sytuacji zagrożenia pożarem były zrzucane bosakami. Glina utrzymywana była na konstrukcji za pomocą ,,kołkowania". Trzymała się ścian dzięki gęsto powbijanym drewnianym kołkom.


Oczywiście spichlerz, który widzicie powyżej został pokryty blachą w późniejszym czasie, ale zdaje się, że nawet widać spod niej resztkę gontów. Podobno we wsi są dwa takie sypańce, ale drugiego nie dostrzegliśmy.


Mnie jednakowoż zaciekawiła duża ilość płotów, wszędzie :) Nie są to nowe konstrukcje, ale właśnie to sprawia, że przykuwają uwagę. Wędrując przez wieś w kilku miejscach, gdzieś pod lasem, wśród zarośli, zarastających łąk - wszędzie widać resztki płotów. Ten ze zdjęcia powyżej był w najlepszym stanie.


Nad potokiem dostrzegamy krzyż. Znajdujemy się praktycznie na granicy polsko-słowackiej, widać to od razu bo krzyż taki trochę ,,słowacki". U naszych południowych sąsiadów postać Jezusa zazwyczaj wygląda właśnie tak, jak na poniższym zdjęciu - metalowa. Ale można też często spotkać taki wizerunek w wioskach po polskiej stronie, w tych przygranicznych właśnie.



Taka dacza, domek letniskowy.
A to "coś" wyglądające jak domek Baby Jagi to gołębnik :)

W Dubnem nie ma starych domów, większość to współczesne, nowe domy

Przebiega tędy Turystyczna Pętla Muszyńska - trasa rowerowa biegnąca przez Muszynę, Leluchów, Dubne, Wojkową i Powroźnik. Bardzo dobrze oznakowana ścieżka wiedzie w większości po drogach asfaltowych, natomiast między Dubnem a Wojkową - przez las. 

Od strony Wojkowej właśnie wita nas taka niewielka tabliczka :)


Mieliśmy niewątpliwie szczęście zapoznawać się z Beskidem Sądeckim w najpiękniejszym czasie - barwnej jesieni, przy słonecznej, sprzyjającej aurze.
Zobaczcie sami, jak tam pięknie!




Nie wiem, czy jest potrzeba zachęcania Was do odwiedzenia tej uroczej wioski. Piękna pogoda nie sprzyjała dalekim obserwacjom, ale zapewniam, że widoki są tam niezwykłe. Wystarczy tylko wyjść z doliny na pierwszą lepszą górkę. Chociażby tą, na której usytuowana jest cerkiew :)
A byłabym zapomniała! Podobnie jak w przypadku wyjazdu do Krasnego Brodu polecamy podróż przez Słowację właśnie. Od nas to można powiedzieć ,,jedna droga" czy przez stronę polską, czy słowacką. A wybraliśmy tę drugą opcję. Dlaczego? Dużo mniejsze natężenie ruchu, droga nie najgorsza (jedzie się cały czas taką ważniejszą arterią), no i krajobraz, taki inny niż u nas :)
Na dodatek już znaleźliśmy sobie dzięki takiej przejażdżce kilka kolejnych destynacji na Słowacji :)




Kasia