sobota, 22 września 2018

Dawne wsie Beskidu Niskiego - Kamionka

Dawna wieś Kamianka (dziś obowiązuje nazwa Kamionka) położona jest przysiółkiem Zawadki Rymanowskiej - Abramowem. Mijając ostatnie zabudowania popeegerowskie, kierujemy się na wschód, wędrując wzdłuż Białego Potoku, przez las stąpamy po ziemi gdzie kiedyś istniała łemkowska wioska...
Została ona założona przed 1526 rokiem. Była wymieniana w dokumentach jako Camyanne. Przywilej lokacyjny został wydany w 1541 roku.


Jak nietrudno się domyślić nazwa wsi pochodziła zapewne od ,,kamienia" bądź ,,kamiennej góry". Inna wersja mówi, że ,,kamionka" to wybrukowany bród - być może dotyczy to dawnego przejścia przez rzekę pobliskiego traktu dukielskiego.


Kamianka zawsze była małą wioską. W 1880 roku mieszkały tutaj 374 osoby, niemal wyłącznie wyznania grekokatolickiego, a więc sami Łemkowie.
Znajdowała się tutaj siedziba parafii unickiej, obejmująca także Zawadkę Rymanowską. W 1720 roku siedzibę przeniesiono do Zawadki. Prowadzono tutaj, jak i wszędzie w latach 1927-28 agitację za przejściem na prawosławie. Do wioski przybyła misja grekokatolicka, co zapobiegło dokonaniu się schizmy tylawskiej w tej okolicy.


W Kamiance wzniesiono w 1922 roku cerkiew, na miejscu starej, tej pochodzącej z czasów kiedy to tutaj znajdowała się siedziba parafii. Nowa cerkiew była podobna do tej, która obecnie znajduje się w Daliowej. Wybudowana na planie krzyża, nosiła wezwanie Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja.

Ilustrowana historia Łemkowszczyzny, 1936, Cerkiew w Kamionce


Ta piękna świątynia została rozebrana przez chłopów z Lubatowej i przeznaczona na budulec. Okolica bardzo ucierpiała na skutek bitwy o Przełęcz Dukielską. Nie tylko cerkiew została doszczętnie rozgrabiona, ale i wszystkie domostwa.


Wobec nasilających się w 1945 roku grabieży i napaści ze strony polskich sąsiadów, mieszkańcy Kamianki w większości zdecydowali się na wyjazd na sowiecką Ukrainę.
34 osoby, które zdecydowały się zostać zostały przesiedlone w ramach akcji ,,Wisła".

 Co znajdziemy tu dziś, po 70 latach od ostatnich wysiedleń? Niewiele...
Teraz jest to połać lasu, oraz hektary pól należace do prywatnego właściciela. Wieś ciągnęła się od Abramowa, wzdłuż potoku, gdzie ulokowanych było ponad 60 domów. Ostatnie domostwa znajdowały się już całkiem niedaleko obecnej drogi Daliowa - Rymanów Zdrój.
Teraz to dziki i rzadko odwiedzany teren.


Mamy tu pozostałości cmentarza, teraz są to trzy zdewastowane nagrobki, oraz wielki kamienny krzyż w miejscu po cerkwi.
Przy drodze w stronę Przełęczy Szklarskiej ponoć znajdują się resztki przydrożnego krzyża, jednak bardzo trudno je znaleźć... może przy którymś podejściu się uda :)






Jeszcze w 2013 roku ten nagrobek był w całości...

Za cmentarzem i cerkwiskiem znajdują się prywatne stawy. Ilekroć tam jestem zawsze mam wrażenie, że ktoś obserwuje, że się tam kręcimy. 
Nad terenem dawnej wsi góruje Kamińska (639 m n.p.m). Warto tam wejść. Polecam przejść całe pasmo, od Popowej Polany, aż do Przełęczy Szklarskiej, rozciągają się stamtąd zapierające dech w piersiach widoki na Beskid Niski.
O Popowej Polanie można poczytać TUTAJ.

Podejście od strony Kamionki jest dość ostre

W ubiegłym roku przy cmentarzu była tabliczka z zakazem wstępu na ową łąkę, gdyż to teren prywatny. W sumie to nie wiedzie tędy żaden szlak turystyczny...

Widać stawy rybne po lewej stronie. Na tym wypłaszczeniu w ich pobliżu stała cerkiew.

Ale wróćmy do góry Kamińskiej. Kiedy tam byłam ostatni raz, widoczność nie była najlepsza, ale mimo to chciałam Wam pokazać, ile można stamtąd dojrzeć.


Charakterystyczna Bania Szklarska w centrum kadru

Ciekawie z tego miejsca prezentuje się Cergowa :)

Szczyt Kamińskiej od strony Popowej Polany wygląda jak połonina :)

Na dole po lewej Abramów

Na koniec parę słów o zmorze tych terenów, przywleczonym z Rosji w czasach świetności PGR-ów barszczu Sosnowskiego. Nie dość, że jest to roślina niebezpieczna dla człowieka, zwłaszcza w lecie - może poparzyć, to jeszcze praktycznie nie da się jej wytępić. 


Właśnie tak wygląda barszcz Sosnowskiego teraz - we wrześniu. Ogromne zaschnięte badyle. Natomiast wiosną i latem okolica jest zdominowana przez kolosalne liście i kwitnące łodygi tej rośliny. Wysokość kwiatostanów sięga 3 metrów.


A w maju wygląda to tak:



Planuję już od dłuższego czasu dokładniejszą penetrację Kamionki, ale ze względu na barszcz chcę wybrać się tam zimą, kiedy nie stwarza żadnego zagrożenia. 
Osobiście uwielbiam tamtą okolicę. Zawadka Rymanowska ze swoimi pięknymi chyżami, niezalesione szczyty wznoszące się ponad tymi wioskami... i te niesamowite widoki! 
A tak z nowości to do Zawadki Rymanowskiej zrobili nowy, szeroki most (wybory samorządowe tuż, tuż więc ktoś się postarał). 






Kasia





Źródło:  Grzesik W., Traczyk T., Wadas B. ,, Beskid Niski od Komańczy do Wysowej", Warszawa 2015
              www.cerkiewne.tematy.net

sobota, 8 września 2018

Ścieżka przyrodniczo-historyczna ,,Olchowiec"


W listopadzie ubiegłego roku otworzono uroczyście ścieżkę przyrodniczo - historyczną ,,Olchowiec". Nie jest to taka typowa ścieżka z tablicami informacyjnymi, które po kilku latach po prostu się przewracają na skutek działania warunków atmosferycznych. Dzięki projektowi, oraz dofinansowaniu z programu "Interreg Polska-Słowacja" wykorzystano nowe technologie (w końcu!) i na owej ścieżce naszym przewodnikiem staje się aplikacja mobilna. 
Wystarczy mieć telefon, ściągnąć bezpłatną apkę o nazwie beFOGG i ruszamy! :)
Można ją pobrać na Google Play Store lub App Store wpisując nazwę jak powyżej, lub zeskanować kod znajdujący się na tablicy w pierwszym przystanku ścieżki.
Można ją pobrać na Google Play Store lub App Store wpisując nazwę aplikacji: beFOGG lub zeskanować kod znajdujący się na tablicy przy pierwszym przystanku ścieżki.

Ta niewielka istota, niespełna 6-letnia przeszła tę trasę sama i to z plecakiem, więc jest na prawdę łatwa. 


Start znajduje się przy cerkwi, podchodzimy do pierwszej tabliczki, telefon daje znać wibracją, że stoimy na pierwszym przystanku. Skąd telefon wie, że stoimy koło tabliczki? Wszystko dzięki połączeniu bluetooth, które ustala naszą lokalizację. Nadajniki znajdują się przy każdej tabliczce, zamontowane są na drzewach.


Ścieżka ma formę pętli. Zaczyna się i kończy przy cerkwi. Idziemy nowo wytyczonym szlakiem żółtym na Baranie, potem podążamy w dół w stronę szczytu Dobańce. Wychodzimy z lasu w przysiółku Kolonia-Olchowiec. Długość trasy to 11,5 km. Można wydłużyć sobie wycieczkę i pójść na stronę słowacką, gdzie znajdują się 3 przystanki (trzeba przejść dodatkowe 7 km). Po polskiej stronie jest 15 przystanków.


Myślę, że mało osób wie o tym miejscu. Miejsce na ognisko i ławki znajdują się przed samym wejściem na teren Parku. Za ostatnimi daczami zamiast w lewo, czyli do lasu, trzeba skierować się prosto. To dosłownie 2 minuty od szlaku :)

Widać, że rzadko tu ktoś siedzi 

W tygodniu bardzo łatwo spotkać na samych obrzeżach Parku panów od zrywki drewna. Przez praktycznie połowę drogi przez las słyszeliśmy dźwięki piły.


Aż do Baraniego kolejne punkty - przystanki opowiadają o historii wsi. O niej przeczytacie także w naszym wpisie o Olchowcu -->Olchowiec - urocza, mała wioska w sercu Beskidu Niskiego.
Chciałam też powiedzieć kilka słów o nowym przebiegu żółtego szlaku turystycznego. Nie wiedzie on jak wcześniej, przez piękną, majestatyczną buczynę karpacką, wśród wijących się dopływów potoku Olchowczyk - a szkoda. Teraz wędruje się przez - jak dla mnie - umiarkowanej urody las mieszany, aż do Przełęczy Beskid (Szarbowskiej) 542 m n.p.m. 


Na potoku Olchowczyk w dwóch miejscach jest mostek (jak to zwykle w Parku).

Coraz więcej opadających liści - chyba pożegnaliśmy już lato

Milenka zazwyczaj na wycieczkę zabiera którąś ze swoich zabawek, żeby było jej raźniej :)

Zbliżamy się do Przełęczy. Aż do tego momentu idzie się tak delikatnie pod górkę, że nawet trudno się zmęczyć. Podejście zaczyna się, kiedy wchodzimy na granicę polsko - słowacką. 


Jak dowiecie się z tablicy informacyjnej i z aplikacji, w obniżeniu przełęczy znajduje się pamiątka z I wojny światowej, a mianowicie relikty austro-węgierskiego punktu oporu. Stając w tamtym miejscu nachodzi człowieka myśl, że właśnie tędy od wieków przebiegała granica między Polską w królestwem Węgier, że wędrowali tędy ludzie, kupcy. Z resztą przez tę przełęcz przeniesiono nawet cerkiew :)
Wcześniejszy przebieg szlaku omijał to miejsce, tutaj akurat plus za to, że w to miejsce gdzie od wieków wędrowali ludzie znów wraca życie.


Przez mały prześwit między drzewami widać... las i jakąś śródleśną polanę :)

Wspinaczka szlakiem granicznych nie dostarcza zbyt wielu atrakcji ani tu widoków, ani żadnych przystanków.
Trzeba sobie jakoś radzić. Żeby nie było nudy to szukamy jeżyn :) Te rosnące w lesie to prawdziwa bomba witaminowa, choć są trochę kwaśne i małe, trzeba się ich oszukać, to dostarczają mnóstwo frajdy.

















Oprócz tego przyroda jest ciekawa! W lesie jest od groma grzybków, roślinek, ciekawie rosnących, powyginanych drzew, skałek, kałuż. Taka wyprawa może być dla dziecka interesującą przygodą a nie nudą. 

"A co tooo?"



W ten sposób powoli, ale skutecznie udaje się dotrzeć do Baraniego. Pozwoliliśmy sobie na dłuższy przystanek w tym miejscu. W aplikacji mamy informację, że można wejść na wieżę i podziwiać Beskid Niski. No niestety na chwilę obecną (wrzesień 2018) upadła najniżej położona drabina, wiodąca na pierwszą platformę. 



Dalej będziemy wędrować takim grzbietem delikatnie opadającym cały czas w dół. Poniżej miejsca na ognisko kierujemy się w lewo i tam mamy oznaczoną ścieżkę. Przypominam, że są to biało-żółte kwadraciki.
W tej części przystanki mówią o przyrodzie. Znajduje się tu całkiem ładny bukowy las, mniejsze i większe skałki. 
Wsłuchując się i rozglądając możemy spotkać różne ptaki, pamiętajmy że znajdujemy się na terenie Magurskiego Parku Narodowego.



A my spotkaliśmy za to sporych rozmiarów zaskrońca umykającego pod kamień :)


Rzekomo można tu też zobaczyć drapieżniki puszczańskie. W MPN występują wszystkie duże drapieżniki: niedźwiedzie, wilki, rysie, żbiki, ale niestety, a może i na szczęście - ciężko się na nie natknąć.

Aplikacja działa świetnie, jest w niej dużo zdjęć

Wytropiliśmy wilka :)

W lesie znajdują się też pozostałości okopów z II wojny światowej. Pas graniczny to zawsze miejsce strategiczne, o które toczyły się długotrwałe walki.
Po wielu godzinach w lesie nareszcie otwarta przestrzeń. Wychodzimy tuż nad chyżą Tadeusza Kiełbasińskiego. Ten starszy już człowiek, wciąż wytrwale dba o zabytkową chałupę, pomaga mu syn. 




Krowy szykowały się już do powrotu z pastwisk. Tak minął nam cały dzień. Dorośli są w stanie zrobić tę pętlę w jakieś 5 godzin. Natomiast z dzieckiem, czy dziećmi do tego czasu trzeba dodać jeszcze ze 3 godzinki :)
My nie wchodziliśmy na przykład do cerkwi. Byliśmy tam nieraz, ale każdemu kto nie był jeszcze w Olchowcu polecam gorąco zwiedzenie cerkwi, okoliczne niezwykle urokliwe chyże dodają temu miejscu klimatu. Tu życie toczy się wolniej, bez zgiełku, z dala od miasta. Lubię jeździć do Olchowca, bo tam można pozbierać myśli i po prostu odpocząć...


Widać już jesień w Olchowcu, jabłonie obwieszone dojrzewającymi jabłkami, drzewa przybierające coraz więcej brązu.
Wędrówka z telefonem w ręce to coś nowego na szlakach Beskidu Niskiego, bo przecież tu mało gdzie w ogóle jest zasięg :)
Sama staram się podczas takich wyjść jak najmniej razy zerkać na telefon, bo przecież nie po to wychodzę gdziekolwiek, ale ten pomysł bardzo mi się spodobał.
Aplikacja działa bez zarzutu, jest to pewne urozmaicenie, ciekawostka. Przystanki o zwierzątkach na pewno zainteresują dzieciaki, a dorośli mogą zagłębić się w historię tej okolicy.


Cóż więcej mogę powiedzieć? Przybywajcie! :) Ale pamiętajcie o jednej, bardzo ważnej rzeczy - zostawcie to miejsce w takim stanie, w jakim je zastaliście.



Kasia

sobota, 1 września 2018

Jeziorka Duszatyńskie i Rezerwat Krajobrazowy "Zwiezło"



Osuwiska w Karpatach są zjawiskiem powszechnym. wynikającym z predyspozycji podłoża, którym jest flisz karpacki. W jego budowie oprócz twardych, w miarę stabilnych i odpornych na działanie warunków pogodowych warstw piaskowców, naprzemiennie zalegają bardziej podatne na erozję warstwy łupków, u których po nasączeniu wodą następuje utrata spójności, wzrasta ciężar, śliskość, miękkość, co w efekcie ułatwia obrywanie, poślizg i przemieszczanie mas skalno-ziemnych w dół stoku.



Momentem inicjującym ruch osuwiska jest nasycenie mas skalnych wodą z topniejących sniegów lub długotrwałych, intensywnych opadów deszczu.




Wędrówkę na Jeziorka Duszatyńskie najlepiej rozpocząć z miejscowości Duszatyn. Kiedyś była to wieś łemkowska, po wysiedleniach z czasów II wojny światowej jest to niewielka osada leśna. Ledwie kilka domów...




W kierunku góry Chryszczata i Jeziorek idziemy czerwonych szlakiem PTTK. Czas przejścia w jedną stronę to około 2 godziny.   Początkowo jest to droga używana przez leśników do wywozu drewna.





Bardzo wytrzymały traktor "Białoruśka", często stosowany do pracy w lesie :) Sprawdza się w ciężkich, bieszczadzkich warunkach ...




Teraz może nieco więcej o genezie powstania i samym Jeziorkach Duszatyńskich :)


 Po obfitych późnojesiennych opadach 1906 r. oraz wiosennych roztopach i długotrwałych ulewnych deszczach, 13 kwietnia 1907 r. w przeddzień Święta Wielkanocy wg kalendarza gregoriańskiego, oderwał się kawał zachodniego ramienia góry.





    Wodospad na potoku Olchowaty, tuż przy drodze na jeziorka


 

Czynnikami sprzyjającymi były duże nachylenie warstw skalnych ku dolinie Olchowatego, jak również erozja denna i boczna cieków na stromiźnie zboczy. Obsuwające się masy ziemi i skał „zwiezły się” i z potężnym hukiem runęły na wiekowy las, powalając go po drodze. O gwałtownej formie przemieszczenia świadczą wymiary niszy oraz obecność wyżłobionej rynny. Zwały rumowiska zatrzymane zostały dopiero w głębokim jarze potoku Olchowatego, przegrodziły go
w kilku miejscach, tworząc naturalne zapory. Zagłębienia powyżej przegród wkrótce wypełniła woda z dopływów spod kulminacji Chryszczatej i Mikitowej, dając początek trzem większym jeziorkom na trasie przepływu potoku.











Obszar ten okoliczna ludność określiła mianem Zwiezła (Zwezło). Etymologia tego słowa bardzo dobrze tłumaczy genezę powstania jeziorek. Potężny huk i silne wstrząsy, spowodowały panikę wśród mieszkańców Duszatyna. Miejscowa ludność uważała Zwiezło za miejsce zaczarowane, a powstanie osuwiska wiązała z trzema olbrzymami zaklętymi w kamień na zachodnim ramieniu Chryszczatej.











Potężne osuwisko na zachodnim stoku Chryszczatej określone mianem „Zwiezła”, jest największym w polskich Karpatach pod względem ilości przemieszczonego materiału (ok. 12 mln m3 skał i ziemi) oraz drugim pod względem powierzchni (ok. 36 ha). Ustępuje tylko osuwisku w masywie Maślanej Góry k/Szymbarku z 1784 r. ożywionemu powtórnie w 1913 roku (48 ha). Ciągnie się równolegle do szlaku czerwonego na długości ponad 2 km, od miejsca, gdzie szlak przechodzi na prawą stronę potoku Olchowatego (poniżej rezerwatu „Zwiezło”), po główny grzbiet Chryszczatej.













Należy zwrócić uwagę, jak po stu dziesięciu latach od katastrofy przyroda skutecznie zabliźniła „księżycowy” krajobraz.











W obrębie języka osuwiskowego powstały trzy duże jeziorka osuwiskowe. W Duszatynie nazywano
je po prostu Stawami (try stawy sia zrobyły,  buło widno jałyci sorok metriw wysokie), a w sąsiednim Smolniku – Morskim Okiem (tam pid Zwezłom Morskie Oko buło).






Z trzeciego, najmniejszego i najniżej położonego (614 m n.p.m.) przed rokiem 1925 na polecenie
właściciela dóbr Stanisława hr. Potockiego z Rymanowa, spuszczono wodę celem wyłowienia pstrągów (odłowiono około 80 ryb, podobno niektóre wagą sięgały do 10 kg). Hrabia niezadowolony z marnego połowu, a jeszcze bardziej żałując pochopnie wydanej irracjonalnej decyzji, postanowił na zawsze skutecznie zapobiec rozkopaniu i spuszczeniu wody z pozostałych stawków i w ten sposób bezpowrotnemu zniszczeniu urokliwego miejsca. Uznał je za wielką osobliwość przyrodniczą tych gór. Po kilku latach zasugerował objęcie ich ochroną prawną, a w odpowiedzi na rozpoczęte starania i apel prof. Władysława Szafera w rocznicę kataklizmu 13 kwietnia 1934 r., wyraził formalną zgodę.







Pierwsze działania w zakresie ochrony walorów krajobrazowych i przyrodniczych dorzecza górnej
Osławy podjęte w latach 30. przed II wojną światową, przewidywały objęcie ochroną ogromnego
osuwiska wraz z dwoma śródleśnymi „Jeziorkami Duszatyńskimi”. Być może pierwszym posunięciem w tym zakresie było wydzielenie w 1937 r., zlewiska potoku Olchowatego, dopływu Osławy w dorzeczu Sanu, jako odrębnego rewiru gospodarki rybackiej. Orzeczenie wojewody w tej sprawie wydano na wniosek hrabiego Potockiego.






Rezerwat pod nazwą „Zwiezło” figuruje jako faktycznie istniejący w spisie rezerwatów przyrody,
sporządzonym na użytek władz Generalnego Gubernatorstwa w 1942 roku. Grunty wchodzące w skład rezerwatu stanowią własność Skarbu Państwa i zarządzane są przez Nadleśnictwo Komańcza, podległe Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Rezerwat położony jest w zasięgu Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego.





Projektowane jest poszerzenie obszaru do ochrony rezerwatowej wokół Jeziorek Duszatyńskich
poprzez ustanowienie dużego rezerwatu obejmującego również cały teren dawnej katastrofy i połączenie go z istniejącym obecnie rezerwatem „Zwiezło”. Jego planowana powierzchnia wynosi 481,76 ha. Wraz z ustanowieniem powiększonego rezerwatu, Nadleśnictwo Komańcza zaproponowało nadanie imienia nowemu rezerwatowi: Zwiezło im. prof. Wiktora Schramma. Ten zasłużony naukowiec pochodzący z pobliskiej Olchowej, po I wojnie światowej zajął się badaniem terenu osuwiska i jeziorek, a szczególnie pomiarem i opisem skali kataklizmu jego zasięgu i skutków dla przyrody. Był też wnikliwym badaczem bogatej przyrody i dziejów lasów tych terenów.







Dziś jeziorko górne ma 12 500 metrów kwadratowych, średnią głębokość 2 metry, maksymalną 5,8 metra, pojemność 25500 metrów sześciennych. Jeziorko dolne ma powierzchnię 4500 metrów kwadratowych, głębokość średnią 2,4 metra, maksymalną 6,2 metra a pojemność 12000 metrów sześciennych.


Teraz chciałbym Wam przedstawić kilka  ciekawostek związanych z jeziorkami :)



Silne wstrząsy i huk, jako zjawisko niepojęte spowodowały „jaskółczy” niepokój wśród mieszkańców Duszatyna, podejrzewających koniec świata. Najpierw zbiegli się do leśniczówki
u leśniczego Antoniego Jakscha, tłocząc się w dużej sali służącej jako klasa do prowadzenia lekcji, polskiej szkoły początkowej oraz okazjonalnie na wiejskie zebrania; później pakując dobytek uciekali
ze wsi do Prełuk, gdzie w cerkwi uderzono na trwogę w dzwony.





Ślady katastrofy dostrzec można w toni wodnej. Są to kikuty zalanych połamanych drzew, gazy powstające z butwienia drewna i resztek roślinności powodują w zimie wybuchy widoczne jako fontanny wody w miejscach rozerwania pokrywy lodowej.





Zawleczone rośliny jak rdestnica pływająca i skrzyp gałęzisty to w Bieszczadach rzadkie gatunki, a pałka szerokolistna, trzcina pospolita i rzęśl wiosenna mają tu wyjątkowo wysoko położone stanowiska występowania.




Miejscowa ludność uważała to miejsce za zaczarowane, a powstanie osuwiska wiązała z działaniem sił nieczystych, jedna z legend wskazuje na „diabelską robotę” rozsierdzonego czarta, który rzucił ognistą kulę czyniąc spustoszenie, jeszcze inna mówi o upadku meteorytu.





Ciemna toń nie zachęca do kąpieli w zimnej wodzie, mimo surowego zakazu kąpieli kilku śmiałków przypłaciło ją życiem. Ostatnią ofiarą, która utonęła w „jeziorkach” w dniu 30 czerwca 1990 r. był 23-letni Jacek Jarosław Łaszczyk leśnik z Kalnicy.






Jeziorka Duszatyńskie na pewno warto zobaczyć, czy to będąc w pobliżu na dłużej, czy też rozpoczynając wędrówkę szlakiem czerwonym z Komańczy do Wołosatego, kiedy to siłą rzeczy musimy obok nich przejść. Wśród turystów budzą mieszane uczucia - jedni zachwycają się nimi i wracają tu wielokrotnie, inni nazywają je bajorami i twierdzą, że to nic specjalnego. Najlepiej ocenić to samemu.



Źródła: 



www.wikipedia.org


Edward Orłowski " Jeziorka Duszatyńskie i Rezerwat "Zwiezło" pod Chryszczatą", Komańcza 2017