sobota, 6 sierpnia 2016

Łopienka - dawne sanktuarium bojkowskie

Ostatni wpis z cyklu wakacyjno-bieszczadzkich chcieliśmy poświęcić Łopience. A dokładniej cerkwi znajdującej się na terenie tej wysiedlonej wsi bieszczadzkiej, która została uratowana przez pasjonatów historii i miłośników Bieszczad.

Pod cerkiew podjechać można samochodem, praktycznie pod same drzwi. Można zostawić również swój środek transportu na oznaczonym parkingu przy drodze z Cisnej nad Zalew Soliński. Z tego miejsca trzeba przejść około 2 km w jedną stronę, więc jest to bardzo przyjemny spacer :)



W dniu w którym postanowiliśmy się wybrać do tego cudownego miejsca wreszcie pogoda postanowiła być dla nas łaskawa :) Od rana świeciło piękne słońce, po chłodnych i pochmurnych dniach była to dla nas miła odmiana. Droga prowadząca do doliny Łopienki jest malownicza. Jest to stara bojkowska droga z której korzystali mieszkańcy tych okolic. Teraz poszerzona i utwardzona przystosowana jest do wywozu drewna jak też do spacerów.





Młody las z przewagą świerka otacza nasz z każdej strony . Towarzyszy nam również potok Rupnik szumiący po naszej lewej stronie. Liczne są jego dopływy, mniejsze i większe spływające z otaczających dolinę gór :)



Napotkaliśmy przy drodzę kilka ciekawych roślin. Jedną z nich jest rudbekia naga. Pochodzi ona z Ameryki Północnej a do Europy została sprowadzona przez ogrodników jako roślina ozdobna. Rozprzestrzeniła się w środowisku naturalnym jako uciekinier z ogrodów. Uznawana jest jako gatunek inwazyjny, konkurujący z gatunkami rodzimymi i wypierający je.



Na tych kwiatach żerowało bardzo dużo motyli, jeszcze chyba nigdy ich tyle nie spotkalismy w jednym miejscu ;) Siadały nawet na ubraniach :) 


Kubek prążkowany- rośnie na rozkładających się gałęziach w miejscach zacienionych i wilgotnych. W Polsce dosyć pospolity, rośnie w ciągu lata i jesienią, niejadalny :) 




Retorty do wypalania węgla drzewnego . Gotowe do wypalania, tylko podłożyć ogień :) 










Łopienka jest jedną z tych wsi bojkowskich po których została tylko nazwa na mapie. Z dawnej wsi pozostała tylko odbudowana z ruiny kamienna cerkiew. Dzieki obecności w tutejszej cerkwi od połowy XVIII wieku cudownego obrazu Matki Boskiej, stała się ośrodkiem kultu maryjnego. Na odbywające się kilka razy w roku odpusty ściągały do łopieńskiej cerkwi rzesze wiernych z bliższej i dalszej okolicy. 




Historia dotycząca ikony mówi o pewnym wydarzeniu z XVIII wieku. 
Samotnie wychowująca swe dziecko matka dzwigała na swych barkach cierpienie, jakim było kalectwo dziewczynki. Od urodzenia była dzieckiem niemym. Wydarzenie miało miejsce wówczas gdy dziewczynka miała 7 lat. W folwarku trwały prace przy sianokosach. Słonecznego poranka matka wraz z dziewczynką poszła na folwarczną łąkę do pracy. W czasie gdy kobieta pracowała, córka bawiła się w pobliżu. Było już upalne południe. Dziecko spragnione pochyliło się nad pobliskim strumykiem by napić się wody. Wtem spostrzegła nad strumykiem dziwną jasność i zobaczyła Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Dziewczynka przeraziła się ogromnie i krzyknęła: mamo! Było to pierwsze słowo które wypowiedziała po siedmiu latach, a później niezgrabnymi ale zrozumiałymi słowami opowiedziała, co ją spotkało. Wieść o cudzie uzdrowienia rozeszła się bardzo szybko, przyciągając w to miejsce wielu ludzi. Umieszczony przy strumyku a później w wybudowanej świątyni w Łopience obraz Matki Bożej stał się celem pielgrzymek. 


Kopia cudownego obrazu znajdująca się od 2000 roku w Łopience.  Namalowana przez Jadwigę Denisiuk z Cisnej.



Oryginalna ikona Matki Bożej Łopieńskiej znajduje się obecnie w kościele w Polańczyku. Przybyła tam w 1949 roku. Obecnie zwana jest Cudownym Obrazem Matki Bożej Pięknej Miłości. 




Chrystus Bieszczadzki - surowy w formie, prosty w wykonaniu, powstał jako dowód wdzięczności dla Bieszdach i ich mieszkańców. Znajduje się we wnętrzu cerkwi w Łopience. Wykonany z kawałków drewna wymodelowanych przez przyrodę bieszczadzką...





Jedynym oryginalnym elementem wyposażenia świątyni jest drewniana ambona, obecnie pięknie odnowiona :) 




Ogólny wygląd wnętrza świątyni.






Odbudowana drewniana dzwonnica. 




Stojąca na południe od cerkwi kaplica grobowa wybudowana została w II połowie XIX wieku. Wewnątrz znajdowała się figura Chrystusa Frasobliwego. Po wojnie i wysiedleniu wsi została zniszczona do fundamentów. Odbudowana w latach 90-tych XX wieku. W trakcie odbudowy w znajdującej się pod kapliczką krypcie odnaleziono ciało odzianego w biały habit mężczyzny, trzymającego w ręku drewniany kielich.





Drzwi do cerkwi są zawsze otwarte, wystarczy tylko nacisnąć klamkę :) 



W jej otoczeniu znajduje się kilka starych drzew w tym lipa zupełnie pusta w śródku a mimo to mająca się całkiem dobrze :) Podobno ma około 300 lat :) 


Stare przycerkiewne nagrobki, zniszczone przez czas i złych ludzi...



 Widok a teren przycerkiewny z drogi prowadzącej na cmentarz.



Na cmentarzu całkowicie zarośniętym drzewami pozostał tylko jeden zniszczony nagrobek... Albo raczej resztki kilku nagrobków poskładanych w jednym miejscu. Próbowaliśmy odszukać inne ale niestety nie udało nam się to.



Na terenie cmentarza rośnie taka fantazyjnie powykręcana sosna, pierwszy raz widzieliśmy taki cud przyrody :)


W drodze powrotnej jeszcze jedno spojrzenie na odbudowaną cerkiew bielejącą wśród zieleni.



Zaglądamy również do wiaty wybudowanej przez Nadleśnictwo Baligród dla turystów. Można tutaj odpocząć , zapalić ognisko a nawet pewnie w razie konieczności zanocować :) 




Na parkingu spotykamy pewnego jegomościa który rozstawił tutaj swój stragan. Jak się później okazało był to Andrij Kirim lub jak kto woli Andrzej Lach - Załęski. Jest to wielki oryginał, rzeźbiarz, pieśniarz i włóczęga, zaliczany do bieszczadzkich zakapiorów. Miał knajpkę w Ustrzykach Górnych i nad Soliną. Podobno teraz mieszka na Syberii, w Bieszczady przyjeżdża na 4 miesiące :)



Film dokumentalny o Andrzeju Lachu-Załęskim zrealizowany jakich czas temu przez TVP Rzeszów



Łopienka jest miejsce często odwiedzanym przez turystów, szczególnie w sezonie. Nam udało się rankiem tam wybrać wiec wielu ludzi nie spotkaliśmy :) Polecamy to miejsce każdemu pragnącemu poznać historię tych ziem. Będziemy teraz planować kolejny wyjazd w Bieszczady, chcemy teraz zobaczyć te góry jesienią :)



Kamil



Źródła: 

www.polanczyk.przemyska.pl
www.twojebieszczady.net
www.karpaccy.pl
"Zaginiony świat bieszczadzkiego kresu" Andrzej Potocki

4 komentarze:

  1. Oby kiedyś udało się podobnie odrestaurować piękną cerkiew w Króliku Wołoskim!

    Bardzo ciekawy artykuł ;) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno i ją uda się odrestaurować :) Potrzeba tylko na to sporo czasu i jeszcze więcej pieniędzy... Świątynia rzymskokatolicka gdyby była w takiej ruinie to prędko doczekałaby się remontu....

      Usuń
  2. Prawie wszystko tu dla mnie inne niż w naszych rejonach. jedno wspólne zauważyłam - retorty do wypalania drewna. Widziałam takie "w akcji" w okolicy Pionek. Niezapomniane wrażenie!.

    OdpowiedzUsuń
  3. Retory z naszego regionu, z Beskidu Niskiego już zupełnie zniknęły a i w Bieszczadach jet ich mniej... Teraz duże zakłady produkują węgiel drzewny na masową skalę a te retory to raczej atrakcja turystyczna :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!