czwartek, 29 października 2015

Ścieżka przyrodnicza Hałbów - Kamień

     Jeszcze we wrześniu mieliśmy okazję przejść się ścieżką przyrodniczą Magurskiego Parku Narodowego. Ścieżka ta nazywa się Hałbów - Kamień.
   
Na terenie MPN wytyczone są cztery ścieżki przyrodnicze:
1. Kiczera im prof. Jana Rafińskiego
2. Hałbów - Kamień
3. Folusz
4. Świerzowa Ruska - ta jest najnowsza, udostępniona do zwiedzania od października :)


     Lubimy trasy na których można zrobić ,,pętlę", w dużej mierze uzależnione jest to od samochodu, ale też wracanie tą samą drogą jest mało ciekawe. Zostawiamy więc auto przy siedzibie parku i wyruszamy żółtym szlakiem Krempna - Mrukowa. Fajnie przed wyruszeniem ściągnąć sobie ze strony parku przewodnik, o tutaj :) tam opisane są wszystkie przystanki : flora, fauna i historia :)
     Długość pętli wynosi niewiele ponad 10 km.




       Idąc w stronę lasu spojrzenie do tyłu i taki widok, pogoda z rana taka niezbyt wyraźna :)




     Początek ścieżki jest, i jak to zwykle bywa w takich miejscach znajdujemy mosteczki, schody...


     Powiem szczerze, że las nie jest zbyt ładny na tym żółtym odcinku w kierunku przełęczy Hałbów. Cały czas słychać przejeżdżające samochody i mnóstwo motocykli, które nawet napotykamy wjeżdżające czerwonym szlakiem na Kamień. Po przejściu tego niezbyt ciekawego lasu dochodzimy do cmentarza żydowskiego na przełęczy. Jest to mogiła 1250 Żydów ze Żmigrodu i okolic zamordowanych przez hitlerowców 7 lipca 1942 r.






     Dalej dochodzimy do głównej drogi. Jeśli chce się zobaczyć sam cmentarz można po prostu zostawić samochód na poboczu i podejść bardzo krótki odcinek.



     Następnie wchodzimy na czerwony szlak na Kamień, jednak nie zdobywamy szczytu, ponieważ szlak sam szczyt omija. Moim zdaniem poszczególne przystanki ścieżki przyrodniczej powinny być choć częściowo opisane na jakiś tabliczkach, bo mijamy tylko cyferki, a bez wydrukowanego przewodnika nie wiemy nic. W związku z tym nic nie przykuwa naszej uwagi w lesie (oprócz wspomnianych motocykli, które nas mijają).

     Wychodzimy z lasu. Naszym oczom ukazuje się piękny widok. Niby wyszło słońce, ale przejrzystości powietrza tego dnia nie było...



     Ale zwracamy też uwagę na to co pod naszymi nogami ;)


Wrzośce.


Dziewięćsił bezłodygowy.


Chmiel pospolity.

     Z tego wszystkiego gubimy gdzieś drogę i zamiast wyjść koło cerkwi wychodzimy niedaleko cmentarza parafialnego :) Idziemy w dół jakąś dróżką i podziwiamy...



    Mamy okazję zobaczyć bardzo ładną łemkowską kapliczkę, koło której przejeżdżaliśmy samochodem a jednak w ogóle nie  dostrzegliśmy :)



         Wszystkie założenia, że przejście ścieżki powinno zająć tyle, a tyle czasu w naszym przypadku nie mają sensu bo zawsze idziemy dużo dłużej ;) Tego samego dnia udało nam się jeszcze odwiedzić Nieznajową, czyli tempo mieliśmy raczej niezłe ;)

Kasia.

piątek, 23 października 2015

Kamień nad Jaśliskami (857 m. n.p.m.)

          Dzisiaj chciałbym napisać kilka słów o naszej wyprawie na górę Kamień nad Jaśliskami. Chcieliśmy odwiedzić to miejsce jesienią ponieważ lasy o tej porze roku pięknie wyglądają a i wędrówka tym mało uczęszczanym szlakiem jest łatwiejsza gdy nie ma tak wielkich chaszczy jak w lecie :) Pogoda jak na jesień była przyzwoita bo po całym tygodniu deszczu i , zimna i brzydkiej pogody w ostatnią niedzielę było całkiem ładnie , w miarę ciepło i nawet słonce przebijało się przez chmury czasami...

          Droga z Jaślisk do Lipowca jaka jest to każdy wie kto chociaż raz tam był... A jak ktoś nie wiem to już wyjaśniam że najpierw od strony Jaślisk jest dziurawa asfaltowa droga po której tragicznie się jedzie a później jest to droga szutrowa ale do pokonania z rozsądną prędkością :) W Lipowcu dużo samochodów wszędzie ale to w większości grzybiarze którzy ruszyli w las na łowy :) My zostawiamy  samochód w Lipowcu z mostkiem na potoku Bielcza po prawej stronie. W planie mamy ambitną trase do przejścia ( oczywiście jak na to że będziemy wędrować z Mileną ) ale w razie czego mamy krótszy wariant :) Wedrować na szczyt Kamienia będziemy żółtym szlakiem gminnym oznaczonym biało-żółtymi trójkątami na drzewach. Trochę się obawiamy bo takie szlaki gminne bywają w różnym stanie i są różnie oznaczone no ale raz kozie śmierć :)


     Łąka z której zaczynamy naszą wędrówke , w dole tam gdzie widać te żółte drzewa jest łemkowski cmentarz...







   W lesie było bardzo mokro i idąc musieliśmy uważać żeby się nie pośliznąć na swieżo opadłych liścia które przykrywały błotnisty szlak. Jest to zarazem szlak konny wiec miejscami błotko było mocno udeptane przez konie :) No ale buty mieliśmy odpowiednie do tej wędrówki więc nie było źle.







            Grzybiarze których samochody widzieliśmy przy drodze chyba nie bez powodu wybrali się na grzybobranie bo i my widzieliśmy trochę ładnych okazów i to zaraz przy ścieżce :) ale nie wszystkie były jadalne ;)










Ale były też te jadalne





    Początkowo  las był młody i mocno zarośnięty jeżynami które nie ułatwiały nam wędrówki ale po jakimś czasie weszliśmy w wyższe partie Kamienia gdzie był już dużo ładniejszy a szlak robił się kamienisty...








       Szlak robi się dosyć stromy ponieważ idziemy skrajem dawnego kamieniołomu który nazywa się "Nad Sinym Wyrem" z którego wydobywano kamień jeszcze w latach 60-tych XX wieku. Ten kamieniołom jest największy i najefektowniejszy ze wszystkich kamieniołomów które są w masywie Kamienia nad Jaśliskami. Wysokość ścian dochodzi do kilkunastu metrów. My obchodziliśmy to wyrobisko od góry i naprawdę robi wrażenie :) Gdybyśmy wędrowali sami bez dziecka to pewno zeszlibyśmy na doł zobaczyć jak wyglądają te skalne ściany z innej perspektywy :) a oto kilka fotek z tego miejsca :









   Po jakimś czasie mijamy drugi z kamieniołomów który znajduję się całkiem niedaleko szczytu. Nazywy jest Starymi Jamami i jest nastarszy ze wszystkich i równie ładny :)








  Ku naszemu jakże miłemu zaskoczeniu żółty szlak gminny jest dosyć dobrze i często oznakowany chociaż widać że znaki nie są odnawiane i w niektórych miejscach troche mało widoczne. Ale nie zgubiliśmy szlaku ani razu :) Docieramy do takiej oto tabliczki :





       Idziemy więc w lewo dobrze widoczną ścieżką lecz nie znakowana docieramy do szczytu na którym usypany jest przez turystów duży kopiec z kamieni a do drzewa przybita tabliczka przez PTTK Jasło z nazwą i wysokością szczytu .










      Na wschód od wierzchołka Kamienia znajduje się zarastająca polana z której roztacza się widok na północny wschód.  " Opowiadają ,że rósł tu kiedyś potężny buk spiralnie opleciony przez jabłoń, a pod nim była skałka z wyrytym znakiem nożyc, którym karpaccy zbójnicy oznaczali miejsca ukrytych skarbów". 







   Szukaliśmy na skale znaku tych zbójnickich nożyc ale nie znaleźliśmy :)



        Kamień nad Jaśliskami zdobyty więc udajemy się w drogę powrotną do Lipowca. Ścieżką dochodzimy do granicy polsko-słowackiej a następnie idziemy niebieskim szlakiem. 









        Na granicy gdzie znajduję się węzeł szlaków pijemy sobie ciepła herbatkę , zajadamy kanapki i tak posileni ruszamy dalej. Milenka jest już trochę zmęczona a po jedzeniu zasypia mi na rękach w czasie marszu w dół ;)





        Niebieski szlak najpierw prowadzi granicą państwa , następnie skręca w prawo w leśną ścieżkę a pozniej wychodzi na polanę gdzie zaczyną się droga leśna nadleśnictwa Rymanów . Nadleśnictwo akurat prowadzi ścinkę drzew więc droga jest troszkę błotnista....











    Ale im dalej to droga przeradza się w prawdziwą asfaltową autostradę w środku puszczy :)










       Podziwiamy piękne kolory jesiennego lasu  i cieszymy się pięknym niedzielnym popołudniem :) Na szlaku przez cały dzień spotkaliśmy tylko trzyosobową rodzinkę , była to chyba jedyna z naszych wypraw na której spotkaliśmy tak mało turystów :) Po kilku minutach dochodzimy do drogi żwirowej z Jaślisk do granicy polsko - słowackiej, a do samochodu  stamtąd mamy już niedaleko.









Kamil.