sobota, 27 sierpnia 2016

Na Grzywacką (567 m n.p.m) z Nowego Żmigrodu

Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić wyjątkowo widokowemu miejscu w Beskidzie Niskim - Grzywackiej Górze (567 m n.p.m).
Każdemu, kto mieszka w okolicy Nowego Żmigrodu, czy Jasła miejsce to jest dobrze znane. W weekendy, a zwłaszcza w niedziele można tam spotkać całe rodziny, spalające kalorie po niedzielnym obiedzie.
My też byliśmy tam pewnego niedzielnego popołudnia, ale żeby zobaczyć najpiękniejsze panoramy trzeba się tam wybrać po deszczu, kiedy jest dobra przejrzystość powietrza.




Od Kątów już mieliśmy okazję wędrować, więc teraz korzystając z pięknej pogody podjeżdżamy na Podgóry - wysoko i malowniczo położony przysiółek Nowego Żmigrodu. Stamtąd wyruszamy zielonym szlakiem.


Kawałeczek przez las, a potem...


A potem ścieżką, z której pewnie częściej korzystają zwierzęta niż ludzie :)


A biegną tędy szlaki rowerowe...


Tylko jak przejechać na rowerze, skoro nawet ciężko jest przejść?




My zgięci w pół jakoś przechodzimy, ale to jest tarnina, trochę drapie. Z rowerem jest jeszcze trudniej.
Wiedzie tamtędy zielony pieszy szlak turystyczny i dwie ścieżki rowerowe, a nie ma nikogo, kto by zrobił przecinkę w tym gąszczu.


Dalej jeszcze kawałek przez lasek i ku mojemu wielkiemu zdumieniu wychodzimy przy XI stacji Drogi Krzyżowej, skąd widać już krzyż milenijny.



Inicjatorem jego budowy był ówczesny proboszcz z Kątów ks. Jan Cebulak. Jako pierwszy proboszcz utworzonej w 1987 roku parafii w Kątach postanowił wybudować krzyż z widokiem na wszystkie strony świata. Okazja nadarzyła się na przełomie tysiącleci. Krzyż został postawiony na Górze Grzywackiej w 1999 roku.
Nazywany jest papieskim - ponieważ powstał dla upamiętnienia siódmej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, oraz mówi się o nim krzyż milenijny, gdyż upamiętnia dwa tysiące lat chrześcijaństwa.

Choć i z ziemi widoki są miłe dla oka, to po wejściu na platformę wszystko nabiera innego wymiaru, wszak jesteśmy bliżej nieba. Kiedy jest wiatr cała konstrukcja delikatnie się chwieje, ale da się wytrzymać :)


Na początek uwagę zwraca oczywiście malownicza, kręta droga w stronę Krempnej, która wiedzie przez stok góry Kamień, zwany także Kamieniem nad Kątami (714 m n.p.m).


Potem zerkam trochę w lewo, w stronę Myscowej. Na pierwszym planie tuż obok Kamienia mamy Suchanię (580 m n.p.m), a za nią Czerszlę (731 m n.p.m) i Baranie (728 m n.p.m).


Podążam dalej w lewo, a tam na pierwszym planie spływający ze stoków sąsiedniej Łysej Góry (641 m n.p.m) płaszcz lasu. W rogu charakterystyczna sylwetka Cergowej (716 m n.p.m).


Podążamy dalej, a tam pofalowany krajobraz pogórza, oraz rzucające się w oczy wiatraki - te w Łękach Dukielskich.


Kolejny kadr to widok na Stary Żmigród, gdzieś wśród przydrożnych drzew skryta jest szosa relacji Nowy Żmigród - Dukla.



A tu dość łatwa do odnalezienia droga w stronę Gorlic :) We mnie zawsze wzbudzająca sentyment, piękna, choć taka prosta na tym odcinku.



Następne ujęcie, a na nim niczym wulkan wyrasta Liwocz (562 m n.p.m) - najwyższe wzniesienie  Pogórza Ciężkowickiego. Spoglądając w lewo na horyzoncie widzimy Cieklinkę (512 m n.p.m) i początek pasma Magury Wątkowskiej.


I oczywiście malowniczo położona nad rzeką Wisłoką wieś Kąty.
Najczęściej wybierana droga na Górę Grzywacką to ta z Kątów. Można zostawić samochód na rozległym parkingu przy kościele. Stamtąd mamy do pokonania około 2,5 km i około 200 - metrowe przewyższenie. Możemy podziwiać tu stacje drogi krzyżowej, które w nocy są podświetlone.
Stacje te są dość skromne, kute, nawiązujące kształtem do okolicznych kościołów, cerkwi i kapliczek.


I na koniec Kolanin (706 m n.p.m), a za nim widoczna na horyzoncie, oddalona w linii prostej o 13 km Mareszka (801 m n.p.m), oraz po prawej fragment Świerzowej.

Mam nadzieję, że nigdzie się nie pomyliłam :)
U stóp krzyża papieskiego znajduje się kaplica, osłona ołtarza polowego.



Wręcz nieziemski to widok krzyża skąpanego w białych obłokach...


Z Grzywackiej można pójść czerwonym szlakiem, którym dojdziemy do Chyrowej. My jednak wracamy na zielony szlak, wyskoczyliśmy tylko na chwilę, żeby zrobić kilka zdjęć pokazujących niezwykłą atrakcyjność tego widokowego szczytu.

A wracając wpadamy do lasy na...


Prawdziwki :)

Spotykam też dawno nie widzianą przeze mnie centurię pospolitą zwaną także tysiącznikiem. Pamiętam z dzieciństwa spore jej skupiska, nawet tuż obok rodzinnego domu na łące, ale ostatnimi czasy wyginęła...


My zbieraliśmy dawniej jej ziele i robiliśmy z niej napar, który, w ostateczności piło się na ból brzucha, przy zatruciu.
Dlaczego ,,w ostateczności"? Bo centuria jest niesamowicie gorzka, gdyż pochodzi z rodziny goryczkowatych.
W Polsce obecnie jest rośliną dość rzadką, ale od 2014 roku podlega ochronie częściowej, a nie jak wcześniej ścisłej.
Jej nazwa wywodzi się od legendy, według której centaur Chiron wyleczył swoje rany, zadane przez Herkulesa właśnie tą rośliną.

Warty wspomnienia jest fakt istnienia grodziska na północny - wschód od Grzywackiej.

Na koniec jeszcze panorama w stronę pogórza, w stronę naszego domu.



Jeśli ktoś jeszcze nie był w tym miejscu musi to szybko nadrobić :) Góra Grzywacka, choć koszona, wypasana - powoli, ale nieubłaganie zarasta. W Beskidzie Niskim widokowych miejsc nie ma zbyt wiele, dlatego Grzywacka jest jeszcze bardziej wyjątkowa...
Tak, ksiądz Cebulak miał rację, mamy stąd od 17 lat widok na cztery strony świata i oby tak było jak najdłużej :)


Kasia



Źródła:

"Beskid Niski dla prawdziwego turysty" wydawnictwo Rewasz, Pruszków 2015

sobota, 20 sierpnia 2016

Na kamienistym Piotrusiu ( 728 m n.p.m.)

Wyspowy masyw Piotrusia ( 728 m n.p.m.) jest najwyższy we wschodniej części Beskidu Dukielskiego który jest częścią Beskidu Niskiego. Łagodnie zarysowany szczyt góry, któremu zawdzięcza on swoją drugą nazwę - Płazyna wieńczy ostra grzęda piaskowców o charakterystycznej żółtawej barwie. Niewątpliwie od tej właśnie grzędy i rozrzuconych tu i ówdzie głazowisk nawiązuje nazwa, występująca  w wersjach Piotruś, Petrus lub Pitrosa - po rumuńsku piatra oznacza "skałę".





Według nas Petrus lub Pitrosa lepiej pasują do tego szczytu niż taki zdrobniały Piotruś :)



Wyjść na szczyt Piotrusia można żółtym szlakiem, wyznakowanym przez gminę Dukla, z dwóch stron. Do wyboru mamy start z pola namiotowego w przysiółku Stasiane lub z Zawadki Rymanowskiej.
W Zawadce byliśmy zimą, pisaliśmy o niej TUTAJ.
Mamy całą niedziele wolną więc wybieramy dłuższa trasę z Zawadki która według szlakowskazów zajmie nam 2 godziny i 15 minut. Wędrując z naszą córeczka dokładamy do tego czasu jeszcze co najmniej godzinę więcej :)



Samochód zostawiamy przy cerkwi gdzie jest niewielki parking. Kierujemy się na południe,szlak wiedzie przez potok a następnie lekko pod górkę w stronę starego cmentarza. Zachowało się tutaj ledwie kilka krzyży kiepsko widocznych wśród bujnej zieleni...


Tutaj gdzie kiedyś były prawdopodobnie łąki rosną teraz krzaki, młode drzewa i wysokie trawy przez które ciężko się wędruje. Dobrze że ścieżka jest wydeptana gdyż łatwo można by się zgubić :)


Dochodzimy po chwili do przecinki w lesie. Biegną tędy linie wysokiego napięcia i cały las pod nimi jest wycięty. Zauważamy tutaj pojedyncze okazy barszczy Sosnowskiego, jednej z najniebezpieczniejszych roślin w Polsce. W Zawadce Rymanowskej w miejscu dawnego PGR-u jest go bardzo dużo i studenci z chatki SKPB Lublin wydali specjalne ostrzeżenie i informacje : http://www.skpb.lublin.pl/x-plants-czyli-barszcz-sosnowskiego/



Las robi się coraz ładniejszy, pojawiają się drzewa iglaste, przeważnie świerki a później także jodły. Oznakowanie szlaku jest bardzo czytelne, znaki są widać niedawno odmalowane co nas cieszy :) Tym niemniej warto i tak mieć ze sobą mapę i oczy szeroko otwarte.






Dochodzimy do odludnej dolinki potoku Białego. Jest to miejsce zwane Oblinka. Uroczysko w środku lasu odwiedzane najczęściej przez zwierzęta i czasem przez drwali którzy zjeżdzili ten teren ciężkim sprzętem...


Bez odpowiednich butów ani rusz...





Przeprawiwszy się przez błota i koleiny wchodzimy w piękny jodłowy i wiekowy las. Czeka na nas tutaj niespodzianka w postaci wielkiej ilości grzybów i to zaraz przy szlaku. Nie mamy ich jednak do czego zbierać bo nie szliśmy przecież na grzybobranie. Najwięcej jest borowików a oto zdjęcie największego okazu który prezentuje dumnie Milenka :) 



Jednak jak się okazało miał on już "lokatorów" więc byliśmy zmuszeni go zostawić w lesie. Dużo było również koźlarzy jak również borowików ceglastoporych, skądinąd bardzo pięknie się prezentujących :) 


Zachwycający las z okazałymi jodłami, niektóre były naprawdę potężne.






Złamana jodła przerobiona przez dzięcioły na mieszkania :) 



Pojawia się coraz więcej skał , trzeba uważać gdzie się stawia kroki gdyż są one porośnięte mchem. Szlak przez to jest bardzie malowniczy, to właśnie dla tych kamieni i skałek tutaj się wybraliśmy.








U wschodniego podnóża grzędy szczytowej spoczywają blisko czterometrowej długości pryzmy bloków skalnych. Na początku XX wieku z wydobywanego tutaj kamienia wybudowano kościół w Lubatowej. Możliwe, że nadmiar surowca pozostawiono na miejscu. 




Pragniemy również odnaleźć źródło zwane Świętą Wodą które tradycja wiąże ze św. Janem z Dukli. Mieszkańcy Jaślisk i okolicznych wsi uważają że to właśnie tu św. Jan szukał sobie miejsca na pustelnię. Od żółtego szlaku kieruje nas w to miejsce tabliczka umieszczona przez Nadleśnictwo Dukla. Ścieżka oznaczona jest widocznymi na zdjęciu niebieskimi znakami z krzyżykiem które jednak trudno dostrzec na ciemnej korze drzew.
Nie dajcie się zwieść, kilka kroków za drogowskazem ścieżka skręca w dół.




W tym miejscu trochę pogubiliśmy drogę ... Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) Napotkaliśmy pierwszego turystę na naszej trasie który podchodził na Piotrusia od strony pola namiotowego Stasiane. Wywiązała się między nami bardzo miła rozmowa i w dalszą trasę ruszyliśmy z naszym nowym znajomym :) Dowiedzieliśmy się że już kilka dni wędruje samotnie po okolicach Jaślisk i Dukli i jesteśmy jednymi z niewielu turystów których spotkał na szlaku. Szukał w Beskidzie Niskim odskoczni od pracy , spokoju, dzikiej przyrody i znalazł to :) 

Chwila rozmowy i odpoczynek po wejściu na  górę Piotruś :) 








Z pomocą naszego towarzysza i jego przenośnego GPS-a udaje nam się również odnaleźć źródełko św. Jana. Jeśli tam będziecie to patrzcie dokładnie na drzewa i kierujcie się za takimi oto oznaczeniami : 


Przy źródełku z inicjatywy proboszcza z Jaślisk wybudowano w 2005 roku niewielką kaplicę. 


Urody cudownej nie ma ta kaplica ale w środku jest całkiem ładnie, można usiąść pomodlić się, odpocząć. Znajdziemy tam także książkę do której można się wpisać :)




Od lat na potężnym jaworze, wyrastającym niemal nad samym źródłem, wisi niewielka kapliczka nadrzewna. Niestety źródło wyschło...



Powrót do Zawadki Rymanowskiej :) 


Na zakończenie tego pełnego wrażeń dnia odwiedzamy razem z naszym współtowarzyszem chatkę studencką SKPB Lublin która mieści się w starej łemkowskiej chyży. Można tutaj przenocować jak również rozbić namiot przed chatą. 




Dwie ciekawostki przyrodnicze które spotkaliśmy podczas naszej wycieczki : 

Nadobnica alpejska - chrząszcz należący do rodziny kózkowatych, jeden z najpiękniejszych owadów polskich. Występuje w starych górskich lasach bukowych i związana jest pokarmowo prawie wyłącznie z bukiem. Najlepsze warunki rozwoju znajduje obecnie w Beskidzie Niskim i Bieszczadach. Należy w Polsce do gatunków bardzo rzadkich i objęta jest ochroną prawną. 



Goryczka trojeściowa  - jest to górska roślina, trującą, silnie gorzką - jak sama nazwa wskazuje. Dawniej w medycynie ludowej używano jej m. in. przy niestrawności, zaburzeniach trawienia i łaknienia, zaparciach. Roztwór tego ziela powodował zwiększenie wydzielania soku żołądkowego, zwiększał apetyt i działał żółciopędnie.
Od 2014 znajduje się pod ochroną częściową, wcześniej pod ścisła.




Chcielibyśmy na koniec pozdrowić turystę który z nami wędrował i znosił dzielnie nasze towarzystwo :) Niestety nie zapytalismy go nawet jak ma na imię, jedynie wiemy że przyjechał w Beskid Niski z Bielska-Białej. Mamy nadzieje że los zrządzi tak że jeszcze spotkamy się gdzieś na szlaku :) 


Źródło :

"Beskid Niski dla prawdziwego turysty" wydawnictwo Rewasz, Pruszków 2015