sobota, 30 lipca 2016

Połoniny mniej znane - Duże Jasło (1153 m n.p.m)

 Uznaliśmy, że nasz wypad w Bieszczady byłby niekompletny, gdybyśmy wędrowali cały czas dolinami. Stąd też na jeden z czterech dni zaplanowaliśmy wyjście na Jasło (1153 m n.p.m).
Stosunkowo mało osób decyduje się na wędrówkę na tą niezwykle widokową połoninę właśnie z Roztok Górnych. A szkoda, bo jest to łatwa trasa, którą polecamy szczególnie dla rodzin z dziećmi :)



Najpierw kilka słów o Jaśle, zwanym także Dużym, albo Wielkim Jasłem. Na starych mapach nazwę tej góry przekręcono na Wiasiel.  Prasłowiański, a może jeszcze starszy rdzeń nazwy oznaczał czystą wodę. Połonina Jasła jest w całości sztuczna, powstała na skutek wypasów, o czym świadczą tradycyjne nazwy jej fragmentów. Pod szczytem i na ramieniu północno - wschodnim można dostrzec okopy z I wojny światowej. Niemcy w 1944 roku zorganizowali tu silny węzeł obronny, aż 7 tygodni stawiali czoło Armii Sowieckiej.

Od wielu lat władze terenowe lansują koncepcję stworzenia na stokach Jasła wyciągu narciarskiego od strony Przełęczy Przysłup. Oby pozostało to tylko w głowach urzędników, bo realizacja takiego założenia wiązałaby się z wycinką kilkudziesięciu hektarów lasu. Cała góra Jasło znajduje się w zasięgu systemu Natura 2000. Oprócz tego obejmuje ją Ciśniańsko - Wetliński Park Krajobrazowy. Miejmy więc nadzieję, że to wystarczy aby ochronić ten niezwykle cenny przyrodniczo obszar przed ingerencją człowieka.

A teraz zapraszam na wycieczkę z Roztok Górnych, przez Okrąglik (1106 m n.p.m) na Jasło (1153 m n.p.m).
Dzień przywitał nas piękną pogodą, w końcu! Bo pierwsze dwa dni w Bieszczadach minęły nam pod znakiem wiszących nad głowami ołowianych chmur. Rozpoczynamy z rana. Na szlaku nikogo oprócz... dwóch panów z PTTK Sanok którzy odświeżali niebieski szlak graniczny i wycinali wiszące nad ścieżką gałęzie.


Bardzo miłe to było spotkanie, ciekawa i nieco zaskakująca rozmowa o Ciechani w Beskidzie Niskim  (pisaliśmy o niej TUTAJ) :)
 Świat jednak jest mały ;)

Na początku, od przełęczy trzeba trochę podejść. Po obu stronach widzimy pozostałości po wojennej zawierusze - okopy, oraz leje po bombach.

Potem idziemy szerokim gzymsem, oczywiście cały czas towarzyszą nam słupki graniczne :)



Dość szybko dochodzimy do małej polanki, którą jeszcze dwa dni wcześniej widzieliśmy z doliny wsi Ruské na Słowacji (pisaliśmy o tym TUTAJ). Rozpościera się stąd niesamowity widok na stronę słowacką. 


Tam w dolinie znajduje się Ruské, widać też Wyhorlat - a przynajmniej tak nam powiedział Pan, który malował szlak, a z którym tutaj w drodze powrotnej znów ucięliśmy sobie pogawędkę ;)


Tutaj polana w całej okazałości, widać z niej też cel naszej wędrówki :)


Wchodzimy w las i zmierzamy w stronę Okrąglika, już niedaleko. Jeszcze tylko jedno podejście...


Nie mogłam się w tym momencie marszu pozbyć wrażenia, że idę ,,do nieba" :) Ponieważ nie widzieliśmy z dołu nic prócz tego cudnego błękitu...



Oto i nasze ,, niebo" :) Doszliśmy do Okrąglika. Tutaj znów widoczek na Słowację. Możemy iść dalej granicą, w stronę Płaszy i Rabiej Skały - ale to innym razem. Teraz idziemy czerwonym szlakiem w stronę Jasła. Skręcamy w ścieżkę znajdującą się za znakiem.


Na Okrągliku leży sobie taki ,,kwiatek" ale nie znam się, więc nie liczcie, że powiem Wam co to za pocisk ;)


Dalsza część trasy to marsz wśród karłowatej buczyny. Dostrzegam lilię złotogłów, która w Beskidzie Niskim, na obserwowanym przeze mnie stanowisku już dawno przekwitła, jednak tutaj jest zdecydowanie inny klimat, no i oczywiście wysokość.


Jest piękna i właśnie to jest dla niej zgubą, często jest zrywana, wykopywana... Choć przecież jest odmiana ogrodowa, więc po co zabierać ją z naturalnych stanowisk? Pamiętajmy, że jest pod ścisłą ochroną gatunkową.


Mijamy ciekawie wyglądające drzewo i od razu rzuca się w oczy, że turyści robią sobie przy nim zdjęcia, bo aż ścieżeczka do niego powstała :)


Naszym oczom ukazuje się połonina. Wszędzie pełno jagodowych krzaczków, aż fioletowych od owoców. A wśród nich dostrzegam kilka ciekawostek.


Te urocze małe kwiatuszki to fiołek dacki (viola dacica) który w Polsce występuje tylko w Bieszczadach Zachodnich.


A tutaj przekwitający już storczyk, który jak mi się zdaje nazywa się gółka długoostrogowa (gymnadenia conopsea) zwana potocznie koślarek. Jest to kwiat pospolity w górach, a rzadszy na niżu. Jeśli się przyjrzymy to w tej długiej i wąskiej ostrodze można dostrzec nektar, który spijają motyle dzienne i nocne.



 Na sam szczyt Jasła, gdzie znajduje się punt geodezyjny trzeba podejść jeszcze 150 metrów.
Chciałam w tym miejscu zaznaczyć, że nawet przewodniki mówią, że szczyt Jasła jest jednym z najlepszych punków widokowych w Bieszczadach :)





Choć może niezbyt wyraźnie, ale widzimy od lewej Smerek (1222 m n.p.m), Osadzki (1253 m n.p.m), Połoninę Wetlińską (1231 m n.p.m), Połoninę Caryńską (1297 m n.p.m), Bukowe Berdo (1312 m n.p.m). 
Wymieniłam te, które wyróżniają się na zdjęciu wysokością :)




Ta połonina, którą widzimy na wprost to Płasza :) Bystre oko w chmurach dostrzeże kołującego orlika :)



Na powyższym zdjęciu na wprost Szczawnik (1098 m n.p.m) i Małe Jasło (1097 m n.p.m). Podążając w ich stronę wraz w czerwonym szlakiem dotrzemy do Cisnej, jednak jest to dłuższa wycieczka :)
Po lewej stronie od tych niewielkich połonin widać jak mi się zdaje Pasmo Chryszczatej, a po prawej wyróżnia nam się Pasmo Łopiennika.

My nie decydujemy się na wędrówkę na Małe Jasło. Jednak trzeci dzień chodzenia trochę daje się we znaki :)


Na koniec chciałabym pokazać jeszcze trochę bieszczadzkiej flory :)


Motyle, których o tej porze nie brakuje uwielbiają spijać nektar z goździka skupionego, którego w Bieszczadach nie brakuje. Na małej łące na Przełęczy nad Roztokami Górnymi było ich całe skupisko i mnóstwo motyli, na zdjęcie akurat załapał się rusałka pokrzywnik :)



Wśród zieleni widać też skromniutkie kwiatki jastrzębca pomarańczowego. Jest rośliną rzadką występującą w Karpatach i Sudetach, jest rośliną górską.




Podkolan biały ponoć już nie jest tak rzadki, od 2014 roku nie jest pod ścisłą, a częściową ochroną gatunkową.


Kraśnik sześcioplamek to motyl dzienny pospolity w całym kraju :) 


Strangalię plamistą, zwaną też baldurkiem pstrokatym łatwo spotkać o tej porze roku, a to dlatego, że żywi się pyłkiem kwitnących obecnie roślin, jak choćby krwawnika. Należy do rodziny kózkowatych.


Długo szukałam informacji na temat tej gąsienicy, jednak nigdzie nie znalazłam podobnego zdjęcia, ani podobnego stworzenia. Zwróciłam się o pomoc do Macieja z bloga makrodrogi.blogspot.com, który pomógł mi w rozwikłaniu tej zagadki :)
Ponoć to gąsienica perłowca adype


Myślę, że jeśli obejrzeliście nasze zdjęcia, to nie muszę Was namawiać na wędrówkę na Jasło :)
Jest połonina, są widoki i jest coś czego brakuje na popularnych szlakach - spokój :) Spotkaliśmy kilka osób, ale nie było tłoku, nie sięga tu teren parku, więc spotkamy turystów z psami, których na szlaki w Bieszczadzkim Parku Narodowym nie można zabierać.




Kasia.



Źródła:
  • ,,Bieszczady - przewodnik dla prawdziwego turysty"Wyd. Rewasz




sobota, 23 lipca 2016

Balnica - dawna łemkowska wieś w Bieszczadach

Dawna wieś Balnica położona jest w gminie Komańcza w powiecie sanockim, niespełna 3 km na południe od Woli Michowej. W sezonie letnim można w jej pobliże dojechać kolejką leśna od Majdanu koło Cisnej. Drogą wzdłuż doliny od Woli Michowej prowadzi szlak turystyczny znakowany kolorem żółtymi aż do granicy ze Słowacją.

Początki Balnicy sięgają 1549 roku. Wówczas niejaki Iwan Steczowicz ze Stecza, syn kniazia z Woli Michowej, za zezwoleniem starosty sanockiego Piotra Zborowskiego, zaczął w lasach królewskich zasadzać wieś. Pierwotnie, od nazwy potoku, nad którym leżała, nazywała się Bannica. Dopiero znacznie później jej nazwa pojawiła się w obecnym brzmieniu. Wywodzi się prawdopodobnie od słowa bania, jakim dawniej określano słone źródła. Notatka z 1561 roku wspomina o 7 kmieciach gospodarujących na 5 łanach i nadal karczujących las.




Balnica była wsią łemkowska. Według spisu z 1921 roku liczyła 57 domów i 470 mieszkańców, w tym 426 grekokatolików, 33 rzymskokatolików i 11 wyznania mojżeszowego. We wsi była cerkiew parafialna, szkoła, tartak i młyn. 
Wojna spowodowała zagładę Żydów, Polacy gdzieś się wynieśli, a większość Łemków wysiedlono wiosną 1946 roku na Ukrainę. Pozostałe 85 osób wywieziono na przełomie kwietnia i maja następnego roku na Ziemie Odzyskane w okolice Trzebiatowa. Opuszczone zabudowania zostały spalone przez UPA. Z pożogi ocalał tylko jeden dom i cerkiew. Po wysiedleniach wieś już się nie odrodziła. a jej grunty co najwyżej użytkowano jako pastwiska. Z czasem większość z nich zarosła lasem... Tylko na Strubiu, w dawnym budynku leśnictwa, mieszka rodzina państwa Judów. Prowadzą tu coś w rodzaju gospodarstwa agroturystycznego.


Na początku doliny stoi pomnik poświęcony kurierom ZWZ-AK którzy tędy przedostawali się na Węgry, o raz wszystkim którzy im pomagali .




 Pomimo zniszczeń i upływu lat po wsi pozostało sporo śladów. Na jej północnym skraju, nieco ponad 1 km od leśniczówki , za potokiem po prawej stronie skrywa się w gęstwinie drzew stara kaplica otoczona kamiennym murkiem. Tablica przy drodze wskazuje miejsce położenia kaplicy. Prowadzi do niej wygodna, niedawno zbudowana ścieżka.



Kaplica położona nad cudownym źródełkiem istniała już w II połowie XIX wieku. Według miejscowej tradycji odprawiano w niej grekokatolickie nabożeństwa i święcono wodę w źródełku. Relacje mówią że miało to miejsce w święto Zesłania Ducha Świętego, kiedy to odbywała się procesja z miejscowej cerkwi do kaplicy. 




Według legendy tutejsze źródło odkrył ślepy dziad, żebrzący po bieszczadzkich wioskach. Było to podczas wyjątkowo suchego lata, które dokuczliwie dawało się we znaki ludziom i zwierzętom. W czasie odpoczynku w Balnicy, dziad wytężonym słuchem namierzył szmer wody pod kamieniami. Odgarnął je i odkrył orzeźwiające źródło, którym zgasił pragnienie i obmył twarz. Niemal od razu odzyskał wzrok. Miejscowa ludność obok źródła postawiła kaplicę, zaś wodę zaczęto stosować na wszelkie choroby, szczególnie oczu i przeciw urokom. Kaplica dawała również schronienie podróżnym.




Kaplica została wyremontowana na przełomie XX i XXI wieku przez Stowarzyszenie "Magurycz", O.T.G Latarnia Wagabundy oraz wielu wolontariuszy. 



W 2007 roku umieszczono w kaplicy ufundowaną przez leśników ikonę "Matki Boskiej Leśniej", dzieło bieszczadzkiego artysty Zdzisława Pękalskiego z Hoczwi. 




Dalej w dolinie, na skarpie po lewej stronie drogi, widać żeliwny krzyż z 1898 roku umocowany na kamiennym cokole. Możemy na nim dostrzeć wyryte nazwiska: Iwan Uhal , Jewka Uhal. 




Około 1,5 km od kaplicy w górę doliny znajduje się miejsce po cerkwi. Usytuowane jest na jej wschodnim , zalesionym zboczu, u wylotu dolinki bezimiennego potoczku, tak że trudno je dostrzec z drogi. Mieliśmy z tym spory problem ale w końcu nam się udało :) Na zdjęciach poniżej jest właśnie to skrzyżowanie leśnych dróg na którym należy skręcić w lewo by dotrzeć na cerkwisko i cmentarz :) 


                                      






Przed laty stała tu greckokatolicka cerkiew parafialna pw. św, Michałą Archanioła zbudowana w 1856 roku. Była obiektem drewniano-murowanym. Obok cerkwi stała  kamienna dzwonnica-brama z trzema dzwonami. Jeden z tych dzwonów, zakupiony w odlewni braci Felczyńskich w Przemyślu został zakopany w boisku jednej z chat. Wykopano go dopiero w roku 2006 i trafił do sanockiego skansenu.



Po wysiedleniach cerkiew rozbierano etapami. Elementy drewniane posłużyły do budowy stajni w Woli Michowej. Murowane przetrwały dłużej, ale dziś zachowała się tylko kamienna podmurówka i mur otaczający cały teren cerkwi i cmentarza. 



Wiele z elementów wyposażenia trafiło prawdopodobnie do cerkwi w Telepovcach ( obecne Osadne). Znajduje się tam m.in. żyrandol z cerkwi w Balnicy. W balnickiej cerkwi znajdowała się również dużych rozmiarów Ewangelia, zdobiona srebrem i szlachetnymi kamieniami. W trakcie wysiedleń w 1947 roku przewieziona na Pomorze przez Hryhorija  Steca, prowizora cerkiewnego. Do roku 1982 znajdowała się w prawosławnej a następnie grekokatolickiej cerkwi w Trzebiatowie, kiedy to została skradziona. 



Tu gdzie była cerkiew stoi żelazny krzyż ...


Na cmentarzu zachowało się jeszcze 6 kamiennych nagrobków. Cerkwisko i cmentarz uporządkowano społecznym wysiłkiem w 1995 roku. Obecnie znów niestety zaczyna zarastać :( 













Idąc nadal w górę doliny mijamy po lewej stronie żeliwny, przydrożny krzyż.


Droga przez tereny dawnej wsi Balnica...



  Spotkaliśmy również orzechówkę która przez pewien czas towarzyszyła nam w wędrówce :) Jest to ptak dosyć skryty i rzadko widywany a nam udało się go poobserwować :)
Występuje głównie w Karpatach i Sudetach oraz w dużych lasach na Pomorzu. Żywi się głównie orzechami laskowymi a także nasionami drzew iglastych i owadami. Jest ptakiem objętym ścisłą ochroną gatunkową.



Jedna z niewielu łąk które nie zostały zalesione. Leśnictwo ją wykasza bym mieć zapasy pokarmu na zimę dla zwierząt. A w tle ambona myśliwska...


Ostatnim obiektem do którego dotarliśmy w Balnicy był krzyż pańszczyźniany. Dotrzeć tutaj nie jest łatwo bo oznakowanie w tym miejscu jest kiepskie wiec mapa się na pewno przyda. Należy w górnej części doliny skręcić w prawo w drogę leśna która przegrodzona jest szlabanem, patrz zdjęcie poniżej :)



Następnie idziemy kilkaset metrów rzadko uczęszczaną leśną drogą.



Krzyż na "grobie pańszczyzny" postawiono w 1848 roku. Nie przetrwał on jednak działań I wojny światowej. Stojący dziś w tym miejscu 4-metrowy krzyż kamienny pochodzi z późniejszego okresu i ufundowany został przez mieszkańca wsi za szczęśliwy powrót z emigracji zarobkowej. Odrestaurowany został w 1995 roku. 







Przez Balnicę przebiega "Międzynarodowa leśna ścieżka dydaktyczna Udava-Solinka". Na odcinku około 7 km ustawiono kilkanaście tablic informacyjnych poświęconych różnym zagadnieniom gospodarki leśnej, przyrody oraz historii. Wzdłuż trasy wędrówki często natrafiamy na miejsca gdzie trwa tzw. przebudowa drzewostanów na gruntach porolnych. Więcej informacji na stronie : www.zielonepodkarpacie.pl


Zapraszamy w ten zakątek wszystkich turystów którzy chcą poznać tragiczną historię Bieszczad i ich mieszkańców, poobcować z przyrodą w ciszy i spokoju bez tłumów ludzi :) 



Kamil



Źródła: 

"Krajobrazy nieistniejących wsi" Stanisław Kłos
www.fotopolska.eu