sobota, 19 listopada 2016

Opuszczone wsie Beskidu Niskiego - Darów

U podnóża Pasma Bukowicy, w zacisznej dolinie niegdyś znajdowała się wieś Darów. Dziś niewiele po niej zostało...
Osada Darów lokowana była w 1559 roku za zezwoleniem starosty sanockiego Mikołaja Cikowskiego na prawie wołoskim. W dokumentach zachowała się wzmianka, że w 1627 roku znajdowało się tu tylko 6 zagród kmiecych, natomiast w roku 1665 już tylko dwóch. Był to skutek najazdów zagonów tatarskich, wojsk węgierskich i panujących różnych chorób. 
Po I rozbiorze Polski wieś stała się prawnie własnością rządu austriackiego. Od 1811 roku wieś znajdowała się w rękach prywatnych. Przez pewien czas właścicielem był nawet lwowski aptekarz. 



W 1880 roku we wsi mieszkało 358 Łemków. Darów należał wtenczas do parafii w Surowicy. 
W okresie międzywojennym była tu jednoklasowa szkoła. 
W 1931 roku żyło tutaj 321 osób w 48 gospodarstwach. Podczas walk jakie toczyły się tutaj w 1944 roku wiele domów zostało spalonych, zniszczonych.  Po wojnie, w 1946 roku prawie cała wieś za namową radzieckiej agitacji wyjechała na Ukrainę. Pozostały tylko 3 rodziny, które zostały wysiedlone na ziemie zachodnie w ramach akcji ,,Wisła".



Domostwa rozciągały się w dolinie potoku Młynówka, zbierającego wody spod Zrubania (776 m n.p.m), jednej z dwóch najwyższych kulminacji Bukowicy. Była to wieś mała i przede wszystkim uboga.



Dziś po dawnej wsi pozostało niewiele śladów... Wędrujemy od strony Surowicy. Wszystkie źródła z jakich korzystałam podają, że wieś zaczynała się  mniej więcej 400 metrów za leśniczówką, czyli koło jedynej przydrożnej kapliczki w Darowie.




Te paski, które widać to znak szlaku turystycznego. Nabazgrany na bogato, dookoła...

Przed tereny Darowa i Surowicy biegnie droga leśna, służąca do zrywki drewna. Jest to trakt zbudowany na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Widoczna na zdjęciu kapliczka została przeniesiona podczas budowy drogi. 


Dolina jest wąska, zarośnięta...


Rzut oka za siebie - modrzewie o tej porze roku wyglądają najlepiej :) Cały czas towarzyszą nam słupy, ponieważ jest tu podciągnięty prąd do domku myśliwskiego, leżącego w górze dawnej wsi.


Jak wszędzie tak i tutaj rośnie wiele owocowych drzew, widzimy jabłonie. Natura w cudny sposób przyozdobiła je mchem i porostami.


Tutaj, całkiem niedaleko od cerkwi mogła znajdować się szkoła, o której wspominałam. Choć równie dobrze mógł tutaj stać dom...


Tuż obok skręca w górę szlak zielony, który wiedzie do Puław. Widzimy też jedną z bardzo niewielu tutaj łąk.


Po lewej stronie naszym oczom ukazuje się krzyż gromadzki, bardzo solidny - żeliwny umocowany na kamiennym cokole. Teren jest starannie wykoszony, krzaki wycięte. To teren nadleśnictwa, więc zapewne to ich zasługa. Szkoda, że miejsce po cerkwi nie jest wycięte...





 O krzyż wsparty jest mocno zniszczony żelazny krzyż z cerkiewnej kopuły. W publikacjach, z których korzystałam pochodzących z 2013 roku wspomniane są dwa krzyże. Ten, którego już nie ma był znacznie większy i lepiej zachowany.


Krzyż widać także na zachowanym zdjęciu nieistniejącej już cerkwi pw. Opieki Matki Boskiej (Pokrow). Cerkiew w tej wsi stała ponoć już w XIX wieku, a ta na zdjęciu powyżej została wybudowana na miejscu starej, rozebranej cerkwi w 1927 roku (lub 1909 roku, jak czytam w innej książce).
Przed wejściem do cerkwi stała kamienna dzwonnica postawiona pod koniec lat 30 XX wieku.. Cerkiew rozebrano pod wyjeździe Łemków. Z uzyskanego drewna postawiono budynek gromadzkiej rady i dom ludowy w Sieniawie.
Zaś opuszczone domy na materiał budowlany rozebrali mieszkańcy Bukowska.

Na cerkwisku można znaleźć resztki podmurówki i kamiennej dwonnicy. Nie wchodziliśmy tam. teren jest porośnięty tarniną i innymi krzakami. Można na tym spokojnie poszarpać ubrania...

Na północny zachód od cerkwiska znajduje się wiejski cmentarz. Znajdziemy na nim krzyże z przełomu XIX i XX stulecia.


Na uwagę zdecydowanie zasługuje ta tablica pamiątkowa:



Na mnie ogromne wrażenie zrobił fakt, że można tak dokładnie znać dzieje swojej rodziny. Doprawdy godne podziwu, ponieważ daty sięgają daleko, jak widać wyszczególnione są wszystkie osoby nawet 4 tygodniowe dziecko...
A ja ledwo znam imiona i nazwiska prapradziadków, nie mówiąc już o dacie ich śmierci...

Najstarszy nagrobek pochodzi z 1898 roku.


Zapalamy znicz i pora wracać, bo w planach mieliśmy jeszcze postawienie znicza w Polanach Surowicznych.
Andrzej Potocki twierdzi, że na terenie cmentarza znajdowała się nieduża kaplica grobowa.
Cmentarz, oraz cerkiwsko zostały uporządkowane w 2003 roku siłami NGK ,,Magurycz". Choć minęło trochę czasu jak widać wszystko wygląda całkiem nieźle.

Ponad dawną wsią na zboczach Bukowicy rozciąga się rezerwat przyrody Bukowica utworzony w 1996 roku. W jego obrębie znajdują się obszary naturalnej karpackiej puszczy, a po części także młody las wyrosły na gruntach wsi, jak i resztki otwartych przestrzeni dawnych pól.

W drodze powrotnej spotykamy salamandrę, dzielnie pozowała do zdjęć i ani nie drgnęła :) Zaskoczona salamandra nigdy nie ratuje się ucieczką, lecz zamiera w bezruchu.



Salamandry zapadają w sen zimowy późno, na przełomie października i listopada, a nieraz dopiero na początku grudnia. Wszystko zależy od pogody, bywa, że wykazują aktywność nawet podczas grudniowych ociepleń. Na wiosnę możemy spotkać salamandrę już w marcu :)
W Polsce płazy te podlegają ochronie częściowej. Przez południową Polskę biegnie północna granica zasięgu występowania salamandry plamistej (pasma Karpat, Sudetów i ich pogórzy).

Z terenami wsi Surowica i Darów związane są dwie legendy. Pozwolę sobie przytoczyć tu jedną z nich dotyczącą kapliczki znajdujące się na początku wsi. Legenda mówi, że została postawiona ponad 120 lat temu, kiedy Fecio Hryb dostał powołanie do cesarskiego wojska. 
Spisana przez Andrzeja Potockiego.


Werbowana kapliczka

(...) Został wylosowany Fecio do piechoty i basta. Ojcu tłumaczył, że w wojsku nabierze rozumu, może nawet zostanie kapralem  i świata kawałek zobaczy. Powinien być dumny, że cesarz właśnie jego syna postanowił wyróżnić, prosząc do wojska.
(...) Jak wszystko dobrze pójdzie ,za trzy, albo cztery lata wróci na ojcowiznę. Ojciec pogodził się z losem, ale matka rozpaczała i nijak nie mogła zrozumieć, dlaczego najjaśniejszy cesarz akurat jej Fecia prosi do wojska. A żołnierz, wiadomo, może zginąć na wojnie i nigdy więcej swojego syneczka nie zobaczy. 
Kiedy w niedzielę była w cerkwi w Surowicy, bo w Darowie świątyni nie było, została po mszy i poszła po radę do świaszczennika, jakby tu synka od wszelkiego zła w tym wojsku uchronić i szczęśliwy powrót do domu mu zapewnić. Podumał ojczulek i rzekł, że najlepiej ufundować kapliczkę i postawić ją na granicy wsi. Ale szybko to trzeba zrobić, żeby zanim Fecio pójdzie do wojska, ona już stała, tak by wieś żegnając, mógł się przy niej pomodlić.
(...)
W niespełna tydzień kapliczka była gotowa, to znaczy już w następną sobotę stała, tam gdzie stać powinna. Ojczulek w niedzielę po mszy w cerkwi w Surowicy przyjechał do Darowa i w obecności całej wsi ją poświęcił. Fecia pobłogosławił i opiece Matki Bożej, a także Świętego Mikołaja polecił. Jako się rzekło, wysłali go po kilku tygodniach w drogę do Bośni. Miął rok, potem drugi. Fecio co jakiś czas przysyłał listy. Kiedy już wychodził trzeci rok służby, napisał, że on po wojsku do domu nie wróci, bo tu zapoznał Anastazję krasawicę i z nią się będzie żenił. 
(...)
I nie wrócił Fecio i żył tam pomiędzy obcymi. Aż nastała pierwsza wojna światowa i nawet takich jak on mężczyzn, w sile wieku cesarz wołał do broni. Zrządzeniem losu, widać Bóg tak chciał, przyszło mu walczyć w polskich Karpatach. W okolicy Dukli dostał się do ruskiej niewoli. Na noclegu uciekł ruskim i lasami postanowił przedrzeć się do swojego Darowa. Po kilku dniach morderczej wędrówki nocą podszedł pod ojcowską zagrodę. Nieśmiało zapukał w okno. ,,To ja Fecio Hryb, z ruskiej niewoli żem uciekł, nie bójcie się..." rzekł. 
I patrzcie, wrócił Fecio do wsi, jak powiedział świaszczennik, każąc jego matce postawić tę kapliczkę. Widać i Matka Boża i Święty Mikołaj mieli go w swej opiece.  



Kasia.


Źródła:

- Potocki Andrzej ,,W dolinie górnego Wisłoka i od Rymanowa po Jaśliska", przewodnik, Krosno 2013
- Kłos Stanisław ,, Krajobrazy nieistniejących wsi", Rzeszów 2010
- Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015

9 komentarzy:

  1. Piękne tereny, ciekawa wędrówka i niezwykłą legenda, choć... być może całkiem bliska prawdy, bo kilkukrotnie spotykałem się z podobnymi opowieściami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereny te polecamy każdemu kto pragnie się wyciszyć, jedynym zamieszkałym budynkiem w promieniu kilku kilometrów jest tylko leśniczówka :)

      Usuń
  2. Legenda bardzo piękna. I wzruszająca. Tak samo jak ten pomnik z imionami i datami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli tylko naszych czytelników będą interesowały legendy będziemy przytaczać je jak najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno dziś uwierzyć, że przed wojną Beskid Niski był gęsto zaludniony. Jak by wyglądał dziś, gdyby nie Akcja Wisła?
    Piękna i wzruszająca pamiątka taki pomnik swoich przodków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie tak jak Żywiecczyzna...

      Usuń
    2. Bieszczady jeszcze bardzie dotknęła akcja "Wisła". Tam to po niektórych wioskach nie pozostał kamień na kamieniu. Najpierw zabudowania spaliło UPA by Polacy nie mieli gdzie zamieszkać a pozniej władza ludowa porozbierała cerkwie a tereny dawnych wsi zalesiono lub wyrównano spychaczami...

      Usuń
  5. No byliśmy tutaj przedwczoraj więc jak najbardziej mamy wszystko "na świeżo". :)
    Przyjemnie się tutaj wędruje, cisza, spokój.. I tylko szkoda tej wsi, brakuje jej gwaru. Cerkwisko jest w złym stanie, trudno zarys cerkwi odtworzyć, podmurówka rozsypana po okolicy - wiele trudu włożono, by wymazać ją z otoczenia...

    Niemal weszliśmy na misia - ostrzegał nas przed nim leśniczy, nawet nas dla bezpieczeństwa (tak nam się wydaje) podrzucił na cerkwisko właśnie. Misiu był w połemkowskim sadzie wcześniej.

    I tylko zal że w Surowicy nie weszliśmy na cmentarz - woda bardzo wezbrała, a nie była to dobra pogoda na kąpiele.. ;)

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mieliśmy zamiar odwiedzić cmentarz w Surowicy ale bez gumiaków było to niewykonalne. Nie wiedzieliśmy że ten potok jest aż tak duży :) My spotkaliśmy tam Pana z psem ubranego w moro, chyba myśliwego, też nam o wilkach opowiadał że są i miś czasem też zagląda. Kiedyś fajnie by było przejść z Surowicy do Wernejówki lub Puław doliną Wisłoka ale to może jak mróz ściśnie tamtejsze błotniste drogi :)

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!