sobota, 13 sierpnia 2016

Wędrując doliną potoku Zawoja - Wołowiec

Wołowiec to obecnie maleńka wioska. Otoczona od północy Mareszką (801 m n.p.m), od wschodu Uhercem (706 m n.p.m), od południa spływają stoki Suchej Góry, od zachodu zaś Obszaru. Dziś mieszka tu około 50 osób.
Mimo iż z tego co mi wiadomo, nie dojedziecie tam żadnym publicznym środkiem lokomocji, to warto się tam wybrać, zobaczcie dlaczego :)


Kiedyś była to bardzo duża wieś. Widać to wyraźnie na mapach WIG.


 Przed wojną znajdowało się tutaj około 120 gospodarstw. Wołowiec był wzmiankowany już w 1581 roku jako wieś świeżo założona. Pod koniec XIX wieku mieszkało tu 832 grekokatolików.

Około roku 1794 w Wołowcu odbył się ślub polskiego szlachcica z córką ówczesnego proboszcza unickiego. Było to dość niespotykane wydarzenie jak na tamte czasy, kiedy to małżeństwa mieszane, a zwłaszcza polsko-ruskie były rzadkością.

W 1927 roku prawie cała ludność przeszła na prawosławie. 
Poniżej obecnej cerkwi wybudowano najpierw czasownię, a później w 1936 roku z pomocą Łemków Z Ameryki rozpoczęto budowę cerkwi prawosławnej, jednak nigdy nie została ona ukończona... Budowali ją rzemieślnicy, którzy stawiali cerkiew w Gładyszowie stąd pewne podobieństwo. Świątynia została rozebrana w 1955 roku przez pobliski PGR.



Tak wyglądała nigdy nie skończona cerkiew prawosławna...

W 1945 roku większość mieszkańców uległa sowieckiej propagandzie i wyjechała do Związku Radzieckiego. Zabrano wówczas całe wyposażenie cerkwi, nawet dwa dzwony. Jeden zachował się, ponieważ członkowie 14 rodzin, które zdecydowały się pozostać we wsi ukryło go w studni. Po ostatecznym wysiedleniu ludności (we wsi została tylko jedna rodzina posiadająca amerykańskie obywatelstwo, jednak wyprowadzili się z powodu trudności życia w opuszczonej okolicy) podczas Akcji ,,Wisła" dzwon przeleżał ukryty na cmentarzu w Rudzie Śląskiej kolejne lata, aby ostatecznie powrócić do Wołowca, gdzie obecnie się znajduje.

W 1958 roku w rodzinne strony powróciło 8 łemkowskich rodzin. Większość obecnych mieszkańców Wołowca to Łemkowie.

Naszą relację rozpocznę od cerkwi, ponieważ niegdyś było to centrum wsi, obecnie za cerkwią w stronę Nieznajowej znajduje się jeden dom.



Drewniana cerkiew pw. Opieki Matki Bożej (Pokrow) była dawniej filialną cerkwią grekokatolicką. Teraz w każdą pierwszą niedzielę miesiąca odprawiane są tam msze prawosławne, na które przyjeżdża duchowny prawosławny z Bartnego. Data na nadprożu, napisana w języku starocerkiewnym w tłumaczeniu oznacza rok boży 1766 i oznacza zapewne datę budowy świątyni. Cerkiew odnawiano w roku 1880 i na początku XX wieku.



Po wysiedleniach świątynia służyła za owczarnię. Łemkowie, którzy wrócili w rodzinne strony z zachodu, zastali cerkiew w opłakanym stanie. W latach 1962-68 wykonano gruntowny remont.
Pod koniec lat 90 upadające drzewo zniszczyło sanktuarium, które pieczołowicie odbudowano. Widać to nawet na zdjęciach, że ta część cerkwi jest jaśniejsza, ponieważ drewno jest młodsze.

Wewnątrz znajduje się XVIII - wieczny, dość nietypowy, bo niesymetryczny ikonostas. Po lewej jest więcej ikon niż po prawej. Ikonostas został uzupełniony ikonami ze zbiorów w Łańcucie.
Kilka ikon w czerwcu, kiedy odwiedziliśmy cerkiew było w renowacji ( widać puste miejsca w rzędzie ikon namiestrnych).




Polichromia jest bardzo zniszczona. To wszystko przez to, że długi czas dach nie był zabezpieczony i  spływający deszcz niszczył bezcenne malowidła. Są one sukcesywnie odnawiane.
Malowidło nad nawą przedstawia wizję cesarza Konstantyna z 312 r.
Ciekawostką jest fakt, że w świątyni tej nie ma prądu, a podczas mszy blask daje jedynie światło świec.
Przed cerkwią stoi stara chrzcielnica.

Obok cerkwi znajduje się stary cmentarz. Kilkanaście kamiennych nagrobków zostało prawdopodobnie wykonanych przez kamieniarzy z Bartnego.





Dwie przepiękne figury Matki Bożej. Ta pierwsza pochodzi z 1903 roku.



Kilka krzyży...

Cmentarz przy cerkwi został zamknięty w 1930 roku z powodu braku miejsca. Nowy cmentarz znajduje się około 200 m na północ od cerkwi. Trzeba na łące nad świątynią kierować się w lewo. Cmentarz ten jest używany także obecnie.



Tutaj także znajdziemy w starszej części kilka kamiennych nagrobków z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.

W Wołowcu można spotkać także wiele kamiennych i żeliwnych krzyży. Jedną część wsi odwiedziliśmy jeszcze w czerwcu podczas wyprawy do Banicy.
Idąc w kierunku Krzywej można spotkać kilka kamiennych pamiątek z przeszłości.






Jednak mnie bardzo zachwycił widok jaki rozpościera się ze wzgórza nad wsią. Można tam bez większego problemu zatrzymać się choćby samochodem, bo ruch jest niewielki, a wart nacieszyć oko :)




Drugie zdjęcie robione jest z łąki, a nie z drogi :)


Ciekawsza wydaje mi się wędrówka w stronę Nieznajowej. Niesamowicie malownicza wijąca się wśród pól i nad potokiem Zawoja droga, stwarza obrazy jak z widokówki. Tak, zdecydowanie Wołowca nie mogłoby zabraknąć na widokówkach z Beskidu Niskiego :)

Jak wspominałam za cerkwią nie znajdziemy wiele domostw. Ale za to sporo przydrożnych krzyży...




 Z tego miejsca możemy drogą leśną dotrzeć także do Świątkowej Wielkiej. 
Nie sposób wszystkiemu zrobić zdjęcie, pokazuję tylko najlepsze moim zdaniem ujęcia. 

Dalej już tylko pola, nabierające już nieco jesiennych barw złota...



Choć już trochę późno na sianokosy, wszak najwartościowszą paszę uzyskuje się z trawy skoszonej przed rozkwitem, mówi się, że pierwszą trawę trzeba po prostu skosić przez św. Janem, czyli przed 24 czerwca :)


Pogoda sprzyja, więc gospodarz ,,baluje" nawet przy niedzieli :) Żar leje się z nieba...


Na cokole krzyża widzimy świeżo wymalowany szlak turystyczny... Może i nie zbulwersowałoby mnie to, gdyby nie fakt, że dokładnie po drugiej stronie drogi rosły sobie drzewa, na których równie dobrze można ten znaczek namalować. 
Ja postrzegam te stare krzyże i cokoły jako zabytki kultury, pamiątkę przeszłości i uważam, że nie powinny być traktowane jako słupek do malowania znaków. 
Jedyne co moim zdaniem jest dopuszczalne to pomalowanie takiego krzyża, czy cokołu. Zarówno w Wołowcu, jak i na przykład w Pętnej są pięknie pomalowane cokoły.





Na umownej granicy pomiędzy Wołowcem i Nieznajową znajduje się, skryta wśród bujnej leśnej roślinności kapliczka domkowa niezwykłej urody. 
Została ona wyremontowana wpierw w 1991 roku, potem kolejny remont przeszła w 2011 roku, dzięki zaangażowaniu prawosławnego proboszcza z Bartnego, oraz wiernych z prawosławnej parafii w Wołowcu. 
Jeszcze w latach 60. XX wieku wewnątrz znajdowała się XIX - wieczna kamienna rzeźba Świętej Rodziny. 


Na frontowej ścianie znajduje się obraz Matki Bożej Opieki (Pokrowy).


W środku kapliczki umieszczono współczesne reprodukcje obrazów. Ażurowe, metalowe drzwi oraz kopułka wieńcząca dach pochodzą z daru dawnej mieszkanki Nieznajowej, obecnie mieszkającej na Ukrainie.

Na koniec sprawa obuwia. Otóż, jeśli wędrujecie w stronę Nieznajowej musicie wiedzieć, że kilka (bodajże 5 albo 6 ) razy będziecie musieli przejść w bród przez potok Zawoja. Jak każdy górski potok, tak i Zawoja płynie sobie leniwie wśród kamieni, ale po deszczu szybko zbiera wodę spływającą z pobliskich górek i zmienia się w spienioną toń nie do przebycia. Dlatego proponuję wybrać się tam, kiedy co najmniej od tygodnia nie pojawił się opad. 


My tak właśnie zrobiliśmy :) Jak widzicie Kamil przechodził po kamieniach w trekach, ja boję się po takich chodzić, bo są niestabilne, dlatego ubrałam sandały i szłam nie bacząc na mokre stopy ;) Tego dnia było gorąco, więc to żaden problem.



Jeśli wybraliście się do Nieznajowej i macie już dość przechodzenia przez potok - wróćcie do Wołowca przez las :) My tak zrobiliśmy, oszczędzicie sobie trzykrotnego brodzenia po wodzie - zawsze to coś :) 
Wystarczy w Nieznajowej, przy kapliczce z Matką Bożą iść dalej drogą leśną, jeżdżą tamtędy rowerzyści, oraz samochody terenowe.

Na koniec dodam, że w Wołowcu mieszka obecnie Andrzej Stasiuk - czołowy polski pisarz. Laureat wielu prestiżowych nagród, współzałożyciel wydawnictwa ,,Czarne" z siedzibą w Wołowcu.




Kasia.





Źródła:

A. Piecuch, A. Harkawy, M. Janowska-Harkawy ,,Opuszczone wsie ziemi gorlickiej"
W. Grzesik, T. Traczyk, B. Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"




14 komentarzy:

  1. Zachwyciłam się tym miejscem i jego opisem.
    Poza tym uważam, że takie przejście przez strumyk w upalny dzień to sama przyjemność. Zwłaszcza, kiedy się zdejmie buty. Trzeba tylko uważać na kamienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to jeden z najpiękniejszych szlaków w Beskidzie Niskim :) W tych górach większość szczytów jest zarośniętych lasem ,za to doliny są bardzo malownicze. W upalny dzień fajnie przeprawiać się przez strumienie lecz w innych porach roku już nie jest tak miło...

      Usuń
  2. Tęskinica mnie dopadła ...Byłem kiedyś w cerkwi w Wołowcu przed nabożeństwem. Nie wiem teraz z której strony najbardziej lubię wejść do wsi - jest kilka możliwości, choć najrzadziej pewnie idzie się przez las zwany Kanadą, a przecież to piękne miejsce, ale to co się dzieje za Wołowcem w stronę Nieznajowej jest po prostu dla mnie epickie.
    Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Tęskinica mnie dopadła ...Byłem kiedyś w cerkwi w Wołowcu przed nabożeństwem. Nie wiem teraz z której strony najbardziej lubię wejść do wsi - jest kilka możliwości, choć najrzadziej pewnie idzie się przez las zwany Kanadą, a przecież to piękne miejsce, ale to co się dzieje za Wołowcem w stronę Nieznajowej jest po prostu dla mnie epickie.
    Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My byliśmy w tej cerkwi zaraz po nabożeństwie. Miła przewodniczka, łemkini z Bartnego, opowiedziała nam pięknie o tej cerkwi :) Droga z Wołowca do Nieznajowej mimo pełni sezonu i pięknej pogody jakoś nie była zbyt zatłoczona, co nas miło zaskoczyło :) Pozdrawiamy :)

      Usuń
  4. Cudownie.magiczne miejsce-i Wołowe i Nieznajoma. ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wołowiec i Nieznajowa to miejsca, które po prostu TRZEBA odwiedzić :)
      Pozdrawiamy :)

      Usuń
  5. Dzięki temu, że parokrotnie trzeba przechodzić przez rzekę to jet tam mniej tłoczno i o to chodzi. Ja byłem tam 2 razy wiosną i woda była wysoka, więc "niedzielni" turyści zawracali przed pierwszą przeprawą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ubiegłym roku woda na Zawoi była mała, bo była susza, w tym roku jest inaczej :) My specjalnie wybraliśmy lato, żeby woda była na miarę możliwości ,,ciepła" :)
      Ostatecznie ciepła nie była, ale przy 30 stopniach było to nawet przyjemne doświadczenie :)
      Pozdrawiamy :)

      Usuń
    2. stałą praktyką jest "budowanie" przepraw z nawrzucanych większych kamieni, jak są to korzystam, jak nie ma... mam w praktyce przechodzenie Białej w bród, w Lutym, przy lekkim mrozie i wodzie do połowy uda - więc strumienie nigdy mnie nie zniechęcały. Choć pewnie gdybym miał planować wypad z większa grupą dzieci - to akurat te tereny bym odpuścił przy spodziewanej wysokiej wodzie.

      Usuń
    3. Ja - Kasia panicznie boję się przechodzenia przez rzekę. Wszystko dlatego, że jako dziecko wpadłam do rzeki przy prawie -20 stopniach. Od tej pory boję się rzeki. Jedynie przez taką ,,ciurkającą" wodę mogę przejść, jeśli tylko jest większa to zawracamy, bo wpadam w panikę :(

      Usuń
    4. Ja biorę Marzenkę na ręce i przenoszę.

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!