sobota, 30 grudnia 2017

Odkrywanie Łemkowszczyzny - Hańczowa

Hańczowa powstała w 1480 roku, założona na prawie wołoskim przez Gładyszów. W 1771 roku była to już duża wieś, zamieszkiwało ją 95 rodzin unickich. Znacznie wcześniej niż w innych okolicznych wsiach w Hańczowej istniała szkoła. Potwierdza to pochodząca z 1813 roku informacja, iż budynek szkoły został porwany przez wezbraną rzekę. Dzieci przez następne piętnaście lat uczyły się w domach. Mimo trudnych warunków nauczania grekokatolicka diecezja w Przemyślu uznała placówkę w Hańczowej za najlepiej prowadzoną szkołę w górach. Dzięki dobrej edukacji mieszkańcy wsi byli w owym czasie gramotni. Zapisy cerkiewne mówią bowiem, że podczas nabożeństw hańczowianie korzystali z modlitewników.




W 1828 roku wybudowano nową szkołę. Nieostrożność palącej w piecu kucharki była przyczyna pożaru, który strawił ze szczętem budynek 15 lutego 1848. Ludzie, widząc zagrożenie dla cerkwi i sąsiednich domostw, z wielkim poświęceniem gasili pożar. Na kolejny budynek nie czekano długo, jednak pośpiech i skąpe fundusze sprawiły, że był on skromniejszy od poprzedniego. Składał się on tylko z dwóch izb: jedna była wykorzystywana jako sala do nauki, druga była mieszkaniem nauczyciela. A uczniów była prawie setka !


Krzyż przy drodze do Ropek



Mimo cieżkich warunków do nauki we wsi praktycznie nie było niepiśmiennych. Mieszkańcy uważali za hańbę upomnienie za nieposyłanie dziecka do szkoły. Także i w latach międzywojennych szkoła uchodziła za jedną z najlepszych w powiecie.





W latach siedemdziesiątych XIX wieku greckokatolicki paroch z Hańczowej pomagał gospodarzom wykupywać lasy od dziedzica Adama Rogowskiego. Jak się okazało była to dalekowzroczna inwestycja. W czasie kryzysu lat dwudziestych XX wieku mieszkańcy wsi zdobywali środki do życia sprzedając drewno. Stanowiły dla nich również budulec i materiał opałowy. Kryzys lat międzywojennych przetrwano także dzięki zarobionym w Ameryce dolarom. Emigracja zarobkowa była bowiem w Hańczowej bardzo powszechna.


Czasami może lepiej nie malować...?



Przed I wojną we wsi istniała czytelnia im. Kaczkowskiego, która została zamknięta w 1914 roku przez Austriaków. Książki skonfiskowano, a kilka osób, w tym nauczycieli, wywieziono do Thalerhofu. Czytelnię ponownie otwarto w 1927 roku.





We wrześniu 1945 roku miała miejsce w sąsiedniej Wysowej i Blechnarce przymusowa akcja wysiedleńcza na sowiecką Ukrainę. Na wieść o tych tragicznych wydarzeniach oraz w obawie przed represjami kilkadziesiąt rodzin z Hańczowej zgłosiło się na ''dobrowolny'' wyjazd. Pozostali mieli tylko dwa lata więcej spokoju. W ramach akcji '' Wisła'' hańczowian wywieziono na ziemie zachodnie. Opuszczone gospodarstwa zajęli polscy osadnicy.Wiele osób wróciło po 1956 roku i obecnie jest to z większych skupisk Łemków w okolicy.


Kościół w Hańczowej


W 1964 roku powstało w Hańczowej Technikum Hodowlane z gospodarstwem hodowlanym, a w 1973 roku oddano do użytku stadion sportowy wybudowany w czynie społecznym.
Ze składek wiernych wzniesiono w 1982 roku kościół filialny pw. Dobrego Pasterza parafii rzymskokatolickiej z Wysowej. W miejscowości działało również Państwowe Gospodarstwo Rolne- Zakład Rolny Nawojowa.





Ozdobą wsi jest niewątpliwie drewniana cerkiew pw. Opieki Matki Bożej, dawniej świątynia unicka, obecnie prawosławna. Cerkiew w Hańczowej istniała już w XVII wieku. Obecny obiekt został wzniesiony w pierwszej połowie XIX stulecia na miejscu starej świątyni. Obiekt gruntownie odnawiany w 1871 roku, oraz w latach 1960 - 68. Ostatnie rozległe prace konserwatorskie i remontowe zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz prowadzone były w latach 1989 - 2012.






Do 1947 roku była to cerkiew grekokatolicka, następnie w latach 1947 - 1958 służyła wiernym obrządku łacińskiego. Mimo tego postępowała jej dewastacja i w 1956 roku podjęto decyzję o jej rozbiórce i wywiezieniu wyposażenia do składnicy ikon w Łańcucie. Cerkiew uratował powrót kilku rodzin z wysiedlenia, których członkowie własnymi siłami wyremontowali ją. Erygowano tutaj wtedy parafię prawosławną. Mieszkańcy Hańczowej odnowili cerkiew w jedyny możliwy dla nich sposób - wymieniając przegniłe drewno i dach. Polichromie zostały odrestaurowane dopiero po 1989 roku. Obecnie jest jedna z lepiej odrestaurowanych w Polsce cerkwi typu łemkowskiego.






Nakryte płaskimi stropami wnętrze jest bogato zdobione polichromią figuralną i ornamentalną, wykonaną przez Antoniego, Michała i Zygmunta Bogdańskich pod koniec XIX wieku. Na stropach sceny, przedstawiające Przemienienie Pańskie, Matkę Boską z Dzieciątkiem oraz Wypędzenie kupców ze świątyni. Na scianach nawy wymalowane są postacie świętych: Cyryla i Metodego, Włodzimierza i Olgi, Heleny i Konstantyna. W cerkwi zachowała się znaczna ilość oryginalnego wyposażenia z przełomu XVIII i XIX wieku.





Kilkaset metrów od cerkwi po przeciwnej stronie drogi prowadzącej do Wysowej znajduje się cmentarz parafialny z kilkunastoma dobrze zachowanymi kamiennymi krzyżami z przełomu XIX i XX wieku. Wykonane zostały głównie przez kamieniarskie spółki z Bartnego oraz przez pana Serwońskiego z Gorlic.

















Figura Matki Bożej to dzieło Wojciecha Serwońskiego z Gorlic.
Choć jego dzieła spotkaliśmy już na Łemkowszczyźnie niejednokrotnie to sygnaturę chyba po raz pierwszy...



Na jednym z nagrobków znajduje się rzadko spotykana płaskorzeźba przedstawiająca Michała Archanioła walczącego z diabłem.


Wędrujące przez Hańczowa w samym centrum wsi , w sąsiedztwie cerkwi napotykamy stary, drewniany budynek. Tuż obok niego drugi, z niewielką  wieżyczką. Cóż to mogło być tego nie wiemy. Przypuszczamy że mógł być to lokal służący mieszkańcom do spotkań oraz remiza strażacka :)





We wnętrzu budynku znajduje się klimatyczna, amatorska siłownia :) 







We wsi znajduje się sporo starych drewnianych domów. Jedne wyremontowane, unowocześnione służą mieszkańcom do tej pory jako lokum. Inne jak ten na zdjęciach poniżej zwolna popadają w ruinę...








Ciekawostką jest że kilka lat temu w Hańczowej kręcone były sceny do filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. "Dom zły" . Miejscowy GS-owski sklep stał się sławny :) Na szybach do dzisiaj widnieje napis "GS Lutowiska'' namalowany na potrzeby filmu. 
Przed sklepem znajduje się pomnik upamiętniający Chrzest Rusi.








Nietypowy Św. Mikołaj znajdujący się przy Szkole Rolniczej w Hańczowej :) Wykonani został z wielki bali, opon, folii. Za oczy posłużyły mu reflektory od traktora :)





Hańczowa mimo że często mija przez turystów udających się do sąsiedniej Wysowej również warta jest chwili uwagi. Cudowna, drewniana cerkiew, liczne kamienne, przydrożne krzyże i chaty tworzą swoisty klimat tej miejscowości :) 





Kamil 





Źródła:

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015



sobota, 16 grudnia 2017

Kamień nad Jaśliskami (857 m n.p.m)

O Kamieniu nad Jaśliskami pisaliśmy już 2 lata temu :) Warto wracać do niektórych miejsc, żeby lepiej je poznać, a Bieszczad to doprawdy tajemnicza góra, gdzie jest co odkrywać. Kamień nad Jaśliskami widoczny jest z wielu miejsc w okolicy. Tę górę łatwo rozpoznać po charakterystycznym kształcie, no i oczywiście po tym, że wyraźnie wyróżnia się wysokością na tle okolicznych szczytów. Kamień nad Jaśliskami jest najwyższym szczytem w całym wschodnim i środkowym Beskidzie Niskim. 




Wyruszamy jak i za pierwszym razem, czyli żółtym szlakiem gminnym podążamy w górę - łąką.


Wędrowaliśmy początkiem listopada, wiec kolorów na drzewach nie było zbyt wiele, a na tle szarego lasu odznaczały się tylko modrzewie - niczym płonące pochodnie.
Na początku niebo pokrywała warstwa chmur, ale potem przez cały dzień towarzyszyło nam słońce.

W dole widzimy zabudowania lipowieckiego PGR-u

 Najwyższą część masywu objęto w 2000 roku ochroną, tworząc w ten sposób rezerwat ,,Kamień nad Jaśliskami".


Piękny las bukowo-jodłowy, na powyższym zdjęciu zielone przez cały rok turzyce dodają barw jesiennej szarudze.
Omszone kamienie porozrzucane w fantazyjny sposób po lesie również wyglądają ciekawie.




Docieramy do pierwszego kamieniołomu zwanego ,,Nad Sinym Wyrem" z którego wydobywano surowiec jeszcze w latach 60-tych XX wieku. Jest to największy z kamieniołomów w tym masywie. Wysokość ściany, której szczytem biegnie szlak robi wrażenie.


Tym razem, mimo dużej ilości liści, które zasypały wszystkie nierówności na skarpie zdecydowaliśmy się zejść w dół, żeby zobaczyć resztki wyrobiska, oraz jeziorko osuwiskowe. 
Nad Sinym Wyrem spotkaliśmy Adama z pobliskiej Gutkowej Koliby, który nie dość, że towarzyszył nam w dalszej wędrówce, to jeszcze opowiadał o okolicy i o Kamieniu, który zna jak własną kieszeń :)

Schodząc w dół trzeba bardzo uważać, żeby nie połamać sobie nóg


Kamienie przygotowane, gotowe do wywózki... już od lat

Jeziorko osuwiskowe - warto było do niego zejść :)

Gdzieś poniżej jeziorka znajduje się torfowisko zwane ,,Berezednie". Podobno trudno je znaleźć... Rosną tam typowe rośliny torfowisk niskich i przejściowych, czyli na przykład storczyki: kruszczyk rdzawoczerwony i błotny, storczyk szerokolistny, oraz plamisty i podkolan biały. A z rzadszych roślin można tu ponoć znaleźć rosiczkę okrągłolistną, czy turzycę bagienną.

W listopadzie w lesie można znaleźć takie grzybki :)

Kolejny kamieniołom to ,,Stare Jamy" - nie jest tak głęboki jak poprzedni, ale za to najstarszy na tej górze.
Potem mijamy jeszcze trzeci z kamieniołomów, ale ten ostatni jest najmniej spektakularny - ot kilka jam w ziemi.

Stare Jamy

Na sam szczyt Kamienia nie prowadzi żaden szlak, ale zaprowadzi nas tam wyraźna ścieżka - jesienią pod liśćmi troszkę mniej ,,wyraźna", ale daliśmy radę :)


Lubię ten szczyt. Rozmawialiśmy nawet o tym po drodze, że przydałaby się tutaj wieża widokowa. Panorama pewnie byłaby niezwykła z tej góry - na Beskid Niski i pewnie na Bieszczady.
Ale można też po prostu za tą ,,kupką kamieni" pójść kawałeczek i nacieszyć oczy tym, czym się da :)

Jakby nie to drzewo...

Te łąki, które widzicie po prawej to Jasiel

A tutaj widać po lewej zabudowania Moszczańca, góra na horyzoncie, na której widać płat łąki to Tokarnia w Paśmie Bukowicy

Plan tego dnia obejmował także odwiedzenie cmentarzy wojennych na znajdujących się na wschodnim ramieniu góry. Po krótkiej przerwie na posiłek i ciepłą herbatę kierujemy się dalej do szlaku granicznego, którym to wędrując mijamy kolejne małe nekropolie... ale wcale nie tak zapomniane jak mogłoby się wydawać...


Cmentarze, którymi opiekują się Słowacy były bardzo starannie wysprzątane. Zwróćcie uwagę, że ogrodzonym terenie są zgrabione liście (przecież to jest w środku lasu!). Musiało to mieć miejsce dosłownie kilka dni przed naszą wizytą, bo nie wierzę, że niemalże nieustający tam wiatr nie nawiałby liści na ten teren.
Nie będę pokazywać Wam każdego cmentarza, z osobna, bo są w sumie identyczne. Krzyż na środku, ogrodzone, zaznaczone pola grobowe...

Zobaczymy tam również to, co udało się znaleźć w okolicy...

Piękny to fragment szlaku granicznego - gzyms, którym idziemy, a po jednej i drugiej stronie skarpa

Ostatnim cmentarzem opiekuje się grupa turystów GIN (Galicyjska Inicjatywa - Nekropolia) z Jasła.
To tam znajduje się słynny dzwon z łuski pocisku. Wszystko tu nowe i pomalowane... dokładnie po drugiej stronie granicy na tej samej wysokości leży również kolejny cmentarz, powierzchniowo spory, świeżo obsadzony drzewkami.


Dzień jesienią szybko się kończy, w sumie to o 16 już robi się ciemno. Dlatego czym prędzej schodzimy niebieskim szlakiem do Lipowca i zdążyliśmy akurat na zachód słońca.


Zapewne udamy się kiedyś jeszcze raz na Kamień choćby po to żeby wypróbować jeszcze jeden wariant zejścia z góry, mianowicie szlakiem granicznym do Czeremchy i potem przewędrować jeszcze i przez tę nieistniejącą łemkowską wieś. Szczerze mówiąc, mimo iż Kamień ma 857 m n.p.m to podejście szlakiem gminnym nie jest jakoś potwornie forsujące :)
Myślę, ale to moje wrażenie, że chyba cięższe podejście jest niebieskim szlakiem, bo krótsze. A żółty szlak Gminy Dukla jest poprowadzony tak, że może wędruje się dłuższą chwilę, ale w zróżnicowanym terenie, z ciekawostkami geologicznymi i na pewno polecam ten wariant najbardziej :)





Kasia