sobota, 22 lipca 2017

Skarby Pogórza Przemyskiego - cerkiew w Uluczu

Na terenie Ulucza odkryto ślady osady która istniała od VIII do XIII wieku. O starej metryce wsi świadczy też jej lokacja na prawie ruskim oraz pierwotna nazwa Ulicz. Być może osiedlono tu jeńców z plemienia Uliczów, mieszkającego między Dniestrem a Bohem, z którym Ruś toczyła walki.

Stara kapliczka w Uluczu

Najstarszy dokument dotyczący Ulucza pochodzi z 1373 roku. Pod koniec XIV wieku wieś weszła w skład królewszczyzny starostwa sanockiego.
Przed II wojną światową mieszkało tutaj 1640 Ukraińców, 200 Polaków i 200 Żydów. W 1945 roku Ulucz i okoliczne wioski stanowiły bazę oddziału UPA, którym dowodził Michał Duda "Hromenko". Od stycznia 1946 do maja 1947 roku toczono tu liczne bitwy pomiędzy oddziałami UPA i Wojskiem Polskim. Domy zostały spalone przez wojsko a Ukraińcy zostali deportowani na Ziemię Odzyskane.

Ciekawostką jest fakt, iż w latach 1977-81 na skutek ówczesnych zarządzeń państwowych Ulucz otrzymał nazwę Łąka. Na szczęście niedługo to trwało...

Zadbana i odremontowana kapliczka cieszy nasze oko :) 

Na zalesionym wzgórzu Dębnik stoi drewniana cerkiew pw. Wniebowstąpienia Pańskiego, jedna z najstarszych i najpiekniejszych w Polsce! Badania dendrologiczne wykazały, że jodły tworzące zrąb zostały ścięte w 1658 roku, ale może to być data przebudowy. Elementy drewnianej światyni trzeba przecież wymieniać... Przed tym badaniem przyjmowana była data budowy 1510-1517.

Krótkie lecz strome podejście na wzgórze Dębnik


Według legendy, trzykrotnie zaczynano ją budować u stóp wzgórza ( w mniejscu w którym obecnie stoi kapliczka) i trzykrotnie w nocy belki przenosily się na szczyt. Uznano więc to miejsce za wybrane. Inna legenda powiada, że poprzednia cerkiew zapadła się pod ziemię i do dzisiaj na Wielkanoc słychac w tym miejscu bicie dzwonów. Niegdyś tryskalo również na zboczach Dębnika źródło o cudownej mocy.

Tablica informacyjna tuż przy cerkwi

Jest to trójdzielna cerkiew z nawą zwieńczoną zrebową kopułą na ośmiobocznym bębnie. Wokół babińca szeroki okap wsparty na ośmiu słupach. Ikonostas z 1682 roku przeniesiono do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Na miejscu znajduje się kopia. Na północnej ścianie nawy znajduje się polichromia ze scenami z życia Chrystusa.








Przed cerkwią znajduje się tablica i krzyż ku czci greckokatolickiego księdza Michała Werbyckiego - kompozytora narodowego hymnu Ukrainy. Według miejscowej tradycji urodził się on w Uluczu.


Krzyż i tuż pod nim tablica poświęcona Michałowi Werbyckiemu

Cerkiew ta należała do zakonu bazylianów który istniał do 1744 roku. Był otoczony dwoma pierścieniami kamiennych murów. Od wschodu i zachodu wejścia na wzgórze cerkiewne strzegły drewniane baszty-dzwonnice. Jedna z nich spłonęła przed II wojną światową. Po 1947 roku na polecenie dyrektora PGR w Uluczu rozebrano mury i druga basztę.


Zadbany ukraiński nagrobek

Zdjęto też blaszane pokrycie dachów cerkwi. Przez kilka lat deszcze poważnie zniszczyły polichromię i znaczną część belek konstrukcji. W tym okresie zaginęła też większość wyposażenia. W 1958 roku cerkiew zabezpieczono, a w latach 1961-64 zrekonstruowano.


Od strony wejścia do cerkwi

 Obecnie cerkiew stanowi filię MBL w Sanoku. Klucz do niej znajduje się u pani Doroty Demkowicz, przy drodze z Ulucza w stronę Dobrej. Kontynuowana jest również tradycja odpustu w dniu Wniebowstapienia Pańskiego. W cerkwi odbywa się wtedy uroczyste nabożeństwo.




Na cmentarzu znajdują się zadbane, kamienne nagrobki
Jeden krzyż spadł, jest następny...





Ulucz miał również nowszą, murowaną cerkiew parafialną pw. św. Mikołaja. Zwano ja "białą cerkwią". Stała na dużo niższym pagórku, 800 metrów na północny zachód od wzgórza Dębnik.


Archiwalne zdjęcie "Bialej Cerkwi", była ona cerkwią parafialną o charakterze obronnym


Parafianie przed cerkwią św. Mikołaja


Dobrze oznakowana ścieżka którą możemy dotrzeć do cerkwiska

Według tradycji był to pierwotnie zbór socyniański. Po I wojnie światowej cerkiew została opuszczona, prawdopodobnie ze względu na zły stan. W 1925 roku wzniesiono nową, drewnianą cerkiew parafialną, która została rozebrana przez PGR po 1947 roku. Z belek zbudowano oborę w Jabłonicy Ruskiej....

Drewniany krzyż ustawiony na dawnym cerkwisku

Interesująca rzeźba lecz nic niestety o niej nie wiemy. Ani czasu, ani miejsca wytworzenia :( 


Mimo upływu lat trzyma się świetnie


To zapewne jest mogiła jakiejś wysoko postawionej osoby ...


Ciekawy motyw zdobniczy na ukraińskim krzyżu


Kolejny krzyż, tym razem przybity do drzewa i niszczejący :(





W Uluczu spodziewaliśmy się zastac mnóstwo turystów podziwiających jedną z najstarszych cerkwi w Polsce, lecz pomimo że lipiec to środek sezonu turystycznego nie było tam tłumów. Lednie dwa samochody na niewielkim parkingu u stóp wzgórza cerkiewnego. Obecnie w tej miejscowości mieszka ledwie 100 osób, przed wysiedleniami było tam prawie 2 tysiące mieszkańców...
Zabudowa to w większości budynki popegeerowskie. Samo zaś ogromne gospodarstwo rolne jest w posiadaniu prywatnego właściciela.



W miejscu gdzie gospodarzył PGR znajdował się przed wojną dom modlitwy miejscowych Żydów...


Jako pewien relikt przeszłości uznałbym ten dystrybutor paliw z dawnego PGR-u w Uluczu


Wyjątkowo rozległa w tym miejscu dolina rzeki San zapewne sprzyja rolnictwu :)

Dzień był bardzo upalny, tego dnia deszcz złapał nas kilkakrotnie.....


   W oddali po lewej widoczna kładka na Sanie prowadząca do miejscowości Witryłów


Wędrując pieszo przez Ulucz natknęliśmy się przypadkiem na niezwykłą tabliczkę umieszczoną na przydrożnym drzewie. Jest ona upamiętnieniem dla zwykłych ludzi których tak strasznie dotknęła na tym terenie wojenna a także powojenna zawierucha....

Ś.P. Piotr, Michał i Stefania Krowiak, zginęli w 1945 roku w Uluczu śmiercią męczeńską z rąk bandy ukraińskiej. Tato pamiętają o Was córka Aniela, synowie Stanisław i Jan.







Wybraliśmy się do Ulucza, ponieważ bardzo zależało nam na tym, aby zobaczyć cerkiew i przy okazji zapoznać się wstępnie z tamtymi okolicami - dotychczas w ogóle nam nieznanymi :) Był to, przyznamy dość spontaniczny wypad przy okazji kolejnych odwiedzin w sanockim Muzeum Budownictwa Ludowego.
Nieco rozczarowujący jest dość monotonny, oraz jak dla nas mało górzysty teren, ale jak sami widzicie wystarczy trochę poszukać, wejść w las, aby i tutaj znaleźć ciekawostki i zapoznać się z tutejszą historią.
Zaopatrzyliśmy się w przewodnik Rewasza ,,Pogórze Przemyskie", więc z całą pewnością jeszcze tam wrócimy :)



Kamil



Źródła : 

"Przemyśl i Pogórze Przemyskie. Przewodnik" Stanisław Kryciński, 2014 

www.ulucz.org.

www.przegladprawoslawny.pl

sobota, 15 lipca 2017

Magurskie Wyprawy od kuchni

Kochani, niedługo blog będzie obchodził swoje drugie urodziny, ale to ten dzisiejszy wpis jest wyjątkowy :) Dlaczego? Właśnie dziś piszemy po raz setny!
Z tej okazji chcemy zaprezentować coś innego. Przede wszystkim pokazać trochę niepublikowanych zdjęć, powiedzieć co nieco o kulisach wypraw, o planowaniu, zdjęciach... Chwilami może będzie sentymentalnie, będą wspomnienia, chcemy dać się bliżej poznać :)


Wędrujemy regularnie, to znaczy przez cały rok, bez względu na pogodę, od dwóch lat. Pamiętam naszą pierwszą wycieczkę, na Baranie z Olchowca. Nigdy w życiu mnie tak nogi nie bolały :)
Po tamtym spontanicznym wypadzie postanowiliśmy kupić sobie jakieś turystyczne obuwie. Broń Boże jakieś drogie, ot najtańsze wodoodporne buty Quechua. Moje służą mi nieprzerwanie od początku!

Na wodę, na błoto, na każdą pogodę :)

Blog nie jest naszym źródłem utrzymania, nie czerpiemy z tego żadnych zysków, więc nie inwestujemy w ,,sprzęt". Nie nosimy firmowych, sportowych ubrań. Na wycieczki chodzimy z mapą, najzwyklejszą, papierową.
Plecak, a w nim coś do picia i jedzenia. Kilka drobiazgów, takich jak latarka, scyzoryk, kompas, zapalniczka, coś na deszcz... bo nigdy nie wiadomo co może się przydać i kiedy :)

Pierwsza wycieczka - na szczyt Baranie, Milena miała wtedy 2 i pół roku, a Kamil więcej włosów na głowie :)
To drzewo już się przewróciło...

Zazwyczaj wstajemy z rana i wyjeżdżamy. Czasem z dzieckiem, czasem bez - zależy jak długi dystans mamy do przebycia :) Wracamy wieczorem.
Na początku do robienia zdjęć używałam zwykłego, taniego kompaktu. Jest to wygodne, bo jest mały, nie przeszkadza, ale niestety jakość zdjęć pozostawiała wiele do życzenia. Pod koniec 2016 roku do wypraw dołączyła lustrzanka Sony Alfa 58 SLT. 


Powiedzmy, że cały czas odkrywam jego możliwości, ale grunt, że jakość zdjęć się poprawiła :)
Ja i moja pasja fotograficzna cały czas się rozwijamy :)


Krzyż w Czarnem zimą i latem 

Jak wspominałam wędrujemy w każdej pogodzie i o każdej porze roku. Najbardziej dała nam popalić ostatnia zima, bardzo śnieżna, mroźna i kapryśna, bo często mieliśmy do czynienia z marznącymi opadami...
Duża warstwa śniegu i krótki dzień sprawiają, że wycieczki muszą być krótkie i treściwe. Warto wtedy poruszać się po odśnieżonych drogach, a nie po lesie.
Bardzo ciężko było w styczniu, w Jasionce i Krzywej.
Najpierw napadało śniegu, potem marznący deszcz utworzył charakterystyczną ,,skorupę", a na to jeszcze trochę śniegu i dodatkowo mgła...

Taki przekładaniec

Łydki mnie bolą na samo wspomnienie tej wędrówki

Mroczna aura, ale było wtedy pięknie!

Mgła i mróz = szron :)

Ponad Jasionką widoczność sięgająca paru metrów

No i mróz :) To jeszcze nie największy podczas którego mieliśmy okazję szwendać się po Beskidzie Niskim ;)

Ale żeby nie było, że taka zima zła... Zdarzały się również i piękne dni, no i piękne zaspy :D

W Olchowcu

Drogą, odśnieżoną to można iść na koniec świata 

Warto było :)


Wiele razy złapał nas również deszcz. Najgorszy podczas łazikowania w okolicy Jaślisk. 
Zachciało nam się wtedy iść ze Szklar do kapliczki nad Posadą Jaśliską, oczywiście na przełaj, przez pola, potoki... W strugach deszczu :)



Chwilami wystarczy przeczekać...

A Jaślisk od tej strony to chyba nie widzieliście :)
Piękny byłby to widok jakby... no właśnie :)

I wszystko wisi, jakby to zaraz miało człowiekowi na głowę spaść...
Mozaika pól nad Posadą Jaśliską robi wrażenie :)

Ale deszczowo było też w Rezerwacie Przełom Jasiołki...

No i na Foluszu... istny deszczowy las!


A jak już jesteśmy przy wodzie, to wiadomo, że nieraz przyszło przekraczać wszelkiego typu potoki, potoczki i rzeczki w bród. Takie trasy najlepiej zaplanować na ciepłe lato. Bo chyba, w razie upadku lepiej wpaść do wody w upalny dzień, niż w mroźny? 
I oczywiście pamiętajmy, że takie górskie potoki potrafią po deszczu zmienić się w rwące rzeki, więc lepiej nie zgrywać cwaniaka, tylko pamiętać o sile żywiołu i darować sobie wtenczas przeprawę :)

Sposób Kamila, po kamyczkach

I wersja Katarzyny :) Zimna ta woda...

Każdy z Was ma miejsca, do których lubi wracać. My również :)
Przeglądając zdjęcia stwierdziłam, że najczęściej odwiedzana przez nas wioska to Polany Surowiczne - do których mamy osobiście największy sentyment...


Oprócz Polan Surowicznych z chęcią wracamy do Olchowca, Żydowskiego, Nieznajowej :)
Oczywiście w miarę możliwości poza sezonem.




              W Żydowskiem wiosną i jesienią...

Zmieniają się pory roku, krajobraz... Bywa, że jest krzyż, a za rok już go nie ma...
Jak w Czarnem.

Zima 2016

Lato 2017

Wiele razy to powtarzam, że jak na taką ilość tułania się po lasach, pustych dolinach, niejednokrotnie po miejscach gdzie noga ludzka nie stanęła od dawna... To bardzo rzadko spotykamy jakiekolwiek dzikie zwierzęta. Ot, czasem gdzieś wyskoczy kilka jeleni, przyprawiając nas o szybsze bicie serca, albo gdzieś przemknie lisek, ale większego zwierza - nigdy.
Wiele razy widzieliśmy ślady wilka, czasem świeże, ale wiadomo, trudno je spotkać w dzień.

Najlepiej tropi się zimą, albo w ukochanym błotku


Kilkakrotnie trafiliśmy też na ślady bytności niedźwiedzia, a mianowicie dwa razy spotkaliśmy misiowe odchody (miejsc nie wymienię). Aż w końcu wiosną tego roku, w Jaworniku udało się odnaleźć upragnione tropy! Bo w sumie to nie wiem, czy mam ochotę na osobiste spotkanie :)


Taak... W nieistniejących wsiach można znaleźć wiele ciekawych rzeczy. Nie wspominam tu o studniach, zawalonych piwnicach, na których można sobie połamać nogi...
Znajdowaliśmy przeróżne żelastwa, zawiasy, podkowy, elementy wyposażenia kuchni, kawałki garnków, czajników... Można by tak wymieniać i wymieniać :) 
Jedno z ciekawszych znalezisk to pocisk ze Smerecznego...



A dla mnie osobiście ciekawym znaleziskiem są - prawdopodobnie zęby, znalezione w bocznej dróżce w Balnicy.


Z kim ja się nie konsultowałam, żeby określić co to i czyje to :) Ostatecznie jednak, na podstawie zdjęć pomógł mi pewien Pan z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt Polskiej Akademii Nauk w Krakowie.
Stwierdził, że są to zęby konia, starszego osobnika :)

Takie wędrówki wcale nie muszą być nudne dla dzieci, choć na dłuższe wycieczki, bez plecaka pełnego słodyczy na przekupstwo nie ma się co wybierać :)

Oswajamy kumaka górskiego, oczywiście po bliższym poznaniu z powrotem wylądował w swojej kałuży

A małe oczka, usytuowane bliżej ziemi widzą dużo więcej niż nasze ;)

,,No nie ruszymy tego kamienia"

Na koniec pójdę w banał i powiem Wam, że zawsze warto wyjść z domu. Bo my na przykład nie jeździmy jakoś daleko, a jaka to świetna przygoda! Ruch na świeżym powietrzu, poznawanie przyrody (ileż gatunków roślin spotkałam podczas wojaży po Beskidzie Niskim i Bieszczadach - to temat na osobny tekst), zgłębianie historii... 
Dzięki temu blogowi i funpage'owi na Facebooku poznaliśmy mnóstwo fantastycznych osób, o podobnych zainteresowaniach. Z niektórymi mieliśmy okazję się spotkać, z innymi mam nadzieję, będziemy mieć jeszcze sposobność :)

Bieszczady 2015 rok, świat u naszych stóp :)

Zetknęliśmy się z wieloma wyrazami sympatii, co jest akurat bardzo miłe, ale mamy także cały czas otwarte umysły na konstruktywną krytykę, oraz jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie ;)
No i oczywiście, jakby nie Wy - drodzy czytelnicy i obserwujący, to nie byłoby chęci do pisania, do opowiadania. Wydaje mi się, że szczególne podziękowania należą się w tym miejscu Maciejowi, który jest aktywny na naszym blogu od początku, od pierwszego wpisu :)
Co prawda statystyki, to tylko liczby, ale wpływają w istotny sposób na motywację.

Liczbowo:

Wyświetleń bloga ponad 163 tysiące.
Ilość postów: 100 

Wasze ulubione: 

Opuszczone wsie Beskidu Niskiego - Ciechnia - wyświetlone ponad 13 tysięcy razy!
Dawne łemkowskie tradycje i zwyczaje bożonarodzeniowe - niespełna 6 tysięcy wyświetleń

Teksty o zwyczajach były i są bardzo bliskie mojemu sercu, tym bardziej cieszy tak duże zainteresowanie tym tematem :)

Powiem Wam więcej. Żeby powstało 100 tekstów na tym blogu odbyliśmy niespełna 70 wędrówek. Tak, policzyłam! Wszakże wszystko mam udokumentowane :)
Oczywiście niektóre wycieczki zaowocowały więcej niż jednym wpisem. Nie jestem w stanie zliczyć ile przeszliśmy kilometrów, ale pewnie też trochę by się tego uzbierało :)

Czego nam życzyć?


Albo... lepiej nie ;) 
Bo pasja i miłość do wędrowania wciąż pcha nas dalej, ku nowym przygodom, a odpoczywać będziemy, cóż, może na emeryturze? 



DZIĘKUJEMY, ŻE JESTEŚCIE Z NAMI!!!





Kasia