sobota, 18 czerwca 2016

Opuszczone wsie Beskidu Niskiego - Smereczne

     Dziś chciałabym przybliżyć Wam historię małej wioski tragicznie dotkniętej zawieruchą wojenną. Większość miejscowości, o których piszemy nosi choć mały ślad bytności ludzi. Widzimy fundamenty, krzyże, cmentarze... Tutaj ostał się tylko jeden krzyż. Prezentujemy zdjęcia majowe i listopadowe :)

Smereczne było piękną małą wioską, budowaną przez wieki wśród wzgórz m in. Wadernika (565 m n.p.m), Wapna (599 m n.p.m), od strony granicy polsko-słowackiej górował nad nią Zimny Wierch (702 m n.p.m). Drewniane domy stały wzdłuż rzeczki Smereczanka. Nazwa pochodzi od słowa  smerek ( po rusku świerk).

Dolina Smerecznego

Miejscowość ta charakteryzowała się dużą hodowlą wszelkiej ,,rogacizny",z której pozyskiwane produkty, później wywożono na miejskie rynki handlowe do Dukli, Krosna i Rymanowa. Łagodne zbocza gór obsiewano w większości zbożami paszowymi: owsem, żytem i jęczmieniem.
Kiedy mieszkańcy przeszli na prawosławie we wsi zbudowano małą cerkiew, ale do dziś nie pozostał po niej żaden ślad, a nawet trudno określić gdzie ona stała. Wieś należała do parafii w Mszanie.
Smereczne w 1940 roku liczyło 37 domów, do tego szkoła i kasarnia, ale o niej za chwile. 

Warty nadmienienia jest fakt, że wioseczka ta już podczas I wojny światowej została dosłownie zrównana z ziemią. Została doszczętnie spalona przez wojska austriackie. Jednak po zakończeniu wojny w ciągu zaledwie trzech lat została odbudowana. W latach 1900 - 1920 niemal z każdego domu na zarobkach w Ameryce przebywały jedna, dwie, a nawet trzy osoby. Dzięki strumieniowi dolarów wieś na nowo tętniła życiem.


Góra Wapno


My wędrówkę rozpoczynamy z Tylawy. Zostawiliśmy samochód przy cerkwi, choć mogliśmy podjechać dalej, bo droga w stronę Smerecznego jest całkiem dobra. Przez okno nie da się tak nacieszyć oczu pięknem przyrody jak pieszo :)
Pogoda była wyborna, acz jak na dreptanie po otwartym terenie było trochę za gorąco - około 30 stopni. Ale przynajmniej wróciliśmy opaleni ;)
Smereczne odwiedziliśmy ponownie w listopadzie. Uzupełniliśmy wpis o jesienne zdjęcia. Dotarliśmy do ruin kasarni i krzyża.


Drogą idzie się dość monotonnie, ale warto bo widoki są piękne, oglądamy się za siebie a tu cerkiew w Tylawie na tle góry Piotruś.




Czytaliśmy w książce Pana Grzesika, że ktoś regularnie niszczy bobrowe tamy w tamtych stronach. Aż nie mogłam w to uwierzyć, bo jeszcze się z czymś takim nie spotkałam, ale to prawda...


Rozerwana tama.

Osuszone miejsce po bobrowym jeziorku.

Chyba jedyne które się ostało jest dość daleko od drogi...

Trochę strach podchodzić, żeby się nie przewróciło :)


A jak jest woda to ciężko nie spotkać stałego bywalca takich miejsc - zaskrońca :)


Ten osobnik miał około 50 cm.

   Po przejściu sporego odcinka drogi dochodzimy do szlabanu. Stąd wędrówkę można kontynuować już tylko pieszo, rowerem, lub konno. 



Znajdujący się tuż za szlabanem skład drewna, oraz poorana przez ciężki sprzęt droga wskazują na to, że na swoim prywatnym terenie ktoś wycina sobie drzewa. W sumie wolność Tomku w swoim domku...




Niedaleko za tym miejscem znajduje się postawiona w 2007 przez Fundację Wspierania Mniejszości Łemkowskiej ,,Rutenika" dzwonnica - bliźniaczo podobna do tej w Regetowie. 






Z jedną małą różnicą... Ta w Smerecznem jest zadbana. Przede wszystkim stoi w miejscu zacisznym, jak widać jest pomalowana impregnatem, chyba całkiem niedawno bo nawet czuć jeszcze ten charakterystyczny zapach. Pomiędzy drewnianymi balami są cienkie listewki, a nie sznury jak w Regetowie. 



 Znajdziemy tu także tablicę ku pamięci 13 Smereczan - ofiar II wojny światowej.

Dzwonnica jesienią...


W 1942 roku do wsi przyjechali Niemcy... Cytaty pochodzą ze wspomnień mieszkańca Smerecznego tworzącego pod pseudonimem Leszek Hrabski. Jego relacje z lat 1939-1945 możecie przeczytać w kilku częściach na stronie www.beskid-niski.pl.
Natomiast niedawno nakładem wydawnictwa ruthenicart ukazała się książka wspomnianego Leszka Hrabskiego (prawdziwe nazwisko to Aleksander Hudyk) pod tytułem ,,Smereczne na Łemkowszczyźnie. Wspomnienia i relacje". Posiadamy tą książkę, jest sporo czytania, ale warto. Zachęcam wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się więcej o tej miejscowości.

Podjęto decyzję o budowie tzw. kasarni (niem. die Kaserne - koszary).

,, (...)Podjęli decyzje, że budować będą swoje wojskowe obiekty w Polsce, w pasie przygranicznym ze Słowacją.
Wtedy dowiedzieliśmy się, że w Smerecznym będzie budowana kasarnia. Taki wojskowy hotel, z przystosowaniem go do funkcji obronnych. Nie wiele mieliśmy informacji co to będzie za obiekt. W każdym bądź razie, był to dla nas sygnał, że oni pozostaną tutaj na zawsze, że ten obiekt będzie jednocześnie orężem ich zwycięstwa. 
Miejsce na budowę wybrali znakomite, wręcz idealne. Piękny, równy plac, po żydowskiej karczmie. Plac duży, na końcu wsi.
Sprowadzeni przez nich fachowcy budowlani, wytyczyli plac na fundamenty i wyznaczyli linie. 
Był to czas wczesnej wiosny 1942 roku, zaraz po ustąpieniu śniegów. Do kopania, wyrównywania placu i wywożenia ziemi, zagnali silną, zdrową i dorosłą ludność wsi. Z tą też chwilą zaczęła się gehenna dla wszystkich. Odtąd nie było już wolnego piątku ani świątku. ''


Ludzie zarówno ze Smerecznego jak i sąsiednich wsi stali się niemieckimi niewolnikami. Pracowali oczywiście pod groźbą wywozu na przymusowe prace w głąb Niemiec, albo wywózki do obozu koncentracyjnego.

,,(...) Budynek był ogromniasty jak na 15-tu żołnierzy. Miał powyżej 30 metrów długości i dwanaście metrów szerokości. 
Na całej długości budynek był podpiwniczony. Pomieszczenia podzielone odpowiednio na magazyny broni, magazynki na amunicję, magazynki mundurowe, łaźnię, pralnię i magazyny żywności, kabiny WC i pomieszczenie na agregat prądotwórczy. Na parterze urządzono kuchnię, stołówkę, świetlicę, czytelnię, biura i pokoje oraz gabinet lekarski. Na poddaszu jednoosobowe pokoje wyposażono w eleganckie meble oraz pokoje gościnne.''


Mieszkańcy wsi musieli oddawać Niemcom swoje plony, pracować dla nich. Ale wojenny front dotarł tutaj we wrześniu 1944 roku. Rosjanie zatrzymali się na górze Wapno i zaczęli się tam okopywać. Niemcy zaś w obawie przed okrążeniem zaczęli wycofywać się do Olchowca. Wieś pozostała wolna przez kilka godzin... Gdyby tylko Rosjanie zechcieli kontynuować swój marsz godzinę dłużej, a nie pozostali na Wapnie zapewne zmieniło by to bieg historii, a na pewno historii wsi Smereczne. A tymczasem Niemcy, kiedy spostrzegli, że wieś nie została zajęta, wrócili i z powrotem zajęli swoje pozycje...

,, (...) Była okazja, że wojska radzieckie mogły wkroczyć do Smerecznego czwórkami, krokiem defiladowym. Nie wykorzystano jej, czy to jakieś fatum? Niemcy ze wsi uciekli w wielkiej panice, zostaliśmy sami. Są to pytania nie pozostające bez wątpliwości.
Jakie tutaj zadziałały moce; ziemskie? czy pozaziemskie?(...)"


Leszek Hrabski tak wspomina początek bitwy:

,, (...) Przed godziną 6-stą rano w niedzielę wszedł do boiska oficer z żołnierzem z bronią wycelowaną w naszą stronę, powiedział, że za 10 minut mamy stąd uciekać i zabrać inwentarz.
Ucieszyliśmy się z tego bardzo, że nareszcie uciekniemy z tej klatki. Aby jak najdalej od nich gdzie tylko poprowadzą nas oczy.
Starszy brat Michał od razu otworzył oborę i wygnał z niej bydło pędząc je na pastwisko. My zarzuciliśmy na plecy tobołki, które od dwóch dni były uszykowane i przekraczając strumyk przy wozowni i skierowaliśmy się stronę w stryjka Grzegorza. Do niego przez łąkę mieliśmy 50 kroków. Za naszymi plecami na podwórku padały już wojskowe komendy a rygle zamków karabinów maszynowych zaszczękały.
Gdy ostatnia osoba z naszej rodziny opuszczała kładkę strumyka - zaczęło się..."


Bitwa o wieś trwała 12 dni. Mieszkańcy rozpierzchli się, chowali się w potokach, próbowali przedostać się do rodzin z pobliskich miejscowości.
Na każde 100 metrów kwadratowych spadło 6 - 8 pocisków artyleryjskich. Po wyzwoleniu we wsi nie zostały nawet pnie po drzewach owocowych... Cały dorobek tych ludzi spłonął i został wgnieciony w ziemię gąsienicami czołgów. Po obu walczących stronach zginęło kilka tysięcy żołnierzy.
Leszek Hrabski podkreśla w swojej relacji, że Smereczne nie było przecież przypadkiem odosobnionym, bo zniszczenia dotknęły całe Karpaty.

Dolina Smerecznego


Mieszkańcy zostali po wojnie wywiezieni do Związku Sowieckiego, małą część, bo około 10 rodzin przesiedlono na ziemie zachodnie.

Idziemy dalej...



Próbowaliśmy dotrzeć do resztki kasarni i do jedynego ocalałego krzyża przydrożnego, ale skutecznie odstraszyła nas ,,ona"...



Po prostu panicznie boję się żmij, a jeszcze ta dała nam odczuć, że jesteśmy intruzami, odpełzła za bok i się nam przyglądała. W sumie nawet nie było jak jej ominąć. Gdybyśmy byli sami bez dziecka to pewnie podjęlibyśmy się dalszej wędrówki... 
Krzyż znajduje się przy starej drodze do Wilszni, a nie przy szlaku. 

Wróciliśmy do Smerecznego w listopadzie, ponieważ chcieliśmy odnaleźć wspomniany krzyż. Przy okazji odnaleźliśmy także ruiny kasarni, które znajdują się rzut beretem od tegoż krzyża. Żeby tam trafić trzeba trzymać się starej drogi do Wilszni. Stanowi ona ledwo widoczny wąwóz, zarośnięty drzewami. Najlepiej iść w dół, łąką od tablicy Magurskiego Parku Narodowego. 



Krzyż ten pochodzi z 1894 roku. Na cokole znajduje się także napis ,,W. DUDEK W KROŚNIE" - jest to zapewne pracownia kamieniarska, to taki podpis wykonawcy krzyża.
Nieopodal, wśród traw i drzew znajdziemy pozostałości kasarni. Widać nawet zarys fundamentów, była to spora budowla...



Moim zdaniem odnalezienie tych pozostałości po bytności ludzi w tym miejscu latem jest wprost niemożliwe. O ile do krzyża po trawach jakoś dojdziemy, to ruiny są w niezłych zaroślach. Można nawet przechodząc koło nich, po prostu ich nie zauważyć. Polecamy wędrówkę wczesną wiosną, jesienią bądź zimą.



I znów rowerzyści :) Może i tym razem zdarzy się, że ludzie ze zdjęcia przeczytają nasz wpis ;) Trasa jest tak fajna, że mogą tu jeździć nawet dzieciaki.



No może oprócz takich ,,przeoranych" miejsc... 

Jesienią okazało się, że droga prezentuje się nieco lepiej. Przede wszystkim w newralgicznym miejscu, gdzie było błoto po kolana zrobiono przepust. Drogę wysypano tłuczniem.


Być może przy robotach związanych z poprawianiem drogi robotnicy znaleźli to:


Możliwe też, że jakiś turysta spostrzegł ten pocisk w pobliskim rowie, wypłukany przez wodę i go wyciągnął... Tego nie wiemy i pewnie się nie dowiemy, ale leży sobie to na poboczu...


Jak widać jest to niewybuch. Jeśli się tam wybieracie - uważajcie i nie dotykajcie! Ma nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby zabrać sobie taką ,,pamiątkę" do domu.

Warte uwagi są rośliny, które możemy znaleźć na wąskim pasie łąk w Smerecznem.




Pierwszy z nich jest kosaciec syberyjski. Objęty w Polsce ścisła ochroną gatunkową. Spore skupiska tej rośliny znajdują się w Magurskim Parku Narodowym. 
Smereczne nie znajduje się na terenie parku. 
Roślinę tę spotkamy na podmokłych łąkach. 
Krewnym kosaćca syberyjskiego jest kosaciec żółty.



Jest pospolity, ale na niżu. W górach występuje znacznie rzadziej.




   Całe połacie kwitnących storczyków - kukułki szerokolistnej zwanej też kukułką majową.



A ten różowy kwiatuszek, który na pewno znają wszyscy nazywa się firletka rozpierzchła ;)



Znalazła również piękną gruszyczkę okrągłolistną. Również pospolita na niżu, ale z racji tego że zanikają je stanowiska została objęta częściową ochroną.


Jesienią łatwiej zauważyć, że miejscami dosłownie wszystko jest ,,oblepione" porostami. Świadczy to o tym, że mamy tutaj bardzo czyste powietrze, gdyż porosty są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia, a zwłaszcza na dwutlenek siarki, tlenki azotu i metale ciężkie :) 

W ten sposób docieramy niemal do granicy parku. Z rozległej łąki rozpościera widok na okoliczne górki, w tym Kamień nad Jaśliskami.



To tutaj, w okolicy przełęczy (którą szlak omija) znajdowały się niegdyś tzw. kopanki. Były to studzienki, z których mieszkańcy pozyskiwali ropę naftową. Obecnie są ogrodzone żerdziami i widać je ze szlaku. 


Z tego miejsca możemy pójść dalej żółtym szlakiem do Olchowca, ale pamiętajmy, że jest to już teren parku, więc obowiązuje bilet wstępu na szlaki. Możemy też udać się do Ropianki, o tym gdzie należy skręcić informuje strzałka z napisem CHATKA. 



Nie wiadomo jak teraz wyglądałoby Smereczne, gdyby los chciał inaczej i wojsko rosyjskie zajęłoby wieś. Być może po wysiedleniach ktoś by wrócił, bo miałby do czego...
Walki w okolicach Barwinka i Dukli były bardzo krwawe i zacięte. Ludność cywilna uciekała do lasów, bo pewnie ofiar byłoby znacznie więcej. Tutejsza ziemia jest zmieszana z mnóstwem wojennego żelastwa, z kośćmi ludzi i zwierząt, a nade wszystko nasiąknięta krwią tysięcy ludzi... Pamiętajmy o historii naszej okolicy. Opowiadajmy o niej dzieciom (może nie koniecznie tak małym jak nasze), niech wiedzą, że wojna to samo zło, uświadomią sobie jakie pozostają po niej skutki.


Kasia



Źródła:

www.beskid-niski.pl , Leszek Hrabski ,,Kasarnia powodem dramatu"
Klub Łączności LOK Krosno
W.Grzesik, T.Traczyk, B.Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"

17 komentarzy:

  1. Piękne miejsce i doceniam, że komuś się chciało wyruszyć na taką wspaniałą i zapewne trudną wyprawę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubimy takie miejsca gdzie nie ma tłumu turystów a jest historia , nieraz tragiczna... A wyprawa była trudna z powodu upału i dużej ilości węży :)

      Usuń
  2. Podobno żmije muszą być naprawdę zdesperowane aby zaatakować i są mniej groźne, niż... osy. Ale rozumiem strach, ja też w towarzystwie tego gada tak sobie się czuję, chociaż wiem, że zagrożenie jest niewielkie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jakby przypadkowo na nią nadepnąć przez nieuwagę to pewnie by zaatakowała ale wolimy tego nie sprawdzać :) Z dzieckiem jak chodzimy w miejscach gdzie można spotkać węże to niose ja zawsze na rękach...

      Usuń
    2. Ostatnią ofiarę śmiertelną żmii zanotowano w Polsce w latach 70 ubiegłego wieku.
      Generalnie wystarczy głośno tupać i same ustępują - ale fakt w wysokich trawach, może być groźnie, dlatego dziecko na rekach, jest najrozsądniejszym podejściem.

      Usuń
    3. Albo typowa reakcja kobieca - histeryczny pisk. Każda żmija zmyka, gdzie pieprz rośnie. Raz próbowałam sfotografować kłębowisko żmij. Już miałam ustawiony aparat, kiedy nadeszła koleżanka - no pisk niesamowity. Żmije zniknęły nie wiadomo, kiedy.

      Usuń
    4. No to musiał być pisk co kamienie wzruszyć potrafił, bo węże przecież głuche są i tylko drgania podłoża wyczuwają.

      Usuń
  3. Dolina Smerecznego, jedna z trzech najpiękniejszych dla mnie dolin w BN. Polecam przeczytać czytelnikom bloga " Kasarnia Powodem do Dramatu " Leszka
    Hrabskiego o życiu wsi podczas okupacji niemieckiej i dramatu walk o Przełęcz Dukielską.
    Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Dolina Smerecznego, jedna z trzech najpiękniejszych dla mnie dolin w BN. Polecam przeczytać czytelnikom bloga " Kasarnia Powodem do Dramatu " Leszka
    Hrabskiego o życiu wsi podczas okupacji niemieckiej i dramatu walk o Przełęcz Dukielską.
    Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cytowaliśmy tylko fragmenty tej książki a całość na zostać wydana w formie książki we wrześniu tego roku :) A czy słyszałeś że Ciechania została legalnie udostępniona turystom? Oczywiście tylko w weekend i tylko z przewodnikiem Parku ...

      Usuń
    2. Tak słyszałem, choć najfajniej pobuszować samemu, ale na szczęście mamy tez Smereczne :)

      Usuń
    3. Tak słyszałem, choć najfajniej pobuszować samemu, ale na szczęście mamy tez Smereczne :)

      Usuń
  5. Przełęcz Dukielska to miejsce krwawych wal od zawsze - tyle że dopiero dwie ostatnie wojny prowadzone na masowa skalę przyniosły też tak masowe zniszczenia.
    Na uwagę zasługuje postawa niemieckiego oficera, myślę że tym rozkazem uratował wielu mieszkańców. Natomiast gdyby wkroczyli tam Sowieci toi wieś i tak została by zniszczona - przez artylerię niemiecką, bo taki zapewne był plan taktyczny - wycofamy się, "ruskie" wejdą, zalegną w "koszarach" a my im wtedy gorąca łaźnię sprawimy.

    Tereny przepiękne i rajd bogaty w obserwacje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Smereczne to moja rodzinna wieś. Mój ojciec też urodził się w Smerecznem w 1903 r. i wiem , że w Smerecznem nigdy nie było cerkwi. Smereczanie pobudowali szkołę, a Wilsznianie cerkiew. Budowa cerkwi była w planie, ale wybuchła wojna. Tą informację podają niektóre przewodniki i to jest błąd. Dziękuję autorom za piękne zdjęcia i relację o wsi. O kapliczkę dbają obecnie ocaleni Smereczanie żyjący w sąsiedztwie i na ziemiach zachodnich. Smereczanka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszą wiedzę o tej miejscowości czerpaliśmy z różnych źródeł i w jednym z nich była właśnie taka informacja dotycząca cerkwi. Dziękujemy za sprostowanie tej informacji :) Szkoda że tak mało zostało śladów po tej wiosce... Teraz zwierzęta tam rządzą, nawet ślady niedźwiedzia widzieliśmy...

      Pozdrawiamy Panią serdecznie :)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy reportaż, zwłaszcza że jestem świeżo po lekturze książki "Smereczne na Łemkowszczyźnie". Muszę tam wybrać się na wiosnę. Pozdrawiam Was serdecznie,
    Marcin

    OdpowiedzUsuń
  8. Моя баба з цього села.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!