sobota, 21 października 2017

Odkrywanie Słowacji - Krásny Brod, ruiny monastyru Bazylianów

Krasny Brod jest jednym z najstarszych miejsc pielgrzymkowych na Słowacji. według legendy w Krasnym Brodzie został uzdrowiony dzięki wodzie z cudownego źródła niewidomy żebrak, który przybył tutaj w przeddzień święta Zesłania Ducha Świętego. Wkrótce ludzie zbudowali tutaj kaplicę, a wewnątrz umieszczono ikonę Matki Bożej, która w Krasnym Brodzie jest po dziś dzień...


Ruiny, które widzicie powyżej to pozostałości po cerkwi klasztornej należącej do monastyru Bazylianów. Był to cały kompleks budynków mieszkalnych, z centralnie położoną cerkwią, oraz cmentarzem po jej lewej stronie.
Pierwszy klasztor istniał tutaj, w Krasnym Brodzie już w XIV wieku. Ruiny, które można oglądać do dziś mają bardzo bogatą i myślę, że ciekawą historię, o której na próżno szukać jakichkolwiek informacji na polskich stronach internetowych.


Bazylianie nie mieli lekko, na przestrzeni wieków monastyr kilkakrotnie został zniszczony i odbudowany. Za pierwszym razem do spalenia klasztoru doszło w 1603 roku. Otóż do wsi zjeżdżali pielgrzymi, z pieśnią na ustach wędrowali nieraz kilka dni, aby tam dotrzeć. Przejeżdżał tamtędy Valentin Drugeth - żupan kraju zemplińskiego. Jego koń przestraszył się prawdopodobnie śpiewających wiernych i zrzucił go, a Pan niefortunnie upadając złamał sobie rękę.
Tak go ten incydent rozzłościł, że nakazał spalić cerkiew klasztorną. Płomienie strawiły starożytne książki, zwoje - całe archiwa i bibliotekę, natomiast ocalała ikona Matki Bożej. Która według legendy miała płakać do momentu aż cerkiew została odbudowana.
Z kolei Valentin Drugeth poważnie zachorował, nie potrafił pomóc mu żaden lekarz. Natychmiast stwierdzono, że to Kara Boża za niecny czyn jakiego się dopuścił, nakazując podpalenie świątyni. Za namową znajomych przyczynił się w znacznym stopniu do odbudowania cerkwi.



Drugi raz krasnobrodzki klasztor został zniszczony i podpalony mniej więcej w czasie kiedy Franciszek Rakoczy został obwołany księciem Siedmigrodu (wybaczcie, jeśli gdzieś się mylę, ale próbuję tłumaczyć sama z języka słowackiego :)), kiedy to przypada szczytowy okres jego panowania. Powiem tylko, że chciał on aby Węgry odłączyły się od państwa habsburskiego i doprowadził do tzw. Powstania Rakoczego.
Klasztor przez 20 lat stał opuszczony i zniszczony, a doglądali go tylko księża grekokatoliccy z okolicy.



W 1752 roku zdecydowano się na budowę kamiennego klasztoru, wraz z cerkwią, ponieważ drewniane budowle już dwa razy były niszczone przez ogień. Podobno w cerkwi, za ikonostasem był wyryty w kamieniu napis, głoszący iż (w wolnym tłumaczeniu - czyli moim) :
cerkiew ta została zbudowana w roku 7260 od stworzenia świata i w 1752 roku po narodzeniu Chrystusa.
Ta kosmiczna data to zapis według kalendarza bizantyjskiego.

Monastyr w 1915 roku

Wierni pod ruinami w 1930 roku

Po prawej widać resztki kompleksu, który zamieszkiwali mnisi

Niestety nawet kamienne budowle nie oparły się sile wojennej zawieruchy i monastyr został zniszczony po raz trzeci w 1915 roku. Wtedy to podczas potyczki Austriaków z Rosjanami zabudowania klasztorne dosięgnął ogień bitewny. 
Na Słowacji, podobnie jak w Polsce znajduje się sporo cmentarzy z I wojny światowej, w Krasnym Brodzie są trzy cmentarze. Jednak nie są one tak okazałe, jak te w Zachodniej Galicji, dlatego śmiem twierdzić, że może nawet trudno je znaleźć...
O dziwo, ocalało kilka ważnych i cennych rzeczy, po dziś dzień na Węgrzech, czy na Ukrainie można znaleźć książki z krasnobrodzkiej biblioteki.
Ikona Bogurodzicy przechodziła z rąk do rąk, a ostatecznie znalazła swoje miejsce w cerkwi św. Jana Chrzciciela w Krasnym Brodzie.

XV - wieczna ikona Matki Bożej Krasnobrodzkiej

Obecnie obok ruin cerkwi nadal znajduje się maleńka kaplica pw. św. Pokrowy.


Trzeba wiedzieć gdzie włożyć aparat, żeby zrobić takie zdjęcie, bo w drzwiach jest siatka...

Zdradzę, że na samym dole jest to specjalne miejsce do robienia zdjęć ;)

Całkiem niedawno - w 2002 roku został poświęcony wybudowany nieco powyżej ruin nowy monastyr Bazylianów, w którym nauki pobierają młodzi kandydaci na mnichów tzw. nowicjat.



Kilka lat później w pobliżu powstała także przyklasztorna cerkiew.


Nowiutkie wnętrze

No i oczywiście cudowne źródło, z którego wypływa ,,lecznicza woda", której każdy może zaczerpnąć...

Altana nad cudownym źródłem

A to wszystko możecie zobaczyć całkiem niedaleko od polskiej granicy :) Wystarczy przekroczyć ją w Radoszycach, następnie przejechać przez malowniczą Palotę, Medzilaborce... Kierując się z Medzilaborec w stronę Humennego, po 5 kilometrach jesteśmy w Krasnym Brodzie :)
Tam po prostu nie można się zgubić :)
My natomiast polecamy alternatywną trasę. Przekroczyliśmy granicę w Barwinku, a potem znaczą część drogi pokonaliśmy przez Słowację - na prawdę warto zobaczyć te małe słowackie wioseczki, z niepowtarzanym klimatem, wieloma niewielkimi cerkwiami, oraz niezwykłym krajobrazem. Na pewno jest to coś innego, niby niedaleko od nas - od Polski, a to przepiękny kraj.
Oczywiście przejeżdżając przez Medzilaborce nie można nie odwiedzić słynnego muzeum Andy'ego Warhola, ale to już temat to inny wpis ;)






Kasia




źródło:


3 komentarze:

  1. Cmentarz z WW jest za klasztorem, idzie się za kaplicą lekko w prawo

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się ta relacja. A zdjęcie "przez siatkę" - sprytne rozwiązanie. Raz próbowałam zrobić podobne, to mi siatka jednak weszła w kadr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Malownicze miejsce.
    Warto zwrócić uwagę na podpis pod zdjęciem. Ziemie które zwykliśmy uważać za (w mniejszym lub większym stopniu) polskie, tam sa nazywane "Rusią Karpacką". A klasztor nazywany jest "centrum kulturowym", co może sugerować czemu nawet kamienna budkwla splonęła, wladzom Austro-Węgierskim (Węgierskim chyba nawet bardziej niż Austro ;) ) nie były po myśli jakiekolwiek ruskie tendencje narodowosciowe na tym terytorium.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!