piątek, 8 marca 2019

Łosie - kolebka maziarstwa

Teraz to zwyczajna miejscowość jakich wiele, ale dawnymi czasy jakże odstająca od innych łemkowskich wiosek. Opowiem Wam o Łosiu, którego mieszkańcy dzięki swojej przedsiębiorczości dorobili się bogactwa, stając się swego rodzaju elitą w okolicy. 


Wieś Łosie istniała już w 1359 roku, kiedy król Jan Kazimierz Wielki nadawał rycerzowi Janowi Gładyszowi dorzecze Ropy. Ponownie lokowana na prawie wołoskim w 1524 roku. Wtedy prawdopodobnie pojawiła się tu ludność ruska. Przez jakiś czas jej właścicielem był wybitny poeta polskiego baroku Wacław Potocki. Mieszkał tu i tworzył w latach 1647-55.
Łosie zasłynęły przede wszystkim z maziarzy trudniących się obwoźnym handlem mazią i smarami. Najpierw pozyskiwali je samodzielnie, prymitywnymi sposobami z suchej destylacji drewna, a później kupowali smary w okolicznych rafineriach.


Rozwozili swój towar wozami zwanymi sekerami, okrytymi płócienną budą i zaprzężonymi w parę koni. Wozy maziarskie z Łosia krążyły nie tylko po Galicji, ale docierały na Śląsk i do Królestwa Kongresowego, na Węgry a nawet na Łotwę. Dzięki temu Łosie były najbogatszą wsią łemkowską. Przedsiębiorcy trudniący się rozwożeniem mazi z rzadka mieli zwykłe chyże - budowali wille zwane murowanicami. Były to duże domy, posiadające parter i piętro. Wnętrza urządzane były po miejsku, na przykład miały łazienki wyposażone w armaturę.



W okresie międzywojennym wieś liczyła 280 gospodarstw, z tego handlem obwoźnym zajmowało się aż 670 mężczyzn. Przebywali poza domem miesiącami, a nawet latami, przysyłając w rodzinne strony pieniądze na życie. Do prowadzenia gospodarstwa najmowali pracowników.

Wóz maziarski - Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu 


Bogactwo i znajomość szerokiego świata stworzyły przepaść między łosianami a mieszkańcami okolicznych łemkowskich wsi do tego stopnia, że odcinali się oni nawet od wspólnego rodowodu. Otóż, mieszkańcy Łosia twierdzili, że są potomkami siedmiu oficerów szwedzkich, którzy osiedlili się tu po jednej z wojen. Wymieniano nawet ich nazwiska, de facto rzeczywiście występujące we wsi : Gal, Feisak, Telech, Fekuła, Furtak, Szlanta i Kryl.
Co ciekawe badania naukowe wykazały antropologiczną odrębność miejscowej ludności, choć akurat nie w typie nordyckim, jak miałoby wynikać z opowieści.



W 1935 roku z Łosia ,,w świat" wyruszyła rekordowa ilość 335 wozów maziarskich. Charakterystyczne wozy stały się ich znakiem rozpoznawczym i nigdy z nich nie rezygnowali, nawet prowadząc handel hurtowy. Dzięki nim docierali bezpośrednio do klienta, wygrywając w ten sposób nawet z konkurencją w postaci dużych przedsiębiorstw. Taka konna cysterna zabierała od 8 do 12 beczek z benzyną, naftą, mazią, olejami oraz innymi produktami ropopochodnymi.
Podczas II wojny światowej zmyślne drewniane beczki pomagały w szmuglowaniu żywności.


Źródło: http://sekowa.info/



Współczesne Łosie

W centrum wsi stoi drewniana cerkiew parafialna p.w. Narodzenia Najświętszej Marii Panny w typie budownictwa łemkowskiego północno-zachodniego. Zbudowana zapewne w 1810 roku, poważnie rozbudowana i otynkowana w 1876 r. Wcześniej służyła wyznawcom obu obrządków, od czasu wybudowania kościoła, odprawiane są w niej tylko nabożeństwa prawosławne.

Luty 2019

Lata 60-te

Wewnątrz ikonostas z przełomu XVIII i XIX wieku oraz barokowe ołtarze boczne. Ściany zdobi polichromia z 1935 roku.
Trafiliśmy tam akurat w niedzielne przedpołudnie, kiedy to wierni schodzili się na mszę. Pod cerkwią przed nabożeństwem wszyscy rozmawiali po łemkowsku...


Z drugiej strony cerkwi stoi piękna dzwonnica parawanowa.


Obok cerkwi mieści się otwarta w 2009 roku Zagroda Maziarska z ekspozycją poświęconą opisywanym powyżej tradycjom. Niestety zagroda jest nieczynna w niedzielne przedpołudnia, więc będziemy musieli wybrać się tam jeszcze raz, żeby ją zwiedzić. Na pewno kiedyś o tym napiszę :)


Na cmentarzu parafialnym znajduje się kwatera wojskowa z I wojny światowej. Spoczywa tu 61 żołnierzy austriackich i 8 Rosjan. Został zaprojektowany przez Hansa Mayra.

Cmentarz wojenny nr 71 w Łosiu


Na wspomnianym cmentarzu mało jest takich klasycznych kamiennych krzyży (myślę, że kilkanaście) jak to zazwyczaj bywa na łemkowskich cmentarzach. Dominują raczej zwykłe nagrobki, ale pamiętajmy, że była to bogata wieś - może dlatego.

Na północ od wsi znajduje się drugi cmentarz - choleryczny. A tuż obok niego nowszy cmentarz, na którym stoi drewniana kaplica cmentarna z 1754 roku.


Jest to prezbiterium dawnej cerkwi z Klimkówki. Kiedy w 1914 roku w Klimkówce wybudowano nową cerkiew (tę, która miała charakterystyczne kopułki), prezbiterium ze starej przeniesiono na cmentarz gdzie pełniła funkcję kaplicy cmentarnej. Przed zalaniem ową kaplicę przeniesiono na cmentarz w Łosiu, gdzie stoi po dziś dzień - zadbana i wyremontowana.























Wybraliśmy się również na mały spacer po wsi. Jak to zwykle bywa, szybko dołączył do nas czworonożny kompan - praktycznie za każdym razem tak jest, w każdej wiosce :)



Przy tej wąskiej dróżce znaleźliśmy kapliczkę. Nie wiem z jakiego pochodzi okresu, ewidentnie poddana remontowi. Co ciekawe, stoi tyłem do dróżki.



Znalazłam również w sieci stare zdjęcie z lat międzywojennych, z całkiem podobną kapliczką, ale to nie jest ta sama.

Rodzina Jewusiaków przed kapliczką wiejską (źródło: https://www.apokryfruski.org )

We wsi jest kilkanaście krzyży przydrożnych, oraz kapliczek, nie będę pokazywać wszystkich :)
To kilka z nich.

Kapliczka przydrożna autorstwa Wojciecha Serwońskiego
z roku 1902

Widok na dolinę z drogi od strony Klimkówki

Przez Łosie nie biegnie żadna główna droga, pozostaje to więc wieś na uboczu. Warto tu przyjechać, okolica jest cudna. Jest to niezły punkt wypadowy, czy to na zalew Klimkówka, czy do okolicznych wiosek. Nas czeka jeszcze na przykład wędrówka Gorlickimi Pieninami.
Słyszałam także, że w sezonie można się tutaj przejechać oryginalnym wozem maziarskim. Chętnie skorzystałabym z takiej atrakcji, więc do Łosia na pewno wrócimy :)





©Kasia Skóra




Źródło: "Beskid Niski - przewodnik dla prawdziwego turysty" pod red. Wojciecha Lubońskiego

sobota, 23 lutego 2019

Bielanka - ostatnia ostoja dziegciarstwa w Małopolsce

Nazwa miejscowości pochodzi prawdopodobnie od potoku o jasnej (biłej) wodzie. Historia Bielanki sięga XV wieku, kiedy to odnotowano ją jako część schedy po Pawle Gładyszu. W 1599 roku roku Bielankę wraz z kresem klimkowskim kupił Jan Potocki. 
W XVII wieku wieś należała do parafii w Łosiu, dopiero w 1678 pojawia się wzmianka o cerkwi w samej Bielance. 


Bielanka nie jest i nie była dużą wioską. Podczas spisu ludności w 1921 roku mieszkało tutaj 367 grekokatolików, 24 rzymskich katolików i 13 Żydów. Dla porównania dzisiaj we całej wsi, według danych statystycznych ze strony gminy mieszka 192 osoby. Jest to najmniejsza wioska Gminy Gorlice. 


W XIX wieku w dolinie powyżej wsi istniała huta szkła. Pracował w Bielance duży tartak parowy. W okresie międzywojennym rozwinęła się produkcja galanterii drewnianej, głównie rzeźbionych talerzy.
Jednak najsłynniejszym wytworem mieszkańców Bielanki był dziegieć.

Wypalanie dziegciu 
Zdjęcie: Zagroda Maziarska w Łosiu 

Dziegieć - gęsta ciecz będąca produktem suchej destylacji drewna. Ten najlepszy wytwarzany był z kory brzozowej, używano też sosnowych pniaków. Wąskie szczapy układano w specjalnym dole, przykrywano warstwą ziemi i podpalano. Drewno tliło się przez kilkanaście godzin przy bardzo ograniczonym dopływie powietrza. Od dołu kopano kanał i wstawiano naczynie do którego spływał dziegieć.
Gotowy produkt był używany w medycynie i magii ludowej. Stosowano go też do impregnacji skór i odzieży - jego ostry zapach odstraszał gryzonie, owady. Dziegciarze z Bielanki rozwozili swój towar po całej Małopolsce.


Co ciekawe, w Bielance ten fach i nie umarł, nie odszedł w zapomnienie. Pan Roman Penkała opowiada o tym niełatwym fachu na stronach Gazety Krakowskiej w artykule Ostatni dziegciarz z Bielanki - polecam przeczytanie całości, bardzo ciekawe.
Ponadto ostatnimi laty młody, ambitny licealista z Bielanki Sebastian Kaczmarczyk zaczął uczyć się dziegciarstwa i to właśnie Pan Roman go do tego zainspirował. Mam nadzieję, że chłopak nie osiądzie na laurach i będzie kontynuował tradycję.


Obecnie większość mieszkańców Bielanki stanowią Łemkowie. Wielu działaczy łemkowskich wywodzi się właśnie stąd. Jarosław Trochanowski - wieloletni kierownik artystyczny Łemkowyny, czyli zespołu pieśni i tańca, którego siedziba przez wiele lat mieściła się w Bielance. Jego żona Stefania - poetka. Stefan Hładyk - członek władz Zjednoczenia Łemków. Pawło Stefanowski - poeta, etnograf.

Co warto zobaczyć w Bielance?


  • drewniana cerkiew p.w. Opieki Bogarodzicy (Pokrow)

Zbudowana prawdopodobnie w 1773 roku, odnawiana w 1913 roku. Podczas pospiesznego pakowania sprzętów liturgicznych przy przesiedleniu w 1946 roku zaprószono ogień. Spłonęły wówczas typowe banie wieńczące nawę i prezbiterium. Zastąpiono je dachem kalenicowym, natomiast na początku lat 90. udało się przywrócić stan sprzed pożaru.
Wewnątrz cenne wyposażenie : ikonostas z końca XVIII wieku, w babińcu XVII wieczne ikony św. Mikołaja i Narodzenia Matki Bożej.

Ikonostas cerkwi w Bielance

Pokrow

Obecnie odbywają się tu nabożeństwa rzymskokatolickie, czy grekokatolickie również? Nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie.


Przy cerkwi znajduje się cmentarz, jednak nie ma tu za wiele kamiennych krzyży, przeważają nowoczesne nagrobki. 




  • stara szkoła i pobliski spichlerz drewniany (XIX-XX w.)



Wspomniany wcześniej Pawło Stefanowicz zgromadził pokaźną kolekcję strojów ludowych i innych zabytków kultury materialnej. Zaledwie część z jego zbiorów była eksponowana w Muzeum Rzemiosła Łemkowskiego im. Stefana Czerhoniaka w Bielance. Niestety Muzeum jest obecnie nieczynne, gdyż czeka na remont. 
Mieści się ono właśnie w budynku dawnej łemkowskiej szkoły. Obydwa wspomniane budynki tj. szkoła i spichlerz są w kiepskim stanie i aż proszą się o remont, ale zapewne nie ma na ten cel środków... 
Stefan Czerhoniak - którego imię nosi muzeum to znany artysta i rękodzielnik rodem z Leszczyn, który po wojnie odnowił w okolicy tradycję rzemiosła stolarskiego.

  • cerkiew prawosławna p.w. Opieki Matki Bożej i Poczajowskiej Ikony Matki Bożej 


Jest to nowa świątynia. Od 1966 roku w starej cerkwi aż to momentu jej oddania do użytkowania w 2014 roku nabożeństwa prawosławne odbywał się w starej cerkwi, która była użytkowana wspólnie z rzymskimi katolikami. 
Chociaż obecnie mocno rzuca się w oczy swoją ,,nowością" to myślę, że za kilka, kilkanaście lat wrośnie w tutejszy krajobraz i nie będzie się tak wyróżniać.  


  • "Dom Dziabasów" czyli miejsce gdzie kręcono plenery do filmu "Dom zły" Wojciecha Smarzowskiego z 2009 roku.


Nie będę podejmować się oceny filmu, ale jest to mroczny thriller, utrzymany w mocno alkoholowej atmosferze. Znakomita gra aktorska Mariana Dziędziela, Kingi Preis, Arkadiusza Jakubika oraz Bartłomieja Topy. 



Jeśli ktoś pamięta, jak filmowy Edward Środoń ucieka na końcu filmu, to pewnie kojarzy ten sad ze zdjęcia. Ponadto ciekawostką jest, że obecnie ta scena byłaby trudna do powtórzenia, bo... w linii prostej poniżej tego domu stoi obecnie cerkiew prawosławna. 

Jeśli chcecie odnaleźć ten dom to nie jest to trudne. Jedziemy główną drogą w stronę Łosia. Mamy po prawej przysiółek "Koło Steca", tam skręcamy. Następnie przy dużym piętrowym domu skręcamy w prawo, w taką wąską drogę asfaltową. Paręset metrów i jesteśmy na miejscu. 

  • elementy dawnej zabudowy, krzyże przydrożne 


Warto po prostu pospacerować :) Jest to urokliwa mała wioska, skryta w dolinie, ale można wyjść sobie na górkę na której mieści się cmentarz i już mamy fajne widoki. Albo zatrzymać się pod lasem, w okolicy wytwórni mas bitumicznych... nie pokażę Wam tego, wybierzcie się tam i zobaczcie sami :)

Czy wiecie, że...?

W Bielance, jako pierwszej w powiecie gorlickim pojawiły się dwujęzyczne tablice z nazwą wsi? Mimo protestów polskiej części wsi (twierdzili oni, że Łemkowie, jako mniejszość narodowa może w inny sposób pokazywać swoją odmienną kulturę, na przykład na festiwalach, czy innych imprezach, a nie musi to być afiszowane na tablicach drogowych). Jednak mimo wszystko wniosek przeszedł i od 2009 roku na trzech wjazdach do tej wsi założono dwujęzyczne tablice. 

W Bielance, przy wjeździe od Szymbarku znajduje się urokliwe, choć trochę już zapomniane pole namiotowe. Obok niego u stóp Bartniej Góry znajduje się obelisk poświęcony żołnierzowi AK poległemu w tym miejscu w 1944 roku.
Przez północny skraj wsi przebiega zielony szlak wiodący na Magurę Małastowską, oraz żółty z Gorlic do Ropy. 





©Kasia Skóra




Źródło: "Beskid Niski - przewodnik dla prawdziwego turysty" pod red. Wojciecha Lubońskiego

sobota, 2 lutego 2019

Dlaczego warto spróbować biegówek?

Od kilku tygodni doskonalimy się w chodzeniu (tak, nie myślcie sobie, że od razu będziecie biegać jak Justyna Kowalczyk) na nartach biegowych. Podstawowy krok naprzemienny opanujecie już po dwóch godzinach jazdy.
Najważniejsza zasada :Nie zniechęcać się! Nie od razu Kraków zbudowano :)


Najtrudniejszy pierwszy krok 

Na dobry początek polecam wypożyczyć sprzęt, spróbować, czy to na pewno coś dla nas. Potem można kupić sobie własne narty.
Na nasz ,,pierwszy raz" z biegówkami wybraliśmy się w okolice Rymanowa Zdroju, skorzystaliśmy z wypożyczalni w ,,Domu Narciarza". Koszt to tylko 15 zł za cały dzień, więc na prawdę warto.

Na spacer wybraliśmy się drogą w stronę Wołtuszowej. Inni mieli niezły ubaw przyglądając się moim upadkom :)
Zapewniam Was, że za drugim i kolejnym razem nabiera się trochę pewności i wprawy.


W Internecie znajdziecie wiele filmików instruktażowych, poznacie techniki, style. Fachowcy doradzą Wam w kwestii doboru sprzętu. Polecam stronę nabiegowkach.pl. Możecie też wynająć profesjonalnego instruktora.

Mamy 4 podstawowe zasady:

  • Postawa. Ciało powinno być rozluźnione, lekko pochylone do przodu i układać się w linii prostej z nogą pozostającą z tyłu
  • Prawidłowa praca rąk. Kijek zawsze wbijamy mniej więcej na wysokości połowy narty jadącej z przodu, pod kątem
  • Synchronizacja. Nogi i ręce poruszają się naprzemiennie. Ważne żeby przeciwległą nogę i rękę wyprowadzić równocześnie
  • Przeniesienie ciężaru ciała. Ciężar biegacza opiera się na jednej, posuwającej się do przodu nodze

Biegówki - idealne rozwiązanie na zimowe wędrówki

Uwielbiasz wędrować, a zimą kiedy tylko pomyślisz o wyjściu z domu, po twoich plecach przebiega dreszcz. No bo zimno, wiatr, dużo śniegu...
Narty biegowe jawią się tutaj niczym wybawienie. Mamy mnóstwo śniegu w tym roku. Brodząc po kolana nie zajdziemy daleko, okazuje się, że po przejściu kilometra czujemy jakbyśmy weszli na szczyt wielkiej góry. W naszych  głowach rodzi się bezradność i niechęć...
Ostatnio w Nieznajowej spotkaliśmy świetne warunki na biegówki! 


Masa dość twardego śniegu, a na wierzchu odrobina puchu. Zasuwało się bosko, a na dodatek piękne okoliczności przyrody. Magiczna dolina, w której nie ma ani żywego ducha (nie to co latem). Od czasu do czasu ślad naszych nart przecinał ścieżki jeleni. Dla takich chwil uwielbiam wędrować po Beskidzie Niskim. 


 


Dla zdrowotności

Nie będę kłamać, po pierwszych dwóch razach na biegówkach będziecie mieć zakwasy. Pewnie nawet w takich miejscach, w których jeszcze się Wam nie przydarzyły :)
Ten sport angażuje bardzo wiele mięśni. Na dodatek ruszamy się na świeżym powietrzu! A to zawsze lepsze rozwiązanie niż siłownia, czy jakiekolwiek ćwiczenia w domu.
Podczas prawidłowego biegania na nartach pracuje 85 % mięśni naszego ciała! W czasie jednej godziny możemy spalić blisko 1000 kcal!
Dla osób borykających się z nadwagą, albo z problemami ze stawami dobrą wiadomością jest, że bieganie na nartach obciąża stawy w dużo mniejszym stopniu niż tradycyjny jogging. 
Wszystko dlatego, że podczas ruchu narciarza biegowego nie ma momentu uderzenia o podłoże (jak to ma miejsce na przykład podczas biegu lekkoatletycznego). Dzięki elastycznej narcie moment uderzenia jest zamieniany na odbicie i ślizg. 


Dlaczego warto spróbować?

  • lekko i bezpiecznie - krótko mówiąc, jeśli przedawkujemy, to co najwyżej odczujemy obecność kilku mięśni, o których pewnie nie mieliśmy pojęcia :) Jeśli się przewrócimy, to spadniemy na śnieg, który zamortyzuje nasz upadek ;)
  • dla kondycji - powszechnie wiadomo, że zimą najlepiej położyć się pod kocykiem i poczytać, ale na wiosnę może być ciężko się rozruszać. A tutaj? Poprawiamy kondycję ruchową, równowagę, pogłębiamy oddech. 
  • spalanie kalorii - angażując wiele mięśni, potrzebujemy dużo energii... a spalanie tkanki tłuszczowej prowadzi do powstawania ciepła. Już po krótkim biegu poczujecie, że założyliście o jedną warstwę za dużo ;)
  • endorfiny! - ruch na świeżym powietrzu sprawia, że w naszym organizmie wydziela się tzw. hormon szczęścia. Wtedy nawet jeśli ,,wszystko boli" to człowiek jest szczęśliwy i zadowolony 


Czemu Beskid Niski?

Sama nazwa wskazuje nam odpowiedź. W Beskidzie Niskim nie mamy tak dużych gór, przewyższeń. Możemy sobie godzinami chodzić po dolinach wsi - takich, których już nie ma, podziwiać przyrodę i chłonąć ciszę, której tak nam brakuje na co dzień. 


Śnieżne trasy przez lasy

Nie wiem, czy gdziekolwiek w Polsce znajdziecie tak rozbudowaną sieć tras narciarstwa biegowego jak w Krzywej - Banicy (gmina Sękowa) koło Gorlic. Główny szlak to 50-kilometrowa pętla, którą uzupełniają krótsze szlaki łączące, umożliwiające wybór krótszych tras. W ten sposób możemy dowolnie dostosować długość i trudność trasy do naszego stopnia zaawansowania. W sumie mamy tu 80 km tras!
Ponadto w bezpośrednim sąsiedztwie ,,Gościńca Banica" znajdują się wytyczone i wyratrakowane pętle tras sportowych o długości 5 km i 2,5 km.  
Ponadto w dwóch miejscach można wypożyczyć narty. W samym ,,Gościńcu", oraz w nieodległej Pętnej. 
Więcej informacji znajdziecie na stronie www.snieznetrasy.pl . 


W tamtej okolicy śnieg utrzymuje się wyjątkowo długo. Sprzyja temu zapewne położenie. Nawet podczas wszechobecnej odwilży, tam mamy delikatny mrozik i ,,utrzymującą" tę temperaturę mgłę. 
Trasy wytyczyło, oraz utrzymuje Stowarzyszenie Rozwoju Sołectwa Krzywa. To niesamowite, że niewielka grupa ludzi potrafi zorganizować tak duże przedsięwzięcie, dbać o nie. 
Ponadto Stowarzyszenie troszczy się o to, aby dzieci z terenów słabo zaludnionych, popeegerowskich (Krzywa, Jasionka) miały szansę równego startu z tymi dzieciakami, które mieszkają w miastach. 
Zajęcia świetlicowe, wyjazdy, konkursy, wystawy... robią wszystko, żeby nie wykluczać dzieci mieszkających, jak to niektórzy mówią ,,na końcu świata", z życia kulturalnego. 



Trasa dla początkujących

W tym miejscu chciałam podziękować Martinowi z bloga jaktoblisko.com za inspirację :)  Chcieliśmy pojechać do Banicy, ale którędy pójść, żeby dystans nas nie przerósł? Żeby nie było zbyt stromo? I tutaj skorzystałam z porad Martina (polecam Wam świetnie napisany tekst o biegówkach w Beskidzie Niskim). Wybraliśmy trasę z Banicy do Wołowca. W tę i z powrotem to jakieś 10 km, doliną, przez las. 

Widzicie jaka warstwa śniegu? 

Droga wije się malowniczo wzdłuż potoku, kilkakrotnie go przekraczając. W każdym miejscu mamy mostek, więc bez obaw :) 
Wiedzie tamtędy również szlak turystyczny, który miałam przyjemność przejść późną wiosną - żółtym szlakiem z Wołowca do Banicy.

styczeń 2019

czerwiec 2016

Między innymi po to robię zdjęcia. Te powyżej dzieli niespełna 3 lata. Pomyślcie, że za 5 lat tego domu może nie być, a za 10 lat może w tym miejscu stać piękny nowy dom... I ja to uwiecznię, zobaczycie ;)


Wędrówka z Wołowca do Banicy, czy na odwrót to czysta przyjemność . Dalej w stronę Nieznajowej też byłoby fajnie powędrować zimą. Jest tylko jedno ,,ale"... Przydałyby się takie fajne mostki, jak w stronę Banicy :) Mam nadzieję, że kiedyś takie ułatwienie powstanie, bo o ile w lecie zdejmuję buty i przechodzę boso, o tyle zimą jest to karkołomne.  


Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do odwiedzenia Beskidu Niskiego zimą. Tak na prawdę żeby uprawiać ten sport wystarczy minimalne przygotowanie fizyczne, odrobina chęci, pozytywnego nastawienia, dobre towarzystwo - bo zawsze przyda się ktoś, kto Was zmobilizuje w sytuacjach kryzysowych ;)
To wszystko czego potrzeba, żeby wędrować po łagodnych wzniesieniach Beskidu Niskiego, rozkoszować się ciszą, pięknem otaczającej Nas niczym nieskażonej natury. 



© Kasia Skóra 




Źródła: