sobota, 13 lutego 2016

Wilcze góry - okolice Magurycza Dużego


     Witajcie, żeby nie być monotematycznym i opowiadać ciągle o opuszczonych wsiach Beskidu Niskiego, dziś wybierzemy się w okolice Magurycza Dużego (777 m n. p. m).  Docelowo mieliśmy odwiedzić stary kamieniołom, zobaczyć osuwisko, ale postanowiliśmy wrócić do tego miejsca latem, ponieważ zimą nie ma tego uroku i co dla mnie najgorsze - wszędzie pełno starych zasp śnieżnych, okropnie się po tym chodzi :( 
Czas zaoszczędzony w ten sposób poświęciliśmy na spacerek przez Bartne - ale o tym innym razem :)

W Bartnem, niedaleko cerkwi grekokatolickiej weszliśmy na żółty szlak prowadzący od Folusza, przez Kornuty. Na dobry początek trzeba przejść w brud przez Bartniankę. My robimy to na płyciźnie, bo normalnie woda sięga kostek. Dobrze, że nie było jakiś gwałtownych roztopów, bo nasza wycieczka skończyłaby się już w tym miejscu. Wskazane wodoodporne obuwie :)






     Jeszcze rzut oka za siebie na masyw Magury Wątkowskiej i wchodzimy do lasu ;)



     Praktycznie na jego skraju witają nas świeże ślady wilków. Trudno określić ile osobników mogła liczyć ta konkretna wataha. W tym miejscu, na zdjęciu widać tropy trzech drapieżników, z tego co pamiętam na zdjęciu nie zmieścił mi się jeszcze jeden ślad... Poniżej porównanie do męskiej dłoni.


     Co ciekawe, ślady wilków spotykamy w kilku miejscach. Wydaje się, że były to tropy tej samej watahy. Stwierdziłam tak po ilości osobników. W niektórych miejscach przechodziły tylko przez drogę, w innym znaleźliśmy spore zagęszczenie tropów i znaczony moczem teren. Sfotografowałam tylko najświeższe ślady, było mnóstwo innych, lecz starszych. Obecnie wilki objęte są ochroną gatunkową. Niedawno, w styczniu było głośno o wilku zabitym w Bieszczadach, można o tym przeczytać TUTAJ. W całej Polsce według różnych źródeł znajduje się około 1100 osobników.
Oczywiście w lesie spotykamy też inne tropy np. saren, jeleni.


     Przez młodnik jodłowy...


     Jak widać ktoś przed nami maszerował tą trasą :) Bawiąc się w tropienie stwierdziliśmy, że to kobieta i mężczyzna ;)




     Żółtym szlakiem można dojść do Banicy, ale żeby trochę skrócić sobie marsz skręciliśmy w lewo i kontynuowaliśmy wędrówkę szlakiem narciarskim. 


     To tutaj tuż przy szlaku znów pełno wilczych tropów. W takich chwilach człowiek czuje się jak intruz, bo to przecież nie nasz teren - to terytorium wilków. Ja bynajmniej czuję respekt wobec inteligencji, niezależności, siły i wytrwałości tych istot.
Wilk jest w stanie w ciągu doby pokonać kilkadziesiąt kilometrów, a samiec w poszukiwaniu partnerki może przejść nawet 600 km w dwa tygodnie. Wataha składa się zwykle z pary rodzicielskiej, ich młodych i ewentualnie z części wilków z poprzedniego miotu.
Samiec nazywany jest basiorem, a samica waderą.
Żywią się głównie większymi i mniejszymi zwierzętami kopytnymi, ale nie pogardzą choćby rybami. Zjadają padlinę. W obliczu głodu zdarza im się zaatakować i zjadać zwierzęta hodowane przez człowieka.

    Naukowcy prowadzący badania nad wilkami udowodnili, że nie jest on zbyt agresywny wobec człowieka. Co więcej, doskonale toleruje ludzi na swoim terytorium i zdarzyło się nawet, że dał pogłaskać swoje młode!


     Piękna, młoda buczyna, ale... kilkaset metrów dalej zrywka drewna bukowego. Trzeba przyznać, że miejscami ten las jest po prostu łysy.


     Przy składzie drewna schodzimy ze szlaku narciarskiego i wchodzimy na niebieski PTTK, który zaprowadzi nas do Bartnego nieopodal Bacówki. W tym miejscu chciałabym podkreślić, że trasy narciarstwa biegowego w tym rejonie są świetnie oznakowane. W lesie znajduje się wystarczająca ilość śniegu, aczkolwiek amatorzy biegówek zapewne zaklęli siarczyście, kiedy zobaczyli ,,gołą" ziemię na drodze, w miejscach gdzie ciągnięte było drewno.


     Jeśli chcecie dojść do osuwiska i kamieniołomu musicie odnaleźć niebieską różę na białym tle. Nie jest to szlak rewelacyjnie oznakowany - trzeba się pilnować, bo wycinka jest tu prowadzona na tak dużą skalę, że zapewne części drzew, na których takowy znak był, już nie ma.




     Wychodzimy z lasu a naszym oczom ukazuje się dolina Bartnego...






     Szczerze mówiąc myślałam, że nie spotkamy kopytnych, ponieważ wszędzie zalegał śnieg, ale im to, jak widać, nie przeszkadza :)


     Może ktoś mnie oświeci w kwestii takich jak na powyższym zdjęciu ławeczek i stoliczków :) Kto je postawił? Widziałam takowe w kilku pięknych miejscach - uroczyskach. Ktokolwiek wpadł na taki pomysł - chwała mu za to. Człowiek, który zatrzymuje się w takim miejscu łapie czyste powietrze pełną piersią, i chłonie ten niesamowity widok. Dla takich chwil watro żyć, dla takich chwil warto wędrować. Czasem jest tak, że jeden moment potrafi wynagrodzić trud kilkukilometrowego marszu - dla mnie to był TEN moment :)
A przed nami jeszcze powrót do samochodu i niespieszny spacer przez wieś Bartne...



Kasia

9 komentarzy:

  1. Świetny wpis! Dziecięciem będąc gros czasu spędzałam w lesie na tropieniu zwierząt (oczywiście saren i lisów, niestety nie wilków). Albo zaczytywałam się w opowieściach Londona i Curwooda i chciałam zostać tropicielem. Także sami rozumiecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubiłam tropić, a mieszkałam w maleńkiej miejscowości otoczonej lasem ze wszystkich stron, więc zdecydowanie mieliśmy z moim młodszym bratem niezłą zabawę w zimowe dni :)
      Pozdrawiam Kasia.

      Usuń
  2. Super :). Już jutro podobna podróż tylko nieco dłuższa :).
    Pozdrawiamy! - Angelika i Mateusz z www.mynaszlaku.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza trasa też pierwotnie miała być dłuższa, ale nie mieliśmy możliwości zacząć z rana, tylko dopiero koło południa, więc musieliśmy zmodyfikować trochę nasze plany :)
      Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy :)

      Usuń
  3. Co do "łysienia- lasów na skutek rabunkowej wycinki to się całkowicie zgadzamy, co do wilków też!!!
    Zazwyczaj na zwierzęta hodowlane napadają pojedyncze pozbawione watah osobniki, ponieważ wilki zazwyczaj tracą swoich bliskich na skutek działań człowieka, toczłowiek sam na siebie sciąga kłopoty, problem w tym że strzela bezmyśliwy a zwierzęta traci niewinny rolnik.
    Na moje oko były trzy osobniki rodzice plus roczny młodzik, ale musiał bym mieć kilkadziesiąt metrów tropówby nabrać pewności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy w okolice Tarnowa zapuszczają się czasem wilki? :) Co do drzew to zauważyliśmy na kilku jodłach zawieszone na gałęziach takie podłużne ampułki z czerwonym płynem... Pewno i szkodniki dają się tutejszym drzewom we znaki...

      Usuń
    2. Podobno podchodzą pod Liwocz, ale jeszcze ich tu nie widziałem.

      Usuń
  4. Gratulujemy spotkania tropów wilka. Nam się niestety do tej pory nie udało, ale wszystko przed nami :)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba w poszukiwaniu tropów w jakieś mniej uczęszczane okolice się wybrać , chociaż to nie jest reguła :) może i trochę szczęścia potrzeba :)

      Usuń

Jeśli spodobał Ci się nasz wpis - zostaw po sobie ślad :)
Dziękujemy za odwiedziny!