sobota, 28 października 2017

Na zachodnich rubieżach Łemkowyny - Wojkowa

Wojkowa lezy w dolinie Wojkowskiego Potoku będącego dopływem Muszynki. Wieś leży w odległości 9 km od Tylicza i 7 km od Powroźnika. Połozona jest tuż przy granicy państwa na wysokości 660 m n.p.m. Miejscowość jest malowniczo położona wśród rozległych masywów leśnych Beskidu Sądeckiego.




Na północ od wsi piętrzy się Przykre ( 768 m n.p.m.) i Pusta ( 822 m.n.p.m.), na zachodzie Słupne ( 817 m n.p.m.) i Barwinek ( 855 m n.p.m.). Na południe od wsi wznoszą się pasma wododziału granicznego, w którym wyróżnia się kulminacja Kamiennego Horbu ( 928 m n.p.m.). Nieduża, licząca nieco ponad 200 osób wioska wchodzi w skład muszyńskiego zespołu uzdrowiskowo - wypoczynkowego.



Wojkowa została lokowana wśród lasów, na surowym korzeniu w 1595 roku, na mocy przywileju kardynała Jerzego Radziwiłła. Osadźcą wsi był niejaki Homa z Powroźnika. Do obowiązków miejscowych kmieci nalezało dostarczanie wina i innych towarów z Węgier na dwór starosty muszyńskiego. Ludność miejscowa trudnila się hodowlą i uprawą ziemi. We wsi był młyn, folusz, trak i karczma. Wyrabiano też potaż i węgiel drzewny dla hut.




Na miejscu byla cerkiew i gospodarstwo popie, co dowodzi, że już w XVII wieku musiała byc tu cerkiew, na miejscu której wzniesiono w 1782 roku do dziś istniejącą świątynię. W XVIII wieku na granicy Austriacy zbudowali okopy, często przypisywane konfederatom. Początkiem XX stulecia znajdowała sie tu juz szkoła i czytelnia Kaczkowskiego. Miejscowi Łemkowie uważali się za Starorusinów.




W okresie okupacji próby zjednania sobie miejscowej ludności czynili nacjonaliści ukraińscy. W latach 1945 - 1947 miejscowych Łemków przesiedlono do ZSRR i na Ziemie Zachodnie. Na ic miejsce przybyli nowi osadnicy. W 1969 roku dokonano tutaj zmian granicznych z Czechosłowacją przekazując część nadgranicznych pastwisk ( 0.8 km2) w zamian za skrawek wododziału w Bieszczadach, którym biegła linia kolejki wąskotorowej z Łupkowa do Cisnej.
 Przez wieś wiedzie szlak żółty z Muszyny do Muszynki.




W Wojkowej na uwagę zasługuje cerkiew pw. św. Kosmy i Damiana, obecnie uzytkowana jako kościół rzymskokatolicki. Cerkiew istniała już pod koniec XVI wieku jednak obecny budynek powstał w 1790 lub 1792 po tym, gdy pierwsza świątynia spłonęła. Po akcji "Wisła" obiekt został przejęty przez kościół łaciński i od 1951 roku używany jest jako kościół filialny.





Cerkiew ta jest trójdzielna. Ponad przedsionkiem wznosi się weża o konstrukcji słupowo - ramowej z drewnianym chełmem i kutym krzyżem.Ściany wieży obite są gontem, a pozostałe szalowane poziomymi deskami. Pierwotnie dach równeż kryty był gontem ,obecne dachy pokryte są blachą.





Teren przycerkiewny otoczony jest niskim, kamiennym murkiem. Poza nim stoi nowa drewniana dzwonnca słupowo - ramowa pokryta dachem gontowym i współczesnymi dzwonami poświęconymi św Kingdze, Agacie i Józefowi.








Dwa cmentarze , stary i nowy, położone są na zachód od cerkwi. na starym cmentarzu zachowało się jedynie kilka kamiennych krzyży..... Stary cmentarz ogrodzony jest drewnianymi żerdziami, nie zrobiono jednak żadnego wejścia. Trzeba sobie samemu radzić :)








Nagrobek ten wykonany z kiepskiej jakości materiału jest już bardzo zniszczony

Żeliwny krzyż schowany pod drzewem





Chodząc po Wojkowej chcieliśmy oszukać zabytkową kapliczkę zaznaczoną na mapie. Okazało się że kapliczka właśnie przechodzi remont, wnętrze jest puste. zapewne figury posłano do renowacji.
Kapliczka uzyskała ładny dach, recznie wykonane rynny wraz z podporami.


 Kapliczka i wiekowy jesion obok niej


Kapliczka po remoncie, lecz czy wierna jest oryginałowi?

Zobaczywszy już wszystko mamy jeszcze zamiar udać się w stronę granicy polsko - slowackiej. znajduje się tam źródło zwane Kralova Studna, miejsce do odpoczynku i rekreacji oraz wieża widokowa. Oczywiście wszystko to położone jest u naszych południowych sąsiadów, tuż przy granicy. 

Budynek niewielkiej, miejscowej szkoły :)


Nieco powyżej szkoły znajdował się budynek dawnego Grenschutzu, wzniesiony przez Niemców w czasie okupacji.Na jej strychu znajdują schronienie nietoperze  o czym informuje nas stosowna tabliczka.



 Ruiny strażnicy niemieckiej'

Po wojnie budynek ten służył jako Ośrodek Akademii Rolniczej w Krakowie. Następnie był budynkiem mieszkalnym. W 2014 roku został rozebrany. Pozostał po nim jedynie narożnik z widocznymi otworami strzelniczymi...


Ruiny strażnicy

Po minięciu szkoły i ruin strażnicy idziemy polna drogą w stronę granicy , raz po raz oglądając się za siebie i podziwiając widoki :) W połowie drogi odnajdujemy świeżo zbudowane boisko. W tej górskiej wiosce musiano specjalnie wyplantować teren bo nie ma tutaj miejsc płaskich nadających się do zrobienia boiska :) 


 Boisko zamknięte na głucho, widok zza krat  :) 


Krzyż postawiony z okazji akcji "Różaniec do granic"


 Jesienne pejzaże :)


Do Królewskiej studni łatwo trafić :)


Królewska studnia ( kralova studna) - według przekazów w miejscu tym w 1471 roku spotkal się król Węgier Maciej Korwin z królem Polski Kazimierzem Jagielończykiem i jego synem Kazimierzem królewiczem, późniejszym świętym kościoła katolickiego


 Takich rzeźb jest tam więcej :) 

W XIX wieku prowadził przez ten teren szlak handlowy z Węgier do Galicji. Źródło znajduje się poniżej grzbietu, ocembrowane i zabezpieczone drewnianym daszkiem. Nieco dalej na granicy znajduje się wiata turystyczna postawiona przez słowackie stowarzyszenie "OZ Kralova Studna"



 Wiata a w tle pasmo Jaworzyny Krynickiej

Jest tutaj sporo ławek, miejsce na ognisko, huśtawka , zadaszenie.  Wszystko jest w bardzo dobrym stanie mimo że miejsce to otwarto już kilka lat temu :) Miejsce wspaniałe które urzekło nas od samego początku :)



 Stylowa wiata postawiona przez Słowaków

W zagajniku brzozowym , tuż za chatką, znajdują się atrakcje dla najmłodszych :) Kilka huśtawek, mała piaskownica i nic więcej dzieciom nie potrzeba :)



Plac zabaw przy wiacie 

Kilkaset metrów dalej podążamy wzdłuż granicy by odszukac kolejną  intrygującą rzecz a mianowicie solidną wieże widokową postawiona przez Słowaków. Mierzy ona 13 metrów wysokości i wybudowana została w 2011 roku. Roztacza się z niej rozległy widok na Góry Czerchowskie, Beskid Sądecki oraz Busov  - najwyższy szczyt Beskidu Niskiego.

 Solidna wieża zachęca do podziwiania widoków


Wiata i miejsce na ognisko pod wieżą widokową


 Wiata widziana z góry


 Widok w stronę Gór Czerchowskich



 Po porannym całkowitym zachmurzeniu wyjrzało słońce 


 Droga wiodąca wzdłuż  granicy



 Cudowna jesień  w Beskidzie Sądeckim


Niezwykle przebarwiający się bukowy las




Po redukcji kolorów pozostała tylko czerń i  żółć....




To była nasza pierwsza wyprawa w Beskid Sądecki i na pewno nie ostatnia. Turystów nie spotkaliśmy za wiele na szlakach , za to była niesamowita jesień pełna kolorów i słońca :) Warto było prawie dwie godziny jechać samochodem by podziwiać takie panoramy i wędrować tymi malowniczym szlakami .






Kamil 



Źródła: 


"Krynica Zdój i okolice" , Janusz Michalak

www.wikipedia,org.



sobota, 21 października 2017

Odkrywanie Słowacji - Krásny Brod, ruiny monastyru Bazylianów

Krasny Brod jest jednym z najstarszych miejsc pielgrzymkowych na Słowacji. według legendy w Krasnym Brodzie został uzdrowiony dzięki wodzie z cudownego źródła niewidomy żebrak, który przybył tutaj w przeddzień święta Zesłania Ducha Świętego. Wkrótce ludzie zbudowali tutaj kaplicę, a wewnątrz umieszczono ikonę Matki Bożej, która w Krasnym Brodzie jest po dziś dzień...


Ruiny, które widzicie powyżej to pozostałości po cerkwi klasztornej należącej do monastyru Bazylianów. Był to cały kompleks budynków mieszkalnych, z centralnie położoną cerkwią, oraz cmentarzem po jej lewej stronie.
Pierwszy klasztor istniał tutaj, w Krasnym Brodzie już w XIV wieku. Ruiny, które można oglądać do dziś mają bardzo bogatą i myślę, że ciekawą historię, o której na próżno szukać jakichkolwiek informacji na polskich stronach internetowych.


Bazylianie nie mieli lekko, na przestrzeni wieków monastyr kilkakrotnie został zniszczony i odbudowany. Za pierwszym razem do spalenia klasztoru doszło w 1603 roku. Otóż do wsi zjeżdżali pielgrzymi, z pieśnią na ustach wędrowali nieraz kilka dni, aby tam dotrzeć. Przejeżdżał tamtędy Valentin Drugeth - żupan kraju zemplińskiego. Jego koń przestraszył się prawdopodobnie śpiewających wiernych i zrzucił go, a Pan niefortunnie upadając złamał sobie rękę.
Tak go ten incydent rozzłościł, że nakazał spalić cerkiew klasztorną. Płomienie strawiły starożytne książki, zwoje - całe archiwa i bibliotekę, natomiast ocalała ikona Matki Bożej. Która według legendy miała płakać do momentu aż cerkiew została odbudowana.
Z kolei Valentin Drugeth poważnie zachorował, nie potrafił pomóc mu żaden lekarz. Natychmiast stwierdzono, że to Kara Boża za niecny czyn jakiego się dopuścił, nakazując podpalenie świątyni. Za namową znajomych przyczynił się w znacznym stopniu do odbudowania cerkwi.



Drugi raz krasnobrodzki klasztor został zniszczony i podpalony mniej więcej w czasie kiedy Franciszek Rakoczy został obwołany księciem Siedmigrodu (wybaczcie, jeśli gdzieś się mylę, ale próbuję tłumaczyć sama z języka słowackiego :)), kiedy to przypada szczytowy okres jego panowania. Powiem tylko, że chciał on aby Węgry odłączyły się od państwa habsburskiego i doprowadził do tzw. Powstania Rakoczego.
Klasztor przez 20 lat stał opuszczony i zniszczony, a doglądali go tylko księża grekokatoliccy z okolicy.



W 1752 roku zdecydowano się na budowę kamiennego klasztoru, wraz z cerkwią, ponieważ drewniane budowle już dwa razy były niszczone przez ogień. Podobno w cerkwi, za ikonostasem był wyryty w kamieniu napis, głoszący iż (w wolnym tłumaczeniu - czyli moim) :
cerkiew ta została zbudowana w roku 7260 od stworzenia świata i w 1752 roku po narodzeniu Chrystusa.
Ta kosmiczna data to zapis według kalendarza bizantyjskiego.

Monastyr w 1915 roku

Wierni pod ruinami w 1930 roku

Po prawej widać resztki kompleksu, który zamieszkiwali mnisi

Niestety nawet kamienne budowle nie oparły się sile wojennej zawieruchy i monastyr został zniszczony po raz trzeci w 1915 roku. Wtedy to podczas potyczki Austriaków z Rosjanami zabudowania klasztorne dosięgnął ogień bitewny. 
Na Słowacji, podobnie jak w Polsce znajduje się sporo cmentarzy z I wojny światowej, w Krasnym Brodzie są trzy cmentarze. Jednak nie są one tak okazałe, jak te w Zachodniej Galicji, dlatego śmiem twierdzić, że może nawet trudno je znaleźć...
O dziwo, ocalało kilka ważnych i cennych rzeczy, po dziś dzień na Węgrzech, czy na Ukrainie można znaleźć książki z krasnobrodzkiej biblioteki.
Ikona Bogurodzicy przechodziła z rąk do rąk, a ostatecznie znalazła swoje miejsce w cerkwi św. Jana Chrzciciela w Krasnym Brodzie.

XV - wieczna ikona Matki Bożej Krasnobrodzkiej

Obecnie obok ruin cerkwi nadal znajduje się maleńka kaplica pw. św. Pokrowy.


Trzeba wiedzieć gdzie włożyć aparat, żeby zrobić takie zdjęcie, bo w drzwiach jest siatka...

Zdradzę, że na samym dole jest to specjalne miejsce do robienia zdjęć ;)

Całkiem niedawno - w 2002 roku został poświęcony wybudowany nieco powyżej ruin nowy monastyr Bazylianów, w którym nauki pobierają młodzi kandydaci na mnichów tzw. nowicjat.



Kilka lat później w pobliżu powstała także przyklasztorna cerkiew.


Nowiutkie wnętrze

No i oczywiście cudowne źródło, z którego wypływa ,,lecznicza woda", której każdy może zaczerpnąć...

Altana nad cudownym źródłem

A to wszystko możecie zobaczyć całkiem niedaleko od polskiej granicy :) Wystarczy przekroczyć ją w Radoszycach, następnie przejechać przez malowniczą Palotę, Medzilaborce... Kierując się z Medzilaborec w stronę Humennego, po 5 kilometrach jesteśmy w Krasnym Brodzie :)
Tam po prostu nie można się zgubić :)
My natomiast polecamy alternatywną trasę. Przekroczyliśmy granicę w Barwinku, a potem znaczą część drogi pokonaliśmy przez Słowację - na prawdę warto zobaczyć te małe słowackie wioseczki, z niepowtarzanym klimatem, wieloma niewielkimi cerkwiami, oraz niezwykłym krajobrazem. Na pewno jest to coś innego, niby niedaleko od nas - od Polski, a to przepiękny kraj.
Oczywiście przejeżdżając przez Medzilaborce nie można nie odwiedzić słynnego muzeum Andy'ego Warhola, ale to już temat to inny wpis ;)






Kasia




źródło: