sobota, 2 lipca 2016

Wędrówka przez dawną wieś Hyrowa (obecnie Chyrowa)

Wzmianki o wsi Hyrowa, obecnie niepoprawnie nazywana Chyrową, pochodzą już z 1366 roku. Położona jest w dolinie rozpoczynającego tutaj swój bieg potoku Iwielka.
Pod koniec XIX wieku wieś liczyła 550 mieszkańców narodowości ruskiej. Parafia w Hyrowej istniała już w 1706 roku. W okresie międzywojennym kiedy większa część mieszkańców przeszła na prawosławie zbudowano niewielką cerkiew prawosławną, jednak została ona zniszczona podczas II wojny światowej.


Dolina Iwielki była terenem jednej z najbardziej krwawych epizodów bitwy dukielskiej. Wojska sowieckie otrzymały rozkaz przedarcia się przez przez stoki góry Dani i ustalenia frontu na rzece Wisłoce. Niemcy jednak stawiali zacięty opór co doprowadziło do ogromnych zniszczeń i strat w ludziach. Dolina wsi Chyrowa i Iwla ma kształt litery ,,V". Ukształtowanie to utrudniało zarówno ochronę przed ostrzałem jak i przedzieranie się w kierunku łuku Karpat. Zginęło tu wielu żołnierzy, a dolina zyskała nazwę ,,Dolina śmierci", która przyjęła się także w kartografii.
Po wysiedleniu ludności w latach czterdziestych, opuszczone domostwa zajęli ludzie z Iwli kompletnie zniszczonej podczas działań wojennych.
Nazwa Chyrowa funkcjonuje od 1968 roku.

Obecnie Hyrowa znana jest z działającego tu od 2008 roku z wyciągu narciarskiego Chyrowa-Ski usytuowanego na zboczach góry Dania. Choćby dlatego zimą jest tu znacznie więcej ludzi niż latem.
My spotkaliśmy tylko rodzinę z dziećmi spacerującą koło cerkwi.


Naszą wędrówkę rozpoczynamy przy cerkwi. Jest to dawna cerkiew unicka pw. Opieki Matki Boskiej, obecnie jest filią parafii rzymskokatolickiej w Iwli. W tej świątyni istnieje kult cudownego obrazu Matki Bożej. Obraz miał tutaj przywędrować z Węgier. Miejscowi wierzą, że uratował on  świątynię przed podtopieniem, kiedy to wezbrana po burzy Iwielka doszła niemal pod samą cerkiew.


My akurat trafiliśmy na otwarte drzwi, ale jeśli byłyby zamknięte to zapukajcie do drzwi znajdującego się pod ogromnym kasztanem domu tuż przy cerkwi. Mieszkają tam przemili ludzie, którzy nie dość że otworzą to jeszcze z Wami porozmawiają :)

Na nadprożu babińca widnieje data 21 czerwca 1780 roku i tę datę przyjmuję się jako datę powstania świątyni. Na uwagę zasługują carskie wrota, które tutaj są nietypowe, bo kute z żelaza. Apostołowie w rzędzie Deesis są zwróceni parami do siebie, a zazwyczaj są zwróceni do Chrystusa.



Cerkiew w Hyrowej jest bardzo fotogeniczna :)

Okala ją murek z kamienia. Na ogrodzonym terenie znajdziemy cztery krzyże.



Nieco ponad cerkwią mieści się cmentarz. Znajduje się na nim kilka starych kamiennych krzyży.




Cmentarz ogrodzono i odnowiono na nim krzyże jesienią 2003 roku z funduszu dawnych łemkowskich rodzin, mieszkańców Hyrowej. Między innymi rodzin Hranyczny, Madrasz, Harajda.


Z cmentarza rozpościera się widok na górę Hyrowa, na której w sezonie letnim wypasane są owce, pod okiem baców z Podhala. Piękna zwłaszcza w popołudniowym słońcu.

My zostawiamy za sobą piękną hyrowską cerkiew i zmierzamy czerwonym szlakiem w stronę Pustelni św. Jana z Dukli.


Warto w tym miejscu wspomnieć, że czerwony szlak przebiega tędy od niedawna. Wcześniej wiódł przez pola, którędy dochodziło się do lasu. Ja jestem zwolennikiem przebiegu szlaku w obecnej formie. Dlaczego? Wystarczyło, że pasący się na tych łąkach byk spojrzał na mnie spode łba i od razu wiedziałam, że na jego teren bym nie weszła :)


Niektórym przeszkadza fakt, iż szlak wiedzie drogą asfaltową. Jest to na prawdę mały odcinek, a jeśli poturbowałby Was byk, kto poniósłby za to odpowiedzialność?

Dostrzegłam taki uroczy domek wśród traw. Pasły się koło niego barany i całkiem możliwe, że jest używany jako obora, bo zamieszkały przez ludzi raczej nie jest...



Wąska dróżka wijąca się i co chwilę przekraczająca w tym miejscu jeszcze maleńki potok, który w dalszej części stanie się rzeką... To tutaj za czasów Łemków zapewne wiodła droga przez wieś. Co potwierdza mapa WIG z 1938 roku. Widzimy na niej też dawny przebieg czerwonego szlaku.




Kilka razy przechodzimy po płytach, kiedy woda jest nieduża przejść można suchą stopą.


Mijamy kolejny uroczy dom, miejscami droga jest błotnista. W niektórych miejscach jest wysypana tłuczniem. Niemal cały czas towarzyszy nam charakterystycznie dzwonienie - to krowy mają na szyjach przywieszone dzwonki.


Przy ostatnim domu biegają całkiem niegroźne pieski i ... kozy, które akurat postanowiły nas odprowadzić :) Byliśmy w niemałym impasie, bo nie chciały się ,, odczepić", w końcu zaczęliśmy biec, żeby straciły nas z pola widzenia. Zbliżaliśmy się do miejsca, w którym szlak wychodzi na drogę asfaltową, nie chcieliśmy więc, żeby tym sympatycznym zwierzętom stała się jakaś krzywda :)



Widoki w tym miejscu są niesamowite. Trzeba przyznać uczciwie, że z okna samochodu nie zwracamy na to uwagi, prawda?

Wychodzimy na drogę asfaltową. Tutaj, wśród bujnych, czerwcowych traw dostrzegamy cokół, na którym prawdopodobnie stał krzyż. Jest to bodaj jedyna pozostałość przydrożnego krzyża w tej wsi...



Idąc dalej w kierunku Mszany spotkamy przy drodze małe bobrowe jeziorka, bo i woda tutaj niezbyt duża :) Znajdziemy je po obydwu stronach drogi.


My idziemy dalej, w stronę Pustelni, ale o tym opowiemy Wam następnym razem. Wracając do tematu zmiany przebiegu szlaku chciałam dodać, że wystarczy odejść kilkanaście metrów od miejsca gdzie szlak skręca w drogę leśną, by zobaczyć piękną panoramę w stronę Mszany. Wcześniej o ile mi wiadomo szlak omijał to miejsce.


Zapraszamy za tydzień do miejsca znanego, ale może uda nam się opowiedzieć Wam historię, o której jeszcze nie słyszeliście? :)


Kasia.




Źródła:

  • W. Grzesik, T.Traczyk, B. Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"


4 komentarze:

  1. Nie wiem czemu byk miał by kogokolwiek od tak atakować niesprowokowany? Raczej to strach miał wielkie oczy ;)
    Miejsce nader piękne,. Hoć pamiętqm je bardzo mgliście, do powtórki...
    Oczywiście że "Chyrowa" to błąd tak kulturowy jak i ortograficzny, widać urzędnik na etacie "polonizatora" był burakiem w stopniu ponadprzeciętnym.
    Szlaki dość często zmieniają bieg (poza Tatrami chyba tylko), czy to z racji konieczności czy dla lepszego pokazania lub poprowadzenia do ciekawego miejsca. Czasami jest to inicjatywa PTTK,czasami gmin lub zwykłych ludzi. Różnie to bywa, ale na złe nie wychodzi (przynajmniej w moich oczach).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wychowana na wsi i kilkakrotnie w dzieciństwie krowa - nie byk - pogoniła mnie choć wcale nie miała powodu. A byk wystarczy że na mnie spojrzy o już się boję, to fakt :)
      Mimo wszystko uważam, że mój strach nie jest nieuzasadniony,byki zwłaszcza te starsze osobniki mają ogromną potrzebę dominacji.
      Ostatnio czytałam o 81-letnim mężczyźnie, którego byk zaatakował na łące, innego dźgnął rogiem w oborze...

      Usuń
    2. Ja w sumie też z inwentarzem obyty, może to kwestia podejścia, jak do psów?

      Usuń
    3. Całkiem możliwe :) Kiedy boję się jakiegoś psa to mam wrażenie, że on to wyczuwa, że czuje mój strach. Może z bydłem jest tak samo :)

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!