sobota, 20 stycznia 2018

Odkrywanie Łemkowszczyzny - Gładyszów

Gładyszów leży w środkowej części Beskidu Niskiego, u stóp Magury Małastowskiej, całkiem niedaleko od granicy ze Słowacją - do przejścia granicznego w Koniecznej mamy stąd już tylko 10 km. Miejscowość ta jest położona w dość rozległej dolinie potoku Gładyszówka.
Każdy z pewnością widział hodowane i wypasane tutaj hucuły, które latem są cudną ozdobą tutejszych łąk.  A co można zobaczyć w Gładyszowie? Zapraszamy na niespieszny spacer po tej magicznej miejscowości :)



Gładyszów początkowo występuje w dokumentach pod inną nazwą. Brzmiała ona Kwoczeń i była także nazywana Kwoczką. Pod koniec XIX wieku we wsi mieszkało ponad 700 osób.
W czasie pierwszej wojny światowej w Gładyszowie stał front. Spowodowało to spore straty, w wyniku pożarów zostało zniszczonych około 20 zabudowań gospodarczych.


Po zakończeniu I wojny rozpoczął się okres wzbudzania świadomości narodowej wśród mieszkających tutaj Łemków. W 1918 roku odbył się w Gładyszowie wiec, w którym wzięło udział niemal 2 tysiące delegatów z zachodniej i środkowej Łemkowszczyzny. Podjęto uchwałę, że Łemkowszczyzna może należeć wyłącznie do Rosji.
Powołano ,,Ruską Radę" a przewodniczącym tzw. Republiki Gładyszowskiej został ksiądz z Czarnego Mychajło Jurczakewycz.
Wobec upadku caratu w Rosji koncepcja prorosyjska szybko straciła jednak znaczenie.


W 1931 roku we wsi żyło ponad 600 osób, w przeważającej większości Łemków, ale mieszkali tutaj też Polacy - żołnierze Placówki Straży Granicznej i członkowie ich rodzin. W latach 30. w Gładyszowie nastąpił niemal całkowity zanik tradycji i strojów ludowych. Ogromna ilość osób przebywała na emigracji zarobkowej w Ameryce, skąd przywozili nowe zwyczaje, ubiory...


Dla gładyszowskiej społeczności bardzo zasłużył się ksiądz Andrij Złupko, tutejszy proboszcz od 1928 roku. Dokształcał rolników, pomagał osobom w trudnej sytuacji, zapobiegł przejściu wioski na prawosławie w latach 30. Mimo złego stanu zdrowia udał się za swoimi wysiedlonymi parafianami na zachód, gdzie zmarł. W 1957 roku ekshumowano jego ciało i pochowano na cmentarzu w Gladyszowie.


Wysiedlenia rozpoczęły się w 1945 roku. Kilka rodzin zdecydowało się na wyjazd, ale szybko okazało się, że na wschodzie nie jest tak jak im obiecywano, wrócili więc. Potem już rozpoczęły się wysiedlenia w asyście wojska. W 1957 roku wróciło pierwszych kilka rodzin, potem kolejne. Obecnie w Gładyszowie mieszka kilkanaście rodzin łemkowskich, natomiast wszystkich mieszkańców jest około 400-stu.


My rozpoczynamy wędrówkę przez Gładyszów od tej mniej znanej części, od góry wsi, od strony Krzywej - Banicy. Wpierw przemierzamy obecny przysiółek, który wcześniej stanowił osobną wioskę, czyli Wirchne.


W górnej części  wsi mamy wijący się potok, który tworzy charakterystyczne rozlewiska. Bardzo przypomina mi to inne łemkowskie miejscowości. To, że we wsi kwitnie rolnictwo widać gołym okiem, chociażby po tym, że mamy tutaj dużo rozległych łąk.



Wędrując przez wieś spotkamy sporo starych krzyży przydrożnych. Głównie kamiennych.






Trudno nie zauważyć, chyba świeżo wyremontowanej kapliczki domkowej z 1892 roku. Jej fundatorem był gładyszowski gospodarz Iwan Skrypak.

Dach błyszczy z daleka


W Gładyszowie znajdują się dwie nekropolie wojenne Okręgu Cmentarnego nr 1. Zaczniemy od cmentarza nr 61. Jest położony na łagodnym wzgórzu ponad wsią. Bardzo łatwo tam trafić, ponieważ dość charakterystycznym i ciekawym miejscem jest Zagroda Edykacyjna i agroturystyka Dziubyniłka. Aby dojść do cmentarza kierujemy się w górę dokładnie koło wspomnianej Zagrody.


Stoi tu starą łemkowska chyża. oraz inne obiekty na przykład wiatraki, spichlerze. Miejsce to zasługuje na uwagę, ponieważ jest prowadzone przez rdzennych Łemków. Można dowiedzieć się jak wyglądało życie na wsi 100 lat temu, można również uczestniczyć w różnorakich warsztatach edukacyjnych.
Gospodarstwo to posiada ofertę zarówno dla turystów indywidualnych, jak i większych grup zorganizowanych.

Krajobraz niestety mocno ograniczony przez mgłę, która im wyżej tym większa - taką mamy wiosnę tej zimy niestety

W towarzystwie pieska z Dziubyniłki docieramy na cmentarz wojskowy nr 61 projektowany przez Dusana Jurkowica.



Jak na to, że mamy tutaj dużo elementów drewnianych (jak to u Jurkovica) cmentarz trzyma się całkiem nieźle, mimo iż ostatnio był remontowany 20 lat temu. Najgorzej miewa się drewniany płot okalający cmentarz z 3 stron...
Z kolei w sporym oddaleniu, bo przy głównej drodze Gorlice - Konieczna, na granicy lasu odnajdziemy cmentarz wojenny nr 55. W chwili kiedy go budowano, podobnie jak większość innych nekropolii tego typu znajdował się na otwartej przestrzeni.


Podczas remontu w połowie lat 90-tych nie zachowano oryginalnych proporcji wieży, jest ona zdecydowanie niższa od pierwowzoru. Kto wie? Może kolejny remont przywróci jej dawną wielkość i świetność. 
Spotkaliśmy tam bardzo sympatyczną grupkę :) I tutaj nadmienię, że w okolicy w związku z istnieniem stadniny koni istnieje sporo szlaków konnych.


Podziwiać widoki jeżdżąc konno - to musi być coś!


To na co zawsze zwracam uwagę - tzw. ,,chatynki" :)

Mniej więcej pośrodku wsi znajduje się cmentarz choleryczny a w jego niedalekiej odległości cmentarz wiejski.

Cmentarz choleryczny

Na cmentarzu wiejskim stoi sporo kamiennych krzyży i figur z przełomu XIX i XX wieku.





W tym miejscu, na środku obecnego cmentarza stała niegdyś cerkiew pw. św. Michała Archanioła zbudowana w 1743 roku. Spłonęła w czasie I wojny światowej. Ogień podłożyli żołnierze węgierscy, gdyż podejrzewali, że w świątyni ukrywają się żołnierze rosyjscy.
W 2007 roku został wzniesiony przez miejscową społeczność pomnik ku czci ofiar wojen, prześladowań i wysiedleń.


I oczywiście w Gładyszowie znajdziemy dwie świątynie. Pierwsza - cerkiew grekokatolicka pw. Wniebowstąpienia Pańskiego , 1938 roku. Nietypowa jak na tę część Beskidu Niskiego, bo zbudowana na planie krzyża greckiego, wzór zaczerpnięto z Ukrainy, a i budowali ją majstrowie z Huculszczyzny. Dziś jest współużytkowana przez katolików obu obrządków. 


Niemalże na przeciwko, ale nieco bardziej odsunięta od drogi jest dawna kaplica grekokatolicka, obecnie cerkiew prawosławna pw. św. Jana Chrzciciela zbudowana w 1857 roku. Po tym jak w czasie I wojny spłonęła cerkiew, kaplica ta pełniła tę funkcję. Po wojnie była wykorzystywana jako stajnia. W latach 60-tych budynek przekazano prawosławnym.


Wejście do cerkwi

Dość charakterystycznym budynkiem w Gładyszowie jest ELEOS - Prawosławny Ośrodek Miłosierdzia, znajdujący się opodal skrzyżowania na Smerekowiec.



Spacer główną drogą może nie jest jakoś szalenie pasjonujący, ale powiedzmy sobie szczerze, ruchu jak na autostradzie to tam nie ma :)

Przy głównej drodze

Aż po horyzont... trzy samochody w zasięgu wzroku, a ja stoję na środku jezdni i kadruję ;)

 W Gładyszowie urodził się i spędził dzieciństwo Mirosław Nahacz - młody, dobrze zapowiadający się pisarz młodego pokolenia, który niestety odszedł od nas zbyt szybko. Polecam szczególnie jego książkę pt. ,,Bombel", której akcja, co bez większego problemu zgadniecie toczy się właśnie w Gładyszowie :)
O samym Mirku Nahaczu wspominałam już, przy okazji wpisu o Leszczynach gdzie został pochowany.


Udało nam się zrobić pętlę przez Gładyszów. Otóż samochód zostawiliśmy Banicy, następnie przeszliśmy około 4 km przez wieś, wąską asfaltówką. Weszliśmy na główną drogę i skierowaliśmy się w stronę przełęczy, w górę. W miejscu gdzie droga relacji Gorlice - Konieczna wkracza do lasu skręciliśmy w lewo, w las. Po kilku minutach można dojść do stokówki, która kończy się gdzieś na szlaku zielonym, którym można dojść na Magurę Małastowską (skręcając w lewo), albo do Banicy i dalej w kierunku Bartnego (wybierając wędrówkę w prawą stronę).
To taka opcja dla osób, które po prostu nie lubią wracać tą samą drogą :)
Istnieje też druga możliwość. Przejść przez Gładyszów, dalej w stronę Zdyni. Odnaleźć czerwony szlak, i przez Popowe Wierchy wrócić do Banicy. Krótki dzień zimowy uniemożliwił nam niestety wybranie tej drugiej opcji.




Kasia




źródła:

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015

sobota, 13 stycznia 2018

Krajobraz popeegerowskiej wsi - Moszczaniec

Kolejną z naszej listy mocno ,,przejazdowych" miejscowości jest Moszczaniec. W sumie pewnie mało kto się tam zatrzymuje, nie ma żadnego sklepu, ani stacji benzynowej. Cała wieś to popeegerowskie blokowisko, dawne jego zabudowania, Zakład Karny i kaplica. Kiedyś mieszkali tu Łemkowie...
90% w Was zapewne powie, że nie ma tam nic ciekawego - zachęcamy do wspólnej wędrówki i do zapoznania się z tym miejscem :)






Pierwszy raz nazwa Moschczanyecz pojawia się w 1477 roku, oznacza wówczas górski potok i nie ma tutaj mowy o istnieniu wsi. Natomiast przywilej lokacyjny dla Moszczańca pojawia się dopiero w 1526 roku. Wieś lokowano na prawie wołoskim. Moszczaniec powstał na obszarze karczunku leśnego, w podobnym czasie powstały Jasiel i Darów. 



Nazwa wsi pochodzi od "mostu" bądź od "moszczenia" drogi drewnianymi balami. 



Moszczaniec był siedzibą parafii unickiej, natomiast w XIX wieku tutejsza cerkiew została przyłączona do parochii w Surowicy. Na miejscu starszego cerkiewnego obiektu zbudowano w 1834 roku cerkiew grekokatolicką pw. Wszystkich Świętych. Znajdowała się w miejscu między obecnymi zabudowaniami gospodarczymi PGR a blokami mieszkalnymi, obok grupy wysokich lip. 


Cerkiew wraz z dobudowaną na przełomie XIX i XX wieku dzwonnicą rozebrano po II wojnie światowej, około 1945 roku. Na terenie przycerkiewnym zachowało się kilka przedwojennych nagrobków. Niestety nie byliśmy w stanie zlokalizować tego miejsca, o ile ono do dnia dzisiejszego jeszcze nadal istnieje...


Ludność łemkowska została wysiedlona po drugiej wojnie światowej.
Pod koniec XIX wieku w Moszczańcu mieszkało 433 grekokatolików. Teraz mieszka tutaj około 200 osób.


Dość łatwo zlokalizować cmentarz. Wystarczy skierować się dróżką między obecną kaplicą rzymskokatolicką a blokami mieszkalnymi. Ostało się kilka mocno nadgryzionych nagrobków... Żaden nawet nie jest kompletny. Teren cmentarza jest jednak w jakiś sposób uszanowany, na środku stoi krzyż podobny do tego z pierwszego zdjęcia tego wpisu, a cały jego teren jest obsadzony dookoła świerkami. 



PGR gospodarował w tej rozległej i dość płaskiej dolinie w latach 1952-1992 i swoim zasięgiem obejmował nawet Czystogarb (Czystohorb). 
Budynki gospodarcze są całkowicie opuszczone, nie ,,trzyma" ich żaden wielki gospodarz, który zająłby choć część tego molochu. 







Zapewne część z Was domyśla się, że zdjęcia tych zabudowań wykonałam z asfaltówki wiodącej wprost do Zakładu Karnego :)
Jednak znając nasze prawo, zdaję sobie sprawę, że nierozsądne byłoby robienie zdjęć budynkom więzienia, a całkiem głupie byłoby ich publikowanie. Wspomnę więc, że męski Oddział Zewnętrzny Zakładu Karnego w Łupkowie funkcjonuje w Moszczańcu już od 1967 roku - długo. 
Pewnie rozczaruję niektórych, ale nie są to zapuszczone budynki na końcu świata, wyglądają nawet na całkiem niedawno zmodernizowane. 

Obok Zakładu Karnego płynie potok, a nad nim znajduje się taki krzyż. Wygląda to tak, jakby ktoś znalazł resztkę przydrożnego krzyża i postanowił go przybić do takiego większego, drewnianego. 


Kierujemy się w stronę obecnej i dawnej leśniczówki. Obok budynku dawnej leśniczówki skręca zielony szlak wiodący z Beska na Kanasiówkę. Z kolei całkiem dobra leśna droga doprowadzi Was aż do Jasiela. Zdaje się, że wiedzie tamtędy transgraniczny szlak rowerowy. 


Mijamy tutaj dwa kolejne krzyże przydrożne. O ile na tym powyższym czas całkowicie zatarł inskrypcję, to na tym drugim wyraźna jest chociaż data, a dokładnie napis "1920".


Idziemy dalej, w kierunku opuszczonej obecnie leśniczówki, mijając tę obecną - Leśnictwo Moszczaniec. Niezamieszkała leśniczówka leżąca około kilometra od pierwszej należy do Nadleśnictwa Rymanów - to informacja dla wszystkich, którzy marzą o tym, by zamieszkać w tej uroczej chatce pośród lasu :)


Ta ilość śniegu, którą widzicie to stan z 1 stycznia. Sporo mokrego ciężkiego śniegu, przelotny deszcz i parę stopni na plusie. Ale... przy głównej drodze były jeszcze zaspy tak ogromne, że będą tam leżeć pewnie do wiosny :)
Ale wracając...


W opuszczonej leśniczówce ktoś ma magazyn. Wewnątrz, zaglądając przez brudne szyby (aparat nie ogarnął tematu) znajduje się stara kuchnia tzw. "blacha", leży jakieś godło, zdaje się, że nie ma tam mebli.
Są za to ule :)


Otoczenie chatki jest do prawdy przeurocze, ale znajdują się tu dwie pasieki. Jedna tuż przy domku, druga kawałek dalej.

Ta drewniana balustrada jest urzekająca...

Na koniec wracamy na teren blokowiska. Jadąc od Jaślisk ma się wrażenie, zwłaszcza mijając zjazd w stronę parkingu przy leśnej drodze wiodącej do Polan Surowicznych, że to już koniec - koniec cywilizacji, że nie będzie już domów, tylko las i pola... a tu wyrastają takie bloki...




Bloki mieszkalne i kaplica rzymskokatolicka - filia parafii z Wisłoka Wielkiego

Przy wjeździe do Moszczańca od strony Jaślisk właśnie mamy całkiem okazałe kamienne krzyże przydroże - jak widzicie jest ich w tej wiosce sporo.

Jeden po jednej stronie (1928 rok)

Kolejny po drugiej stronie drogi głównej

Chciałam zwrócić Waszą uwagę na piękny motyw dębowej gałązki na powyższym krzyżu z 1929 roku. Głowy nie dam, bo ten pierwszy krzyż był częściowo przykryty śniegiem w miejscu inskrypcji, ale zdaje się, że tam również występował ten motyw.


Ostatni ze znalezionych przez nas krzyży znajduje się opodal drugiego wjazdu do Zakładu Karnego. Widzimy tutaj postać Świętego Kazimierza wklejoną do wnęki...



Życie tutaj musi być niełatwe. W sumie daleko do każdego większego miasta. Do Krosna najkrótszą trasą jest stąd ponad 40 km, do Sanoka około 50 km. Domyślam się, że ciężko z pracą, z komunikacją autobusową, żeby zrobić większe zakupy to już spora wyprawa... 
Podziwiam ludzi, którzy tutaj mieszkają i co najważniejsze - jakoś sobie radzą. 

Wiele osób wybiera drogę przez Jaśliska, Moszczaniec, Wisłok, Komańczę jako alternatywną do tej przez Sanok, jadąc w Bieszczady. My również bardzo polecamy właśnie tę trasę! Niezwykłe widoki, stosunkowo małe natężenie ruchu i możliwość poznania, choćby przelotnego, takich ,,niezwykle zwykłych" miejsc jak chociażby Moszczaniec :)





Kasia



Źródła:


Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015