sobota, 9 lipca 2016

Pustelnik Beskidu Niskiego - Święty Jan z Dukli


Do Pustelni świętego Jana z Dukli wybieramy się oczywiście inaczej jak większość osób odwiedzających to miejsce a mianowicie podjeżdżają sobie wygodną drogą asfaltową od miejscowości Trzciana. Jest kilka alternatywnych tras dla turystów,  można dojść tam żółtym , zielonym i czerwonym szlakiem PTTK z kilku miejscowości. My wybraliśmy się czerwonym szlakiem z Chyrowej :)



Las który przemierzamy jest bardzo piękny, tylko początkowo trochę wycięty. Podejścia od strony Chyrowej są dosyć łagodne więc nie sprawiają nam większych problemów :)






W pewnym momencie w prześwicie między drzewami ukazuje nam się widok na potężny kamieniołom w Lipowicy, jeden z największych na Podkarpaciu.



Skrzyżowanie czerwonego szlaku z zielonym , teraz tylko pół godzinki zejścia w dół do pustelni :)




No i jesteśmy na miejscu :)





Chcielibyśmy wam przybliżyć pewną legendę związaną z tym miejscem. Bardzo ciekawą a chyba mało znaną.

Pustelniczy żywot Jana Dźwiga


Był taki czas że szkół żadnych jeszcze w miasteczku Dukla nie było. Po naukę czytania i pisania trzeba było najpierw chodzić do odległej o kilka kilometrów szkółki parafialnej w Jasionce. A kiedy już tę sztukę pojął młodzieniec Jan, pochodzący z rodziny co się nazywała Dźwig, i mieszkała w Starej Dukli w miejscu zwanym Kaczyniec, uzyskał zgodę ojcowską na dalszą naukę w Krakowie. Była już tam akademia, ale wiedza Jana była mierna, a i finanse także, dlatego póki co progi akademii okazały się dla niego za wysokie. Chodził na nauki do innych szkół przykościelnych w zamian za posługi przy owych świątyniach. Dobrzy ludzie dawali mu jeść, a i ksiądz niejeden widząc pobożność młodzieńca, życzliwym mu był. Minęło mu w Krakowie kilka lat i jak się okazało więcej skłonności rozwinął w sobie ku modlitwie niż nauce. Postanowił zatem, zanim podejmie jakieś postanowienie co do swoich dalszych losów, rodziców odwiedzić.



  
  Zdjęcie z 1939 roku.  źródło:www.fotopolska.eu


Dochodził już do Dukli, zmęczony bardzo, bo przecież kilkanaście dni był w drodze, kiedy usłyszał w sobie jakieś podszepty, żeby do domu rodzinnego nie zachodził.  Poszedł dalej przed siebie i powziął postanowienie że zatrzyma się w miejscu gdzie go noc zastanie. Minął więc miasteczko i podążał drogą na Węgry. Noc zapadła, kiedy zrównał się z górą Cergową. Począł szukać jakiegoś schronienia i natrafił na jaskinię w zboczu góry. Co dziwniejsze, legowisko ze słomy było w niej wymoszczone, jakby na niego czekało. 





                              Zdjęcie z roku 1920, źródło:www.fotopolska.eu

W tej jaskini przeszło mu na modlitwie i rozmyślaniu kilka dni. Jadł to, co znalazł w lesie, a że pora była letnia, jagód różnych było w bród. Wspomniał sobie jednak smak matczynego chleba wypiekanego raz w tygodniu i to wspomnienie okazało się tak silne, że któregoś dnia poszedł do Dukli i wstąpił w rodzinne progi. Ale czy można na pierwszy rzut oka poznać w dorodnym młodzieńcu dzieciaka, co ładnych kilka lat temu wyruszył z domu w szeroki świat? Ano trudne to jest, bo matka dostrzegła w nim tylko żebraka, który przyszedł poprosić o kromkę chleba. Ona zaś dopiero mąkę rozczyniała, nie miała więc co dać proszącemu.
Wyszedł czym prędzej, bo łzy cisnęły mu się do oczu. Wyjął z torby kredę i napisał na drzwiach rodzinnej chaty - Był tu wasz syn Jan, prosił o chleb. Niech to będzie znak, że żyje. Może ktoś przeczyta ten napis i powie ojcu, matce... Przecież oni niczemu nie są winni. Mógł przecież przyjść, ręce rodzicielskie ucałować, a on udał żebraka. Widać los tak chciał. Wrócił do swojej jaskini, do swojego źródła, z którego pił wodę, do rozmyślania o człowieczym bycie tu na ziemi.




    Lata 20-ste XX wieku, źródło:www.fotopolska.eu



Wydawało mu się, że zbyt często widuje ludzi i przez to ulega różnym pokusom. Postanowił zatem przenieść się dalej od traktu, w głąb puszczy karpackiej. Tam na stoku góry Zaśpit znalazł dogodne miejsce. Była i grota w skale, i źródło wody. Czegóż więcej potrzeba pustelnikowi. Las ochraniał go i żywił. Kiedy marzł w  zimie-zapalał ognisko, kiedy dokuczał mu głód-wygrzebywał z zamarzniętej ziemi korzonki roślin. Przyszedł jednak czas, gdy zaczął już wątpić w sens swego pustelniczego życia. Podobno spotkał wtedy na swojej drodze sędziwego starca, który poradził mu pójść do klasztoru, bo takie jest jego przeznaczenie. Kim był ów starzec, nie wiadomo. Dość powiedzieć, że Jan go usłuchał i już wkrótce rozpoczął nowicjat u ojców franciszkanów w Krośnie.
Nieliczni ludzie zapamiętali tego młodego pustelnika i od czasu do czasu odwiedzali miejsca, w których mieszkał. Kiedy został zakonnikiem, a potem zmarł i poczeły dziać się wokół niego cuda, przypomniano sobie w Dukli i o jego rodzinie. Przekazywano sobie tę wiedzę z pokolenia na pokolenie. Powoli znikały materialne ślady przypominające o życiu pustelnika, zostało tylko to, co stworzyła wola Boża: góra Zaśpit , grota skalna, źródło wody i ludzka pamięć...







Pierwszą kaplicę wzniesiono tutaj w 1769 roku z fundacji Marii Amalii Mniszchowej, żony właściciela dóbr dukielskich Jerzego Mniszcha. Kaplica ta spłonęła w 1883r. Cezary Męciński, właściciel Dukli i okolicznych ziem wybudował wówczas drugą, zakończenie prac i oddanie do użytku miało miejsce w 1887 r. Została ona zastąpiona przez obecny neogotycki kościółek  wzniesiony w latach 1906-1908 według projektu i pod kierunkiem brata zakonnego Kamila Żarnowskiego.



Poświęcenia kamienia węgielnego pod ten kościół dokonał w 1906r. ówczesny ordynariusz diecezji przemyskiej, kanonizowany w 2003 roku, biskup Józef Sebastian Pelczar. Poświęcenia świątyni dokonał w 1908 roku na mocy pozwolenia biskupa Pelczara przełożony dukielskiego klasztoru oo. Bernardynów o. Ambroży Ligas. 




We wnętrzu świątyni namalowana jest polichromia przedstawiająca życie św. Jana z Dukli.



Na figurze Jezusa która umieszczona jest nad wejściem do kaplicy jakieś ptaszki postanowiły uwić sobie gniazdko i nawet turyści odwiedzający to miejsce zdają im się nie przeszkadzać :)



Obok znajduje się drewniany dom rekolekcyjny tzw. dom pustelnika.



Nieco niżej kaplicy wykonana jest sztuczna grota a w jej wnętrzu źródełko z którego czerpią pielgrzymi wodę uznawaną za cudowną :)







Jeszcze jednym obiektem który obejrzeliśmy w tym miejscu jest zrekonstruowana chata i jej wnętrze w której mieszkał św. Jan kiedy był pustelnikiem :)






Wokół kaplicy znajduje się również droga krzyżowa z pięknie wykonanymi stacjami.



 W lesie na drzewach można również wypatrzeć malutkie kapliczki drogi różańcowej...


Kaplica św. Jana z Dukli jest miejscem licznie odwiedzanym przez pielgrzymów, turystów jak też okolicznych mieszkańców. Szczególnie w piękne, słoneczne dni jest tutaj naprawdę sporo ludzi. Byliśmy tam w niedzielne po południe i około 15 zaczęło robić się tłoczno :)







I na koniec ciekawostka : w 1935 roku taki widok można było obejrzeć z polanki znajdującej się u stóp kaplicy św. Jana.


    źródło:www.fotopolska.eu


A taki widok możemy podziwiać obecnie :)




Od wielu lat miejsce to cieszy się niesłabnącą popularnością wśród okolicznych mieszkańców jak i turystów, jest często odwiedzane. Warto również odwiedzić inne miejsca w Dukli i okolicy związane ze świętym Janem z Dukli a są to : 

  • Złota Studzienka na górze Cergowa
  • klasztor oo. bernardynów w Dukli z relikwiami św. Jana
  • góra Piotruś i źródło o nazwie "Święta Woda"
  • źródełko św. Jana w Kombornii 




Źródła: 

"Księga legend i opowieści beskidzkich" Andrzej Potocki

www.fotopolska.eu

2 komentarze:

  1. Byłam tam kilka razy, niestety "od asfaltu", bo z przyjezdnymi i za kazdym razem przejeżdżamy obok zjazdu do Pustelni. Nie ma tam porządnego oznakowania! Rozumiem, że tutejsi wiedzą gdzie jest Pustelnia, ale z myślą o zmechanizowanych turystach można by postawić przy drodze coś więcej niż krzyż z godzinami mszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejsce znam, legendę znam (choć w ciut innej formie),ale zawsze miło sobie przypomnieć.
    Faktycznie spory ruch, kilkanaście lat temu było znacznie skromniej i głównie odbywały się tu pielgrzymki,czyli raczej sanktuarium niż atrakcja turystyczna... Czasy się zmieniają,krajobraz się zmienia... my się zmieniamy... nawet pustelnicy się zmieniają ;-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!