sobota, 15 października 2016

Dziki Beskid Niski - Kanasiówka (823 m n.p.m.) i Wielki Bukowiec (848 m n.p.m.)

Kontynuując naszą wędrówkę do źródeł Jasiołki docieramy do szczytu o nazwie Kanasiówka (823 m n.p.m.).  Kanasiówkę dawni mieszkańcy Wisłoka zwali Babą, zaś ci z Jasiela - Hrabyną. Pierwsza z nazw oznacza górę rozłożystą i przysadzistą, co trafnie określa charakter wzniesienia.



Podejście na Kanasiówkę rozpoczynamy z pola namiotowego w Jasielu. Będziemy się trzymać niebieskiego szlaku PTTK. Początkowo szlak prowadzi przez pola dawniej wsi, obecnie zakrzaczone.


Szlak wiedzie dawną łemkowską drogą wiodącą do słowackiej wioski Kalinov. Obecnie nie jest ona używana gdyż jest tutaj rezerwat przyrody.


Niestety zaraz przy szlaku widzimy wiele chorych drzew, uschniętych świerków...


Docieramy do granicy polsko-słowackiej. Ustawione tutaj zostały przez gminę Komańcza tablice informacyjne oraz ławeczki .Przebiega tędy trasa rowerowa Moszczaniec - Kalinov o której chciałbym napisać kilka słów. Został on utworzony w 2010 roku. Prowadzi on głównie drogami  leśnymi i prezentuje on nieznane masowym turystom tereny wschodniej części Beskidu Niskiego.


Przekraczając granicę możemy dotrzeć kierując się tym szlakiem do miejscowości Kalinov.  Założona została w 1604 roku w historycznym kraju Zamplin. Jego nazwa prawdopodobnie pochodzi od krzewu kaliny. Z czasów rzymskich zachował się w Kalinovie skarb składający się z 21 monet rzymskich cesarzy. Można tam zobaczyć również wiele pomników z czasów II wojny światowej a także cerkiew z XVIII wieku.


Schemat trasy rowerowej Moszczaniec - Kalinov.


Powykręcane buki na granicy :) 


Dla turystów wędrujący tędy umieszczono tablicę informującą o polu namiotowym w Jasielu. Tą drogą przyszliśmy :) 


Szliśmy tędy w sierpniu, w szczycie sezonu grzybowego. Mnóstwo grzybów widzieliśmy tuż obok szlaku, kilka z nich uwieczniliśmy na zdjęciach. Nie zbieraliśmy ich bo rosły w rezerwacie :) 


Borowiki szlachetne


Pieprznik jadalny czyli znane wszystkim kurki :) 


Od miejsca w którym znajdowały się tablice informacyjne będziemy maszerować na wschód, wzdłuż granicy. Rośnie tutaj piękny, stary bukowy las. Widoków prawie nie ma żadnych, polany które kiedyś tutaj były już praktycznie zarosły. Zostały tylko marnej jakości widoczki na stronę słowacką...




Docieramy do miejsca oznaczonego tabliczką jako szczyt Kanasiówka. Tak naprawdę szczyt jest kilkadziesiąt metrów na północ lecz jak przypuszczamy oznaczono go tutaj by turyści nie deptali rezerwatu. Krzyżuje się tutaj kilka szlaków turystycznych a spaceruje nimi naprawdę niewiele turystów. Nie oferują one może widoków ale za to pozwalają obcować z dziką przyrodą :) 



 Na tabliczkach przywieszonych pod szlakowskazami podane są informacje o dwóch ważnych rzekach tego regionu które mają tutaj swoje źródła. Pierwsza z nich to Jasiołka która wypływa ze stoku zachodniego. Ma długość 76 km i swoimi wodami zasila Wisłokę która jest prawobrzeżnym dopływem Wisły. Druga z ich to Wisłok, wypływający ze stoku wschodniego. Ma długość 205 km i swoimi wodami zasila San a następnie Wisłę.
Rozległe lasy kryją liczne młaki i torfowiska, dające początek licznym potokom.


Będąc tutaj postanowiliśmy udać się na jeszcze jeden ciekawy szczyt leżący trochę dalej na wschód, również na granicy polsko -słowackiej. Mowa o Wielkim Bukowcu ( 848 m n.p.m.).

Bardzo ciekawe malowanie szlaków pozwalające oszczędzić czas i farbę :) 


Docieramy do przełęczy o nazwie Kalinovské Sedlo. Po słowackiej stronie granicy  postawiono pomnik poświęcony Armii Czerwonej, która w tym miejscu 20 września 1944 roku po raz pierwszy przekroczyła granicę Czechosłowacji.






Znajduje się tutaj również bardzo fajny schron turystyczny postawiony przez Słowaków. Można tutaj przysiąść, zjeść, odpocząć a w razie potrzeby nawet przenocować, gdyż w środku jest prowizoryczne łóżko :) 





Zrobiony jest on z różnych drewnianych materiałów, części mebli, lecz jest solidny. Nasza córka próbuje włączyć światło :) Niestety najbliższe linie energetyczne są baaardzo daleko :) Niezwykle spodobał się jej ten schron i dosyć długo tam zabawiliśmy :)



Docieramy do najwyższej kulminacji na naszej trasie czyli Wielkiego Bukowca ( 848 m n.p.m.) zwanego również Pasika lub Wysoki Horb. Znajduje się na nim ażurowa, żelazna wieża wybudowana po koniec lat trzydziestych. Jeżeli ktoś z Was nie ma lęku wysokości może wspiąć się na nią i podziwiać panoramy :) My jednak się nie odważyliśmy :) 


Słowacy odnowili ją w 2014 roku lecz remont ograniczył się jedynie do pomalowania jej farbą...



 Gdy nie ma jeszcze liści na drzewach można dojrzeć Kamień nad Jaśliskami ,Cergową i Piotrusia, bardziej na północ gniazdo Jawornika i długie wały Bukowicy i Kamienia. Na wschodzie widoczny jest Wysoki Dział, pasmo graniczne, Matragona i Hyrlata.


Spotkana przy szlaku goryczka trojeściowa. Uważana jest za zwiastun nadchodzącej jesieni...


Biegacz złocisty - ponoć nie lubi rozległych kompleksów leśnych a tego spotkaliśmy tuż przy tabliczce "Kanasiówka" a więc w głębi puszczy :) 


Na zboczu Kanasiówki od strony Jasiela były dawniej dwie, obecnie zalesione polany: Strypciakowa i Żołnierska. Nazwa tej drugiej według miejscowych nawiązuje do I wojny światowej. Spotkamy ją jednak już na mapach XIX - wiecznych.

Wiąże się z tą polaną pewna opowieść opisana przez Andrzeja Potockiego w "Księdze legend i opowieści beskidzkich". 

Kiedy na jesieni 1914 roku i w zimie roku 1915 trwały w Beskidach walki pomiędzy wojskami austriackimi i rosyjskimi, przez dłuższy czas wojsko było okopane na swoich pozycjach. Walki bowiem trwały zaledwie kilka tygodni, a front w tej części zaległ na ponad pół roku. W czasie wielotygodniowych przestojów żołnierze obu armii spotykali się na tej polanie i wspólnie biesiadowali. Tak, tak, biesiadowali. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że w obu armiach byli Polacy, Rusini i Żydzi. Tymi samymi językami mówili, do tych samych bogów się modlili, tylko mundury mieli inne, ale złości w nich do siebie wzajem nie było żadnej. Na wspólne wieczorne biesiady przynosili żołnierze fasowane jedzenie i gorzałkę. Ruskie przynosili machorkę, Austriacy - papierosy. Siadali na wojskowych szynelach wokół tlących się ognisk, jedli, pili, grali w karty, wymieniali się zdobycznymi rzeczami, wspominali swoje rodziny, pokazywali zdjęcia narzeczonych i żon, do których mieli nadzieję powrócić, kiedy tylko skończy się wojna.



Patrząc na tych ludzi na polanie, wprost trudno było uwierzyć, że siedzą obok siebie żołnierze dwóch wrogich armii. Że ci ludzie mogą jutro zacząć strzelać do siebie czy też zatłuc się nawzajem bagnetami. Ślepy los postawił ich w okopach po dwóch stronach żołnierskiej polany. Jedno ich łączyło na pewno. Chcieli za wszelką cenę przeżyć tę koszmarną wojnę, której nie rozumieli i na której nic nie mogli zyskać."




 Łemkowie bardzo dbali o swoje lasy. Dzisiaj te drzewostany mogą powrócić do dawnej świetności dzięki rezerwatowi który chroni tutejszą przyrodę...
  

Kamil







Źródła: 

Andrzej Potocki "Księga legend i opowieści beskidzkich"
"Beskid Niski dla prawdziwego turysty" Oficyna Wydawnicza Rewasz
www.komancza.pl
www.mapywig.org

10 komentarzy:

  1. Kolejna świetna relacja. Czytam z zainteresowaniem.
    Nie zawsze w górach muszą być widoki, bo często ich przecież brak. Ale jest radość wędrówki i zdobywania szczytów. I to mi się w tej relacji najbardziej podoba.
    No i wyrazy podziwu dla córeczki - taką wędrówkę odbyła. Zuch dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość trasy tata ją niósł ale sama nie dałaby rady...zrobiliśmy wtedy ponad 20 km. A w Beskidzie Niskim większość szczytów zarośnięta jest niestety, przez to też nie jest to pasmo tak popularne jak inne Beskidy :)

      Usuń
  2. Witajcie
    Schronu nie pamietam, dawno byłem w rejonie Kanasiówki, ale obelisk stoi tak jak stał, a czy gwiazda wciąż leży oparta o kurhan? Pamiętam spałem w moim ulubionym lecz niestety nie czynnym już schronisku w Dołżycy o nazwie Pantałyk.
    Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz to chyba na twoim blogu dowiedziałem się o tej wieży i o tej pory koniecznie chciałem ją zobaczyć póki jeszcze stoi:) no i doczekałem się :) a gwiazdy nie widzieliśmy, więc raczej jej już tam nie ma ...

      Pozdrawiamy :)

      Usuń
  3. Jakieś 20 lat temu szlam na Kanasiówkę z Wisłoka Wielkiego, na szlaku było błoto po kolana więc trzeba było lasem, przez gąszcz jeżyn, nawet wdrapałam się na tą wieżę na Pasice. Pamiętam też, że z Komańczy jechaliśmy na stopa z panem, którego auto nie miało z tyłu siedzeń, siedzieliśmy więc na podłodze upapranej smarem :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale takie wycieczki i przygody pamięta się do końca życia :) Błoto w Beskidzie Niskim jest częstym dodatkiem do szlaku turystycznego :)

      Usuń
  4. A na tej wieży to byłem, fest zardzewiała i miałem stracha czy nie przegniła gdzieś, ale wytrzymała.
    Pięknie tam, pora wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na swoje lata to wieża i tak się trzyma, jako jedyna przetrwała do naszych czasów....

      Usuń
  5. Piękne widoki :)
    Zapraszam do mnie na Rozdanie :)
    http://grandmothermartha.blogspot.com/2016/09/urodzinowo.html
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam szczęścia do Beskidu Niskiego. Ilekroć się wybierzemy zazwyczaj pada.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!