sobota, 19 sierpnia 2017

Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej


Zyndranowa - wieś położona w Beskidzie Niskim, powiecie krośnieńskim, gminie Dukla przy granicy Polski ze Słowacją. Dziś zdaje się być oazą spokoju, jednak w tej urokliwej okolicy znajdujemy wciąż ślady barwnej, ale też dramatycznej historii którą możemy poznać odwiedzając Muzeum Kultury Łemkowskiej.


Przed skansenem w Zyndranowej

Dzieje muzeum w Zyndranowej nierozerwalnie łączą się z losami jego założyciela - Teodora Gocza. Urodzony w Zyndranowej, podobnie jak większość wsi wysiedlony w ramach akcji "Wisła", w 1947, do swojej rodzinnej miejscowości wrócił ponad 10 lat później. Obok starej łemkowskiej chyży w której żył jego pradziadek zbudował nowy dom. Ze względu na stan techniczny chyża nadawałaby się już do rozbiórki, lecz Teodor Gocz nie chcąc by znikła z powierzchni ziemi, a jednocześnie pragnąc zachować pamięć o łemkowskiej kulturze, postanowił w starej zagrodzie urządzić muzeum. Placówka powstała w 1968 i od tego czasu ciągle trwa, mimo licznych przeszkód, które stają jej na drodze.



Założyciel muzeum jeszcze przed jego powstaniem zaczął zbierać eksponaty – materialne pozostałości życia Łemków, takie jak gospodarskie sprzęty, czy metalowe krzyże.




Przez lata muzeum powiększało swoje zbiory, ale też borykało się z problemami finansowymi. Pojawiały się propozycje, bądź to oddania zbiorów do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, bądź stworzenia w Zyndranowej oddziału muzeum, jednak działacze łemkowscy nie wyrażali na to zgody, bojąc się utraty niezależności, a dłuższej perspektywie likwidacji muzeum. 

Pomnik ku czci ofiar obozu internowania Talerhof i COP Jaworzno 


Skansen działał przez jakiś czas pod opieką Muzeum Historycznego w Dukli, później stanowił oddział Muzeum Okręgowego w Krośnie. Obecnie muzeum opiekuje się Towarzystwo na Rzecz Rozwoju Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej, którym kieruje Bohdan Gocz- syn Teodora.







Wiatrak przeniesiony został ze wsi Wapienne

W lasach w okolicach wsi wiele było także powojennego żelastwa – łusek, hełmów, fragmentów karabinów itp. – również gromadzonych przez Teodora Gocza, aby upamiętnić jedną z bardziej krwawych operacji II wojny światowej – bitwę o Przełęcz Dukielską. Wśród osób związanych z muzeum pojawiła się idea, aby pamięć żołnierzy z armii radzieckiej i czechosłowackiej uczcić pomnikiem zbudowanym ze znalezisk z pola bitwy. 



 Ekspozycja militariów znalezionych w okolicznych lasach po wojnie



 Niemiecka beczka na paliwo



Kuchnia polowa 


Pomnik miał zostać odsłonięty 6 października 1976 roku, jednak władze nie dopuściły do tego, wysadzając już zbudowany pomnik. W 2002 roku wydano publikację „Wojna o pomnik” opisującą tę historię. Dwa lata później odbudowano obelisk, który stoi dziś na terenie muzealnej zagrody i razem z ekspozycją w koniuszni przedstawiającą militaria z obu wojen światowych, stanowi element wojennej narracji muzeum.


 Napis na pomniku w trzech językach brzmi: "Wieczna pamięć poległym bohaterom w Karpatach 1944-1945 Dukla-Svidnik Zyndranowa 2004



Czerwonoarmista - wyzwoliciel... 
Wcześniej stał przy muzeum w Dukli :)

Zasadniczą część muzeum od początku jego istnienia stanowi zagroda łemkowska z drugiej połowy XIX wieku, składająca się z chyży, koniuszni i chlewiku (z początku XX wieku). Chyża to dawny dom Teodora Kukieły – pisarza gromadzkiego, który był pradziadkiem Teodora Gocza. Zbudowana w 1860 roku jako kurna chałupa, w 1901 roku zyskała kuchnię i komin. Pod jednym dachem mieściła pomieszczenia mieszkalne, gospodarcze oraz pomieszczenia dla inwentarza.





Wejście do chyży od drugiej strony

Znajdująca się naprzeciwko chyży koniusznia mieści eksponaty opowiadające dzieje obu wojen światowych na tych terenach.



Wystawa militariów, mundurów, sprzętu wojskowego z okresu II wojny światowej



,,Obejście" zza płotu

W skład muzeum wchodzi także świetlica, w której pokazywane są wystawy malarstwa i rzeźby, kuźnia wraz z zestawem narzędzi kowalskich, rekonstrukcja łemkowskiej kaplicy z XIX/XX wieku, przeniesiony z Wapiennego niewielki wiatrak, konstrukcja traka (piły) oraz mała karczma. Teren muzeum urozmaicają ciekawe rzeźby będące efektem organizowanych tu plenerów artystycznych.



Naszym przewodnikiem po skansenie była Pani Maria Gocz, żona założyciela muzeum. Opowiedziała nam o swojej rodzinnej wsi Smereczne, którą udało nam się odwiedzić jakiś czas temu. Prowadząc pogawędke i równocześnie zwiedzając zabudowania czas mijał nam bardzo szybko :) 

Można od tej pani usłyszeć osobiste historie, opisy zajęć zarówno rolniczych jak i prac domowych, zwyczajów i tradycji łemkowskich.

                   

Przeglądamy z Panią Marią Gocz książkę o jej rodzinnej wsi Smereczne 

Teraz chcielibyśmy wam zaprezentować wnętrza chyży muzealnych :)  W najstarszej z nich pod jednym dachem mieściły pomieszczenia mieszkalne, gospodarcze oraz pomieszczenia dla inwentarza. Wewnątrz znajdziemy przedmioty codziennego użytku – w sieni żarna, wagi, narzędzia stolarskie, w stajni – ekspozycję dotyczącą pasterstwa i rzemiosła tkackiego, na boisku – narzędzia i sprzęt rolniczy. 




Wnętrze obory


W izbie obejrzymy tradycyjny układ mebli, piec, sprzęt kuchenny, ale też łemkowskie stroje ludowe. Zaraz za nią znajduje się kancelaria pisarza wiejskiego – ze starymi banknotami i monetami, dokumentami i zdjęciami, opowiadającymi o życiu mieszkańca tego budynku, ale i całej wsi.


Ludzie dawniej byli trochę niżsi więc i łóżka mieli mniejsze :) 



Piec 



 Piękna stara skrzynia, a na niej wanienka do kąpieli dla niemowląt,
obok kołowrotek do przędzenia



Kancelaria pisarza wiejskiego wraz z oryginalnymi dokumentami, maszynami do pisania, wiecznymi piórami

Na ścianach natomiast powieszone są bardzo oryginalne dokumenty, w dzisiejszych czasach nie do przyjęcia. Ale dawniej prowadzono, cytuję: spis matołków (kretynów) w gminnie (na przykład trzeba było sprawdzić czy taki osobnik nadaje się do pracy), spis obłąkanych (tu należało podać rodzaj obłąkania, czy jest to szaleństwo, czy może pomieszanie umysłu, lub inne), spis nałogowych pijaków, czy spis podrzutków.


Ekspozycja w nowym pawilonie muzealnym : 

 Łemkowskie pisanki oraz makieta starej cerkwi z Zyndranowej


 Narzędzia do przędzenia i tkania oraz stroje ludowe


 Strój ludowy łemkowskiej kobiety a z tyłu niezwykłe drewniane rzeźby


 Stroje liturgiczne

Wystawy w świetlicy,  w której nabywa się bilety wstepu. Można tu również zakupić ksiązki o tematyce związanej z Łemkami, akcja "Wisła" oraz z Beskidem Niskim.


 Biografia i prace jednego z najbardziej znanym Łemków - Nikifora

Kolejne rzeźby i obrazy łemkowskich artystów


 Żarna doi mielenia mąki, zapewne przedwojenne


 Stare wozy oraz pług


Wnętrze zrekonstruowanej starej kuźni wraz z wyposażeniem 


Najbardziej znanym miejscem w muzeum jest tzw. "łemkowska ściana płaczu". Na drewnianym ścianach znajdują się krzyże z nieistniejących cerkwi, zebrane z wysiedlonych łemkowskich wsi zarówno przez pana Teodora jak i miłośników Beskidu Niskiego. Odnajdziemy tutaj również krzyże przydrożne . Eksponaty są w różnym stanie, niektóre pokrzywione i pokręcone, wygladają jakby w ostatnim momencie uratowane przed zapomnieniem...



Wystawa ta wzbudza mieszane uczucia wśród turystów. Jedni są zdania że krzyże cerkiewne nie powinny być zabierane z cerkwisk, czyli miejsc w których stały kiedyś cerkwie, że tam jest ich miejsce. Inni uważają zaś, że należy jednak ocalić ich przed kradzieżą lub sprofanowaniem a muzeum w Zyndranowej to dla nich odpowiednie miejsce.







Spacerując po muzeum w Zyndranowej dotykamy śladów przeszłości: z jednej strony barwnej łemkowskiej kultury, z drugiej dramatycznych czasów wojny i wysiedleń. 
To niesamowite ile zgromadzono tam przeróżnych pamiątek i artefaktów wszelkiego rodzaju. A najważniejsze i godne podziwu jest to, że była i wciąż jest to inicjatywa prywatna. Muzeum jest miejscem gdzie organizowane są różnego rodzaju warsztaty, spotkania autorskie, pełni funkcję nie tylko edukacyjną, ale również jest ważnym ośrodkiem kulturalnym, choć znajduje się w maleńkiej wiosce, jak mawiają niektórzy ,,na końcu świata".
Zachęcamy wszystkich turystów wybierających się w Beskid Niski do odwiedzenia tego miejsca! 



Kamil 





Źródła: 


www.skanseny.net


www.beskid-niski.pl

piątek, 11 sierpnia 2017

W Dolinie Konfederatów - Bieliczna

Dawna wieś Bieliczna leży przy granicy ze Słowacją, w dolinie zwanej też Doliną Konfederatów. Przez wioskę płynie potok Bielicznianka. Otoczona stokami Lackowej, Ostrego Wierchu, Białej Skały, oraz Stożka.


Wieś została założona w 1595 roku na czterech łanach przez Iwana Izbińskiego z Izb na mocy przywileju kardyndnała Jerzego Radziwiłła.
Nazwa łemkowska brzmi Biliczna. Pochodzi być może od słowa biały (ukraiński biłyj), z której wywodzi się nazwa rośliny leczniczej bielic, a także przezwisko siwego człowieka.
W 1928 roku wszyscy mieszkańcy przeszli na prawosławie. A co za tym idzie zdecydowano się na wybudowanie świątyni prawosławnej. W latach 1929-31 na polu podarowanym przez Juliana Adamiaka wzniesiona została mała drewniana czasownia z jedną banią. Po drugiej wojnie cerkiew uległa dewastacji. Opuszczoną świątynię rozebrano w latach 60. XX wieku, a budulec w większości spalono. Obecnie trudno nawet ustalić miejsce gdzie się znajdowała. Prawdopodobnie powyżej istniejącej do dziś murowanej cerkwi grekokatolickiej.

Zwróćcie uwagę jaka wysokość Lackowej jest podana na mapach WIG z 1936 roku :)
Przypominam, że dziś jest to 997 m n.p.m

W 1931 roku we wsi Bieliczna stały 33 domy i mieszkało 205 osób. W lipcu 1945 roku osiem rodzin wyjechało na Ukrainę. W czerwcu 1947 natomiast w ramach akcji ,,Wisła" wysiedlono 230 mieszkańców. Pozostało 7 osób.


Po wysiedleniach teren wsi przydzielono spółdzielni rolniczej, która wybudowała dwa budynki gospodarcze, obecnie nie ma po nich ani śladu. Później gospodarował tu Państwowy Ośrodek Hodowli Zarodowej z Tylicza. Do 1991 roku pasterze z Podhala pasali tu owce. Teraz z łąk nad Bieliczną korzysta prywatna stadnina koni z Izb.

Poranek :)

My spędziliśmy w Bielicznej dwa dni, jak wspominaliśmy już przy okazji ostatniego wpisu. To niezwykłe miejsce, z przejmującą ciszą wokół, z niebem czarnym jak smoła umożliwiającym obserwację drogi mlecznej... Ale o wrażeniach później :)

Do Bielicznej prowadzi droga, najzwyklejsza kamienista. Można tu bez większego trudu dojechać samochodem, rowerem, ale też nie jest to w tak dużej odległości od Izb, żeby nie dało się przejść pieszo :)

Przy wezbraniu wody może być ciężko przejść tu suchą stopą, ale my mieliśmy szczęście i piękną słoneczną pogodę

Bez wątpienia największą dla wszystkich przybywających tutaj turystów atrakcją jest cerkiewka schowana wśród monumentalnych 200 - letnich lip, ale idźmy sobie po kolei od strony Izb...

Sama wioska leży na sporej wysokości 620-660 m n.p.m dlatego okoliczne góry, które mają około 900 m n.p.m wydają się niewielkie :)


Najpierw bystre oko w okolicy, gdzie droga skręca w stronę przełęczy Prehyba dojrzy kamienny cokół. Zdaje się, że gdzieś w okolicy mogły znajdować się pierwsze domy dawnej wsi. Ciągnęły się w stronę Przełęczy Pułaskiego.


W Bielicznej zachowała się, starannie odnowiona kapliczka domkowa z drugiej połowy XIX wieku. Zbudowana z polnych kamieni, łączonych gliną. Wewnątrz znajduje się drewniana płaskorzeźba z przedstawieniem św. Mikołaja.


Tutaj dobrze widać, że kapliczka stoi tyłem do drogi

Od kapliczki już króciutka droga do cerkwi...

Cerkiew grekokatolicka pw św. Michała Archanioła została wzniesiona około roku 1796. Jej budowa została wsparta finansowo ze środków utworzonego przez rząd austriacki funduszu religijnego. Stąd też, że względu na austriackie wymogi cerkiew jest bardzo prosta architektonicznie i ma mało dekoracji.
Obecnie używana jako kościół pod takim samym wezwaniem, filia parafii w Banicy.



We wnętrzu w przednawiu, znajduje się polichromia z datą budowy świątyni. Na wprost wejścia, w prezbiterium stoi neorenesansowy ołtarz główny. W centralnym miejscu znajduje się patron cerkwi św. Michał Archanioł. W górnej części nawy umieszczono obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy.


Po II wojnie świątynia niszczała. Pierwsze prace remontowe w latach 60. XX wieku wykonali członkowie Koła Łowieckiego ,,Rosomak" ze Śnietnicy. Kolejny remont przeprowadzono w 1985 roku z inicjatywy rzymskokatolickiego proboszcza z Banicy ks. Mieczysława Czekaja przy udziale parafian. Rekonstrukcję dachu i wież finansował konserwator wojewódzki z Nowego Sącza.

Skąpana w porannym słońcu

Cerkiew pw. św. Michała Archanioła w Bielicznej stan w 1978 roku (zdjęcie do porównania)
Fot. Andrzej Piecuch
Źródło: ,,Opuszczone wsie ziemi gorlickiej"
Andrzej Piecuch, Adam Harkawy, Mariola Janowska-Harkawy


Świątynia nie jest orientowana, została ustawiona na osi północny zachód - południowy wschód.
Na cmentarzu przycerkiewnym zachował się jeden cokół. Teren cerkwi jest otoczony murkiem z płaskiego kamienia rzecznego.

Przy wejściu

A wszystkich z ochotą przesiadujących na tymże murku, a najchętniej od strony prezbiterium, uprzedzam... Na własne oczy widziałam, całkiem niemałą żmiję wpełzającą pomiędzy kamienie :)
Polecam na odpoczynek znajdujące się za cerkwią ławki. Bo po co ryzykować ukąszenie żmii gdzieś na końcu świata? :)

Wybudowano nowy mosteczek, poprzedni podobno zabrała wezbrana woda

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Cerkiew jest otwarta, przez cały czas. Każdy i o każdej porze może wejść do środka. Na całe szczęście jest też krata. Jakieś 50 cm od kraty położony jest koszyczek na ofiarę. Nikt tam, nie wrzuca większych pieniędzy, ot największy nominał to 5 zł. Ale i tak kusi... Zachodząc tam w ciągu dwóch dni pobytu kilkakrotnie widzieliśmy, że koszyczek jest przestawiony. 
Pierwszego dnia, kiedy szliśmy na Lackową zostawiłam tam polar, z samego tyłu, na ławeczce w rogu. Nie chciałam tracić czasu i wracać do samochodu, żeby go odnieść. Po powrocie już go nie było. Rozumiem, że komuś był bardzo potrzebny mimo iż było ciepło... Widać nie przyszło też tej osobie do głowy, że ktoś może po niego wrócić. Tego dnia straciłam wiarę w ludzi, bo wydawało mi się, że w miejscu, bądź co bądź - świętym, czy to cerkiew, czy kościół zwyczajnie NIE KRADNIE SIĘ. Cóż, jest nauczka...

A wracając do tematu, ponad cerkwią znajduje się mały cmentarz. Jest wykoszony, zadbany, ogrodzony żerdziami. Szkoda tylko, że te kilka nagrobków które się tam znajdują są w kiepskim stanie. W większości krzyże spadły z cokołów.



Jedyny krzyż żeliwny

Piękna rzeźba, ale nie wróżę jej przyszłości... 
Cały nagrobek jest pęknięty, sroga zima i rozpadnie się...

Według niektórych autorów opracowań poświęconych tym terenom, obok cmentarza parafialnego, nieco powyżej cerkwi istniało jeszcze jedno miejsce pochówku, lub cmentarz z ledwo widocznymi nagrobkami. Miejsce to w tej chwili jest niemożliwe do zlokalizowania. 
Obok cmentarza wiejskiego miał znajdować się też cmentarz choleryczny, na którym w XVIII wieku pochowano ofiary panującej tu wówczas epidemii tyfusa, a w XIX wieku - zmarłych w wyniku cholery. 

Ciekawostką jest też cokół znajdujący się na Przełęczy Prehyba, pomiędzy Bieliczną a Ropkami.


Zachował się słabo czytelny napis cyrylicą, informujący że jego fundatorem był P. Maniak w 1889 roku.
Szczerze mówiąc to dziś jest to w ogóle nieczytelne, a informację tę można zaczerpnąć jedynie z książek...

Wieczorem, kiedy spanko było przygotowane, paliło się już ognisko, wyruszyłam na łąki ponad Bieliczną, żeby obejrzeć zachód słońca :)
Trawa była świeżo skoszona, więc bez problemy można było dojść od cerkwi aż pod sam las.

Chałupki nasze :)

Nasz towarzysz zdeklarował się, że rozpali ognisko
U niego zapewne też znajdziecie zdjęcia z naszej wspólnej wycieczki na jego facebooku 

Ktoś musi pracować, by odpoczywać mógł ktoś :)

Tak wygląda miejsce biwakowe koło cerkwi...
Oczywiście przed wyjazdem pozbieraliśmy wszystkie śmieci, swoje oraz te które zastaliśmy na miejscu

A tutaj już poranna rzeczywistość, było chłodno więc z chęcią ogrzewaliśmy się przy wskrzeszonym nad ranem ogniu :)

A wracając do spaceru na górkę, nie dość że przyjemny to jeszcze obfitujący w cudowne widoki...

Popołudniowe zdjęcie z ,,wyprawy po opał" :)

Słoneczko zachodzi a księżyc już w gotowości

Panorama z balami

Tego akurat się nie spodziewałam, że ujrzę stamtąd Tatry! Tym większa przyjemność! I jeszcze to rozpalone zachodem niebo...



Przez ostatnie dwa lata na urlop jeździliśmy w Bieszczady. W tym roku jednak musieliśmy poszukać jakiejś innej alternatywy. Z całą pewnością wyjazd pod namiot jest ciekawą odmianą :) A zwłaszcza biwakowanie w tak urokliwym zakątku Beskidu Niskiego jakim jest Bieliczna, przycupnięta u stóp Królowej Lackowej. 
Teren za cerkwią jest świetnie przygotowany na turystów chcących spędzić tam noc. Jest miejsce na ognisko, ławki i stoły, a nawet całkiem elegancka sławojka :)
Dodatkowo teren gdzie można rozbić namiot jest wykoszony, widać że ktoś dba o tę przestrzeń. 
My z całą pewnością jeszcze tam wrócimy, żeby odetchnąć trochę od codziennego pędu, zrelaksować się i odpocząć w tych cudnych okolicznościach przyrody!
Was także do tego zachęcamy!



Kasia



Źródło:

- ,,Opuszczone wsie ziemi gorlickiej" Andrzej Piecuch, Adam Harkawy, Mariola Janowska-Harkawy, wyd. Gondwana 2013
(opisaliśmy na naszym blogu już wszystkie 10 miejscowości znajdujących się w tej książce :))