sobota, 24 września 2016

Leszczyny - u stóp Magury Małastowskiej

W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o Kunkowej, więc dziś zapraszamy do Leszczyn, które obecnie administracyjnie połączone są z Kunkową, stanowiąc jej przysiółek.
Leszczyny nigdy nie były dużą wsią. Pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z 1599 roku. Wieś ta była wówczas wymieniona w dokumentach jako własność Jana Potockiego. W utworzonym wtenczas kresie klimkowskim Leszczyny były najmniejszą wsią.




W XVII wieku każdy znał Wasyla Bajusa - pochodzącego z Leszczyn jednego z najsłynniejszych beskidzkich zbójników (beskidników). Ponoć najbardziej lubił wyprawiać się na posiadłość Jana Wielkopolskiego w Kobylance. Sposobem na niepokornego zbójnika miał okazać się podarowany przez papieża Innocentego XI obraz Jezusa Kobylańskiego. Bogobojny Wasyl Bajus zaniechał napaści na dwór.

Pod koniec XIX wieku Leszczyny i okolice nękała epidemia cholery. Najwięcej osób zmarło w 1873 roku.
Do dziś znane jest miejsce, w którym pochowano ofiary epidemii. Znajduje się tam prosty, wysoki krzyż.




Łatwo tam trafić. Wystarczy wybrać się do Leszczyn drogą od Bielanki. Kiedy wyjeżdżamy z lasu, naszym oczom ukazuje się tabliczka z nazwą miejscowości. Parkujemy na poboczu i koło widocznej na pierwszym zdjęciu ławeczki, dróżką dojdziemy do cmentarza cholerycznego.



Wioska rozwijała się w okresie międzywojennym dzięki pieniądzom od Łemków przebywających na emigracji w Ameryce. Z inicjatywy ówczesnego proboszcza powstała pierwsza szkoła. 

W 1936 roku w Leszczynach mieszkało 491 osób, w tym 476 Łemków, oraz dwie rodziny żydowskie.

W 1945 roku rozpoczęły się wysiedlenia, których kulminacją i ostatecznym aktem była oczywiście operacja ,,Wisła". Łemkowskie chyże zostały zasiedlone przez polskich osadników. Po 1956 powracający autochtoni musieli na powrót wykupywać swoje gospodarstwa.

My ze względów praktycznych podjechaliśmy do Leszczyn od strony Bielanki. Zatrzymaliśmy się przy ławeczce i cmentarzu cholerycznym, następny przystanek to cerkiew grekokatolicka pw. św. Łukasza. Obecnie świątynia jest własnością parafii prawosławnej w Bielance.


Wejście na teren cerkwi znajduje się w tej chwili od strony skrzyżowania dróg.
Stoi tu także malownicza, dosłownie ,,uczepiona" na brzegu kapliczka domkowa.


Jak przy wielu innych łemkowskich świątyniach, tak i tu znajdziemy tabliczkę poświęconą pamięci wysiedleń w czasie akcji ,,Wisła".


Oraz krzyż postawiony z okazji 1000 - lecia Chrztu Rusi.


Sama cerkiew podobnie jak ta w Kunkowej najlepiej prezentuje się z cmentarza.



Widać, że wejście wcześniej znajdowało się od strony drogi z Kunkowej, wskazuje na to umiejscowienie ganeczku, obecnie ciut zarośniętego.
Cerkiew wybudowano w 1835 roku. Pierwotnie dach kryty był gontem. Najpierw służyła grekokatolikom, później, to znaczy po wysiedleniach była użytkowana przez rzymskokatolickich osiedleńców. W 1968 roku cerkiew przekazano prawosławnym. W latach 90. przeprowadzono najpoważniejszy remont, przy wsparciu Łemków z Ameryki.
Wewnątrz znajduje się ikonostas z 1909 roku, autorstwa malarza Binczara.

Moją uwagę przyciągnęły cudne detale, w tym wypadku zdobienie okien. Skojarzyły mi się z koronkowymi lamówkami :)



Przy cerkwi mieści się cmentarz wiejski z kilkunastoma pięknymi, starymi nagrobkami.




Wydaje mi się, że to może być najstarsza na tym cmentarzu mogiła z 1888 roku.



Uwagę każdego przyciągnie zapewne ta mogiła. Młody chłopak - poeta...

Mirosław Nahacz (1984-2007) pochodził z Gładyszowa. Pierwszą debiutancką powieść ,,Osiem Cztery" napisał w wieku 18 lat. Był uważany za objawienie, oraz jednego z najlepiej zapowiadających się pisarzy młodego pokolenia. Ukazały się jeszcze trzy jego powieści.
Znaleziono go martwego w piwnicy jego domu w Warszawie... prawdopodobnie popełnił samobójstwo.
Został pochowany w Leszczynach skąd pochodzi jego matka.


Opuszczamy teren cerkwi. Od strony Kunkowej wypatrzyłam dwa krzyże. Ten powyżej trochę poturbowany. Drugi był starannie pomalowany, kamienny, ale stał nieco dalej od drogi i niestety nie zrobiłam mu zdjęcia.

A my idziemy jeszcze przespacerować się w stronę Nowicy...


Stoi tam niewiele domów zamieszkałych przez cały rok, ale za to sporo dacz. 

Ta chatka to już ruina, szkoda...

Leniwe niedzielne popołudnie :)


Duży krzyż, zadbany - widać że całkiem niedaleko stąd do siedziby Magurycza ;)
Myślę, że po lewej niegdyś znajdował się dom, obecnie ktoś tam ma altankę i ogródek.


A tutaj, jeśli się nie mylę musiał stać drewniany krzyż. 

Na koniec zdjęcie ze zbiorów wybitnego badacza Łemkowszczyzny Romana Reinfussa:


Leszczyniańscy wędrowni szklarzy byli znani na całą okolicę. Cały swój ,,warsztat" nosili ze sobą. To zdjęcie pochodzi z 1932 roku.
Oprócz tego mieszkańcy Leszczyn podobnie jak okolicznych wsi trudnili się wyrobem drobnych artykułów drewnianych. Łemkowie nie zaniechali tego rzemiosła nawet na wygnaniu. W Kruszynie koło Sulechowa (woj. zielonogórskie) Stefan Czerhoniak z Leszczyn założył spółdzielnię wyrobów drewnianych. Po powrocie w rodzinne strony kontynuował pracę rzeźbiarską w Gorlicach.

Klamrą kompozycyjną niech będzie tekst z tabliczki przy ławeczce :)  




Zachęcamy, podobnie jak Martyna i Moritz do odwiedzenia Leszczyn :)
Można tutaj dojechać od strony Bielanki, od Uścia Gorlickiego. A dojść możemy nawet z Nowicy, jednak tamtędy droga często przekracza potok Przysłup, więc po opadach nie polecamy tej trasy. 



Kasia



Źródła:

W. Grzesik, T. Traczyk, B. Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"
"Beskid Niski dla prawdziwego turysty" wydawnictwo Rewasz, Pruszków 2015

sobota, 17 września 2016

Z dala od turystycznych szlaków - Kunkowa

W pewien upalny sierpniowy dzień postanowiliśmy się wybrać do dwóch miejscowości leżących w urokliwej dolinie pomiędzy stokami Magury Małastowskiej a trudno dostępną górą Kopa. Mowa tutaj o wsiach Kunkowa i Leszczyny. Zacznijmy od Kunkowej :)
Nad wsią góruje majestatyczna Kopa (672 m n.p.m.). Przed powstaniem zapory na rzece Ropie do Kunkowej można było dotrzeć z nieodległej, zalanej dziś Klimkówki nieutwardzoną drogą, prowadzącą nad potokiem, pomiędzy stromymi zboczami Kopy i Czertyżków. Dziś przez wieś biegnie zbudowana wraz z zalewem, śródgórska szosa z Uścia Gorlickiego do Bielanki. Aby wydostać się ze wsi w którąkolwiek stronę, trzeba pokonać stukilkudziesięciometrowe przewyższenie.

Pierwsza zachowana wzmianka o Kunkowej ( określanej jako Hunkówka) pochodzi z dokumentu lokacyjnego dla Uścia z 1512 roku.  Nazwa Hunkówka zapewne wywodzi się od ruskiego imienia Homa czyli ,,Tomasz". W latach 1665-1666 wzniesiono w Kunkowej cerkiew, nie wiadomo jednak, czy była to pierwsza świątynia we wsi.


W 1931 roku w 43 domach mieszkało 239 osób. W 1940 roku kilka rodzin w wyniku agitacji zdecydowało się wyjechać na wschód. Po wojnie akcja wysiedleńcza miała miejsce w czerwcu 1947 roku. Ludzi wywożono najpierw do pobliskiego Łosia, skąd po 2-3 dniach oczekiwania transportowano ich na ziemie odzyskane. Opuszczone domostwa zajmowali osadnicy m.in. z Podhala. W 1956 roku repatrianci zaczęli wracać z województw zachodnich do swoich domów. Kunkowa jest jedną z nielicznych wsi, gdzie powroty odbywały się na dużą skalę. We wsi mieszkali polscy osadnicy, od których powracający Łemkowie odkupywali swoje gospodarstwa. 


Przez Kunkową nie ma wyznaczonego żadnego szlaku PTTK więc by zobaczyć tą piękną miejscowość należy iść po prostu szosą :) Mieliśmy taki zamiar ale ponad 30-sto stopniowy upał wymusił na nas zmianę planów. Zostawiliśmy samochód w centrum wsi i stamtąd podeszliśmy w miejsca które nas interesowały :) Szkoła ta była znana jako jedna z najmniejszych szkół w Polsce gdyż uczyło się w niej  tylko 9 osób :) Nosi ona imię Jacka Kuronia. 



W niewielkiej odległości od szkoły na wzgórzu stoi cerkiew pod wezwaniem św. Łukasza Apostoła. Wybudowana prawdopodobnie w 1868 roku, ale niektóre jej części zapewne są starsze i pochodzą z poprzedniej świątyni zbudowanej około 1771 roku.  Do 1947 roku użytkowana była przez grekokatolików, potem przez rzymskich katolików. Po powrotach Łemków, w wyniku długoletnich starań, została w 1968 roku przekazana prawosławnym. 


Teren cerkwi otoczony jest drewnianym ogrodzeniem z bramką. Podczas naszej wizyty trwało nabożeństwo więc zdjęć z wnętrza nie mamy.


Na stoku powyżej cerkwi znajduje się cmentarz wiejski, na którym zachowało się kilka kamiennych nagrobków z początku XX wieku. 







 Krzyż stojący przy cerkwi, upamiętniający jubileusz tysiąclecia chrztu Rusi.




Kolejnym naszym celem jest spacer jedyna drogą, która przed powstaniem sztucznego zbiornika wodnego Klimkówka można było się dostać do Kunkowej. Obecnie droga uczęszczana jest głównie przez osoby mające swoje domki nad jeziorem i przyjeżdżające tutaj na wypoczynek w sezonie.


Droga najpierw betonowa, później już żwirowa jest bardzo malownicza gdyż biegnie wzdłuż potoku przeciskającego się między górami :) Fajna trasa na spaceru lub na rower :) Po minięciu ostatnich domów, na skraju lasu napotykamy starą kapliczkę. Można wręcz powiedzieć że to z jej powodu wybraliśmy tą trasę.


Niestety nie znaleźliśmy na jej temat żadnych informacji i nie wiemy z którego roku pochodzi...


Jaka była w niej wcześniej figura lub obraz tego również nie wiemy... Obecnie są tam sztuczne kwiaty i święte obrazki.


Stary, kamienny krzyż z dala od drogi. Zauważyliśmy go dopiero jak wracaliśmy :) 


Stara chyża łemkowska znajdująca się nieopodal cerkwi. Obecnie traktowana zapewne jako składzik :) 


Zainteresowało nas jeszcze jedno miejsce w Kunkowej a mianowicie samotny krzyż w polach za wsią. Znajduje się on na stoku nad drogą . Polna drogą docieramy w jego pobliże. Stoi on na środku łąki, która na szczęście była skoszona więc mogliśmy go obejrzeć z bliska.


Otoczony jest on metalowym płotkiem. Na krzyżu znajduje się uszkodzona figura Chrystusa. Niżej zaś przedstawiono w formie płaskorzeźby Świętą Rodzinę. Niestety inskrypcji nie udało się nam odczytać. Zarówno z powodu chaszczy w których stoi ten krzyż jak również dlatego że napis był nieczytelny...





Stoi on w bardzo widokowym miejscu. Widać stamtąd całą miejscowość jak również cerkiew :) 




Widok na szczyty Kopa i Czerteżyki. Za nimi znajduje się jezioro Klimkówka :) 






Na koniec pewna ciekawostka. Obok szkoły znajduje się postawiony w 1991 roku z inicjatywy mieszkańców obelisk z datą 1391, świadczący podobno o 600-letniej historii wsi. Trudno jednak znaleźć na to potwierdzenie w dokumentach :) 


Malownicza miejscowość z pięknymi widokami - taka jest Kunkowa. Znajdziecie tutaj spokojne miejsce do spacerów, kamienne krzyże przy drogach i stare łemkowskie chaty :) 



Warto dodać również że Kunkowa była znana z wyrobów z drewna, podobnie jak sąsiednie wioski - Nowica, czy Leszczyny. Robiono tutaj proste zabawki takie jak kołatki, fujarki, drewniane wózki i ptaszki. Obecnie również na mniejsza skale wytwarzane są owe wyroby. Wykonane były tutaj rekwizyty do filmu "Ogniem i mieczem" który był realizowany m.in. nad jeziorem Klimkówka :) 



Kamil 




Źródła: 

W. Grzesik, T. Traczyk, B. Wadas ,,Beskid Niski. Od Komańczy do Wysowej"

sobota, 10 września 2016

Cmentarze wojenne w Beskidzie Niskim - Cieklin


Dziś pragniemy pokazać Wam kolejne cmentarze wojenne, tym razem z Cieklina. Podczas bitwy gorlickiej Cieklinka (512 m n.p.m) była kluczowym punktem trzeciej linii obrony rosyjskiej. 
W dniach 4-5 maja 1915 r.  Rosjanie obawiając się, że posuwający się na Żmigród Niemcy odetną drogę odwrotu ich wojskom wycofującym się z gór wykonali w tym miejscu zasadzkę. Zasugerowali Niemcom chęć poddania się, a gdy tamci się zbliżyli Rosjanie wykonali silne natarcie, które z trudem udało się powstrzymać. Walki o las ciekliński były szczególnie zacięte.


Cieklinka i cmentarz wojenny nr 13 


Cmentarz wojenny numer 13 - Cieklin



Pochowano tu 103 żołnierzy rosyjskich. Polegli oni do końca wykonując rozkazy swych dowódców w walce na bagnety nad tutejszym potokiem Pauszka. Kopiec - kurhan ma im przypominać daleką ojczyznę.
Cmentarz nr 13, oraz 14 zostały zaprojektowane przez Johanna Jägera.

Na tej zbiorowej mogile, podobnie jak na innych była tablica inskrypcyjna, głosząca jakąś sentencję, jednak została ona zrabowana. Niestety nie udało się ustalić jak mogły brzmieć słowa na niej zapisane. 



A kim był Iwan Czechowicz? 

Jeszcze do końca 1917 roku opiekował się cmentarzami na których leżeli żołnierze carscy - był jeńcem pracującym przy budowie tutejszych cmentarzy. Po ukończeniu prac przy ich urządzaniu ciężko zachorował na suchoty i pozostał we wsi. Ponoć jego wysoką, przeraźliwie chudą postać z długą brodą pamiętało wielu mieszkańców. Schronienie i wyżywienie znajdował w okolicznych domach. Po nocach krążył wśród grobów swoich druhów, co wzbudzało powszechny strach wśród mieszkańców. Zmarł prawdopodobnie z przeziębienia.
Zgodnie z wolą miejscowego społeczeństwa zostało pochowany wśród kolegów dnia 24 listopada 1917 roku.
Jesienią 2010 roku staraniem Urzędu Gminy Dębowiec zamontowano tablicę inskrypcyjną, na której widnieje tekst z cmentarza numer 10 i nazwisko Czechowicza.

Cmentarz numer 13 usytuowany jest wśród pól, prowadzi do niego wąska dróżka, wpierw asfaltowa później polna. 


Cmentarz wojenny nr 14 - Cieklin


Cmentarz usytuowany jest u stóp Cieklinki i jest największym powierzchniowo cmentarzem wojennym w powicie jasielskim. Założony został bezpośrednio na linii okopów. 
Napisy na tablicach inskrypcyjnych - dziś nieistniejących doskonale oddawały klimat tego miejsca:

Przez ten las przeszła śmierć
Kosząc snopy młodego życia
Idźcie jej śladami i siejcie
Nowe szczęście, którym Was obdarzyło
Słońce pokoju
Na tych samotnych wzgórzach
By kwiatami zalśniło 
I wiosną dla świata


Kwatera 14f

Kaplica stoi na początku drogi kalwaryjskiej, została zbudowana z kamienia. Dach był bardziej strzelisty, stromy. Choć nad odbudową czuwał konserwator i mimo iż zachowała się dokumentacja, oraz wiadomo jak wyglądał, to nie wiedzieć czemu, ale nie został odtworzony zgodnie z oryginałem.



W oryginalnym założeniu wnętrze kaplicy oświetlane było promieniami słońca przebijającymi się przez kolorowe witraże w oknach...


Ten element jednak pominięto...


Znajdują się tutaj mogiły pojedyncze i masowe.


Za każdym razem kiedy jesteśmy na cmentarzu wojennym czytam imiona i nazwiska żołnierzy. Szukam tych polsko brzmiących. Pamiętajmy, że takie cmentarze to bardzo kosmopolityczne miejsca. W armii austriackiej byli na przykład Polacy, Słowacy, Słoweńcy, Rumuni... To samo w wojsku rosyjskim, było wielu Ukraińców, Kirgizów, Finów...


Kwatery masowe

Łącznie na tym polu grobowym spoczywa 259 Rosjan i 18 Niemców.
Niemcy pochodzą z 46 Pułku Piechoty Pruskiej.



Kwatery 14e, 14d, 14c, 14b

Dalej idziemy dróżką biegnącą skrajem lasu. Potem wchodzimy w pachnący żywicą sosnowy lasek. Mogiły znajdują się w niedalekiej odległości od siebie. Projektant zrezygnował jednak z ekshumacji zwłok, ujął po prostu te mogiły w formy architektoniczne. 





Kapliczka cmentarna

Wszystkie pola grobowe są niemal identyczne. Gmina się postarała, bo wszystkie są pięknie ogrodzone. Miejmy nadzieję, że będzie ktoś o nie dbał przez kolejne lata, żeby nie zarosły.
W tych czterech kwaterach spoczywa w sumie 147 żołnierzy rosyjskich.

Kwatera 14

 Wysoki drewniany krzyż z metalową glorią w kształcie korony cierniowej.





Elementem zdecydowanie wyróżniającym się wśród krzyży są słupki stylizowane na pnie. Ja widzę żołędzie i liście dębowe, a Pan Roman Frodyma pisze o pniach kasztanowców. Nie wiem, pozostawiam do weryfikacji :)



Mogiły te należą do poległych Niemców. 83 oficerów pochodziło z 46. Rezerwowego Pułku Piechoty Pruskiej - Poznań-Września, oraz 48. Pułku Piechoty Pruskiej - Głogów. Jak łatwo się domyślić w spisie poległych znajduje się wiele nazwisk Polaków, walczących w armii pruskiej.


Jeszcze całkiem niedawno cmentarz ten, jak i ten z numerem 12 w przysiółku Cieklina - Józefowie należały do jednych z najbardziej zaniedbanych w całej Zachodniej Galicji. Gmina Dębowiec postarała się i wykonała generalny remont. Skądinąd całkiem udany. Prócz małych potknięć na cmentarzu nr 14. Z kolei temu w Józefowie udało się przy wrócić dawny wygląd z czasów jego powstania. 
Teraz warto odwiedzić Cieklin i Wolę Cieklińską, pieszo, lub na rowerze, bo nekropolie znajdują się w niedużej odległości od siebie. 



Kasia



Źródła:

,,Cmentarze wojenne z I wojny światowej. Gawęda przewodnicka. Część I" Roman Frodyma, Krosno 2015