sobota, 22 kwietnia 2017

Niedźwiedzim tropem - Jawornik koło Komańczy

Pierwsza wzmianka o królewskiej wsi Jawornik widnieje w przywileju lokacyjnym z 1546 roku. Osadźcą był Roman Rusin, syn kniazia Jarosza Szczaweńskiego. Poczatkowo wieś należała do dóbr koronnych Rzeczypospolitej i wchodziła w skład starostwa sanockiego. Wkrótce teren ten stał się ludny a dookoła powstało jeszcze cztery mniejsze przysiółki, zaś sam Jawornik dzielił się na Górny i Dolny. Wieś wyludniła się juz blisko sto lat później - w roku 1657 w wyniku najazdu Jerzego Rakoczego.

Kiedyś rosły pewnie w czyimś ogródku...


Po II wojnie światowej mieszkańcy wyjechali na sowiecką Ukrainę. Budynki zostały częściowo rozebrane przez okoliczne chłopstwo, częściowo zniszczone. Dziś mianem Jawornika określa się kilka domów położonych nad Osławicą, u wylotu doliny jawornickiego potoku( na terenie dawnego przysiółka Miklaszki.


Mapa rozmieszczenia domów w Jaworniku,
 żródło: www.beskid-niski.pl


Wieś dzieliła się na Jawornik Dolny i Górny (albo Niżni i Wyzni Koniec). Numery we wsi zaczynały się nietypowo bo od góry doliny. My nasza wędrówkę zaczynamy od Wahalowskiego Wierchu (666 m n.p.m.), kilkadziesiąt metrów niżej rozpoczynała sie zabudowa dawnej wsi ...


 Grzbietem Wahalowskiego Wierchu przechodzi czerwony szlak z Komańczy w kierunku Tokarni.

 W oddali widoczny szczyt Kamień nad Jaśliskami

 Widok na pasmo graniczne

 Tereny dawnego Jawornika, w oddali widoczna Rzepedka

 Rozległe łąki nad Jawornikiem


Dawny przysiółek Jawornik Górny to szeroka kotlina położona w widłach źródlisk potoku Jawornik. Wiejska droga jest tutaj juz trudno rozpoznawalna, jej przebieg wskazują znaki biało-czerwonego turystycznego szlaku gminnego. Dobra mapa lub GPS na pewno przydadzą wam sie gdy będziecie wedrowac tą doliną, zwłaszcza latem gdy roślinność jest bujna...

Świetnie zachowana podmurówka łemkowskiej chyży


Z myślą o zachowaniu pamięci o historii wsi powstał projekt Parku Kulturowego "Rezerwat Pustki" polegający na ustanowieniu chronionego krajobrazu w dolinie. Istotnie dolina Jawornika, po powojennych wysiedleniach, uniknęła losy wielu innych podobnych miejsc. Nie jest rozjeżdżona przez leśników, nie została upstrzona daczami. Pozostało tu zaś wiele śladów dawnych czasów. Oto kilka z nich które udało nam się odnaleźć :) 


Stare studnie łemkowskie, bywało że nawet 2 i 3 były przy każdym domu. Bardzo trzeba na nie uważać wędrując po Jaworniku by nie wpaść do której. Niektóre są zasypane i płytkie, inne mają po dwa lub trzy metry...

 Stara studnia - zimą znajdują w niej schronienie np. węże :) 

 Mimo upływu lat nadaj w niezłym stanie


Kamiennych piwnic również jest tutaj sporo, ta na zdjęciu poniżej jedna z najlepiej zachowanych. Z większości pozostały tylko ściany, bez sklepień...

 Latem panuje tutaj przyjemny chłód

 Żelastwo w trawie, najprawdopodobniej ze starej kuchni


 Kolejna podmurówka domu, tuż obok rośnie zdziczały agrest


Podkowa oraz inne żelazne pozostałości po dawnych mieszkańcach zgromadzone koło chatki 


W rejonie tym, jak głoszą przekazy, istniała szczególna wiara we wszelkiego rodzaju wampiry, upiory i zjawy. Panował silny strach przed nimi. Podaje się że dawniej wszyscy chowani na jawornickim cmentarzu, musieli mieć najpierw wbity w serce osikowy kołek - w wiadomym celu. Ucinano także umarłym głowy i kładziono je u stóp aby zapobiec pośmiertnym wędrówkom upiora.


Ostatnie pochówki wampiryczne odbywały się jeszcze ponoć w wieku XX. Zwyczaje związane z wiarą w wampiry i wszelkiego rodzaju inne złe duchy praktykowane również były w innych wsiach, Jawornik nie jest tutaj ewenementem :) 



Cmentarz w Jaworniku jest czynny do dziś. jest ogrodzony i utrzymywany w porządku przez dawnych mieszkańców wsi, żyjących m.in. w Rzepedzi. 


Zdjęcie na jednym z współczesnych nagrobków


Naprzeciwko cmentarza znajdowała się cerkiew pw. św. Dymitra. Zbudowana została w 1843 roku a rozebrana po drugiej wojnie. Wśród widocznych do dziś fundamentów starej cerkwi postawiono małą drewnianą kaplice unicką.






 Cebulka i krzyż ze zwieńczenia cerkwii...

Na cerkwisku stoi drewniany, trzymetrowy krzyż z napisem : (950 liet chreszczenia Rusi - Ukrainy 988 - 1938. W roku 1988 zbudowano kolejny krzyż na 1000-lecie chrztu Rusi.

Czas robi swoje, drewno z którego zbudowano krzyż zbutwiało...


Należy również wspomnieć że w Jaworniku znajduje się chatka studencka. Jest niezwykła bo nikt tam na bieżąco nie urzęduje. Od czasu do czasu zjawiają sie tam tylko zorganizowane grupy. W środku znajdziemy wszystko co potrzebne jest do przetrwania, także jest kilka miejsc noclegowych i miejsce na ognisko w środku. 



Z wszystkiego co jest w chatce możemy korzystać do woli ale należy pamiętać by pozostawić porządek i coś od siebie dla nastepnych wędrowców.

 Piwniczka Jarka :)


 Potok jest zbyt mały by sie w nim myć więc obok chatko zorganizowano prysznic :) 


Widok z okolic chatki 

Na terenie dawnej wsi zachowało się kilka krzyży przydrożnych. 


 Krzyż w górnej części wsi wrośnięty częściowo w jabłoń na której został oparty. Kamiennego cokołu niestety nie udało się nam odnaleźć...


 Cokół , niestety bez krzyża nad potokiem Jawornik. Cieżko go wypatrzeć bo jest porośnięty pędami dzikiej róży. w okresie wczesnej wiosny udało się go nam odnaleźć...



 Kamienny cokół niedaleko chatki studenckiej, nad drogą. Drewniany krzyż leżał obok pod warstwą suchej trawy, wbiliśmy go obok...

Części zniszczonego krzyża leżące w mrowisku pod cokołem...


Dobrze zachowany i zadbany krzyż w dolnej części wsi



Od kilku lat w Jaworniku odbywają się zgromadzenia Rainbow Family - Tęczowa Rodzina w Polsce. Odbywają się zawsze na tydzień przed majową pełnią Księżyca i trwają kilkanaście dni. Tutaj możecie przeczytać kilka słów o nich :) 


 Potok Jawornik i jego skalne koryto




 Krajobraz w dolnej części wsi, tu prowadzona jest zrywka...


 Urokliwa droga i stosy drewna


 Tablicę tą zobaczyliśmy gdy wychodziliśmy już z doliny Jawornika :)


Tablica nie kłamała, w błocie dostrzegliśmy ślady niedźwiedzia :) Dobrze że skończyło się na obserwacji tropów a nie na bliższym spotkaniu !


Podczas wędrówki towarzyszył nam Robert, którego na facebooku możecie znaleźć pod nazwą Przez peryskop. Oprócz tego, że dotrzymywał nam kroku to całą wycieczkę uwiecznił na filmie :)
Myślę, że jego ,,produkcja" idealnie dopełnia całości tego o czym przeczytaliście w tym wpisie. A poza tym możecie zobaczyć tu nasze żmudne poszukiwania pozostałości po mieszkańcach wsi Jawornik. 
Zachęcamy do obserwowania jego kanału na YouTube, ponieważ z Robertem możecie zwiedzić i zobaczyć wiele ciekawych zakamarków Beskidu Niskiego :)



Jawornik jest jedna z kilkudziesięciu urokliwych dolin które decydują o atrakcyjności Beskidu Niskiego. Miejmy nadzieję że władze gminy Komańcza spróbują zachować tą piękna dolinę dla przyszłych pokoleń. Warto by Jawornik wynurzył się z zarośli i ludzkiej niepamięci z całą swoją niepowtarzalna atmosferą ! :) 



Kamil


Źródła: 

www.twojebieszczady.net

www.beskid-niski.pl

www.orkiestra.umcs.lublin.pl

Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015

czwartek, 13 kwietnia 2017

Dawne łemkowskie tradycje i zwyczaje wielkanocne

Wielkanoc to najważniejsze i najbardziej radosne święto wszystkich chrześcijan. Święto Wielkiej Nocy jest ruchome zarówno w Kościele Zachodnim, czyli u rzymskich katolików, jak i w Kościele Wschodnim. Co kilka lat zdarza się, że wyznawcy wszystkich obrządków obchodzą to wielkie święto razem. Tak też wypadło w tym roku. Natomiast następny taki przypadek będzie miał miejsce dopiero w 2025 roku!

Autor: Teodor Kuziak
Pascha


U Łemków Wielkanoc nazywana jest Wełykdeń. Podobnie jak w kościele rzymskokatolickim obchody rozpoczynały się w Niedzielę Palmową, zwaną Kwitną Nedilą. Dawniej Łemkowie świeżo ukręconym lnianym powrózkiem (biczem) wiązali gałązki bazi, które święciło się w cerkwi. Bazie spełniały ważną rolę, gdyż przechowywano je i używano do okadzania chorych, dawano krowom do jedzenia, oraz podkładano na węgłach nowo stawianych domów. Zaś podczas burzy palone w piecu patyczki bazi miały ,,wykurzyć" diabła, wszakże to on sprowadzał pioruny. Wszystkie te zabiegi miały przynieść szczęście, a odsuwać choroby. Ot zwykłe gałązki, a służyły przez cały rok do różnych celów.

W powiecie gorlickim istnieje zwyczaj ,,poświęcania pól". W Palmową Niedzielę, w rogu każdego zagonu wbija się przygotowany wcześniej, poświęcony krzyżyk z patyków, ozdobiony jak palma.
Ma on chronić przed klęskami żywiołowymi, gradobiciem.

Wielki Czwartek to dzień kiedy Judasz miał zdradzić Jezusa. W cerkwi odprawiano nabożeństwo zwane strast, w trakcie którego ksiądz 12 razy czytał Ewangelię. Pastuchowie przychodzili na nabożeństwo z biczami ukręconymi na Kwitną Nedilę, którymi przewiązane były bazie. Po odczytaniu każdej Ewangelii wiązali na nim jeden supełek. Gdyby latem podczas pełnienia swoich obowiązków zdarzyło się, że pastuchowi zagubiło się bydło, wystarczyło, że rozwiązał jeden supełek i od razu zguba się znajdowała.
W niektórych wioskach Łemkowszczyzny w czwartek wieczorem palono w polach ogniska. Z tego co wiem, w wielu małopolskich wioskach, nie koniecznie łemkowskich nadal kultywuje się tą tradycję. Rozpalenie ogniska to symbol ukarania Judasza za haniebny czyn jakim była zdrada.
Do dziś na południu Polski o zmroku w Wielki Czwartek można zobaczyć większe, lub mniejsze płonące stosy.
Nie bez powodu wierzono, że właśnie w Czwartek można zobaczyć błędne ogniki błyskające po górach, które miały wskazywać ukryte skarby. Wierzono, że tego dnia po świecie błąkały się dusze zmarłych. Wielki Czwartek rozpoczynał post ścisły, trwający do niedzieli. Kobiety zaczynały ozdabianie jajek.


Wielki Piątek to czas czuwania. Rozpalano przy cerkwi ogniska, przy których chłopcy trzymali stałą wartę aż do niedzieli.

W Wielką Sobotę wieczorem, lub niedzielę rano przynoszono do święcenia kosze z jadłem. W koszu znajdowały się wędliny, chleb, jajka, sól, chrzan.
Najważniejsze miejsce zajmowała tzw. paska, czyli pszeniczny bochen w kształcie koła, przynoszony przez mężczyzn, który po poświęceniu nabierał oczywiście właściwości magicznych, leczniczych i ochronnych. Po poświęceniu pokarmów, należało spieszyć się do domu, bo kto pierwszy do niego dotrze, ten pierwszy skończy żniwa. Kto chciał mieć szczęście przy zbieraniu grzybów, ten do kosza wielkanocnego, w drodze do domu powinien zbierać wszelkie trzaski, patyczki. Paski obnoszono dookoła domu, a potem przechowywano do Zielonych Świąt, czyli tzw. Rusala i wówczas częstowano się nimi, po to by ,,w przyszłym roku nie zabrakło chleba.

Ikona zstąpienia Chrystusa do otchłani (Anastasis)

Nieodzownym elementem są oczywiście jajka.
Barwne pisanki wykonywane przez Łemków tzw. malowanky wykonywane były techniką batikową. Do ich wykonania potrzebny jest gorący wosk, którym ozdabia się jajka, rysując kreseczki - łezki, kropeczki itd. Potem, kiedy zafarbowano jajka z pomocą barwników naturalnych np. łupiny cebuli, można było zetrzeć warstwę wosku, wcześniej przytrzymując jajeczko nad płomieniem świeczki.


Przykładowe kolory, jakie możemy uzyskać dzięki barwnikom naturalnym:

- zieleń - uzyskiwano dzięki wywarowi z pokrzywy, barwinka, oraz przede wszystkim z młodego żyta ozimego
- żółć - różne jej odcienie można uzyskać dzięki łupinom cebuli
- czerwień - daje wywar z mieszanki cebuli i kory dębowej, krokusa, a także wywar z suszonych owoców czarnego bzu, czy jagód. Tu również można użyć łupin cebuli, lecz nie otrzymamy koloru krwistoczerwonego, a bardziej mahoniowy
- fiolet - uzyskać można dzięki wywarowi z ciemnej malwy.


Wprawione Łemkinie potrafią robić przecudne, wielobarwne pisanki, a jest to bardzo trudna sztuka, polegająca na kilkukrotnym malowaniu, farbowaniu na kolejne kolory. Jest to bardzo żmudna praca.
W moim rodzinnym domu przyrządem do pisania była szpilka wbita w patyczek. Fajnie sprawdzały się młode pędy bzu dzikiego, albo tego rosnącego w ogródku, ponieważ w środku wypełnione są białym, gąbczastym rdzeniem, w który bardzo łatwo wbić szpilkę :)

Wodę, w której ugotowano jajka, nie można było tak po prostu wylać. Obmywano nią krowie wymiona, żeby czarownica nie mogła odebrać im mleka. W niektórych wsiach dziewczęta myły w niej nogi.

Procesja wielkanocna  w Kotani
źródło: lemko.org

W pierwszy dzień świąt Łemkowie z rana chodzili nad rzekę, strumień po to, by wypatrywać w wodzie ryb. Szczęśliwiec, który jakąś dostrzegł, cały rok miał być zdrów jak ryba.
Po niedzielnym nabożeństwie młodzież oddawała się zabawom, śpiewom, bo przecież Wielkanoc to czas radości.
A skoro już o tym mowa, to szczególnie wesoło rozpoczynał się Poniedziałek Wielkanocny, kiedy to po nocnych dowcipach, często dość szalonych, gospodarze po całej wsi szukali pochowanych sprzętów rolniczych. Zdarzało się znaleźć je na dachu czyjejś chyży. Zamalowywano wszystkie okna, po to by gospodarze nie wiedzieli, czy to noc, czy dzień.
Ten zwyczaj też zachował się na terenie np. powiatu gorlickiego. Niestety nie zawsze żarty są trafione, nieraz kończą się wizytą policji. Tradycję można i należy kultywować, ale tutaj trzeba zachować umiar, przyzwoitość, żeby psoty nie przerodziły się w zwyczajne akty wandalizmu.

Oczywiście ten dzień to także oblewanie się wodą. Każda panna musiała być oblana sowicie wodą, łatwiejsze i równie często stosowane było wrzucanie kobiet bezpośrednio do stawu, lub rzeki.
Drugiego dnia świąt Łemkowie odwiedzają groby swoich bliskich.

A wszystkim naszym czytelnikom...


Na zdjęciu drzwi do chaty ze Smolnika (MBL Sanok).



Kasia


Źródła:

Jan Madzik ,,Zwyczaje doroczne Łemków" w ,,Nad rzeką Ropą - Zarys kultury ludowej powiatu gorlickiego", Kraków 1965 r.

http://www.beskid-niski.pl/

http://lemko.org/



sobota, 8 kwietnia 2017

Dawna łemkowska wieś Szklary i Bania Szklarska (695 m n.p.m)

Nie wiadomo z całą pewnością kiedy powstała wieś Szklary, ale zapewne miało to miejsce przed 1470 rokiem, kiedy to wymieniono ją po raz pierwszy jako Śćklary. Nazwa wskazuje, że wytapiano tutaj szkło. Górująca nad Szklarami Bania mogła być miejscem wydobywania surowca, gdyż banią nazywano niegdyś kopalnię.
Dopiero w 1527 roku biskup Andrzej Krzycki nadał tej wiosce prawo wołoskie. Sołtysem został Wołoch Fal z Daliowej. 

W czasach konfederacji barskiej stacjonował w okolicy wsi jeden z oddziałów. Znajdująca się przy drodze do Rymanowa, na Przełęczy Szklarskiej kapliczka z XVII wieku mogła zostać postawiona na mogile konfederatów, którzy polegli w walce z oddziałem rosyjskim. W 1998 roku został zrekonstruowany wieńczący ją metalowy krzyż. Kapliczka jest uderzająco podobna do tej ze szwedzkiego kurhanu w Jaśliskach.





W 1761 roku parochem w Szklarach był Aleksander z Uniechowa Stebnicki, sprawujący jednocześnie urząd dziekana grekokatolickiego dekanatu jaśliskiego. Wcześniejsza cerkiew według jego opisu miała: ,,(...) dobry chór, oraz carskie wrota snycerskiej roboty, dobrze złotem i innymi farbami obmalowane". Teren wokół świątyni był ogrodzony drewnianym parkanem. 
Parochia istniała tutaj do 1848 roku kiedy zmarł paroch ks. Joann Gorajewicz (1781-1848). Jego następca zlikwidował szklarską parochię i włączył ją do tej daliowskiej. 

W 1894 roku zbudowano na miejscu starej cerkwi nową, drewnianą pw. św. Mikołaja. Była orientowana, trójdzielna, z trójbocznie zamkniętym prezbiterium, zakrystią od północy i kruchtą od zachodu. W 1930 roku przywrócono parochię w Szklarach, kiedy to mieszkańcy rozważali przejście na prawosławie. Nie mogli bowiem przez dłuższy czas uzyskać zgody grekokatolickiego biskupstwa w Przemyślu na ustanowienie we wsi samodzielnej parochii.


Po dziś dzień dzięki pracy wielu osób udało się zachować zarys cerkwi, która została rozebrana w latach 50-tych. 
Na cerkwisku znajduje się także kamienna chrzcielnica.


Jak podaje przewodnik z 1987 roku ,,Od Komańczy do Krempnej" na terenie cerkwi znajdowały się dwa krzyże z kopuł. Niestety w wydanym kilka lat później ,,od Komańczy do Bartnego" tych samych autorów znajduje się wzmianka, że krzyże z kopuł zginęły...
Jak podaje Dariusz Zając na stronie www.beskid-niski-pogorze.pl jeden z krzyży ,,gdzieś" na terenie dawnej wsi się ostał.

W 1931 roku Szklary liczyły 69 gospodarstw i 437 mieszkańców.

Podczas działa wojennych w 1944 roku zginęło 7 mieszkańców wsi i zniszczeniu uległa spora część domów. Grasujące później bandy UPA przyczyniły się do śmierci 2 kolejnych członków tej społeczności. 
W 1946 roku wszystkich mieszkańców wysiedlono na sowiecką Ukrainę, a ich domy rozebrano.
Na terenach dawnej wsi 1952 roku zaczął gospodarzyć PGR. Natomiast w pewnym oddaleniu, przy głównej drodze powstały współczesne Szklary. Dziś znajdują się tam bloki pracowników PGR-u oraz pozostałości zabudowań tegoż zakładu. Niechlubną pamiątką po Państwowym Gospodarstwie Rolnym jest niestety barszcz sosnowskiego, zwany ,,zemstą Stalina"...

My startujemy z Przełęczy Szklarskiej, gdzie zostawiamy samochód i kierujemy się dróżką, na której stoi szlaban. Służby leśne chyba sobie zrobiły tam miejsce na drewno.

To chyba jedyny moment tego dnia, kiedy zobaczyliśmy tak duży skrawek niebieskiego nieba nad Banią Szklarską :)

Na wspomnianej dróżce jest mnóstwo połamanych drzew, chyba ta zima dała się ostro we znaki...

Dochodzimy do potoku o nazwie Chyżny, nad którym znajdowała się zabudowa dawnej wsi. Przechodzimy na drugą jego stronę, bo to tam, gdzieś wśród krzaków będziemy szukać cmentarza i cerkwiska.

Łąki przecina kilka małych potoczków i jarów.

To zapewne kiedyś była droga biegnąca wzdłuż wsi na d potokiem Chyżny

Jak już wejdziecie, że tak powiem ,,w krzaki" to uwaga! Zachowajcie szczególną ostrożność i patrzcie pod nogi, ponieważ prócz resztek piwnic (niestety nad żadną nie zachowało się sklepienie), oraz resztek podmurówek znajdują się tutaj również studnie.

To była piwnica...

Ta studnia akurat jest zasypana, ale spotkaliśmy też taką, która nie była w żaden sposób zabezpieczona.

Dlatego najlepiej, o czym już niejednokrotnie wspominaliśmy, wędrować wczesną wiosną, lub jesienią.
Tereny nad potokiem, gdzie znajdowały się domy, zostały zdemolowane i rozjeżdżone przez pracowników PGR-u, ale my znaleźliśmy na przykład blachę z kuchni.


Po kilkudziesięciu minutach krążenia wśród zarośli wszelakich docieramy do cerkwiska, skrytego wśród drzew. Na szczęście miejsce to zostało najpierw uporządkowane, oraz wyremontowane w 2005 roku przez ,,Magurycza". Natomiast w ubiegłym roku grupa ochotników poddała je ponownemu ,,odkrzaczeniu".

W Szklarach mamy w sumie 3 cmentarze. Pierwszy z nich - przycerkiewny. Zachował się na nim jeden z najstarszych (o ile nie najstarszy) nagrobków w Beskidzie Niskim, noszący datę 1848.
Jest to mogiła wspomnianego powyżej Iwana Garajewicza (1781-1848)  - tutejszego parocha i jego żony Ireny.
Z trzech stron znajdują się na tym kamiennym cokole napisy w języku ruskim, polskim i łacińskim.


Z lewej strony napis po łacinie, który w tłumaczeniu oznacza: Ku wiecznej pamięci Jana i Ireny Haraiewicz.
Przód jest w języku ruskim, tam prócz nazwiska znajduje się jego funkcja (paroch Szklar i Daliowej), data urodzenia i śmierci jego i jego żony. Na samym dole napis jaki można spotkać na wielu nagrobkach: wieczna im pamięć.
Napis po polsku trudny do odczytania głosi: Janowi i Irenie z Goldanów Haraiewiczom pomnik stawią wdzięczne dzieci.

Obok cerkwiska mieści się cmentarz przycerkiewny, na którym znajdują się 4 niekompletne nagrobki.


Ten nosi wyraźne ślady po kulach

W roku 1992 cmentarz został zdemolowany przez pracowników pobliskiego PGR-u... Ślady kół na nagrobkach były wyraźnym świadectwem wandalizmu, wówczas jakby rzadziej spotykanego na tych terenach.
Być może to w tej części cmentarza znajduje się grób nauczycielki... Do lat 90-tych XX wieku znajdowała się tu żeliwna tabliczka z napisem :

TU SPOCZYWA 
KAZIMIERA STANISŁAWA
WĘGROWSKA
NAUCZYCIELKA TUTEJSZEJ SZKOŁY LUDOWEJ
ZMARŁA PO DŁUGIEJ CIĘŻKIEJ SŁABOŚCI
W 19 WIOŚNIE ŻYCIA NA DNIU 28 LISTOPADA
1893.
SPOKÓJ I CZEŚĆ DROGIM JEJ POPIOŁOM

Obecnie tabliczka ta stanowi eksponat w Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej.

Powyżej tegoż cmentarza znajdziemy jeszcze jeden - tzw. grzebalny, który jest ze wszystkich ,,najmłodszy". Został założony prawdopodobnie w 1915 roku, o czym może świadczyć krzyż gromadzki postawiony w tymże roku.

Krzyż gromadzki z 1915 roku


W tej części są jeszcze 3 krzyże, dwa kamienne i jeden metalowy.

Krzyż na grobie mieszkanki wsi Kamionka


Najpiękniejszy w całych Szklarach jest właśnie ten kamienny krzyż zwieńczony rzeźbą Chrystusa.
Pochodzi z 1923 roku i mieści się na mogile Petra A. Swiantki.


Ten stoi tuż przy wejściu na cmentarz od strony cerkwiska

Jeśli już odwiedzicie Szklary, a tak jak nam, zostanie Wam jeszcze trochę czasu możecie wdrapać się na Banię Szklarską (695 m n.p.m). wyraźnie góruje ona nad tą okolicą i roztaczają się z niej całkiem przyjemne dla oka widoki :)

Obecne Szklary widziane znad dawnej wioski

Trzeba przyznać, że choć budynki trochę szpetne, popeegerowskie, to Szklary leżą w przepięknym miejscu i zazdroszczę im trochę codziennego widoku z okna :)


Widok z Bani w stronę Jaślisk
Stali bywalcy pewnie bez problemu rozpoznają kształt Kamienia nad Jaśliskami, ale dla tych którzy być może, jeszcze tu nie byli podpisałam :)

Widok na pasmo graniczne, od prawej Kamień nad Jaśliskami

Jaśliska

Szersza perspektywa :)


Na szczycie Bani Szklarskiej znajduje się używany niegdyś w triangulacji  trójnóg, ale chyba przeszkadzał biwakującym, bo jak nam się wydaje został z premedytacją przewrócony, zapewne ciągnikiem. Obok znajduje się miejsce na ognisko i cała masa śmieci.

Ławeczka z widokiem :) Tam gdzie pada akurat smuga słoneczna znajduje się wieża przekaźnikowa na Węgierskim Trakcie.


Podpisałam ważniejsze szczyty na panoramie, żeby zobaczyć wyraźnie musicie powiększyć zdjęcie :)
Z Bani Szklarskiej można podziwiać Tatry, należy ich szukać przy sprzyjającej pogodzie na lewo od Piotrusia ;)
Można zobaczyć ich zdjęcie na stronie www.dalekieobserwacje.eu.

Tak Bania prezentuje się z Węgierskiego Traktu latem

W 2005 roku przy zejściu kulminacji w kierunku wschodnim postawiono obelisk upamiętniający osobę Jana Pawła II, który wędrując po Beskidzie Niskim odwiedził także ten szczyt.


Na koniec schodzimy jeszcze w dół drogą w stronę Rymanowa. Pod dużym świerkiem znajduje się tam wysoka kapliczka z 1898 roku. Pięknie i bogato zdobiona, otoczona metalowym płotkiem, oraz zwieńczona krzyżem.
Od tyłu odpadł spory fragment, mam nadzieję, że kapliczka się jednak nie przewróci...



Niestety koszmarnie zarośnięta... od strony drogi zasłaniają ją młode wierzbowe gałązki. Dostępu do niej bronią też krzewy tarniny.


Dzięki temu, że nie było jeszcze trawy spotkaliśmy całe połacie porośnięte czarką austriacka (jak mi się zdaje, gdyż to ona jest częściej spotykana w terenach górskich, niż czarka szkarłatna). W Szklarach są idealne dla niej warunki, czyli zarośla liściaste, obumarłe gałązki, do tego wilgoć, bliskość potoku.
W Polsce możemy te grzyby spotkać od grudnia do maja.
Do 2014 roku gatunek ten znajdował się pod ścisłą ochroną, ale z niewiadomych przyczyn został z listy gatunków zagrożonych wykreślony.
W naszym kraju jest gatunek rzadki.
 


Choć osoby, które były w Szklarach nieraz pewnie powiedzą, że łatwo tam trafić, to nie oszukujmy się, cerkwisko i cmentarze trudno odnaleźć. Orientację utrudniają najbardziej młode siewki drzew, tworzące niesamowity gąszcz, latem trudny do przebycia. My pewnie nie wybraliśmy najłatwiejszej drogi, ale chcieliśmy ,,poczuć" to miejsce, zobaczyć gdzie znajdowały się domy. Wrażenia nie zapomniane, ale należy pamiętać, przy takim wariancie o zachowaniu szczególnej ostrożności.
Ponadto polecamy spacer na Banię Szklarską, bardzo widokowy szczyt w Beskidzie Niskim, a traktowany trochę po macoszemu :)


Kasia


Źródła:

 - Potocki Andrzej ,,W dolinie górnego Wisłoka i od Rymanowa po Jaśliska", przewodnik, Krosno 2013
- Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015
www.beskid-niski-pogorze.pl