sobota, 21 października 2017

Odkrywanie Słowacji - Krásny Brod, ruiny monastyru Bazylianów

Krasny Brod jest jednym z najstarszych miejsc pielgrzymkowych na Słowacji. według legendy w Krasnym Brodzie został uzdrowiony dzięki wodzie z cudownego źródła niewidomy żebrak, który przybył tutaj w przeddzień święta Zesłania Ducha Świętego. Wkrótce ludzie zbudowali tutaj kaplicę, a wewnątrz umieszczono ikonę Matki Bożej, która w Krasnym Brodzie jest po dziś dzień...


Ruiny, które widzicie powyżej to pozostałości po cerkwi klasztornej należącej do monastyru Bazylianów. Był to cały kompleks budynków mieszkalnych, z centralnie położoną cerkwią, oraz cmentarzem po jej lewej stronie.
Pierwszy klasztor istniał tutaj, w Krasnym Brodzie już w XIV wieku. Ruiny, które można oglądać do dziś mają bardzo bogatą i myślę, że ciekawą historię, o której na próżno szukać jakichkolwiek informacji na polskich stronach internetowych.


Bazylianie nie mieli lekko, na przestrzeni wieków monastyr kilkakrotnie został zniszczony i odbudowany. Za pierwszym razem do spalenia klasztoru doszło w 1603 roku. Otóż do wsi zjeżdżali pielgrzymi, z pieśnią na ustach wędrowali nieraz kilka dni, aby tam dotrzeć. Przejeżdżał tamtędy Valentin Drugeth - żupan kraju zemplińskiego. Jego koń przestraszył się prawdopodobnie śpiewających wiernych i zrzucił go, a Pan niefortunnie upadając złamał sobie rękę.
Tak go ten incydent rozzłościł, że nakazał spalić cerkiew klasztorną. Płomienie strawiły starożytne książki, zwoje - całe archiwa i bibliotekę, natomiast ocalała ikona Matki Bożej. Która według legendy miała płakać do momentu aż cerkiew została odbudowana.
Z kolei Valentin Drugeth poważnie zachorował, nie potrafił pomóc mu żaden lekarz. Natychmiast stwierdzono, że to Kara Boża za niecny czyn jakiego się dopuścił, nakazując podpalenie świątyni. Za namową znajomych przyczynił się w znacznym stopniu do odbudowania cerkwi.



Drugi raz krasnobrodzki klasztor został zniszczony i podpalony mniej więcej w czasie kiedy Franciszek Rakoczy został obwołany księciem Siedmigrodu (wybaczcie, jeśli gdzieś się mylę, ale próbuję tłumaczyć sama z języka słowackiego :)), kiedy to przypada szczytowy okres jego panowania. Powiem tylko, że chciał on aby Węgry odłączyły się od państwa habsburskiego i doprowadził do tzw. Powstania Rakoczego.
Klasztor przez 20 lat stał opuszczony i zniszczony, a doglądali go tylko księża grekokatoliccy z okolicy.



W 1752 roku zdecydowano się na budowę kamiennego klasztoru, wraz z cerkwią, ponieważ drewniane budowle już dwa razy były niszczone przez ogień. Podobno w cerkwi, za ikonostasem był wyryty w kamieniu napis, głoszący iż (w wolnym tłumaczeniu - czyli moim) :
cerkiew ta została zbudowana w roku 7260 od stworzenia świata i w 1752 roku po narodzeniu Chrystusa.
Ta kosmiczna data to zapis według kalendarza bizantyjskiego.

Monastyr w 1915 roku

Wierni pod ruinami w 1930 roku

Po prawej widać resztki kompleksu, który zamieszkiwali mnisi

Niestety nawet kamienne budowle nie oparły się sile wojennej zawieruchy i monastyr został zniszczony po raz trzeci w 1915 roku. Wtedy to podczas potyczki Austriaków z Rosjanami zabudowania klasztorne dosięgnął ogień bitewny. 
Na Słowacji, podobnie jak w Polsce znajduje się sporo cmentarzy z I wojny światowej, w Krasnym Brodzie są trzy cmentarze. Jednak nie są one tak okazałe, jak te w Zachodniej Galicji, dlatego śmiem twierdzić, że może nawet trudno je znaleźć...
O dziwo, ocalało kilka ważnych i cennych rzeczy, po dziś dzień na Węgrzech, czy na Ukrainie można znaleźć książki z krasnobrodzkiej biblioteki.
Ikona Bogurodzicy przechodziła z rąk do rąk, a ostatecznie znalazła swoje miejsce w cerkwi św. Jana Chrzciciela w Krasnym Brodzie.

XV - wieczna ikona Matki Bożej Krasnobrodzkiej

Obecnie obok ruin cerkwi nadal znajduje się maleńka kaplica pw. św. Pokrowy.


Trzeba wiedzieć gdzie włożyć aparat, żeby zrobić takie zdjęcie, bo w drzwiach jest siatka...

Zdradzę, że na samym dole jest to specjalne miejsce do robienia zdjęć ;)

Całkiem niedawno - w 2002 roku został poświęcony wybudowany nieco powyżej ruin nowy monastyr Bazylianów, w którym nauki pobierają młodzi kandydaci na mnichów tzw. nowicjat.



Kilka lat później w pobliżu powstała także przyklasztorna cerkiew.


Nowiutkie wnętrze

No i oczywiście cudowne źródło, z którego wypływa ,,lecznicza woda", której każdy może zaczerpnąć...

Altana nad cudownym źródłem

A to wszystko możecie zobaczyć całkiem niedaleko od polskiej granicy :) Wystarczy przekroczyć ją w Radoszycach, następnie przejechać przez malowniczą Palotę, Medzilaborce... Kierując się z Medzilaborec w stronę Humennego, po 5 kilometrach jesteśmy w Krasnym Brodzie :)
Tam po prostu nie można się zgubić :)
My natomiast polecamy alternatywną trasę. Przekroczyliśmy granicę w Barwinku, a potem znaczą część drogi pokonaliśmy przez Słowację - na prawdę warto zobaczyć te małe słowackie wioseczki, z niepowtarzanym klimatem, wieloma niewielkimi cerkwiami, oraz niezwykłym krajobrazem. Na pewno jest to coś innego, niby niedaleko od nas - od Polski, a to przepiękny kraj.
Oczywiście przejeżdżając przez Medzilaborce nie można nie odwiedzić słynnego muzeum Andy'ego Warhola, ale to już temat to inny wpis ;)






Kasia




źródło:


sobota, 14 października 2017

Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu - sektor łemkowski

Chęć odwiedzenia Sądeckiego Parku Etnograficznego pojawiła się tuż po wędrówce przez wieś Czarne, kiedy to dowiedzieliśmy się, że właśnie tam przeniesiono cerkiew pw. św. Dymitra. Nie ma co ukrywać, że to ten obiekt interesował nas najbardziej i właśnie dlatego wyruszyliśmy w trwającą aż półtorej godziny w jedną stronę podróż do Nowego Sącza.
Aż wstyd się przyznać, ale przez całe życie, mieszkając zaledwie 30 km sądeckiego skansenu nie byłam tam ani jeden raz!
Obecnie trwają tam prace remontowo-konserwatorskie i spora część z niespełna 70 obiektów jest wyłączona ze zwiedzania. Dlatego postanowiłam Wam dziś zaprezentować tylko sektor łemkowski, a do wirtualnego zwiedzania pozostałej części skansenu zaproszę innym razem :)



Już przy samym wejściu pozytywnie zaskakuje fakt iż KAŻDY zwiedzający w cenie biletu ma przewodnika. Cena biletu dla osoby dorosłej to 14 zł. Tyle, że czasami trzeba na przewodnika chwilę poczekać, bo wejścia są co godzinę (do sprawdzenia na stronie, bo można wchodzić od dwóch stron, stąd są one różne).
My trafiliśmy na świetną Panią przewodnik, która potrafiła zainteresować zwiedzaniem nawet 5-letnie dziecko :) Fajną rzeczą jest, że grupy mogą być maksymalnie 30 - osobowe, ale o tej porze nawet w weekend tyle się nie uzbiera. Podczas niedzielnego popołudnia razem z nami szły jeszcze 2 osoby. Jest to wygodne dla osób które chcą fotografować - jak ja, bo nie trzeba przeciskać się gdzieś pomiędzy ludźmi.
Tyle tytułem wstępu :)

Cerkiew grekoktolicka pw. św. Dymitra została wzniesiona, jak wiecie w Czarnem w latach 1752-1754 w typie zachodniołemkowskim. Odsyłam tutaj do wpisu o Czarnem gdzie zobaczycie archiwalne zdjęcia cerkwi z lat 30-tych i 80-tych.
Świątynia została rozebrana w 1993 roku i przeniesiona do sądeckiego skansenu. Po długiej rekonstrukcji została udostępniona do zwiedzania w 2001 roku, a trzy lata później przywrócono ją do kultu. Została konsekrowana i teraz w okresie letnim odprawiane są tam msze grekokatolickie, odbywają się śluby.



Pochmurny dzień i mała ilość światła nie sprzyjały fotografowaniu wnętrz, więc wybaczcie może nie najlepszą ich jakość.


Na samym dole wśród ikon namiestnych widzimy od lewej św. Mikołaja, następna była Matka Boska z Dzieciątkiem, później Jezus i po prawej patron świątyni św. Dymitr.

Barokowo-rokokowy ikonostas pochodzi z 1801 roku i wyszedł spod ręki Jakuba Szajcera. Po niemal 100 latach od jego powstania odnowienia podjął się Jan Bogdański. W tym samym czasie ozdobił wnętrze polichromią naśladującą marmur. Niestety, cerkiew długo stała w wyludnionej wsi i znaczna część wyposażenia została skradziona, między innymi płótna z bezcennymi malowidłami Bogdańskiego (widzimy zacienione miejsca, zarys postaci w tych miejscach), oraz bogato rzeźbione carskie wrota.

Boczny ołtarz, u góry Michał Archanioł, oraz Bogurodzica


Iluzjonistyczny ołtarz boczny, z rzadkim przedstawieniem 

Będąc we wnętrzu świątyni po prostu nie można oderwać wzroku od sufitu. Bogaty, wielowymiarowy, kolorowy - coś niesamowitego! Długi czas zadzierałam głowę, aż szkoda, że nie było więcej czasu na robienie zdjęć.


W nawie obrazy na sklepieniu przedstawiają tematy nowotestamentowe: Chrystus w domu Marii i Marty (po lewej), dwunastoletni Jezus w świątyni (niewidoczne na zdjęciu), Jezus błogosławiący dzieci (po prawej). Na czwartej, wschodniej, fasecie panorama Jerozolimy (niewidoczne) oraz symetrycznie namalowane dwa klęczące anioły adorujące Chrystusa na krzyżu wieńczącym ikonostas.



Cerkiew otoczona jest zrekonstruowanym ogrodzeniem z bramą wejściową w formie kapliczki.
W pobliżu cerkwi znajduje się plebania ze Szlachtowej i lamus z Wierchomli Wielkiej dopełniające całości, jednak wyłączone ze zwiedzania z powodu prac remontowych.

Biedniacka chałupa z Łabowej


Chałupa z połowy XIX wieku, zbudowana z bali jodłowych na zrąb. Składa się z maleńkiej sieni z wydzieloną komórką, oraz dymnej izby. Co ciekawe była używana w niezmienionym stanie do lat 90-tych! Wewnątrz odtworzono wyposażenie z lat 60-tych należące do Adama Chowańca. We wszystkich pomieszczeniach klepisko. Wyposażenie bardzo skromne, drewniane łóżko, skrzynia, stół i ława do siedzenia, dymny piec. W rogu kuchni dół wykopany na ziemniaki, przykryty deską. 
Domek jest na prawdę maleńki i w obecnych czasach, aż trudno uwierzyć, że na takiej powierzchni mieszkały przecież całe rodziny, często wielodzietne.

Bez dwóch zdań uwagę przyciąga fakt, jak inne było budownictwo na zachodniej Łemkowszczyźnie. 
Jak na przykład zagroda z Wierchomli Wielkiej.


Ta chałupa należała do średniozamożnego gospodarza, ale wewnątrz znajduje się kurny piec. Jest to zagroda wielobudynkowa, mamy tu budynek gospodarczy i osobny chlewik. 



Na Łemkowszczyźnie nie wszyscy, jak to się mówi, klepali biedę i żyli z tego do daje im własne gospodarstwo. Tutaj swą zamożnością wyróżniali się choćby maziarze łosiańscy...

Zagroda maziarska z Łosia


Wewnątrz chałupy, po lewej stronie w tzw. ,,zimnej izbie" znajduje się wystawa dotycząca maziarstwa.

                      

Po prawej mamy mieszkanie rodziny maziarskiej z lat 20-tych XX wieku. Widać, że byli zamożnymi ludźmi, oraz że z wyjazdów wozem ,,w świat" gospodarz przywoził różne pamiątki. Na przykład piękne, malowane talerze, czy stojący pod łóżkiem ceramiczny nocnik. 
Chałupa należała do Ewy i Wasyla Jewusiaków z Łosia (tak mówi przewodnik, a ja znalazłam informację, że właścicielami byli Ewa i Grzegorz - informacja w artykule TUTAJ, gdzie ich krewna opisuje dzieje rodziny).
Ciekawym rozwiązaniem jest wąska komora, znajdująca się za kuchnią, która służyła do spania. Znajduje się tam łóżko, a na tzw. zapiecku, we wnęce spały dzieci. 


Na boisku, w stojącym obok chałupy budynku gospodarczym ustawiono oryginalny wóz maziarski.

Na uwagę zasługuje także krzyż przydrożny z Bodaków. Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że mogliby trochę obciąć te gałęzie, bo go prawie nie widać...
Krzyż ten stał ponoć przed szkołą w Bodakach. Przewodnik mówi, że został wykonany w Bartnem, w warsztacie Wasyla Graconia na początku XX wieku. 




Obok krzyża postawiono dwa spichlerze tzw. sypańce, przeniesione z Muszynki. Są to charakterystyczne budowle z pogranicza polsko - słowackiego. Ściany były grubo lepione gliną, która trzymała się na drewnianych kołkach. Miało to chronić spichlerz przed pożarem. Natomiast jeżeli do takiego doszło, zrzucano cały gontowy dach z pomocą bosaków, ponieważ nie był on ściśle związany z całą konstrukcją, a tylko luźno położony na kolebkowym sklepieniu.

A wracając do krzyża, to akurat obok przechodziła taka babcia...


I starym zwyczajem, podeszła do krzyża i ucałowała stopy Jezusa... Dla niej zapewne to nawykły odruch wyniesiony z domu, ale obecnie to już nie jest powszechny widok.



Odnośnie samego muzeum, chciałam dodać, że można sobie ściągnąć bezpłatną aplikację z audioprzewodnikiem :) Na każdym obiekcie mamy na tabliczce numer, wybieramy go w aplikacji i wirtualny przewodnik opowiada nam o odwiedzanym miejscu :)
Kolejna sprawa to bilet, który prócz zwiedzania parku etnograficznego daje nam możliwość wejścia do wszystkich budynków znajdujących się przy rynku galicyjskim na ul. Lwowskiej. W jeden dzień można zobaczyć wszystko! A jest tego na prawdę sporo - pół dnia chodzenia i oglądania :)

Wiecie na co jeszcze zwróciłam uwagę? Przewodnik w nowosądeckim muzeum ma JEDEN klucz, do wszystkich kłódek. Jak to zobaczyłam, to od razu przypomnieli mi się przewodnicy z sanockiego skansenu objuczeni ogromnymi pękami kluczy :)
Może to trochę niepatriotyczne, zważywszy, że mieszkamy na Podkarpaciu, ale skansen w Nowym Sączu dużo bardziej przypadł mi do gustu, a już na pewno jeśli chodzi o całą organizację zwiedzania.

Mam nadzieję, że uda się stworzyć kolejne wpisy o tym miejscu, oraz że ich treść zachęci Was do odwiedzenia Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu :)



Kasia

sobota, 7 października 2017

Ruiny cerkwi w Nagórzanach ( Gmina Bukowsko)



Wieś Nagórzany położona jest przy drodze wojewódzkiej nr 889 z Sieniawy przez Bukowsko do Szczawnego. Jest to pagórkowaty obszar Pogórza Bukowskiego, tereny wykorzystywane rolniczo. 

Miejsce to nas zaintrygowało gdyż znajdują się tam ruiny, niby w centrum wsi ale obskurne, opuszczone i nikt o nie nie dba... Czyżby już było za późno na ocalenie pamięci o tym obiekcie??? 




Jak się okazało są to ruiny cerkwi grekokatolickiej pw. śś, Piotra i Pawła. Nagórzany były wsią polską lecz mieszkała tam również niewielka grupa ludności rusińskiej wyznania grekokatolickiego.



Teraz kilka słów o samej cerkwi. Wzniesiona została w 1848 roku, erygowana w 1861 z fundacji Włodzimierza Poźniaka, patrona tytularnego i kolatora cerkwi. Do 1881 Nagórzany były niezależną parafią, później cerkiew została filią parafii z Woli Sękowej.

Zwisające z tyłu świątyni resztki dachu...

Jest to budowla orientowana, na planie prostokąta, murowana z kamienia łamanego. Pierwotnie była otynkowana. Jej dach pokryty był gontem. Pod  cerkwią znajduje się krypta z  grobami fundatora i jego synów. Do 1965 roku przed wejściem do świątyni znajdowała się kamienna dzwonnica parawanowa rozebrana w kolejnych latach pod budowę miejscowego pomnika ! 


Wejście do świątyni przez wyłamane drzwi


Część pierwotnego wyposażenia cerkwi bezpowrotnie zniknęła, część znajduje się w kościele w sąsiedniej wsi - Nowotańcu. W Muzeum Historycznym w Sanoku znajduje się ocalona XVI wieczna ikona z tej świątyni. Po 1945 nastąpiła całkowita konwersja z obrządku grekokatolickiego na łaciński. Po roku 1947 cerkiew zaczęła popadać w ruinę i tak jest po dzisiejszy dzień....


Data erygowania cerkwi wyryta w nadprożu

Wieś Nagórzany z łemkowskiego zwana Nahorjany, została założona w 1366 roku kiedy to król Kazimierz Wielki wydał przywilej lokacyjny wsi po obydwu brzegach rzeki Brzozowa. W XIX wieku Nagórzany tworzyły przedmieście miasteczka Nowotańca. Wieś dzieliła się na przysiółki: Lipniki, Ludwikówkę, Węglarzyska i Królikówkę. Ilość mieszkańców na przestrzeni XIX i XX wieku kształtowała się na poziomie około 400 osób , w tym przed wysiedleniami mieszkało tutaj kilkadziesiąt osób wyznania grekokatolickiego użytkujących wspomnianą powyżej cerkiew .


 Zamek w drzwiach wejściowych

Tak wygląda wnętrze świątyni obecnie. Przez zniszczone, stare drzwi każdy może wejść do środka. Walają się tam jeszcze resztki krytego gontem dachu, kawałki blachy, drewniane belki oraz śmieci...



 Widok w stronę ołtarza

W miejscu w którym stał ołtarz znajduje się wielki kamień. Pod nim zapewne znajduje się krypta fundatorów cerkwi... Zapomnianych przez ludzi jak całą ta ruina...


 Ciekawe ile jeszcze przyroda potrzebuje czasu na dokończenie rozbiórki...


 Resztki tynku i malowideł na ścianach


 Resztki malowideł



 Dogorywają resztki dachu krytego gontem ....


Blachy z wieżyczki która znajdowała się na dachu


Na znajdującym się tuż przy cerkwi cmentarzu zachowało się tylko kilka nagrobków z początku XX wieku...

Jeden z lepiej zachowanych nagrobków


Jakie są powody tak złego stanu tego zabytku? Dlaczego nikt nie zainteresuje się chociażby uratowaniem przed dalsza dewastacją tego co jeszcze zostało? Można przecież jakoś zabezpieczyć mury przed dalszym ich wietrzeniem, oczyścić z roślin rosnących na nich. Przydałyby się jakieś tablice informacyjne o historii świątyni i o tym jak do niej trafić... Z mapą jakoś się nam udało, lecz bez niej turysta nawet nie wie że takie ruiny znajdują się w Nagórzanach... 


Krzyż z motywem dębowych liści, często spotykany w tym regionie

Ruina znajduje się w ścisłym centrum wsi zasłonięta prze budynek miejscowej Straży Pożarnej oraz Domu Ludowego. Otoczona jest wokół domami, znajduje się tam duże gospodarstwo rolne które roztacza charakterystyczna zapach kiszonki, pasą się obok niej krowy, jest niewielkie boisko piłkarskie. 


Na koniec pragnę wspomnieć tragiczny epizod z historii wsi. W nocy z 5 na 6 kwietnia oddział UPA spalił całe Nagórzany. Czy to mogło być powodem późniejszej dewastacji świątyni grekokatolickiej? Lecz w dzisiejszych czasach gdy emocje już trochę opadły może warto by było pomyśleć o uratowaniu tych ruin...



Kamil



Źródła: 

www.wikipedia.org

sobota, 30 września 2017

Zawadka Morochowska - mała wioska której los zgotował tragiczny koniec

Zacznijmy może od określenia gdzie znajdowała się wieś Zawadka Morochowska. Na południe od Zagórza, w urokliwej dolinie rzeki Osławy, leży wieś Mokre. Jest to jedna z nielicznych wsi w regionie, do dziś pospołu zamieszkana prze Polaków i Ukraińców, nawet z nieznaczną przewagą tych ostatnich. Jej częścią jest przysiółek Morochowica, usytuowany w dolince potoku Matorga. W górze jego doliny, pośród lasów, ścielą się jeszcze płaty otwartych przestrzeni, niegdyś były to pola Zawadki Morochowskiej - małej ukraińskiej wioski która po wojnie zniknęła z powierzchni ziemi...

Pomnik upamiętniający zamordowanych mieszkańców Zawadki

Pierwsza wzmianka o Zawadce pochodzi z 1567 roku. O jej historii niewiele wiadomo. Wioska była mała. Pod koniec XIX wieku liczyła 37 domów i 207 mieszkańców, w tym 181 narodowości ukraińskiej, 11 polskiej i 13 żydowskiej. Przed wybuchem II wojny światowej w 45 domach mieszkało 328 osób, wszyscy byli Ukraińcami. W tym czasie wybudowano szkołę prowadzoną przez Towarzystwo Ridnoj Szkoły.

Ukraińska flaga powiewa nad cmentarzem


Wielka Historia dociera do Zawadki pod koniec wojny. W sierpniu 1944 r. duże zgrupowanie AK pod dowództwem „Korwina” - mjr Adama Winogrodzkiego, w związku ze zbliżającym się frontem, przegrupowuje się z rejonu Poraża na południe. Prawdopodobnie około 5 - 7 sierpnia obozują w lasach wokół Zawadki. We wsi dostają coś tam do jedzenia - wiadomo, „leśnym” się nie odmawia... Niemcy, w odwecie za pomoc partyzantom, palą całą Zawadkę. Zostaje tylko cerkiew i szkoła. Odtąd mieszkańcy mieszkać będą w ziemiankach, byle jak skleconych szałasach. Swych chat już nigdy nie będzie im dane odbudować.



Pola dawnej Zawadki Morochowskiej


Obecnie pola są również koszone

Zawadka Morochowska stała się ofiarą walk polsko-ukraińskich. Powodem akcji represyjnych podejmowanych przez wojsko  były podejrzenia o przynależność jej mieszkańców do UPA. Jak obecnie wiadomo, trochę prawdy w tym jednak było....


Dawna droga do wsi


Drogowskazy pisane cyrylicą, prowadzące do pomnika


W okresie od stycznia do maja 1946 roku wieś była kilkakrotnie pacyfikowana przez oddziały Wojska Polskiego. Sporo jej mieszkańców zginęło z rąk żołnierzy, a zabudowania zostały spalone. Wszystko zaczęło się w styczniu 1946 roku, kiedy sotnia "Chrina" zaatakowała i zmusiła do odwrotu przechodzący tędy oddział WP. Potem wydarzenia potoczyły się lawinowo...



 Ku pamięci ofiar...


Imiona, nazwiska i wiek ofiar



Pierwsza akcja nastąpiła 25 stycznia, miały wówczas zginąć 84 osoby, a podczas dwóch kolejnych, przeprowadzonych w marcu i kwietniu, utraciło życie 16 osób. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, a różne źródła przytaczają odmienne dane.


Zbiorowa mogiła mieszkańców Zawadki


Widok z cmentarza w kierunku pól Zawadki

Podjęte potem wysiedlenia ostatecznie przesądzily o losie wsi. Pod koniec kwietnia 1946 roku 78 mieszkańców wysiedlono na radziecką Ukrainę. W następnym roku pozostałe 15 osób wywieziono na Ziemie Odzyskane.

Cmentarz parafialny




Zabudowania Zawadki rozlokowane po obu stronach wiejskiej drogi biegnącej wzdłuż potoku Broniec sięgały wysoko na zbocza wzgórza. W dolnej części wioski stała drewniana cerkiew grekokatolicka pw. Objawienia Pańskiego z 1870 roku. Co zostało po wsi ? Tylko wyraźne jeszcze miejsce po cerkwi , spalonej zapewne w 1947 roku i wiejski cmentarz.


Archiwalne zdjęcie cerkwi w Zawadce Morochowskiej


Ogrodzenie cmentarza wykonane z bardzo solidnego łańcucha


Wyżej cmentarza wiejskiego ktoś zatknął wśród krzaków ukraińską flagę


Na miejscu cerkwi stoi krzyż , natomiast na cmentarzu wznosi się pomnik odsłonięty w 1998 roku staraniem komitety upamiętniania zamordowanych. Na tablicy figurują 73 nazwiska ofiar. Ich szczątki kryje zbiorowa mogiła....


Wśród tego pasa drzew stały niegdyś domy...



Do Zawadki poprowadzona została ścieżka historyczno - kulturowa "Wokół Baladhory". Ścieżka ma przybliżać historię i kulturę zamieszkującej niegdyś tutaj społeczności: Ukraińców, Polaków, Żydów i Cyganów. Historię niezwykle bogatą i burzliwą... Ustawiono tablice informacyjne w trzech językach" polskim, ukraińskim i angielskim. Oprócz tablic oznaczenia w terenie nie ma więc trzeba radzić sobie samemu :)

Tu zostawiliśmy nasz samochód. By dotrzeć do Zawadki należy wybrać tę mniej wyraźną drogę, bardziej w prawo :) 


 Malownicza drogą którą podążaliśmy


Późne lato w Zawadce

Zawadka Morochowska to w PRL-u był temat tabu. Jej powojenna historia zupełnie nie przystawała do oficjalnie propagowanej historii tych ziem. Dopiero pod koniec lat 80-tych paryska "Kultura" opublikowała list Jerzego Biłasa, byłego mieszkańca Zawadki, dotyczący wydarzeń w tej wsi. Następnie tekst ten opublikowała Gazeta Wyborcza. W ten sposób historia Zawadki dotarła do szerszych kręgów społeczeństwa polskiego.


Tabliczka prowadząca na miejsce, nieco niewidoczna wśród zarośli


Ładniutki padalec spotkany na środku polnej drogi :) 


Natknęliśmy się również na zimowity, to znak że jesień zbliża się wielkimi krokami :)


Na koniec widok znad Zawadki w kierunku Bieszczadów :) 



Kamil





Źródła :

"Krajobrazy nieistniejących wsi" Stanisław Kłos , 2010

www.morochow.weebly.com

www.esanok.pl

www.cerkiewne.tematy.net