sobota, 25 czerwca 2016

Żółtym szlakiem z Wołowca do Banicy

Korzystając z pięknej czerwcowej pogody postanowiliśmy wybrać się w nieznane dla nas do tej pory okolice Wołowca :) Jako że z prognoz wynikało że ma to być burzowy dzień trasę zaplanowaliśmy raczej krótką by zdążyć wrócić przed ewentualną burzą... Nasza trasa wiodła żółtym szlakiem PTTK z Wołowca do Banicy a następnie drogą asfaltową mieliśmy zamiar wrócić do punktu wyjścia.
Samochód zostawiliśmy na obszernym placu w Wołowcu w miejscu gdzie kończą się zabudowania. Nieco wyżej na wzniesieniu znajduje się cerkiew :)




Spacerujemy sobie przez wieś i napotykamy malownicze ruiny starej chaty... We Wołowcu na stałe mieszka tylko 29 osób wiec wiele domów zamieszkałych tutaj nie ma... Oprócz nich jest kilka zamieszkałych sezonowo i kilka obracających się w ruinę.
Po kilkuset metrach skręcamy w lewo gdzie wchodzimy na żółty szlak. Tutaj zaraz na początku ścieżki wita nas jeden z mieszkańców tych okolic a mianowicie żmija zygzakowata :) Pieknie ubarwiona leżała sobie na szlaku który w tym miejscu prowadzi szeroką leśną drogą ...





A o to i ta droga :) Prowadzi Nas przez bardzo ładny las :) 





Za zakrętem napotykamy sztuczny staw utworzony przez Nadleśnictwo Gorlice. Jest to tzw. mała retencja która zatrzymuje wodę w lesie. 










Po pewnym czasie szlak odbija w prawo w leśną ścieżkę. Droga leśna zaś wyprowadziłaby nas do Krzywej. Ścieżka którą będziemy podążać jest bardzo malownicza :)






Mieszkańcy kałuży :) 


Spotykamy również tabliczki których bardzo nie lubimy a mianowicie te informujące nas o ścince drzew. W niedziele na szczęście drwale nie pracują ale po śladach na drodze wnioskujemy że dzień wcześniej po błocie ciągnięto tędy wielkie bale drzewa... Wycinka trwa w najlepsze....







Pragnę zacytować pewien fragment z naszego ulubionego przewodnika krajoznawczego :) Tak jest tam opisany szlak którym podążamy : Uwaga! W porze deszczowej odcinek Banica-Wołowiec jest bardzo trudny ze względu na liczne i niezbyt wygodnie do przebycia brody. 
Czytając to ostrzeżenie poważnie zastanawialismy się czy wybierać tą trasę , ostatecznie zaryzykowaliśmy :) A na trasie miłe zaskoczenie: na potoku pobudowane są liczne mosteczki . Spowodowane jest to tym że szlak żółty przebiega w tym miejscu równolegle ze szlakiem narciarskim . Dla potrzeb tego drugiego zostały wybudowane mostki by narciarze mogli wygodnie przemierzać te śnieżne trasy :) 








Ja z córką pośród bujnej roślinności :) 




Bobry znajdziemy również w tym miejscu:) To już stały element krajobrazu Beskidu Niskiego :) 






Wchodzimy na pola dawnej łemkowskiej wsi Banica. 
Nazwa wsi wywodzi się najprawdopodobniej od nazwy potoku. Banica (łemkowskie Banycia) oznaczała też banię , kopalnię  lub -najbardziej trafnie w tym wypadku- dół. Może mieć związek z położeniem wsi w dolinie, wśród znoszących się wokół wzgórz. 
Banica była wsią królewską, lokowaną w XVI wieku na prawie wołoskim. W końcu lat trzydziestych ubiegłego wieku, a więc znacznie później niż w sąsiednich wsiach, około 2/3 ludności przeszło na prawosławie. Zbudowano wtedy prawosławną kaplice ( tzw. czasownię). Była to pierwsza świątynia we wsi. Nigdy nie istniała tutaj bowiem cerkiew grekokatolicka.Wierni chodzili na nabożeństwa do odległej o kilka kilometrów Krzywej. 








Podczas II wojny światowej stoki okolicznych wzgórz były matecznikami UPA. Po zmroku Ukraińcy bez obaw schodzili do okolicznych wsi, zabierając ludziom ziarno, jedzenie i drobny inwentarz. Banderowcy nie obawiali się polskiego wojska, które nie było jeszcze tak silne, by zapuszczać się w olbrzymie kompleksy leśne. Wojsko polskie nękało zaś mieszkańców Banicy oskarżając ich o sprzyjanie UPA. W 1945 roku większość ludności wsi wyjechała na tereny sowieckiej Ukrainy. Dwa lata później pozostałą ludność Banicy wysiedlono w ramach operacji "Wisła" w okolice Głogowa. Opuszczone domu szybko zostały wykorzystane jako budulec przez mieszkańców okolicznych wsi... 







W okolicy Banicy ziemia była stosunkowo urodzajna więc gospodarze zajmowali się uprawą ziemi. Zajmowali się również sadownictwem. Najwięcej w okolicy rosło czereśni , gruszek , jabłek i śliwek.
Znajdowało się tam też dużo lasów, w większości iglastych. Drzewo było podstawowym bogactwem wsi. Każdy gospodarz miał swój las, jednak gospodarowali rozsądnie i oszczędzali lasy myśląc przede wszystkim o dzieciach. Nie korzystano wiele z leśnego drzewa, a jedynie na budowę domów, wyrób gontów i na opał. Niestety po wyjeździe Łemków na wschód w 1945 r. i po wysiedleniach 1947   roku natychmiast wykarczowano większość dorodnych, kilkudziesięcioletnich drzew...





Spacerujemy dolina dawnej wsi. Wioska ciągnęła się wzdłuż potoku na przestrzeni prawie dwóch kilometrów, mniej więcej w równej części po obu stronach drogi do Wołowca. 


Obecnie pozostałości wsi napotkamy jedynie w jej dolnej, południowej części. Jedynym zamieszkałym na stałe budynkiem jest pensjonat "Gościniec Banica". Stoi na miejscu dawnej chatki studenckiej. Była ona urządzona w starym drewnianym budynku na charakterystycznej wysokiej podmurówce. Od 1977 roku prowadziło ją lubelskie Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich. Budynek spłonął w lutym 1997 roku.





Za wspomnianą agroturystyką na niewielkim wzgórzu znajduje się cmentarz wojskowy z I wojny światowej nr. 62. Autorem cmentarza był Dusan Jurkovic. Pochowanych zostało na nim 12 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 40 rosyjskiej. Cmentarz wyremontowany został staraniem gminy Sękowa oraz osób prywatnych. 
















W dolinie pozostało też kilka kamiennych cokołów na których tkwiły kiedyś żeliwne krzyże... Pochodzą z XIX wieku.








Napotykamy w dolinie również nikłe już resztki kaplicy prawosławnej pw. św. Piotra i Pawła. Zbudowana została w latach 30-stych XX wieku po przejściu znacznej części mieszkańców Banicy na prawosławie. Została ona prawdopodobnie przeniesiona z pobliskiego Małastowa, świadczą o tym ślady wtórnego montażu. Została uroczyście poświęcona 16 lipca 1933 roku. Konsekracji dokonał ks. Antoni Krynicki ze Świątkowej. 






A taki stan rzeczy my napotkaliśmy...












Na skraju lasu, w zaroślach, powyżej czasowni znajduje się cmentarz prawosławny. Założony został pod koniec lat 30-stych XX wieku. Grekokatolicy chowani byli na cmentarzu w Krzywej. Zachowały się tylko dwa kamienne nagrobki...





Spotkaliśmy podczas naszej wędrówki również dużo kóz które są hodowane w pobliskim gospodarstwie agroturystycznym :) 












Szlak którym szliśmy latem nie jest chyba zbytnio uczęszczany bo nie spotkaliśmy nikogo :) Warto wybrać się w te okolice bo są bardzo malownicze:)





Kamil 


Źródła:


www.beskid-niski.pl

A. Piecuch, A. Harkawy, M. Janowska-Harkawy ,,Opuszczone wsie ziemi gorlickiej"

W. Grzesik, T. Traczyk, B. Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"


sobota, 18 czerwca 2016

Opuszczone wsie Beskidu Niskiego - Smereczne

     Dziś chciałabym przybliżyć Wam historię małej wioski tragicznie dotkniętej zawieruchą wojenną. Większość miejscowości, o których piszemy nosi choć mały ślad bytności ludzi. Widzimy fundamenty, krzyże, cmentarze... Tutaj ostał się tylko jeden krzyż. Prezentujemy zdjęcia majowe i listopadowe :)

Smereczne było piękną małą wioską, budowaną przez wieki wśród wzgórz m in. Wadernika (565 m n.p.m), Wapna (599 m n.p.m), od strony granicy polsko-słowackiej górował nad nią Zimny Wierch (702 m n.p.m). Drewniane domy stały wzdłuż rzeczki Smereczanka. Nazwa pochodzi od słowa  smerek ( po rusku świerk).

Dolina Smerecznego

Miejscowość ta charakteryzowała się dużą hodowlą wszelkiej ,,rogacizny",z której pozyskiwane produkty, później wywożono na miejskie rynki handlowe do Dukli, Krosna i Rymanowa. Łagodne zbocza gór obsiewano w większości zbożami paszowymi: owsem, żytem i jęczmieniem.
Kiedy mieszkańcy przeszli na prawosławie we wsi zbudowano małą cerkiew, ale do dziś nie pozostał po niej żaden ślad, a nawet trudno określić gdzie ona stała. Wieś należała do parafii w Mszanie.
Smereczne w 1940 roku liczyło 37 domów, do tego szkoła i kasarnia, ale o niej za chwile. 

Warty nadmienienia jest fakt, że wioseczka ta już podczas I wojny światowej została dosłownie zrównana z ziemią. Została doszczętnie spalona przez wojska austriackie. Jednak po zakończeniu wojny w ciągu zaledwie trzech lat została odbudowana. W latach 1900 - 1920 niemal z każdego domu na zarobkach w Ameryce przebywały jedna, dwie, a nawet trzy osoby. Dzięki strumieniowi dolarów wieś na nowo tętniła życiem.


Góra Wapno


My wędrówkę rozpoczynamy z Tylawy. Zostawiliśmy samochód przy cerkwi, choć mogliśmy podjechać dalej, bo droga w stronę Smerecznego jest całkiem dobra. Przez okno nie da się tak nacieszyć oczu pięknem przyrody jak pieszo :)
Pogoda była wyborna, acz jak na dreptanie po otwartym terenie było trochę za gorąco - około 30 stopni. Ale przynajmniej wróciliśmy opaleni ;)
Smereczne odwiedziliśmy ponownie w listopadzie. Uzupełniliśmy wpis o jesienne zdjęcia. Dotarliśmy do ruin kasarni i krzyża.


Drogą idzie się dość monotonnie, ale warto bo widoki są piękne, oglądamy się za siebie a tu cerkiew w Tylawie na tle góry Piotruś.




Czytaliśmy w książce Pana Grzesika, że ktoś regularnie niszczy bobrowe tamy w tamtych stronach. Aż nie mogłam w to uwierzyć, bo jeszcze się z czymś takim nie spotkałam, ale to prawda...


Rozerwana tama.

Osuszone miejsce po bobrowym jeziorku.

Chyba jedyne które się ostało jest dość daleko od drogi...

Trochę strach podchodzić, żeby się nie przewróciło :)


A jak jest woda to ciężko nie spotkać stałego bywalca takich miejsc - zaskrońca :)


Ten osobnik miał około 50 cm.

   Po przejściu sporego odcinka drogi dochodzimy do szlabanu. Stąd wędrówkę można kontynuować już tylko pieszo, rowerem, lub konno. 



Znajdujący się tuż za szlabanem skład drewna, oraz poorana przez ciężki sprzęt droga wskazują na to, że na swoim prywatnym terenie ktoś wycina sobie drzewa. W sumie wolność Tomku w swoim domku...




Niedaleko za tym miejscem znajduje się postawiona w 2007 przez Fundację Wspierania Mniejszości Łemkowskiej ,,Rutenika" dzwonnica - bliźniaczo podobna do tej w Regetowie. 






Z jedną małą różnicą... Ta w Smerecznem jest zadbana. Przede wszystkim stoi w miejscu zacisznym, jak widać jest pomalowana impregnatem, chyba całkiem niedawno bo nawet czuć jeszcze ten charakterystyczny zapach. Pomiędzy drewnianymi balami są cienkie listewki, a nie sznury jak w Regetowie. 



 Znajdziemy tu także tablicę ku pamięci 13 Smereczan - ofiar II wojny światowej.

Dzwonnica jesienią...


W 1942 roku do wsi przyjechali Niemcy... Cytaty pochodzą ze wspomnień mieszkańca Smerecznego tworzącego pod pseudonimem Leszek Hrabski. Jego relacje z lat 1939-1945 możecie przeczytać w kilku częściach na stronie www.beskid-niski.pl.
Natomiast niedawno nakładem wydawnictwa ruthenicart ukazała się książka wspomnianego Leszka Hrabskiego (prawdziwe nazwisko to Aleksander Hudyk) pod tytułem ,,Smereczne na Łemkowszczyźnie. Wspomnienia i relacje". Posiadamy tą książkę, jest sporo czytania, ale warto. Zachęcam wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się więcej o tej miejscowości.

Podjęto decyzję o budowie tzw. kasarni (niem. die Kaserne - koszary).

,, (...)Podjęli decyzje, że budować będą swoje wojskowe obiekty w Polsce, w pasie przygranicznym ze Słowacją.
Wtedy dowiedzieliśmy się, że w Smerecznym będzie budowana kasarnia. Taki wojskowy hotel, z przystosowaniem go do funkcji obronnych. Nie wiele mieliśmy informacji co to będzie za obiekt. W każdym bądź razie, był to dla nas sygnał, że oni pozostaną tutaj na zawsze, że ten obiekt będzie jednocześnie orężem ich zwycięstwa. 
Miejsce na budowę wybrali znakomite, wręcz idealne. Piękny, równy plac, po żydowskiej karczmie. Plac duży, na końcu wsi.
Sprowadzeni przez nich fachowcy budowlani, wytyczyli plac na fundamenty i wyznaczyli linie. 
Był to czas wczesnej wiosny 1942 roku, zaraz po ustąpieniu śniegów. Do kopania, wyrównywania placu i wywożenia ziemi, zagnali silną, zdrową i dorosłą ludność wsi. Z tą też chwilą zaczęła się gehenna dla wszystkich. Odtąd nie było już wolnego piątku ani świątku. ''


Ludzie zarówno ze Smerecznego jak i sąsiednich wsi stali się niemieckimi niewolnikami. Pracowali oczywiście pod groźbą wywozu na przymusowe prace w głąb Niemiec, albo wywózki do obozu koncentracyjnego.

,,(...) Budynek był ogromniasty jak na 15-tu żołnierzy. Miał powyżej 30 metrów długości i dwanaście metrów szerokości. 
Na całej długości budynek był podpiwniczony. Pomieszczenia podzielone odpowiednio na magazyny broni, magazynki na amunicję, magazynki mundurowe, łaźnię, pralnię i magazyny żywności, kabiny WC i pomieszczenie na agregat prądotwórczy. Na parterze urządzono kuchnię, stołówkę, świetlicę, czytelnię, biura i pokoje oraz gabinet lekarski. Na poddaszu jednoosobowe pokoje wyposażono w eleganckie meble oraz pokoje gościnne.''


Mieszkańcy wsi musieli oddawać Niemcom swoje plony, pracować dla nich. Ale wojenny front dotarł tutaj we wrześniu 1944 roku. Rosjanie zatrzymali się na górze Wapno i zaczęli się tam okopywać. Niemcy zaś w obawie przed okrążeniem zaczęli wycofywać się do Olchowca. Wieś pozostała wolna przez kilka godzin... Gdyby tylko Rosjanie zechcieli kontynuować swój marsz godzinę dłużej, a nie pozostali na Wapnie zapewne zmieniło by to bieg historii, a na pewno historii wsi Smereczne. A tymczasem Niemcy, kiedy spostrzegli, że wieś nie została zajęta, wrócili i z powrotem zajęli swoje pozycje...

,, (...) Była okazja, że wojska radzieckie mogły wkroczyć do Smerecznego czwórkami, krokiem defiladowym. Nie wykorzystano jej, czy to jakieś fatum? Niemcy ze wsi uciekli w wielkiej panice, zostaliśmy sami. Są to pytania nie pozostające bez wątpliwości.
Jakie tutaj zadziałały moce; ziemskie? czy pozaziemskie?(...)"


Leszek Hrabski tak wspomina początek bitwy:

,, (...) Przed godziną 6-stą rano w niedzielę wszedł do boiska oficer z żołnierzem z bronią wycelowaną w naszą stronę, powiedział, że za 10 minut mamy stąd uciekać i zabrać inwentarz.
Ucieszyliśmy się z tego bardzo, że nareszcie uciekniemy z tej klatki. Aby jak najdalej od nich gdzie tylko poprowadzą nas oczy.
Starszy brat Michał od razu otworzył oborę i wygnał z niej bydło pędząc je na pastwisko. My zarzuciliśmy na plecy tobołki, które od dwóch dni były uszykowane i przekraczając strumyk przy wozowni i skierowaliśmy się stronę w stryjka Grzegorza. Do niego przez łąkę mieliśmy 50 kroków. Za naszymi plecami na podwórku padały już wojskowe komendy a rygle zamków karabinów maszynowych zaszczękały.
Gdy ostatnia osoba z naszej rodziny opuszczała kładkę strumyka - zaczęło się..."


Bitwa o wieś trwała 12 dni. Mieszkańcy rozpierzchli się, chowali się w potokach, próbowali przedostać się do rodzin z pobliskich miejscowości.
Na każde 100 metrów kwadratowych spadło 6 - 8 pocisków artyleryjskich. Po wyzwoleniu we wsi nie zostały nawet pnie po drzewach owocowych... Cały dorobek tych ludzi spłonął i został wgnieciony w ziemię gąsienicami czołgów. Po obu walczących stronach zginęło kilka tysięcy żołnierzy.
Leszek Hrabski podkreśla w swojej relacji, że Smereczne nie było przecież przypadkiem odosobnionym, bo zniszczenia dotknęły całe Karpaty.

Dolina Smerecznego


Mieszkańcy zostali po wojnie wywiezieni do Związku Sowieckiego, małą część, bo około 10 rodzin przesiedlono na ziemie zachodnie.

Idziemy dalej...



Próbowaliśmy dotrzeć do resztki kasarni i do jedynego ocalałego krzyża przydrożnego, ale skutecznie odstraszyła nas ,,ona"...



Po prostu panicznie boję się żmij, a jeszcze ta dała nam odczuć, że jesteśmy intruzami, odpełzła za bok i się nam przyglądała. W sumie nawet nie było jak jej ominąć. Gdybyśmy byli sami bez dziecka to pewnie podjęlibyśmy się dalszej wędrówki... 
Krzyż znajduje się przy starej drodze do Wilszni, a nie przy szlaku. 

Wróciliśmy do Smerecznego w listopadzie, ponieważ chcieliśmy odnaleźć wspomniany krzyż. Przy okazji odnaleźliśmy także ruiny kasarni, które znajdują się rzut beretem od tegoż krzyża. Żeby tam trafić trzeba trzymać się starej drogi do Wilszni. Stanowi ona ledwo widoczny wąwóz, zarośnięty drzewami. Najlepiej iść w dół, łąką od tablicy Magurskiego Parku Narodowego. 



Krzyż ten pochodzi z 1894 roku. Na cokole znajduje się także napis ,,W. DUDEK W KROŚNIE" - jest to zapewne pracownia kamieniarska, to taki podpis wykonawcy krzyża.
Nieopodal, wśród traw i drzew znajdziemy pozostałości kasarni. Widać nawet zarys fundamentów, była to spora budowla...



Moim zdaniem odnalezienie tych pozostałości po bytności ludzi w tym miejscu latem jest wprost niemożliwe. O ile do krzyża po trawach jakoś dojdziemy, to ruiny są w niezłych zaroślach. Można nawet przechodząc koło nich, po prostu ich nie zauważyć. Polecamy wędrówkę wczesną wiosną, jesienią bądź zimą.



I znów rowerzyści :) Może i tym razem zdarzy się, że ludzie ze zdjęcia przeczytają nasz wpis ;) Trasa jest tak fajna, że mogą tu jeździć nawet dzieciaki.



No może oprócz takich ,,przeoranych" miejsc... 

Jesienią okazało się, że droga prezentuje się nieco lepiej. Przede wszystkim w newralgicznym miejscu, gdzie było błoto po kolana zrobiono przepust. Drogę wysypano tłuczniem.


Być może przy robotach związanych z poprawianiem drogi robotnicy znaleźli to:


Możliwe też, że jakiś turysta spostrzegł ten pocisk w pobliskim rowie, wypłukany przez wodę i go wyciągnął... Tego nie wiemy i pewnie się nie dowiemy, ale leży sobie to na poboczu...


Jak widać jest to niewybuch. Jeśli się tam wybieracie - uważajcie i nie dotykajcie! Ma nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby zabrać sobie taką ,,pamiątkę" do domu.

Warte uwagi są rośliny, które możemy znaleźć na wąskim pasie łąk w Smerecznem.




Pierwszy z nich jest kosaciec syberyjski. Objęty w Polsce ścisła ochroną gatunkową. Spore skupiska tej rośliny znajdują się w Magurskim Parku Narodowym. 
Smereczne nie znajduje się na terenie parku. 
Roślinę tę spotkamy na podmokłych łąkach. 
Krewnym kosaćca syberyjskiego jest kosaciec żółty.



Jest pospolity, ale na niżu. W górach występuje znacznie rzadziej.




   Całe połacie kwitnących storczyków - kukułki szerokolistnej zwanej też kukułką majową.



A ten różowy kwiatuszek, który na pewno znają wszyscy nazywa się firletka rozpierzchła ;)



Znalazła również piękną gruszyczkę okrągłolistną. Również pospolita na niżu, ale z racji tego że zanikają je stanowiska została objęta częściową ochroną.


Jesienią łatwiej zauważyć, że miejscami dosłownie wszystko jest ,,oblepione" porostami. Świadczy to o tym, że mamy tutaj bardzo czyste powietrze, gdyż porosty są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia, a zwłaszcza na dwutlenek siarki, tlenki azotu i metale ciężkie :) 

W ten sposób docieramy niemal do granicy parku. Z rozległej łąki rozpościera widok na okoliczne górki, w tym Kamień nad Jaśliskami.



To tutaj, w okolicy przełęczy (którą szlak omija) znajdowały się niegdyś tzw. kopanki. Były to studzienki, z których mieszkańcy pozyskiwali ropę naftową. Obecnie są ogrodzone żerdziami i widać je ze szlaku. 


Z tego miejsca możemy pójść dalej żółtym szlakiem do Olchowca, ale pamiętajmy, że jest to już teren parku, więc obowiązuje bilet wstępu na szlaki. Możemy też udać się do Ropianki, o tym gdzie należy skręcić informuje strzałka z napisem CHATKA. 



Nie wiadomo jak teraz wyglądałoby Smereczne, gdyby los chciał inaczej i wojsko rosyjskie zajęłoby wieś. Być może po wysiedleniach ktoś by wrócił, bo miałby do czego...
Walki w okolicach Barwinka i Dukli były bardzo krwawe i zacięte. Ludność cywilna uciekała do lasów, bo pewnie ofiar byłoby znacznie więcej. Tutejsza ziemia jest zmieszana z mnóstwem wojennego żelastwa, z kośćmi ludzi i zwierząt, a nade wszystko nasiąknięta krwią tysięcy ludzi... Pamiętajmy o historii naszej okolicy. Opowiadajmy o niej dzieciom (może nie koniecznie tak małym jak nasze), niech wiedzą, że wojna to samo zło, uświadomią sobie jakie pozostają po niej skutki.


Kasia



Źródła:

www.beskid-niski.pl , Leszek Hrabski ,,Kasarnia powodem dramatu"
Klub Łączności LOK Krosno
W.Grzesik, T.Traczyk, B.Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"