sobota, 9 kwietnia 2016

U podnóży Pasma Bukowicy - Przybyszów

     Przybyszów to nieistniejąca wieś usytuowana w dolinie pomiędzy stokami Tokarni (778 m n.p.m) i Kamienia (717 m n.p.m) na wschodnim krańcu Beskidu Niskiego. Można tam dojechać od Bukowska - tak  jak my, albo od Komańczy. Miejsce to położone jest 8 km na południowy-wschód od Bukowska, od Komańczy dojedziemy tu drogą wojewódzką nr 892 i 889 - jest to odległość około 20 km. Zdecydowanie bardziej znany jest znajdujący się w sąsiedztwie Przybyszowa Karlików, w którym znajduje się stok narciarski. W zimie miejsce to zapewne tętni życiem, a niespełna 2 km dalej panuje niczym niezmącona cisza...

Przybyszów powstał na fali osadnictwa wołoskiego. Wieś istniała już w 1553 roku. Na przełomie XIX i XX wieku mieszkało tu 359 osób, natomiast przed II wojną światową wieś liczyła już 60 gospodarstw i 490 mieszkańców - byli to w zdecydowanej większości Łemkowie. Od listopada 1918 do stycznia 1919 wieś wchodziła w skład Republiki Komańczańskiej (poczytacie o niej tu).
Podczas walk jakie toczyły się tu we wrześniu 1944 roku, większa część Przybyszowa została kompletnie zniszczona. 
W następnym roku mieszkańcy opuścili wieś i dobrowolnie wyjechali na Ukrainę. Ostatnie 26 osób wysiedlono w 1947 roku na Ziemie Odzyskane. W ten sposób żywot wsi dobiegł końca...
Na gruntach Przybyszowa gospodarował PGR, a potem PPRol z siedzibą w Karlikowie. Co prawda dzięki temu dolina nie zarosła doszczętnie, ale doprowadziło to także do nieodwracalnych zniszczeń.

   Zabudowania Przybyszowa rozpoczynały się nieco powyżej stacji narciarskiej i ciągnęły się w górę doliny wrzynającej się w zbocze Kamienia, wzdłuż potoku Płonne, aż po granicę lasu.

    My jednak nie podchodziliśmy od strony Karlikowa. Po zejściu ze stoków Tokarni ruszyliśmy głównym szlakiem beskidzkim w prawo. Naszym celem było obejrzenie ostańców na Kamieniu :)



Trafiliśmy co prawda na piękną pogodę (pierwszy raz od paru miesięcy), ale po deszczu droga przez Przybyszów musi być trudna do przebycia. A to dlatego, że w lesie prowadzona jest wycinka i ciężki sprzęt ciągnie kłody, które tworzą głębokie bruzdy, ale i okropne błoto. Jeśli zapragniecie się tam wybrać miejcie to na uwadze :)

Nie musimy iść daleko i naszym oczom ukazuje się pierwszy cmentarz grekokatolicki.  Znajduje się na nim kwatera żołnierska z I wojny światowej - niestety nieczytelna.
Nagrobki są wyremontowane. Z informacji do jakich udało mi się dotrzeć remont ten był w planach Stowarzyszenia ,, Dziedzictwo Mniejszości Karpackich" z siedzibą w Zagórzu w latach 2011/2012.




Tutaj spotykamy znacznie inny wizerunek Jezusa niż ten w zachodniej części Beskidu Niskiego...




Cały teren cmentarza jest gęsto porośnięty młodymi jeszcze chabrami omszonymi. Kiedy urosną i będą w fazie kwitnienia z gęstwiny zapewne będą widoczne jedynie kompletne krzyże.



Jeden krzyż pozostał w kawałkach, ale może po prostu nie udało się znaleźć wszystkich jego elementów. Niemniej jednak wygląda on zjawiskowo w takiej formie w jakiej jest...


Ostał się tylko jeden żeliwny krzyż, niestety z odłamanym jednym ramieniem...


Tuż za cmentarzem znajdujemy dwa kamienne elementy, może tu także była figura? Bo nie wydaje mi się, żeby to były zwykłe kamienie...

Rzemiosło kamieniarskie rozwijało się tutaj według niektórych dokumentów co najmniej od XVI wieku dzięki aktywnie działającemu we wsi Przybyszów kamieniołomowi.


Idziemy dalej, w miejscu gdzie drogę przecina strumyk skręcamy w lewo, gdzie ongiś znajdowała się droga wiodąca do Rzepedzi. Przy niej właśnie, niemal na środku wsi znajdowała się cerkiew grekokatolicka pw. św. Paraskewy, będąca filią cerkwi z Karlikowa. Drewniana świątynia została wybudowana w 1840 roku i została rozebrana tuż po ostatnich wysiedleniach.
Na zdjęciu poniżej widać fragment podmurówki, lub muru okalającego cerkiew.


Wszędzie znajdują się fragmenty blachy, być może z dachu świątyni...



Na samym środku miejsca po cerkwi ktoś urządził sobie wykopalisko. Może zwierze, a może jacyś poszukiwacze skarbów...


Powyżej cerkwiska znajduje się nowszy cmentarz. Widać na nim dwa również odnowione postumenty. 


Na zdjęciu poniżej widnieje napis (w transkrypcji): ,,NAPAMNIATKU POSTAWIŁA GROMADA PRIEBYSZIW"



A tutaj widok ogólny na cekwisko... Pozornie kępka krzaków, ale widać delikatne podwyższenie, oraz z bliższa fragmenty podmurówki.



Tak wyglądała cerkiew w Przybyszowie (zdjęcie własności T.G Krywulaka)


Myśleliśmy, że nie spotkamy tu zupełnie nikogo - bo przeważnie tak jest, ale poznaliśmy bardzo sympatyczne małżeństwo, które zwiedzało razem z nami cmentarze i cerkwisko, a nawet podjęli razem z nami wędrówkę na Kamień :) Ludzie to bardzo oczytani i sympatyczni, choć trochę nieodpowiednio ubrani, ale nie odważyłam się im tego powiedzieć. Pasja z jaką opowiadają o tutejszych stronach jest godna podziwu. 
Zauważyłam, że gros osób uważa te strony za Bieszczady...


Rzut oka za siebie podczas marszu przez łąkę na Kamień. Po lewej zbocze Tokarni, a na horyzoncie wzgórze Kuty (664 m. n.p.m) skrywające u swych stóp pozostałości innych łemkowskich wsi.



W górze wsi, obecnie już w lesie, na tzw. Kremieńcu , gdzie przed laty nieopodal stała leśniczówka znajdziemy kamienny krzyż przydrożny postawiony na pamiątkę zniesienia pańszczyzny.



Na krzyżu widać motyw dębowej gałązki, krzyż został też obsadzony tymiż drzewami, co fantastycznie ze sobą współgra...
Jeśli cofniecie się teraz do zdjęć z pierwszego cmentarza zobaczycie podobny motyw u podstawy jednego z cokołów. Myślę, że może tu chodzić o symbolikę. Dęby - długowieczne, majestatyczne drzewa wzbudzały podziw, symbolizowały nieśmiertelność, liść lub gałązka dębowa znajdowały się na wielu odznaczeniach,  herbach.
W okolicy Sanoka wierzono niegdyś, że dąb potrafi uśmierzyć ból. W tym celu należało w Wielki Piątek rano, nim zaczną śpiewać ptaki, nabrać wody w usta i dobiegłszy do drzewa wypluć ją w dziuplę mówiąc: ,,Dębie, dębie, dej żeby było zdrowe, co jest w gębie". Obchodząc zaś drzewo trzykrotnie dookoła, można mu było ,,zostawić" krosty, czy pleśniawki.



Nie obyło się bez spotkania z crossowcami, akurat kiedy robiłam zdjęcia krzyża...


Schodząc z Kamienia zmieniliśmy trochę trasę, zeszliśmy na przełaj przez łąkę, ponieważ podczas eksploracji cerkwiska, po drugiej stronie potoku, a właściwie bobrowego rozlewiska dostrzegliśmy pozostałości po krzyżu, lub kapliczce.


W zaroślach widać było jeszcze jeden fragment tego cokołu...


A tutaj już wspomniane żeremie bobrów. Błękit nieba odbijający się w tafli wody daje fajny efekt. Wydaje się, że mogłabym tam chodzić jak po posadzce... ale wolę nie próbować :)



Trzeba podkreślić, że w Przybyszowie znajduje się dużo pasiek. Zaciszna dolina świetnie nadaje się do hodowli pszczół.


Wiosenne pędy wypuszcza rosnący dziko agrest...


Do życia budzą się też stare jabłonie...



   Wyciąg w Karlikowie - stok ma długość 1200 m, więc całkiem sporo :)


Opuszczamy dolinę wsi Przybyszów. Wspinając się na południowo-wschodni stok Tokarni oglądamy się za siebie. Jest to urokliwa dolina, ponieważ łąki są koszone, nie zarosła więc drzewami i krzakami, jak niektóre miejsca o podobnej historii. Widać górujący nad tym terenem Kamień nad Rzepedzią.



Wertując internet w poszukiwaniu informacji o tej nieistniejącej już wsi, natknęłam się na kilka ofert sprzedaży ziemi. Parę hektarów działki rolnej można tu nabyć już za 25 tys. złotych.
Miejsce to jak najbardziej warte jest odwiedzenia, spotkaliśmy nawet ludzi z 4-letnim dzieckiem (nasza córa zostaje ostatnio z dziadkami).
 Większość osób podjeżdża od Karlikowa, aż do momentu kiedy droga robi się błotnista i pobrużdżona. Można dojechać nawet samochodem z niskim zawieszeniem (informacje od napotkanych osób).


Kasia.


Źródła:

  • Stanisław Kłos ,,Krajobrazy nieistniejących wsi" Libra 2010
  • dr. inż. Edward Marszałek ,,Las i drzewa w kulturze i wierzeniach"
  • dmk.witryna.org

4 komentarze:

  1. Piękny rajd i świetna robota krajoznawcza.
    "nieodpowiednio ubranych" spotykam często, ale to zazwyczaj moja ułuda - dla mnie spodnie u buty quechua to sznyt turystyczny i wygoda, ale i tak najważniejszy jest duch przygody a nie to co się ma na sobie, bo w trampkach i dżinsach czuje się równie na miejscu. Najważniejsze że byli oczytani i wiedzieli co chcą zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację , wiedzieli po co przyszli w to miejsce i co chcą zobaczyć :) i bardzo miło się z nimi rozmawiało :) obyśmy więcej takich osób spotykali :)

      Usuń
  2. Jak zawsze wiecie o miejscu wszystko, od A do Z. Mnie zainteresowała ta dziura w ziemi, czyzby poszukiwacze skarbów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z pewnością poszukiwacze , żadne zwierze by tak kamieni nie wykopywało... nie wiem czego ktoś tam mógł szukać... może jakiś naczyń liturgicznych zakopanych w ziemi.

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!