piątek, 25 marca 2016

Opuszczone wsie Beskidu Niskiego - Lipna


Lipna była maleńką wsią leżącą wzdłuż lewego dopływu Wisłoki - potoku o tej samej nazwie. Położona na wysokości 520 - 590 m n.p.m. Otoczona od północy stokami Czarnej (720 m ), a od południa stokami Łysej Góry (704 m), oraz Małego Beskidu (631 ).
Nazwa Lipna wywodzi się od od terenu na którym rosły lipy, łemkowskie Lipna - Łypna.
Pierwsze wzmianki i Lipnej pochodzą z 1638 roku.
W XIX wieku wieś określano jako przysiółek Czarnego.
Na przełomie lat 1911 i 1912 mieszkańcy w całości przeszli na prawosławie, ale tylko na kilka lat. W 1927 roku lipnianie ponownie przyjęli prawosławie. 
Budowa nowej cerkwi - prawosławnej wywołała niesnaski wśród okolicznej ludności. Otóż do nowej świątyni przeniesiono wyposażenie z cerkwi unickiej. Wywołało to sprzeciw księży grekokatolickich z pobliskiego Czarnego i Wołowca. Cała sprawa skończyła się w sądzie w Krakowie. Sprawę umorzono.
Pierwsze nabożeństwo w prawosławnej cerkwi odbyło się w 1934 roku. Świątynie stała na placu obok cerkwi grekokatolickiej. 
W roku 1936 w Lipnej żyło 130 prawosławnych, 1 rzymski katolik i 4 Żydów.
W 1945 roku większość mieszkańców dobrowolnie wyjechała na sowiecką Ukrainę. Pozostałe trzy rodziny przesiedlono podczas akcji ,,Wisła".


    My w Lipnej byliśmy dwa razy. Otóż podczas naszej zimowej wędrówki po Jasionce nasz plan został  zmodyfikowany i wyruszyliśmy do Lipnej szlakiem zielonym Lasów Państwowych. Nie polecam tego, zgubiliśmy się co najmniej dwa razy - jest słabo oznakowany. Dobrze, że mieliśmy mapę :) 
Drugi raz odwiedziliśmy Lipną w marcu. Chcieliśmy odwiedzić cmentarz, którego nie znaleźliśmy zimą, bo w ogóle nie wiedzieliśmy gdzie szukać. Tak to jest kiedy idzie się gdzieś bez wcześniejszego przygotowania :) Ale poszliśmy wtedy na żywioł ;)

Wychodzimy z lasu i naszym oczom od razu ukazują się pierwsze krzyże.





    Trzeba nadmienić w tym miejscu, że mało jest w tej wsi krzyży znajdujących się tuż przy obecnej drodze. Trzeba wpatrywać się w zarośla, myślę, że zimą łatwiej jest je znaleźć.


     Tuż za zakrętem, w stronę Zdyni, gdzie widzimy poskładane drewno znajduje się kapliczka domkowa, kamienna, nakryta drewnianym daszkiem. Niegdyś była wykorzystywana przez turystów i myśliwych jako miejsce noclegu. 





Kapliczka - jak informuje nas tabliczka, została wyremontowana przez myśliwych z Koła Łowieckiego ,,Dzik" w 1993 roku.


 Wnętrze kapliczki


    My idziemy w dół, do Radocyny. Tuż przy drodze znajduje się krzyż z płaskorzeźbą Matki Boskiej z Dzieciątkiem.
Drugi krzyż, z płaskorzeźbą o identycznej tematyce dostrzegamy w oddali. Ten wykonał Wojciech Serwoński.


   Trudno też nie dostrzec w pięknym czarno - białym krajobrazie wyróżniających się kolorem symbolicznych drzwi do nieistniejącej wsi. Niestety, jak w większości opuszczonych wsi i tutaj tablica informacyjna jest mocno zniszczona przez warunki atmosferyczne...


Budki myśliwskie już chyba wrosły w krajobraz beskidzkich wsi, spotkaliśmy ich na naszej drodze już dziesiątki :) Tutaj tylko jedna.


   Trzeba przyznać, że droga przez Lipną jest całkiem niezła. Jeździ tędy sporo samochodów, nie tylko terenowych. Jest dobrze utwardzona, dość szeroka. Jednak zanim na nią wjedziemy mamy obowiązek zapoznać się regulaminem jej użytkowania, bo nie jest to droga publiczna.




    Potok Lipna wije się i płynie dość leniwie, bo spadek terenu jest tu niewielki. Mimo iż mróz nie był duży, to widoczna była warstwa lodu. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zaśnieżona ścieżka :)




     Drogę do cerkwiska i cmentarza wskazuje ,,to coś". Jest też widoczna ścieżka przez dość podmokły teren. Kiedy był śnieg, w ogóle nie było jej widać :( 
Dodam jeszcze, że skręcamy tuż obok miejsca, gdzie potok przecina drogę  :)
Do cmentarza wojennego jest wyznakowany szlak od Radocyny.


    Na wąskiej ścieżce przez zarośla spotkała nas przeszkoda - skądinąd piękna :)


     Idziemy kawałeczek pod górkę gdzie na lekkim wypłaszczeniu widzimy wpierw kawałek omszonego murku, a potem zarys cerkwi prawosławnej.


     Drewnianą świątynię pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny zbudowano 1885 roku. Stała tu jeszcze w 1955, ale została rozebrana, a materiał posłużył - jakżeby inaczej jako budulec stajni w PGRze w Jasionce.
W 1958 roku znajdowały się tu jeszcze zbutwiałe, zniszczone przez grzyb resztki namalowanych na płótnie ikon, ramy od obrazów z ikonostasu, oraz kamienne naczynie na wodę święconą. W 1991 roku stały tu jeszcze oparte o drzewo krzyże metalowe zwieńczające niegdyś dachy tej cerkwi.
Dziś są tu tylko kamienie... 
I ogarniający żal, kiedy stoi się w tym miejscu, patrzy na zarys maleńkiej cerkwi, którą spotkał taki los...
Miejscowa ludność włożyła w jej budowę zapewne mnóstwo pracy, serca - pamiętajmy, że była to mała wieś, zapewne własna świątynia była dla nich czymś bardzo ważnym, przynosiła dumę, stanowiła miejsce spotkań... Cóż, czasu niestety cofnąć się nie da.



Fot. prof. St. Leszczycki, cerkiew w Lipnej lata 30-te XX wieku


    Tuż nad cerkwiskiem znajduje się cmentarz łemkowski odnowiony w 2004 roku z inicjatywy Ośrodka Kultury Prawosławnej ,,Elpis" w Gorlicach. Znajduje się na nim 8 pięknych nagrobków.






   Zwracają na nim uwagę rzadko spotykane prawosławne krzyże kamienne , na których w płytkiej wnęce znajdują się kute w monolicie płaskorzeźby Chrystusa Ukrzyżowanego. Identyczne krzyże znajdują się na małym cmentarzu w Nowicy. Ich autorem jest gorlicki artysta Wojciech Serwoński. 
Poniżej stóp Jezusa znajduje się czaszka ze skrzyżowanymi piszczelami - symbol praojca Adama i Golgoty. U góry znajduje się napis wyryty cyrylicą - INRI.














Wykuta w monolicie płaskorzeźba Chrystusa Ukrzyżowanego.

     Powyżej cmentarza łemkowskiego położony jest cmentarz wojenny numer 45 z I wojny światowej. Zaprojektował go Dusan Jurkovic. 


    Elementem centralnym jest drewniany krzyż na cokole z kamienia. Inskrypcja na kamiennej płycie głosi:

DER KRIEG REISST NIEDER            WOJNA BURZY
DES KRIEG BAUT AUF                       WOJNA BUDUJE





Pojedyncze drewniane krzyże są już mocno zniszczone, ponieważ ostatni remont był tu przeprowadzony w 1998 roku.




    Drewniany płotek dookoła trzyma się nieźle, ale furtka, oraz krzyże nadają się do wymiany. Drewno - materiał piękny, ale niestety mało trwały...

   Maszerując w stronę Radocyny spotykamy piękny krzyż - wyremontowany bodajże w 2015 roku przez ,,Magurycza".
Wykonany został w 1909 roku przez Wasyla Graconia.





     Symboliczne drzewo, bo to od niego wieś wzięła swoją nazwę - lipa.
Duża i samotna...


Uwagę niewątpliwie przyciąga figura Matki Bożej z Dzieciątkiem starannie wyremontowana w 1994 roku staraniem Nadleśnictwa Gorlice oraz Koła Łowieckiego ,,Dzik". Prace konserwatorskie prowadził gorlicki artysta Zdzisław Tohl.


Godne podziwu detale, moją uwagę od razu przykuły krzyże na głowach Matki Boskiej i Jezusa.



    Rzut oka za siebie, w stronę resztek łąk Lipnej...
Dolina jest wąska, szybko zarasta, może i dobrze, że znajduję się tutaj ta droga, bo pewnie pozostałości po wsi pochłonąłby las...
Zapewne większość osób, które jadą tędy nawet nie zdają sobie sprawy, że ta ziemia ma tak bogatą historię, że była tu kiedyś wieś...
Jedyne, co interesuje przejezdnych to: ,,Panie, dojedzie tędy do Koniecznej"?



    A przed nami droga wije się w stronę Radocyny...






Kasia.



Źródła:


W. Grzesik, T. Traczyk, B. Wadas ,,Beskid Niski - od Komańczy do Wysowej"
A. Piecuch, A. Harkawy, M. Janowska - Harkawy ,, Opuszczone wsie ziemi gorlickiej"

sobota, 19 marca 2016

U podnóża Magury Małastowskiej - Przysłup

      Położony u stóp Magury Małastowskiej Przysłup był dawniej samodzielną wsią. Dzisiaj stanowi przysiółek sąsiedniej Nowicy. Osada ta znajdująca się w dolinie potoku o tej samej nazwie , otoczona jest od północy stromymi zboczami zalesionego grzbietu Magury Małastowskiej , a od południa zdecydowanie niższym , bezleśnym i bardzo widokowym grzbietem Polany. Nazwa wsi Przysłup ( po łemkowsku Pryslip lub Prysłop ) oznacza przełęcz , grzbiet , a także teren w najwyższej części doliny , co odpowiada faktycznemu położeniu wsi . Pierwsze wzmianki o wsi , jako już istniejącej , pochodzą z 1593 roku. Mieszkańcy wsi , podobnie jak pobliskiej Nowicy , zajmowali się wyrobem galanterii drewnianej , wykorzystując jako surowiec drewno z własnych lasów. Wyroby drewniane sprzedawali Żydom z Gorlic lub przedsiębiorczym mieszkańcom sąsiednich Leszczyn , handlującym na targach w Gorlicach i okolicy .

    Przysłup odwiedziliśmy  wędrując od Nowicy w stronę Przełęczy Małastowskiej :) Opis naszej wyprawy po tej miejscowości zakończyliśmy w miejscu gdzie przebiega umowna granica między Nowicą a Przysłupem czyli na kaplicy grekokatolickiej pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Więc kontynuujmy naszą wycieczkę po Przysłupiu :) Po prawej stronie drogi mijamy ładną łemkowska chyże  , wyremontowaną lecz pewno zamieszkiwaną tylko sezonowo o czym świadczy duża kłódka na drzwiach :) Krzew który został posadzony przed chatą to rododendron , który raczej nie jest typowo łemkowską rośliną , no ale cóż - wielki świat wkracza do tej pięknej doliny :)







Idąc dalej drogą nieco dalej napotykamy ciekawy znak drogowy przy pewnym gospodarstwie a mianowicie znak ostrzegawczy  " Uwaga kangury" :) 




Kolejna chyża , niezamieszkała ale w przyzwoitym stanie . Obok niej stoi stary kamienny krzyż a w oddali na drugim brzegu potoczku znajduje się cerkiew w Przysłupiu.





Również po tej samej stronie drogi znajduje się kamienna podmurówka , pozostałość po jakimś budynku . Wydaje nam się że mógł tam znajdować się np. młyn wodny gdyż takowy był w dawnych czasach w tej okolicy. No ale to tylko nasze przypuszczenia :)





Po lewej stronie zaś stoi kapliczka , jedna z dwóch znajdujących się w Przysłupiu. Wykonana jest z piaskowca , wyremontowana w 2008 roku . Wewnątrz niej znajduje się niewielki ołtarz. 


Turystę pragnącego obejrzeć cerkiew poprowadzi niewielki drogowskaz . Kieruje on nas w wąską asfaltową dróżkę biegnącą w prawo od głównej szosy . Przechodzimy przez mostek na potoku Przysłup i po lewej widzimy niewielki cmentarz na którym znajduje się kilka pięknych , starych krzyży .  












Cerkiew  pw. św Michała Archanioła w Przysłupiu jest jedną z najstarszych na Łemkowszczyźnie. Pochodzi z 1756 roku. Od 1791 roku była tutaj filia parafii w Nowicy. Jest to drewniana budowla o konstrukcji  zrębowej przykryta dachem o konstrukcji kalenicowej. 
Po wysiedleniach cerkiew została opuszczona , a w kolejnych latach użytkowana była tylko sporadycznie przez kościół rzymskokatolicki. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku nakładem społecznym , z udziałem licznych naukowych kół studenckich  i miłośników Beskidu Niskiego  , cerkiew przeszła gruntowny  remont . Uratowało to ją przed niemal pewną zagładą. W roku 1984 obiekt w wyłączne użytkowanie przejęli grekokatolicy  a w 1991 roku ustanowiono tutaj parafię grekokatolicką. 




Obok cerkwi pochowany jest majster Łukasz Gluz który prowadził przebudowę cerkwi w 1880 roku. Na jego grobie , wyremontowanym w 2008 roku stoi żeliwny krzyż na cokole z piaskowca. 












Kontynuując naszą wędrówkę tą piękną  doliną  napotykamy starą kapliczkę zbudowaną z kamienia polnego . Zwieńczona jest ona metalowym krzyżem a w środku znajduje się figurka Chrystusa Frasobliwego. A tło jakie jest za kapliczką każdy widzi.... :( 





Piękny cokół na którym kiedyś pewno stał żeliwny krzyż... Na cokole jest napis - chyba imię i nazwisko oraz data 1892.



Na koniec jeszcze rzut oka za siebie  :) Droga którą wracaliśmy na Przełęcz Małastowską :) 






W poszukiwaniu ciekawostek , czyli intrygujące , śmieszne , ciekawe rzeczy które napotkaliśmy podczas naszego maszerowania przez Przysłup :) 

Na dwóch pierwszych zdjęciach widzimy pewien napój winopodobny spożywany przez koneserów  w południowo -wschodniej Polsce , a może nawet dalej :) Jest to wino Patyk produkowane przez lata przez jasielski zakład przetwórstwa owoców i warzyw " Pektowin" a obecnie wykupiony przez firmę Poldrink. W niektórych kręgach kultowy , podobnie jak słynny  "kulawy miś " czyli wino Bieszczady , również tej samej firmy :) Jak widać w Przysłupiu też się to pija :)







Kolejnym ciekawym artefaktem zauważonym przez nas w przydrożnych chaszczach był termometr o jakże ciekawym wzornictwie :) Była to solidna radziecka jeszcze produkcja , pewno z początku lat 90-tych  . Znajdował się na nim napis w języku rosyjskim  oznaczający miasto Jałta. Więc mogła być to pamiątka z wojaży po ZSRR lub po  prostu bibelot kupiona na bazarze .Po bliższych oględzinach stwierdziliśmy nawet że działa :)



Rysunek ten zobaczyliśmy na ogrodzeniu niewielkiego domku letniskowego już prawie w lesie , przy drodze na Przełęcz Małastowska. Domyślamy się że ten wielki , niebieski stwór to kleszcz :) Może macie jakieś inne pomysły co by to mogło być ???  :) 





Pozdrawiam

Kamil