sobota, 14 października 2017

Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu - sektor łemkowski

Chęć odwiedzenia Sądeckiego Parku Etnograficznego pojawiła się tuż po wędrówce przez wieś Czarne, kiedy to dowiedzieliśmy się, że właśnie tam przeniesiono cerkiew pw. św. Dymitra. Nie ma co ukrywać, że to ten obiekt interesował nas najbardziej i właśnie dlatego wyruszyliśmy w trwającą aż półtorej godziny w jedną stronę podróż do Nowego Sącza.
Aż wstyd się przyznać, ale przez całe życie, mieszkając zaledwie 30 km sądeckiego skansenu nie byłam tam ani jeden raz!
Obecnie trwają tam prace remontowo-konserwatorskie i spora część z niespełna 70 obiektów jest wyłączona ze zwiedzania. Dlatego postanowiłam Wam dziś zaprezentować tylko sektor łemkowski, a do wirtualnego zwiedzania pozostałej części skansenu zaproszę innym razem :)



Już przy samym wejściu pozytywnie zaskakuje fakt iż KAŻDY zwiedzający w cenie biletu ma przewodnika. Cena biletu dla osoby dorosłej to 14 zł. Tyle, że czasami trzeba na przewodnika chwilę poczekać, bo wejścia są co godzinę (do sprawdzenia na stronie, bo można wchodzić od dwóch stron, stąd są one różne).
My trafiliśmy na świetną Panią przewodnik, która potrafiła zainteresować zwiedzaniem nawet 5-letnie dziecko :) Fajną rzeczą jest, że grupy mogą być maksymalnie 30 - osobowe, ale o tej porze nawet w weekend tyle się nie uzbiera. Podczas niedzielnego popołudnia razem z nami szły jeszcze 2 osoby. Jest to wygodne dla osób które chcą fotografować - jak ja, bo nie trzeba przeciskać się gdzieś pomiędzy ludźmi.
Tyle tytułem wstępu :)

Cerkiew grekoktolicka pw. św. Dymitra została wzniesiona, jak wiecie w Czarnem w latach 1752-1754 w typie zachodniołemkowskim. Odsyłam tutaj do wpisu o Czarnem gdzie zobaczycie archiwalne zdjęcia cerkwi z lat 30-tych i 80-tych.
Świątynia została rozebrana w 1993 roku i przeniesiona do sądeckiego skansenu. Po długiej rekonstrukcji została udostępniona do zwiedzania w 2001 roku, a trzy lata później przywrócono ją do kultu. Została konsekrowana i teraz w okresie letnim odprawiane są tam msze grekokatolickie, odbywają się śluby.



Pochmurny dzień i mała ilość światła nie sprzyjały fotografowaniu wnętrz, więc wybaczcie może nie najlepszą ich jakość.


Na samym dole wśród ikon namiestnych widzimy od lewej św. Mikołaja, następna była Matka Boska z Dzieciątkiem, później Jezus i po prawej patron świątyni św. Dymitr.

Barokowo-rokokowy ikonostas pochodzi z 1801 roku i wyszedł spod ręki Jakuba Szajcera. Po niemal 100 latach od jego powstania odnowienia podjął się Jan Bogdański. W tym samym czasie ozdobił wnętrze polichromią naśladującą marmur. Niestety, cerkiew długo stała w wyludnionej wsi i znaczna część wyposażenia została skradziona, między innymi płótna z bezcennymi malowidłami Bogdańskiego (widzimy zacienione miejsca, zarys postaci w tych miejscach), oraz bogato rzeźbione carskie wrota.

Boczny ołtarz, u góry Michał Archanioł, oraz Bogurodzica


Iluzjonistyczny ołtarz boczny, z rzadkim przedstawieniem 

Będąc we wnętrzu świątyni po prostu nie można oderwać wzroku od sufitu. Bogaty, wielowymiarowy, kolorowy - coś niesamowitego! Długi czas zadzierałam głowę, aż szkoda, że nie było więcej czasu na robienie zdjęć.


W nawie obrazy na sklepieniu przedstawiają tematy nowotestamentowe: Chrystus w domu Marii i Marty (po lewej), dwunastoletni Jezus w świątyni (niewidoczne na zdjęciu), Jezus błogosławiący dzieci (po prawej). Na czwartej, wschodniej, fasecie panorama Jerozolimy (niewidoczne) oraz symetrycznie namalowane dwa klęczące anioły adorujące Chrystusa na krzyżu wieńczącym ikonostas.



Cerkiew otoczona jest zrekonstruowanym ogrodzeniem z bramą wejściową w formie kapliczki.
W pobliżu cerkwi znajduje się plebania ze Szlachtowej i lamus z Wierchomli Wielkiej dopełniające całości, jednak wyłączone ze zwiedzania z powodu prac remontowych.

Biedniacka chałupa z Łabowej


Chałupa z połowy XIX wieku, zbudowana z bali jodłowych na zrąb. Składa się z maleńkiej sieni z wydzieloną komórką, oraz dymnej izby. Co ciekawe była używana w niezmienionym stanie do lat 90-tych! Wewnątrz odtworzono wyposażenie z lat 60-tych należące do Adama Chowańca. We wszystkich pomieszczeniach klepisko. Wyposażenie bardzo skromne, drewniane łóżko, skrzynia, stół i ława do siedzenia, dymny piec. W rogu kuchni dół wykopany na ziemniaki, przykryty deską. 
Domek jest na prawdę maleńki i w obecnych czasach, aż trudno uwierzyć, że na takiej powierzchni mieszkały przecież całe rodziny, często wielodzietne.

Bez dwóch zdań uwagę przyciąga fakt, jak inne było budownictwo na zachodniej Łemkowszczyźnie. 
Jak na przykład zagroda z Wierchomli Wielkiej.


Ta chałupa należała do średniozamożnego gospodarza, ale wewnątrz znajduje się kurny piec. Jest to zagroda wielobudynkowa, mamy tu budynek gospodarczy i osobny chlewik. 



Na Łemkowszczyźnie nie wszyscy, jak to się mówi, klepali biedę i żyli z tego do daje im własne gospodarstwo. Tutaj swą zamożnością wyróżniali się choćby maziarze łosiańscy...

Zagroda maziarska z Łosia


Wewnątrz chałupy, po lewej stronie w tzw. ,,zimnej izbie" znajduje się wystawa dotycząca maziarstwa.

                      

Po prawej mamy mieszkanie rodziny maziarskiej z lat 20-tych XX wieku. Widać, że byli zamożnymi ludźmi, oraz że z wyjazdów wozem ,,w świat" gospodarz przywoził różne pamiątki. Na przykład piękne, malowane talerze, czy stojący pod łóżkiem ceramiczny nocnik. 
Chałupa należała do Ewy i Wasyla Jewusiaków z Łosia (tak mówi przewodnik, a ja znalazłam informację, że właścicielami byli Ewa i Grzegorz - informacja w artykule TUTAJ, gdzie ich krewna opisuje dzieje rodziny).
Ciekawym rozwiązaniem jest wąska komora, znajdująca się za kuchnią, która służyła do spania. Znajduje się tam łóżko, a na tzw. zapiecku, we wnęce spały dzieci. 


Na boisku, w stojącym obok chałupy budynku gospodarczym ustawiono oryginalny wóz maziarski.

Na uwagę zasługuje także krzyż przydrożny z Bodaków. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że mogliby trochę obciąć te gałęzie, bo go prawie nie widać...
Krzyż ten stał ponoć przed szkołą w Bodakach. Przewodnik mówi, że został wykonany w Bartnem, w warsztacie Wasyla Graconia na początku XX wieku. 




Obok krzyża postawiono dwa spichlerze tzw. sypańce, przeniesione z Muszynki. Są to charakterystyczne budowle z pogranicza polsko - słowackiego. Ściany były grubo lepione gliną, która trzymała się na drewnianych kołkach. Miało to chronić spichlerz przed pożarem. Natomiast jeżeli do takiego doszło, zrzucano cały gontowy dach z pomocą bosaków, ponieważ nie był on ściśle związany z całą konstrukcją, a tylko luźno położony na kolebkowym sklepieniu.

A wracając do krzyża, to akurat obok przechodziła taka babcia...


I starym zwyczajem, podeszła do krzyża i ucałowała stopy Jezusa... Dla niej zapewne to nawykły odruch wyniesiony z domu, ale obecnie to już nie jest powszechny widok.



Odnośnie samego muzeum, chciałam dodać, że można sobie ściągnąć bezpłatną aplikację z audioprzewodnikiem :) Na każdym obiekcie mamy na tabliczce numer, wybieramy go w aplikacji i wirtualny przewodnik opowiada nam o odwiedzanym miejscu :)
Kolejna sprawa to bilet, który prócz zwiedzania parku etnograficznego daje nam możliwość wejścia do wszystkich budynków znajdujących się przy rynku galicyjskim na ul. Lwowskiej. W jeden dzień można zobaczyć wszystko! A jest tego na prawdę sporo - pół dnia chodzenia i oglądania :)

Wiecie na co jeszcze zwróciłam uwagę? Przewodnik w nowosądeckim muzeum ma JEDEN klucz, do wszystkich kłódek. Jak to zobaczyłam, to od razu przypomnieli mi się przewodnicy z sanockiego skansenu objuczeni ogromnymi pękami kluczy :)
Może to trochę niepatriotyczne, zważywszy, że mieszkamy na Podkarpaciu, ale skansen w Nowym Sączu dużo bardziej przypadł mi do gustu, a już na pewno jeśli chodzi o całą organizację zwiedzania.

Mam nadzieję, że uda się stworzyć kolejne wpisy o tym miejscu, oraz że ich treść zachęci Was do odwiedzenia Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu :)



Kasia

4 komentarze:

  1. Czepiając się szczegółów, to Nowy Sącz także leży na Podkarpaciu, bo pod Karpatami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Thank you for this article. My maternal Grandmother was born in Wierchomla Wielka and I have rarely seen any mention of the village.
    Andrea Simoncelli

    OdpowiedzUsuń
  3. Miejsce warte zobaczenia, lata tam nie byłem,na pewno przed konsekracją cerkwi. Muszę się tam kiedyś wybrać na nabożeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skansen skansenowi nierówny. Nasz skansen świętokrzyski w Tokarni pokazuje zupełnie inne budownictwo.
    Ale tu mi się podoba zwiedzanie z przewodnikiem.U nas trzeba się samotnie błąkać po terenie. Jedyna pomoc to tabliczki i drogowskazy.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!